Bezpieczeństwo to wyłącznie sprawa państwa, a plany na przyszłość muszą być długoterminowe. Jednak rzeczywistość zmusiła Ukraińców do ponownego przemyślenia podstawowych zasad przetrwania. Jak planować pracę, gdy horyzont planowania zawęził się do jednego wieczoru? Dlaczego państwo nie radzi sobie z komunikacją z własnymi obywatelami i jak przekształcić silne społeczeństwo obywatelskie z opozycji w sojuszników?
Natychmiastowa ulga po zakończeniu ostrej fazy wojny na Ukrainie nie nadejdzie, rozpocznie się nowa seria trudnych wyzwań: bezrobocie przy niedoborze kadr, integracja weteranów w regionach, gdzie brakuje jakiejkolwiek infrastruktury. Czy państwo jest na to gotowe i dlaczego nadszedł wreszcie czas, by nauczyło się przyznawać do własnych błędów?
Adwokatka, profesor wizytująca na Uniwersytecie SAN w Warszawie oraz prezeska fundacji bezpieczeństwa „Safe Ukraine 2030” Olena Sukmanowa obala mity dotyczące odbudowy, wyjaśnia, dlaczego zagraniczni inwestorzy boją się wkraczać na Ukrainę, oraz opowiada, jak w czasach całkowitej niepewności podejmować decyzje oparte na intuicji i kalkulacji.
Rozmawiamy o nowej kulturze bezpieczeństwa, ubezpieczeniach od ryzyka wojennego dla średnich przedsiębiorstw oraz wyzwaniach, które czekają nas po zakończeniu gorącej fazy wojny. Poniżej – wypowiedź Oleny Sukmanowej.
O „nowej kulturze bezpieczeństwa” i końcu epoki „słomianych nóg”
Bezpieczeństwo to podstawowa potrzeba człowieka, jeśli przypomnieć sobie choćby piramidę Maslowa. Jednak przez długie lata żyliśmy w paradygmacie, zgodnie z którym bezpieczeństwo jest czymś z góry danym i stanowi wyłącznie zadanie państwa. Począwszy od 2014 roku, najpierw Ukraina, a później cała Europa zrozumiały: pokój nie jest stałą, a stara architektura bezpieczeństwa opiera się na „słomianych nogach”. Nasza fundacja powstała w odpowiedzi na potrzebę zbudowania nowej architektury bezpieczeństwa i stworzyliśmy podstawowy program „Nowa kultura bezpieczeństwa”.
Jej nowatorskość polega na tym, że bezpieczeństwo nie jest już postrzegane jako zamknięta, czysto wertykalna tajemnica państwowa. Udowodniliśmy, że może ono być demokratyczne. Zobaczyliśmy, jak biznes i społeczeństwo obywatelskie są w stanie wnieść w nią swój ogromny wkład poprzez partnerstwa ad hoc (sytuacyjne).
W dziedzinie bezpieczeństwa cywilnego natychmiast zmobilizowały się ruch wolontariacki, organizacje obrony terytorialnej oraz lokalne inicjatywy samopomocowe. W sferze gospodarczej biznes wykazał się niesamowitą zdolnością adaptacyjną. Kiedy przemawiam w Europie i opowiadam, że na Ukrainie zakłady przemysłowe zmieniły profil działalności lub przeniosły się w ciągu 4–8 tygodni, tam po prostu nie wierzą, że coś takiego jest możliwe. A jeśli chodzi o bezpieczeństwo informacyjne, staliśmy się wręcz liderami. Dzisiaj żyjemy w warunkach wojny kognitywnej, a nowa kultura bezpieczeństwa wymaga, aby element bezpieczeństwa był naturalnie zintegrowany ze wszystkimi sferami: od przedszkola po służbę publiczną.
O sytuacjach kryzysowych i myśleniu adaptacyjnym zamiast schematów
Kiedy słyszymy o kolejnych głośnych przypadkach z użyciem strzał w Kijowie i nie tylko, staje się oczywiste: ani ludzie, ani nawet funkcjonariusze organów ścigania nie zawsze wiedzą, jak postępować w sytuacji zagrożenia terrorystycznego lub innego podobnego zagrożenia kryzysowego. Nie podejmujemy się reformy systemu organów ścigania – tam obowiązują własne algorytmy. Mówimy o przygotowaniu reszty społeczeństwa. Ideę tę można wdrożyć zarówno na poziomie programu państwowego, jak i na poziomie gmin, a obecnie przygotowujemy odpowiednią koncepcję takiego szkolenia.
