$ 44 € 51.47 zł 12.12
+19° Kijów +21° Warszawa +29° Waszyngton
Naddniestrze: realne zagrożenie dla Ukrainy czy sztuczny „straszak”?

Naddniestrze: realne zagrożenie dla Ukrainy czy sztuczny „straszak”?

05 maja 2026 17:18

W ostatnim czasie w ukraińskiej przestrzeni medialnej ponownie ożył temat potencjalnego zagrożenia ze strony nieuznawanej „Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej”, czyli po prostu Naddniestrza. 4 maja szereg publikacji zamieściło materiały o pilnym wzmocnieniu obrony oraz budowie dodatkowych umocnień na tym odcinku granicy. Poinformowano również o wznoszeniu wielopoziomowego systemu fortyfikacji, barier inżynieryjnych oraz dróg rokadowych mających na celu zwiększenie mobilności wojsk.

Warto zauważyć, że jest to już co najmniej czwarta lub piąta podobna fala informacyjna w samym tylko bieżącym roku. Tego typu oświadczenia pojawiają się nie tylko w środowisku eksperckim czy dziennikarskim, ale nawet na poziomie Biura Prezydenta, co podkreśla ich wagę.

Nieustannie przypomina się nam: „NRM” stanowi zagrożenie dla Ukrainy i należy aktywniej wzmacniać obronę na tym kierunku. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Czym jest ta enklawa dzisiaj, skąd się w ogóle wzięła i czy rzeczywiście malutkie Naddniestrze jest w stanie na poważnie zagrozić państwu z milionową armią, zahartowaną w największej wojnie współczesności? Temat ten analizował komentator polityczny UA.News, Mykyta Traczuk.

Czym jest „NRM” i skąd się wzięła?
 

Historia Naddniestrza to klasyczny przykład poradzieckiego „zamrożonego konfliktu”. I jak pokazuje praktyka, wariant ten okazał się daleki od najgorszego z możliwych.

Po rozpadzie ZSRR Mołdawia, podobnie jak wiele innych republik, bardzo ciężko przechodziła proces odzyskiwania niepodległości. Na lewym brzegu Dniestru, gdzie historycznie zamieszkiwało wielu rosyjskojęzycznych mieszkańców, narodził się silny ruch separatystyczny, sprzeciwiający się nowemu, proeuropejskiemu kursowi Kiszyniowa. Doprowadziło to do konfliktu zbrojnego w 1992 roku, którego punktem kulminacyjnym była bitwa o miasto Bendery.

Битва за Бендери (1992) — Вікіпедія


W tej wojnie po stronie separatystów walczyły oddziały rosyjskiej 14. Armii, a także ochotnicy z Rosji oraz — o czym niechętnie wspomina się dzisiaj — z Ukrainy. Po stronie nieuznawanej „NRM” aktywnie bili się członkowie ukraińskich organizacji nacjonalistycznych, w tym szczególnie głośną rolę odegrali wówczas bojownicy UNA-UNSO.

УНА-УНСО — ВикиВоины


To paradoksalny fakt z naszej historii, który dowodzi, że nie zawsze sytuacja wyglądała tak, jak obecnie. Wtedy, na początku lat 90., ukraińscy nacjonaliści walczyli ramię w ramię z Rosjanami, postrzegając Naddniestrze jako „słowiańską fortecę” przeciwko prorumuńskim nastrojom w Mołdawii.

Придністровський військовий конфлікт


W Tyraspolu (stolicy „NRM”) w dowód wdzięczności umieszczono nawet tablicę pamiątkową, na której wspomniano m.in. o ukraińskich ochotnikach walczących po stronie nieuznawanej republiki. Postawiono również znaki upamiętniające naród ukraiński, który udzielał wówczas Naddniestrzu pomocy humanitarnej, przyjmując m.in. niemal 100 tysięcy uchodźców. Oficjalny Kijów, choć zachowywał neutralność i nie uznawał Naddniestrza, w rzeczywistości również nie życzył sobie wzmocnienia Rumunii, która — jak się wtedy wielu wydawało — mogła wchłonąć Mołdawię. Dlatego de facto Kijów opowiadał się po stronie separatystów.



Wynikiem tej krótkiej, lecz krwawej wojny było powstanie nowego tworu quasipaństwowego — „NRM”, który stał się swego rodzaju analogiem „DRL/ŁRL”, tyle że kilkadziesiąt lat wcześniej. Od tego czasu region funkcjonuje w trybie „zamrożonego konfliktu”. Naddniestrze całkiem poprawnie współpracuje z „wielką Mołdawią”, pomimo różnic politycznych. Jako gwarant stabilności w regionie pozostał rosyjski kontyngent „sił pokojowych”: w szczytowym momencie jego liczebność sięgała 15 tysięcy, lecz dziś spadła ona około dziesięciokrotnie.

