Zaporoska Elektrownia Jądrowa — nota bene najpotężniejsza w Europie — od dawna przekształciła się z energetycznego giganta i symbolu pokojowego atomu w epicentrum bezprecedensowego kryzysu wojskowo-technogenicznego. Od marca 2022 roku znajduje się pod rosyjską okupacją, a kwestia jej losu oraz prób integracji obiektu przez okupantów z rosyjskim systemem energetycznym przez cały ten czas budzi poważne obawy zarówno w Ukrainie, jak i w Europie.
Regularnie pojawiają się oświadczenia rosyjskich przedstawicieli o zamiarze „podłączenia elektrowni do rosyjskiej sieci”. W ostatnim czasie deklaracjom tym towarzyszy nietypowa aktywność na terenie ZAEJ, o czym informują m.in. analitycy Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) w najnowszych raportach.
Rzeczywistość jest jednak daleka od propagandowych zapowiedzi i oczekiwań rosjan. Elektrownia znajduje się obecnie w stanie krytycznym, a jej techniczne przywrócenie do pracy jest zadaniem niezwykle trudnym, a w obecnych warunkach wręcz niemal niemożliwym. Eksperci energetyczni najczęściej podkreślają, że nawet w przypadku natychmiastowego powrotu ZAEJ pod kontrolę Ukrainy nie da się jej po prostu „włączyć”, a w warunkach pokojowych prace przygotowawcze zajęłyby co najmniej rok lub dwa.
W jakim więc stanie znajduje się dziś Zaporoska Elektrownia Jądrowa i czy rosjanie mogą podłączyć ją do własnej sieci? Szczegóły — w materiale UA.News.
„Zimne wyłączenie” i zniszczenie infrastruktury
Obecnie ZAEJ znajduje się w stanie określanym przez specjalistów jako „zimne wyłączenie”. Oznacza to, że wszystkie sześć bloków energetycznych zostało wyłączonych z eksploatacji, jednak dla utrzymania bezpieczeństwa i zapobieżenia stopieniu paliwa jądrowego konieczne jest stałe chłodzenie basenów wypalonego paliwa oraz rdzeni reaktorów. Zadanie to spoczywa najczęściej na awaryjnych generatorach diesla oraz resztkach zewnętrznego zasilania, które jest regularnie przerywane w wyniku ostrzałów.
Każde takie odłączenie to krok w stronę potencjalnej katastrofy jądrowej. Właśnie dlatego wokół ZAEJ regularnie ogłaszane są reżimy zawieszenia broni z udziałem MAEA, a „dni ciszy” wykorzystywane są na naprawę linii przesyłowych.
Stan fizyczny infrastruktury elektrowni przez te cztery lata uległ katastrofalnemu pogorszeniu. Wiadomo o uszkodzonych obiektach pomocniczych, stacjach transformatorowych oraz systemach łączności. Część kluczowego wyposażenia, w tym elementy systemów kontroli i bezpieczeństwa, została przez okupantów zdemontowana lub po prostu zniszczona.
Bardzo istotnym czynnikiem jest również utrata wykwalifikowanego personelu. Ukraińscy specjaliści, którzy nadal pozostają na obiekcie, pracują pod presją rosyjskich wojskowych. Wielu zostało aresztowanych lub zmuszonych do opuszczenia miejsca pracy. Ich miejsca zajmują niedoświadczeni specjaliści z federacji rosyjskiej, którzy nie znają specyfiki Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej, co znacząco zwiększa ryzyko błędu, na który po prostu nie ma miejsca.
Misje MAEA regularnie odnotowują liczne naruszenia protokołów bezpieczeństwa. Elektrownia w istocie ledwo utrzymuje dziś swoje kluczowe funkcje życiowe, stale balansując na granicy katastrofy technogenicznej.

Bariery techniczne: dlaczego nie da się po prostu „włączyć” Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej
Pomysł szybkiego uruchomienia ogromnej elektrowni jądrowej po długotrwałym wyłączeniu w warunkach wojny w gruncie rzeczy brzmi jak science fiction. Pełnoskalowe uruchomienie elektrowni jądrowej to bowiem nie jest włączenie silnika samochodu przez przekręcenie kluczyka ani „kliknięcie” włącznika światła w pokoju. To niezwykle złożona, wieloetapowa procedura, która nawet w stabilnych warunkach wymaga miesięcy przygotowań.
Po latach „zimnego wyłączenia” reaktory wymagają pełnej kontroli setek (!) elementów systemów bezpieczeństwa, monitoringu, sterowania oraz zasilania. Jednym z kluczowych ograniczeń jest stan paliwa jądrowego. Zestawy paliwowe mają ściśle określone terminy i tryby eksploatacji, które od dawna zostały naruszone. Część paliwa może wymagać wymiany, a proces jego wyładunku, transportu i załadunku świeżego paliwa należy do najbardziej odpowiedzialnych i niebezpiecznych. Prace z paliwem jądrowym są w ogóle niemożliwe bez pełnego zestawu specjalistycznego sprzętu, certyfikowanego personelu itd.