Wraz z profesjonalnymi instruktorami, którzy szkolą najlepszych ochroniarzy i żołnierzy, zastanawialiśmy się: kogo właściwie należy szkolić? Początkowo myśleliśmy o dzieciach, ale dzieci kończą szkołę, a wiedza nie zostaje utrwalona. Dlatego należy szkolić nauczycieli, i to na kursach praktycznych, a nie online, aby mogli włączyć tę wiedzę do swoich programów nauczania.
Ale najważniejsze – czego właściwie należy uczyć? Nie szablonów. Bardzo podoba mi się przykład, który podał mój kolega, zaczerpnięty z podręcznika instruktora wojskowego, który służył w Syrii i Afganistanie. Opisał on różne warianty wymiany koła w samochodzie: na pustyni, na bagnach, pod ostrzałem lub w otoczeniu ludności cywilnej. Za każdym razem jest to inny algorytm. Żadne dziecko ani nauczyciel nie zapamięta na pamięć setek takich instrukcji. Dlatego należy uczyć nie suchych zasad, ale elastycznego myślenia kryzysowego. Świat się zmienia, a zagrożenia będą się nieustannie zmieniać: 30 lat temu nie było cyberataków, 50 lat temu – oszustw telefonicznych, a dziś mamy miliony sztuk broni w obiegu, szalony rozwój technologii, sztuczną inteligencję i nieprzewidywalny stan psychiczny ludzi. Zagrożenia nie znikną, dlatego kwestie bezpieczeństwa muszą stać się częścią każdego procesu.
Eksport ukraińskich rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa i wnioski z memorandum budapeszteńskiego
Wydaje się, że Ukraina stała się już częściowo eksporterem światowych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa na arenie międzynarodowej. Dzięki swojej energii i kreatywności Ukraińcy dokonują niesamowitych rzeczy, ale naszym głównym problemem jest to, że prawie w ogóle nie systematyzujemy tego doświadczenia. Musimy nauczyć się przekształcać go w produkt instytucjonalny, który można zaprezentować światu.
Doskonałym przykładem jest nasz projekt „Paszporty bezpieczeństwa społeczności”, którego pilotaż rozpoczynamy obecnie w obwodach żytomierskim i poltawskim. Jest to metodologia oceny bezpieczeństwa społeczności (rodzaj przygotowania do późniejszej samooceny), obejmująca logistykę, infrastrukturę krytyczną, sytuację kryminogenną i demograficzną, systemy ostrzegania itp. Logicznym zwieńczeniem będzie przygotowanie matrycy ryzyka oraz paszportu bezpieczeństwa, który powinien zostać włączony do wewnętrznych polityk gminy. Jest to niezbędne zarówno dla samej gminy, jak i dla przyszłego inwestora, który zechce zaangażować się w odbudowę regionu. Tym doświadczeniem bardzo zainteresowały się już kraje bałtyckie i Polska.
Jeśli uda nam się zinstytucjonalizować nasze unikalne doświadczenie, będziemy mogli korzystnie zaprezentować się na arenie polityki zagranicznej. W 1992 roku po prostu oddaliśmy głowice jądrowe i otrzymaliśmy memorandum budapeszteńskie, które nie zadziałało. Teraz, dzieląc się z światem naszymi rozwiązaniami w zakresie bezpieczeństwa, powinniśmy otrzymać coś w zamian.
O zagrożeniach hybrydowych i głównych błędach państwa
Jeśli mówić o obszarach bezpieczeństwa, które obecnie najbardziej ulegają osłabieniu, to największym zagrożeniem są zagrożenia hybrydowe skierowane do wnętrza społeczeństwa: radykalizacja, konflikty i brak zaufania do instytucji władzy. Głównym narzędziem w tym zakresie jest informacja i jest to obszar, w którym musimy podjąć bardzo poważne działania. Niestety, większość naszych specjalistycznych organizacji skupia się obecnie wyłącznie na weryfikacji faktów i umiejętności korzystania z mediów. Jednak praktycznie nie mamy systemu prognozowania ryzyka informacyjnego i zarządzania ryzykiem. Obecnie staramy się zgromadzić ekspertów w dziedzinie bezpieczeństwa informacyjnego, naukowców oraz firmy technologiczne zajmujące się Big Data, aby stworzyć taki system i zaproponować go państwu.