Війна у Придністров'ї - як Росія втрутилася у війну в Молдові та чому  конфлікт досі триває


Według stanu na rok 2026 „NRM” to nieuznawana przez żadne państwo na świecie (nawet przez Federację Rosyjską) struktura separatystyczna, ciasno wciśnięta między Ukrainę a Mołdawię. Jej powierzchnia wynosi zaledwie 4163 km², a populacja, według różnych szacunków, oscyluje wokół 400–450 tysięcy osób i stale się kurczy. To bardzo biedna „szara strefa”, skansen radzieckich praktyk i symboliki.

I prawdopodobnie najbardziej ironiczny oraz interesujący fakt: ponad jedna czwarta ludności tej enklawy, czyli ponad 100 tysięcy osób, to obywatele Ukrainy. Co więcej: obywatelem Ukrainy jest nawet „prezydent NRM” Wadim Krasnosielski, który posiada zameldowanie w Odessie oraz ukraiński paszport, którego wielokrotnie używał do przekraczania granicy.

Cпасители ММЗ: как Филип и Порошенко помогали Приднестровью заработать  миллионы - Rise Moldova


Czy „NRM” zagraża Ukrainie?
 

Przechodząc do kluczowego pytania: czy ta enklawa rzeczywiście stanowi realne zagrożenie militarne dla państwa ukraińskiego? Aby na nie odpowiedzieć, wystarczy spojrzeć na liczby i trzeźwo ocenić potencjał militarny, demograficzny oraz ekonomiczny tego tworu.

Po pierwsze: geografia. „NRM” to niewielki skrawek ziemi, wąski pas terytorium rozciągnięty z północy na południe wzdłuż lewego brzegu Dniestru. Jego powierzchnia to nieco ponad 4100 km². Dla porównania: powierzchnia samego tylko obwodu kijowskiego wynosi ponad 28 000 km², czyli jest siedmiokrotnie większa. Terytorium Naddniestrza można przestrzelić na wylot dowolną artylerią, a w niektórych miejscach nawet zwykłymi moździerzami.

Po drugie: ludność. Jak wspomniano wyżej, jest to maksymalnie 450 tysięcy osób, z czego znaczną część stanowią ludzie starsi. Według danych z 2024 roku około jedna trzecia mieszkańców to emeryci, a młodzież masowo opuszcza region w poszukiwaniu lepszego losu. Ważne jest, aby pamiętać, że co najmniej jedna czwarta tych, którzy zostali, to obywatele Ukrainy, co stawia pod dużym znakiem zapytania ich lojalność w przypadku hipotetycznej wojny przeciwko własnemu państwu. Choć dla zachowania rzetelności należy dodać, że ponad 200 tysięcy mieszkańców „NRM” posiada również rosyjskie paszporty.

Po trzecie: „armia”. Siły zbrojne „NRM” liczą około 15 tysięcy osób, jednak jest to w większości personel administracyjny, rezerwiści i lokalna milicja. Realnie zdolny do walki komponent to maksymalnie 5–7,5 tysiąca osób, a żołnierzy zawodowych gotowych do wykonywania zadań bojowych jest nie więcej niż 2–3 tysiące. Są to w zasadzie jedna lub półtorej niepełnowartościowej brygady, uzbrojone w przestarzały radziecki sprzęt, który prawie nie był modernizowany od początku lat 90. Ta „armia” nie posiada żadnego doświadczenia bojowego od czasów wspomnianej wojny z 1992 roku.

Wreszcie: rosyjska obecność. Tak, w regionie rzeczywiście stacjonuje Grupa Operacyjna Wojsk Rosyjskich (OGRW). Jednak jej liczebność to 1,5–1,7 tysiąca żołnierzy, czyli w przybliżeniu 3,5 batalionu. Dysponują oni minimalną ilością ciężkiego sprzętu i, co najważniejsze, są całkowicie odcięci od Rosji pod względem geograficznym. Nie mają żadnej fizycznej łączności z „macierzą” – ani korytarza lądowego, ani możliwości bezpiecznej komunikacji powietrznej. Ich więź z Rosją jest co najwyżej duchowa i symboliczna.