Owszem, Rosatom dysponuje wszystkimi niezbędnymi zasobami technologicznymi i doświadczeniem. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że rosja posiada na miejscu wymagane materiały techniczne oraz sprawnie funkcjonujące łańcuchy logistyczne umożliwiające przeprowadzenie takich operacji na cudzej elektrowni.
Ponadto system sterowania i ochrony Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej był w pełni zintegrowany z jednolitym systemem energetycznym Ukrainy. Jego techniczne „przepięcie” do rosyjskiego systemu, o innych parametrach i protokołach, wymaga głębokiej modernizacji zarówno sprzętu, jak i oprogramowania, czego nie da się przeprowadzić szybko i bez ryzyka awarii. Każda pochopna próba może doprowadzić do automatycznego uruchomienia systemów zabezpieczających i kolejnego awaryjnego wyłączenia albo do niekontrolowanego uszkodzenia aktywnych stref reaktorów.
Nawet jednak jeśli — czysto teoretycznie — wszystkie bariery techniczne można by pokonać, pozostaje czynnik, który ostatecznie przekreśla jakiekolwiek plany uruchomienia. Chodzi o intensywne działania bojowe wokół elektrowni. Zaporoska Elektrownia Jądrowa znajduje się de facto na linii frontu, w strefie ciągłych ostrzałów artyleryjskich, moździerzowych i rakietowych. Eksplozje rozlegają się w pobliżu reaktorów, uszkadzając budynki i zwiększając ryzyko bezpośredniego trafienia w infrastrukturę krytyczną.
W takich warunkach nie da się prowadzić ani planowych prac remontowych, ani tym bardziej skomplikowanych procedur rozruchowych. Każdy specjalista na terenie obiektu pracuje pod stałym zagrożeniem. Każda ekipa remontowa lub transport może zostać zniszczona w drodze. Stabilne zewnętrzne zasilanie elektryczne, niezbędne do jakichkolwiek prac, nie istnieje. Instytucja stref bezpieczeństwa wokół elektrowni jądrowej, będąca obowiązkowym wymogiem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, została naruszona. Uruchomienie bloku energetycznego w takim środowisku byłoby aktem skrajnej nieodpowiedzialności, graniczącej z szaleństwem — co zaskakujące nawet w przypadku strony rosyjskiej: kimkolwiek by nie byli, z pewnością nie są samobójcami i ewidentnie nie chcieliby doprowadzić do katastrofy jądrowej, w której pierwsi by ucierpieli.

Czy federacja rosyjska jest w stanie uruchomić Zaporoską Elektrownię Jądrową
Wszelkie oświadczenia o integracji Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej należy przede wszystkim rozpatrywać przez pryzmat kampanii informacyjno-politycznej, jeśli pochodzą one od przedstawicieli rosji. Jeśli natomiast podobne tezy formułują zachodni analitycy, możliwe, że w pewnym stopniu przeceniają oni rzeczywistą sytuację.
Z praktycznego punktu widzenia federacja rosyjska nie posiada obecnie ani technicznych, ani logistycznych, ani kadrowych możliwości szybkiego uruchomienia Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej. Wszystkie systemy dokumentacji, zarządzania i wsparcia są w języku ukraińskim lub dostosowane do ukraińskich standardów. Nawet gdyby rosjanie sprowadzili własne urządzenia, ich integracja z istniejącą architekturą elektrowni bez udziału pierwotnych dostawców i projektantów byłaby niezwykle trudna.
Rzeczywista aktywność okupantów na terenie elektrowni najprawdopodobniej ogranicza się do prób utrzymania minimalnego poziomu bezpieczeństwa w celu uniknięcia katastrofy (w której, w razie czego, sami by ucierpieli jako pierwsi) oraz do pokazowych wizyt urzędników na potrzeby realizacji materiałów propagandowych. Jakiekolwiek realne prace rozruchowe wymagałyby masowego zaangażowania specjalistów i dostawców, co w warunkach aktywnej fazy wojny jest niemożliwe.

Opinia eksperta
Starszy inżynier elektryk Serhij T. poświęcił wiele lat swojego życia pracy w Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej. Nawet w dniu wybuchu wojny, 24 lutego 2022 roku, pracował na terenie ZAEJ. Brygada, w której składzie był nasz rozmówca, zdołała szybko się ewakuować, a już kilka dni później obiekt został zajęty przez rosjan. Poniżej przytaczamy bezpośrednią wypowiedź specjalisty na temat obecnego stanu ZAEJ oraz możliwości jej uruchomienia przez rosjan.