Ogólnie rzecz biorąc, państwo nie docenia obecnie dwóch kwestii: konieczności usystematyzowania doświadczeń oraz znaczenia trwałego partnerstwa ze społeczeństwem i biznesem. Właśnie dlatego czerwoną linią w programach naszego Funduszu jest stworzenie systemu partnerstwa publiczno-prywatno-społecznego oraz jego instytucjonalizacja. Te zagrożenia dla bezpieczeństwa będą istnieć jeszcze przez co najmniej jedno lub dwa pokolenia. W takich warunkach władza musi być silna, a niekiedy autorytarna, podejmować niepopularne decyzje i wprowadzać specjalne regulacje. Jednak głównym zadaniem państwa nie jest uczynienie z biznesu i sektora społecznego opozycji, lecz przekształcenie ich w sojuszników, aby wspólnie wypracowywać rozwiązania.
W tym roku Fundacja opracowała i zainicjowała strategiczne ramy działania „TRUSTA” (Transperency, Resilience, Unity, Security, Trust and Action), zawierające siedem konkretnych zobowiązań (bezpieczeństwo informacyjne i odporność poznawcza, rozszerzenie zakresu stosowania „paszportów bezpieczeństwa”, system kontroli inwestycji zagranicznych, usystematyzowanie partnerstwa w zakresie bezpieczeństwa na poziomie ustawodawczym itp.). Do tej inicjatywy dołączyli już liderzy społeczeństwa obywatelskiego, stowarzyszenia biznesowe, niektóre ministerstwa, organy władzy centralnej i lokalnej oraz organizacje międzynarodowe. Gdy decyzja jest wypracowywana wspólnie, żadna organizacja społeczna nie będzie potem krzyczeć o zdradzie czy naruszeniu praw człowieka. Czy państwo jest na to gotowe? Nie zawsze. Niestety, w instytucjach państwowych nadal często dominuje podejście: „Sami sobie tu z wszystkim poradzimy, bo wiemy lepiej”. Jednak w dzisiejszych warunkach nikt nie może się pochwalić, że dokładnie wie, jak najlepiej. Dlatego jedynym wyjściem jest partnerstwo na rzecz wspólnych celów.
Dysonans poznawczy w komunikacji i jedyna droga do zaufania
Nie ma magicznej pigułki, która natychmiast zmusiłaby ludzi do zmiany sposobu myślenia i porzucenia tezy „państwo nic dla mnie nie zrobiło”. Są jednak dwa konkretne obszary, na których należy skoncentrować wysiłki. Pierwszym z nich jest polityka komunikacyjna. Ludzie często mówią na przystankach lub w sklepach, że nic nie zostało zrobione, po prostu dlatego, że nie dysponują informacjami i nie odwiedzają oficjalnych stron internetowych. Natomiast ci, którzy mają do czynienia z rzeczywistymi programami, takimi jak „єОселя”, przejrzystość usług administracyjnych itp., dostrzegają rzeczywiste zmiany.
Drugim punktem jest umiejętność władz do przyznawania się do błędów. Historycznie rzecz biorąc, komunikacja państwowa była bardziej ukierunkowana na usprawiedliwianie się lub pokazywanie, jak wszystko jest dobrze, a nie na szczere przyznanie: „Tak, w tej kwestii się myliliśmy”. Powoduje to dysonans poznawczy. Obywatel ze wszystkich mediów słyszy, że niemal osiągnęliśmy rządy prawa i przeprowadziliśmy świetne reformy integracyjne z UE. Szczerze w to wierzy, ale już jutro staje przed koniecznością wniesienia zwykłego pozwu cywilnego do sądu – i trafia do systemu, w którym sądy są całkowicie przeciążone, a procesy ciągną się latami. Albo wysyła zapytanie do ministerstwa i zamiast jasnej i zrozumiałej odpowiedzi otrzymuje trzy strony cytatów, zaczynających się od Konstytucji. To prawdziwa choroba systemu. Oczywiście po czymś takim człowiek nie czuje się bezpieczny.
Aby wzbudzić zaufanie konkretnej osoby, nie powinniśmy oczekiwać tego pierwszego kroku od obywateli. Każdy ma swoje życie, swoje codzienne problemy – „własna koszula jest bliżej ciała”. Pierwszy krok musi wykonać właśnie państwo poprzez małe, codzienne decyzje.
Poza tym na Ukrainie istnieje niezwykle silne społeczeństwo obywatelskie. Ci ludzie już wykonują ogromną pracę, a zadaniem władz nie jest przekształcanie ich w zagorzałych opozycjonistów, lecz uczynienie z nich swoich sojuszników. Właśnie tym nasza fundacja różni się od przeciętnej organizacji społecznej. Nie zajmujemy się populistycznymi pokazami w „własnym akwarium”, bo w ten sposób nie osiągnie się żadnych rezultatów. Realizujemy programy systemowe we współpracy z państwowymi interesariuszami – podpisaliśmy porozumienia praktycznie ze wszystkimi kluczowymi resortami w dziedzinie bezpieczeństwa. Tylko poprzez takie – czasem bardzo trudne, ale wspólne – poszukiwanie złotego środka wraz ze społeczeństwem obywatelskim można krok po kroku budować zaufanie.