Придністров'я» в агресії Росії проти України — це бек-офіс роспропаганди —  журналістка


Zadajmy teraz proste pytanie: czy ten karłowaty skrawek ziemi z 3,5 batalionami Rosjan pozbawionych zaopatrzenia oraz paroma brygadami lokalnych sił zbrojnych, które nie walczyły od lat 90., jest w stanie stworzyć realne, a tym bardziej egzystencjalne zagrożenie dla Ukrainy? Kraju, którego armia liczy około miliona ludzi, jest wyposażona w najnowocześniejsze drony, posiada kolosalne doświadczenie bojowe i zdolność do uderzeń precyzyjną bronią na ogromne odległości.

Odpowiedź jest dość oczywista – oczywiście, że nie. Samo stawianie pytania o „inwazję” czy tym bardziej „okupację terytoriów” ze strony „NRM” jest nawet nie tyle śmieszne, co po prostu absurdalne. Jeśli Naddniestrze spróbowałoby realnie zaatakować Ukrainę – najprawdopodobniej wkrótce potem ten twór państwowy przestałby istnieć.

Tak, ten kierunek absolutnie wymaga zwiększonej uwagi i czujności, jak każdy analogiczny odcinek rodzimej granicy w czasie wojny. Nie można sobie pozwolić na rozluźnienie i całkowite zignorowanie kierunku naddniestrzańskiego. Jednak mówienie na poważnie o możliwości zakrojonych na szeroką skalę działań ofensywnych ze strony „NRM” oznacza całkowitą utratę poczucia rzeczywistości. W Tyraspolu zasiadają lokalni „handlarze”, którzy trzymają się swojej władzy i biznesów, ale na pewno nie są samobójcami.

Міста Придністров'я — Вікіпедія


Dlaczego nakręca się temat „NRM”?
 

Skoro nie ma fundamentalnego zagrożenia militarnego, dlaczego przestrzeń informacyjna stale przypomina Ukraińcom o niebezpieczeństwie ze strony tej enklawy? Motywacja jest tu najprawdopodobniej złożona i leży w kilku płaszczyznach.

Po pierwsze: element strategii informacyjnej. Współczesna polityka to, niestety, handel strachem, a nie nadzieją czy wizją przyszłości. Ciągłe przypominanie, że wróg otacza nas ze wszystkich stron, utrzymuje społeczeństwo w stanie stresu i wewnętrznej mobilizacji. To wygodna technologia zarządzania: społeczeństwo zjednoczone w obliczu stałego zagrożenia (lub „zagrożenia”) jest mniej skłonne do krytyki władzy, krytycznego myślenia i zadawania niewygodnych pytań, a bardziej lojalne wobec konieczności nieustannego „zaciskania pasa”.

Po drugie: nie można wykluczyć banalnego interesu komercyjnego niektórych struktur. Każdej wiadomości o wzmocnieniu obrony towarzyszą doniesienia o wydzieleniu znacznych środków na budowę fortyfikacji, dróg rokadowych i innych budowli inżynieryjnych. Budżety obronne to zawsze ogromne pieniądze. Niestety, ukraińskie realia świadczą o tym, że na takich projektach często dochodzi do nadużyć korupcyjnych. Może to być dodatkowy, choć niejawny, impuls do ciągłego uzasadniania konieczności coraz to nowych prac.

Po trzecie: należy uznać czynnik obiektywny. „NRM” rzeczywiście jest strefą podwyższonego, choć nie bezpośredniego, zagrożenia. To „szara strefa”, w której działają rosyjskie służby specjalne, gdzie może być produkowana broń i gdzie drzemie potencjał do działań dywersyjnych. Utrzymywanie w pobliżu kontyngentu wojskowego dla osłony granicy oraz dodatkowa ochrona tejże granicy to absolutnie logiczne i niezbędne środki bezpieczeństwa. Kwestią pozostaje jedynie proporcjonalność reakcji oraz sposób, w jaki te informacje są przekazywane społeczeństwu.

Україна посилює оборону на придністровському напрямку - Главком
Podsumowując, ciągłe przypominanie o „zagrożeniu ze strony NRM” trąci raczej manipulacją polityczną i informacyjną niż odzwierciedla realny balans sił. Prawdziwy potencjał tej separatystycznej enklawy jest śmiesznie mały, by stanowić jakiekolwiek poważne zagrożenie dla armii Ukrainy. Niemniej jednak narracja ta jest korzystna: pozwala utrzymywać społeczeństwo w napięciu, zagospodarowywać znaczne środki budżetowe na „wzmocnienie obrony” i podtrzymywać wizerunek „oblężonej twierdzy”.

Trzeźwa analiza faktów pokazuje jednak, że Naddniestrze to nic więcej niż biedna, degradująca się i nieuznawana przez nikogo „szara strefa”, która wymaga co najwyżej zwiększonej czujności straży granicznej, ale na pewno nie histerycznych publikacji w mediach.

Czytaj nas na Telegram i Sends