„Czy można ją (ZAEJ — przyp. red.) po prostu wziąć i uruchomić — to trudne pytanie. Po pierwsze, przez cztery lata cały sprzęt stoi nieużywany. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie było. I nie wiadomo, jak to wszystko się zachowa. Owszem, jest tam staw chłodzący i dla jednego bloku — myślę — teoretycznie by wystarczył. Ale jeśli zaczną coś uruchamiać, my im odetniemy zasilanie. Oni ciągną prąd z naszych południowych podstacji, ciągną też coś swojego. Ale jesteśmy w stanie to „skorygować”. Jeśli będą próbowali się gdzieś podłączyć, możemy po prostu zniszczyć tę podstację. I wszystko znowu odłoży się na długi czas.
Na stacji jest też zasilanie rezerwowe, ale ono również pochodzi z Ukrainy i w każdej chwili możemy je wyłączyć. Są też generatory diesla — to także zasilanie awaryjne. Jednak pamiętacie, był wielki skandal, bo generatory mogą pracować tylko kilka dni, a u rosjan działały przez kilka tygodni z rzędu. To była sytuacja awaryjna.
Reaktory, które obecnie znajdują się w „zimnym wyłączeniu”, można rozpędzić. Specjalistów — myślę — też by znaleźli. To jest problem, ale do rozwiązania. Kluczowa sprawa to licencjonowanie przez rosyjski „Rosatom”. Nikt nigdy na świecie czegoś takiego nie robił: żeby zająć elektrownię jądrową i zalegalizować ją jako rosyjską! Trzeba też wspomnieć o automatycznych systemach sterowania procesami technologicznymi. U nas są one inne, nie takie jak w rosji. Ogólnie rzecz biorąc, stacja została zbudowana według radzieckiego projektu, więc z jednej strony większość rozwiązań technicznych rosjanie znają — ale z drugiej strony istnieją specyficzne niuanse właśnie ZAEJ, o których oni nie mają pojęcia.
Rzeczywiście istnieje ogromny problem z chłodzeniem reaktorów jądrowych. Zbiornika Kachowskiego już dawno nie ma. Jednak staw chłodzący pozostał i uważam, że jeden z sześciu bloków dałby radę go obsłużyć — ledwo, ale jednak. Im politycznie wystarczy uruchomić tylko jeden blok. Więcej, myślę, nawet nie planują. Coś tam budują w rodzaju linii wyprowadzenia mocy, ale my w każdej chwili możemy je po prostu w stu procentach zniszczyć. Podstacje też możemy zniszczyć, jeśli spróbują gdzieś oddawać energię. To jest cały proces: jak tylko zaczną, my będziemy o tym wiedzieć. Tego nie robi się w jeden dzień — to są długie przygotowania.
Czyli moja główna teza jest taka, że czysto technicznie, po jakimś dłuższym czasie, w jakiś sposób, ale jeden blok prawdopodobnie mogliby uruchomić. Teoretycznie. Technicznie to nie jest niemożliwe — powiem tak. Trudne, ale nie niemożliwe. Jednak my po prostu nie pozwolimy im tego zrobić drogą wojskową, nawet jeśli w ogóle do tego dojdzie. Bo nawet jeśli w teorii rozwiążą wszystkie problemy techniczne — pozostaje czynnik militarny. Kilka precyzyjnych uderzeń — oczywiście nie w samą elektrownię, lecz w infrastrukturę towarzyszącą — i nie będą w stanie nic zrobić. Dlatego wszystkie wiadomości o uruchomieniu to bajki”.

Podsumowując, Zaporoska Elektrownia Jądrowa jest dziś ogromnym, poranionym technogennym „organizmem”, znajdującym się w stanie pomiędzy życiem a śmiercią. Jej przyszłość w całości zależy od deokupacji i powrotu elektrowni pod suwerenną kontrolę Ukrainy oraz pod gwarancje Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Nawet wtedy czekałyby ją lata żmudnej pracy.
Pierwszym etapem musiałoby być przeprowadzenie pełnego międzynarodowego audytu technicznego w celu oceny wszystkich zniszczeń. Następnie — demontaż i wymiana tysięcy uszkodzonych komponentów, odbudowa infrastruktury oraz ponowne przeszkolenie personelu. Dopiero po tym możliwe byłoby myślenie o uzyskaniu zgody regulatora na uruchomienie pierwszego bloku.
Dlatego odpowiedź na kluczowe pytanie — czy rosja jest w stanie w najbliższym czasie szybko uruchomić Zaporoską Elektrownię Jądrową — jest jednoznacznie negatywna. Okupanci mogą jedynie utrzymywać elektrownię w stanie permanentnego kryzysu, zagrażając bezpieczeństwu całego kontynentu. Jedyną drogą do stabilizacji sytuacji jest całkowite wycofanie rosyjskich wojsk z terenu elektrowni, utworzenie strefy zdemilitaryzowanej oraz przywrócenie obiektu pod legalną kontrolę Kijowa. Dopóki trwa wojna, o uruchomieniu ZAEJ nie może być mowy.