Ubezpieczenie ryzyka wojennego i ochrona kraju na arenie międzynarodowej
Pomijając oczywisty niedobór kadr, nasza powojenna odbudowa zależy całkowicie od dwóch fundamentalnych wyzwań: finansowania zewnętrznego i napływu inwestycji. Jednak zagraniczne firmy mówią: „Jesteśmy gotowi wejść na rynek, gdy zakończy się ostra faza wojny”. Jednak wszyscy doskonale rozumiemy: nawet gdy wojna się zakończy, nikt nie da gwarancji, że nie wybuchnie ponownie za rok lub dwa. Co więcej, zagraniczne firmy nie mogą obecnie wysłać na Ukrainę nawet swoich specjalistów, ponieważ brakuje podstawowego mechanizmu ubezpieczeniowego.
Dlatego naszym głównym praktycznym narzędziem i siłą napędową jest ubezpieczenie od ryzyka wojennego. Jest to zadanie nie tylko Ukrainy, ale całej społeczności międzynarodowej. Istnieją już pewne przykłady dotyczące dużych projektów, ale mechanizm ten należy rozwinąć tak, aby stał się dostępny nie tylko dla międzynarodowych gigantów, ale przynajmniej dla średniego inwestora.
Drugim wyzwaniem jest stworzenie przejrzystych zasad gry. W zeszłym roku podczas spotkania inwestorzy zagraniczni powiedzieli nam wprost: „Nie rozumiemy waszego systemu, macie ogromną swobodę decyzyjną organów samorządu lokalnego, korupcję i nieeuropejskie ustawodawstwo”. Odpowiedziałam jako adwokat i prawnik: „Nie, po prostu nie znacie naszej struktury. Mamy normalne ustawodawstwo, a z punktu widzenia budownictwa czy inwestycji możemy tak skonstruować projekt, że będzie wyglądał lepiej niż europejski”.
Aby to udowodnić, nasz fundusz przygotował obszerny raport. Przeanalizowaliśmy pięć rzeczywistych projektów odbudowy w różnych regionach (od programów na dużą skalę po bezpośrednie partnerstwa gminne, takie jak między Danią a Mikołajowem) i szczerze przedstawiliśmy prawdę: gdzie występują zagrożenia i jak je przezwyciężyć, gdzie procedura jest nieprzejrzysta i jak uczynić ją przejrzystą. Jak przynajmniej częściowo przezwyciężyć zagrożenia dla bezpieczeństwa. Przedstawiliśmy te narzędzia kontroli na posiedzeniu Sojuszu na rzecz Odbudowy w ramach Komisji Regionów Parlamentu Europejskiego. Kiedy jeździmy do Europy, zawsze powtarzam: już dawno nie jestem przedstawicielem państwa i mogę sobie pozwolić na mówienie czegokolwiek, ale nigdy nie powiem nic złego o Ukrainie. Tego musi nauczyć się całe nasze społeczeństwo — reprezentować i bronić jedności kraju na arenie międzynarodowej
Planowanie w warunkach chaosu i zasada 70% gotowości
Przyzwyczailiśmy się już do życia w warunkach całkowitej niepewności, kiedy nie wiadomo, co będzie dziś wieczorem — nie mamy innego wyboru. Jeśli w naszym biurze ktoś poważnie wypowiada słowo „długoterminowo”, wszyscy zaczynają się śmiać. Nauczyliśmy się działać małymi krokami i podejmować decyzje błyskawicznie.
Z moich obserwacji wynika, że w warunkach kryzysowych decyzje podejmowane są w oparciu o trzy czynniki: racjonalne fakty, własne doświadczenie (gdzie już zdążyliśmy się sparzyć) oraz intuicję. Przy czym zdecydowana większość decyzji opiera się na intuicji. O ile w dużych korporacjach przyzwyczajono się do przechodzenia przez pięć etapów dyskusji i uzgodnień, o tyle u nas wszystko rozstrzyga się „tu i teraz”. Dzisiaj o wiele ważniejsze jest być gotowym w 70% i natychmiast przystąpić do działania, niż czekać miesiąc na 100% gotowości. W ciągu tego miesiąca wszystko może się zmienić tak bardzo, że twój idealny produkt po prostu nikomu się nie przyda. Nie warto czekać na całkowity spokój i absolutną pewność. Najważniejsze — działać.
Iluzje lat studenckich i ogromna złożoność „umowy społecznej”
Jeśli spojrzeć wstecz na lata mojej działalności zawodowej, to ostatnio najbardziej zaskoczyło mnie to, z jaką przyjemnością zajmuję się obecnie projektami związanymi z bezpieczeństwem. Przecież przez całe życie, począwszy od lat 90., działałam wyłącznie w branży prawniczej.
A jeśli spojrzeć z szerszej perspektywy, to na uniwersytecie każdy prawnik studiuje teorię państwa i prawa, w szczególności teorię umowy społecznej Jean-Jacquesa Rousseau. Mówiąc w uproszczeniu: ludzie zbierają się, ustalają zasady, według których będą żyć, i zgadzają się ich przestrzegać. Kiedy byłam studentką, wydawało mi się: „No cóż, co tu trudnego? To przecież oczywiste, elementarne rzeczy”. Dopiero po 20 latach praktyki zrozumiałam, jak bardzo jest to skomplikowane. To prawie niemożliwe!
Nawet w obrębie jednej korporacji trudno jest znaleźć rozwiązanie, które zadowoli wszystkich, a potem dopilnować jego realizacji. A kiedy współpracujesz z parlamentem, rządem, biznesem i próbujesz pogodzić tę gamę skrajnie różnych interesów... Ta złożoność sztuki negocjacji robi na mnie największe wrażenie. Wydaje się, że wokół są same mądre osoby, ale każdy ma swoje własne interesy. Nauczyłam się z tym radzić: po prostu dajesz z siebie wszystko w tej sytuacji.
Cztery przyczyny kryzysu powojennego i fenomen ukraińskiej spójności
Historycy i kryminolodzy często wspominają o fali przestępczości po II wojnie światowej i ostrzegają, że czeka nas podobny etap. W sektorze bezpieczeństwa te zagrożenia są dobrze znane, nie są niczym nowym. Rzeczywiście czeka nas poważne pogorszenie sytuacji kryminalnej, a istnieją ku temu cztery wyraźne przyczyny.
Pierwsza to paradoksalne bezrobocie. Mamy do czynienia z dziwną sytuacją: z jednej strony katastrofalny odpływ kadr, a z drugiej — brak miejsc pracy w niektórych regionach. Druga to ogromna ilość niekontrolowanej broni w rękach obywateli. Trzecia to powrót weteranów. Po zawieszeniu broni będzie to proces masowy. Musimy szczerze przyznać, że ich stan psychiczny (nazywajcie to zespołem stresu pourazowego czy nie) będzie, delikatnie mówiąc, bardzo różnił się od stanu tych, którzy pozostali w tyłach. Czwartym czynnikiem jest ogromne rozczarowanie i nieufność wojskowych wobec państwa cywilnego. Obecnie trzymają się na froncie dzięki wewnętrznej spójności i braterstwu: „Musimy obronić kraj, a potem wszystko rozwiążemy”.
System organów ścigania musi być solidnie przygotowany na tę wybuchową mieszankę. Również biznes powinien przygotować się do resocjalizacji weteranów. Niedawno zorganizowaliśmy duże wydarzenie na ten temat i szczerze powiedziałam obecnym: „Zgromadził się tu wielki biznes, który może sobie pozwolić na psychologów korporacyjnych i specjalne stanowiska pracy. Ale kiedy weteran wraca do zapomnianego ośrodka rejonowego, tam tego wszystkiego nie ma”. Stworzenie infrastruktury dla przedsiębiorczości weteranów i osób wewnętrznie przesiedlonych to już bezpośrednie i pilne zadanie państwa, odrębny klaster start-upów.
Dodajmy do tego stałe, chroniczne ryzyko wznowienia działań wojennych, które będzie hamować inwestycje, oraz straszny problem demograficzny – odpływ młodzieży, zwłaszcza chłopców, którzy wyjeżdżają na studia za granicę i tam się osiedlają.
Jedyne, co utrzymuje nas na powierzchni, to nasza fenomenalna spójność. Oczywiście nie może ona nieustannie utrzymywać się na tym samym poziomie emocjonalnym – działa to jak emocja. Oto nasza czysto ukraińska mentalność: w obliczu bezpośredniego zagrożenia natychmiast stajemy się jednym monolitem, choć w czasie pokoju potrafimy pokłócić się o wszystko. Najważniejsze, by tego monolitu nie zniszczyć od środka.
Czytaj nas na Telegram i Sends