W Odessie ma miejsce gruntowna reorganizacja rynku reklamowego: liczba wielkoformatowych konstrukcji zmniejsza się o połowę, pojawiają się nowoczesne ekrany cyfrowe, na których obok reklam komercyjnych prezentowane są tak ważne społecznie inicjatywy, jak „Minuta ciszy”. Jednocześnie rosną wpływy do budżetu miejskiego.
Na tle tych konstruktywnych zmian lokalne media donoszą o nasileniu ataków informacyjnych, a nawet bezpośrednich gróźb pod adresem szefa Wydziału Reklamy Rady Miejskiej w Odessie, Igora Słusarenka. Jak twierdzi, presja trwa od początku 2025 roku, a w ostatnich miesiącach stała się systematyczna.
Redakcja UA.News rozmawiała z Igorem Słusarenko o tym, kto i dlaczego próbuje usunąć go ze stanowiska, a także o reformie systemu reklamy zewnętrznej i zwiększeniu wpływów do budżetu miejskiego Odessy.
Czym charakteryzuje się rynek reklamowy w Odessie, jaka jest jego skala i na ile normalne funkcjonowanie tego sektora stanowi istotną część gospodarki miasta, zwłaszcza teraz — w czasie wojny?
Igor Slyusarenko: Rynek reklamowy w Odessie to około 40 dużych podmiotów i ważny element gospodarki miejskiej.
Przed rozpoczęciem reformy był on znacznie przesycony: w mieście znajdowało się ponad 3500 wielkoformatowych konstrukcji reklamowych, z których znaczna część została zainstalowana zgodnie z kompleksowymi planami zatwierdzonymi ponad 15 lat temu. Stopniowo doprowadziło to do zaburzeń równowagi gospodarczej: konstrukcje traciły rentowność, nasilał się dumping cenowy, a miejskie stawki przez lata praktycznie się nie zmieniały.
Po wybuchu wojny na pełną skalę sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała — przedsiębiorstwa gwałtownie ograniczyły budżety reklamowe, a część kampanii została praktycznie wstrzymana.
Dlatego dzisiaj naszym zadaniem jest nie tylko uporządkowanie reklamy zewnętrznej, ale także stworzenie ekonomicznie zdrowego i nowoczesnego rynku: mniej konstrukcji, wyższa jakość, jasne zasady dla przedsiębiorców oraz większe wpływy do budżetu miasta.
Jakie główne funkcje spoczywają obecnie na Urzędzie ds. Reklamy? Jakie są wyniki pracy Pańskiego zespołu w ostatnich latach?
Igor Slyusarenko: Głównym zadaniem Urzędu ds. Reklamy jest uporządkowanie przestrzeni reklamowej miasta, stworzenie przejrzystych zasad dla uczestników rynku, kontrola ich przestrzegania oraz zapewnienie wpływów do budżetu Odessy. Wyniki w tym zakresie można zmierzyć konkretnymi liczbami.
Osobnym obszarem działalności jest kontrola przestrzegania przepisów dotyczących zagospodarowania przestrzennego oraz zgodności z prawem umieszczania reklam zgodnie z art. 152 Kodeksu o wykroczeniach administracyjnych. Według wyników za pierwsze półrocze Urząd zajął pierwsze miejsce w tej kategorii. Proszę opowiedzieć o projekcie optymalizacji wielkogabarytowych konstrukcji reklamowych w mieście oraz o innych zmianach systemowych. Jakie potrzeby miasta one zaspokajają? Igor Slyusarenko: W ciągu lat trwającej wojny na pełną skalę udało nam się, wspólnie z uczestnikami rynku, praktycznie zrestartować system reklamy zewnętrznej. Uzgodniliśmy, że zmniejszymy liczbę wielkogabarytowych konstrukcji o 50%, zastąpimy przestarzałe nośniki nowoczesnymi formatami europejskimi, zmniejszymy ich rozmiary oraz stopniowo przejdziemy z reklamy papierowej na cyfrową. Stare, kompleksowe schematy zostały zniesione. Wspólnie z agencjami reklamowymi opracowaliśmy i zatwierdziliśmy 25 nowych schematów, które przewidują o połowę mniej konstrukcji oraz możliwość ich modernizacji do formatu cyfrowego bez zbędnej biurokracji. A wszystko to — w warunkach znacznych ograniczeń. Od 2023 roku, po wpisaniu historycznego centrum Odessy na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, w strefie ochronnej obowiązują ograniczenia dotyczące wydawania nowych zezwoleń na umieszczanie reklamy zewnętrznej. Oznacza to, że jednocześnie zmniejszamy liczbę konstrukcji, modernizujemy rynek, zwiększamy jego zyski dla miasta i kontynuujemy reformę. Jej logiczne zakończenie jest dziś jednym z naszych głównych zadań. W lokalnych grupach społecznościowych aktywnie dyskutuje się o napiętej sytuacji wokół Pana i Pana zespołu, przytacza się różne epizody i formy wywierania presji. Co tak naprawdę się dzieje? Igor Slyusarenko: Moim zdaniem sytuacja zaostrzyła się właśnie wtedy, gdy rynek reklamowy, pomimo zmniejszenia liczby konstrukcji o 50%, zaczął się odradzać, stabilnie funkcjonować i przynosić miastu znacznie większe dochody. Pewne siły były zainteresowane przejęciem kontroli nad tym rynkiem i wykorzystaniem go, w szczególności do realizacji własnych celów politycznych. Form nacisku było wiele. Nierzadko w proces ten angażowano wysokich rangą kierowników, którzy, moim zdaniem, albo otrzymywali zniekształcone lub niepełne informacje, albo mogli mieć w tym własny interes. Nie mogę na razie stwierdzić tego ostatniego jako faktu ustalonego. Jak długo trwa ta presja? Obecnie docierają do mnie również niepotwierdzone informacje o możliwych próbach wciągnięcia w tę sprawę organów ścigania oraz przygotowywaniu pewnych prowokacji. Nie mogę stwierdzić, że informacje te są prawdziwe, ale biorąc pod uwagę wcześniejsze wydarzenia, musimy uwzględnić również taki scenariusz. Ponadto, zgodnie z informacjami, które obecnie weryfikujemy, mogły zostać zawarte porozumienia z niektórymi blogerami i administratorami kanałów Telegramu w sprawie uruchomienia za znaczne środki kampanii informacyjnej skierowanej przeciwko mnie i mojej rodzinie – na kanałach Telegramu i w sieciach społecznościowych. Wszystko, co jest możliwe, odpowiednio dokumentujemy. Czy ma to związek z obecnymi wydarzeniami incydent z lutego 2025 roku, kiedy został pan brutalnie pobity? Jak zakończyła się ta sprawa? Igor Slyusarenko: Incydent z lutego 2025 roku, który uznaję za zamach na moje życie, moim zdaniem ma bezpośredni związek z obecnymi wydarzeniami. [blockquote_with_author name="Jednym z dowodów na to były dla mnie wydarzenia z sierpnia 2026 roku – groźby fizycznej rozprawy w przypadku, gdybym nie napisał oświadczenia o rezygnacji i dobrowolnie nie opuścił stanowiska.
Ihor Slyusarenko: Sama presja rozpoczęła się już w styczniu 2025 roku. A od lutego 2026 roku, moim zdaniem, wkroczyła w nową fazę – z systematycznym wykorzystywaniem możliwości aparatu administracyjnego.
Nie mogę obecnie ujawnić więcej szczegółów, ponieważ trwa dochodzenie.
Moi adwokaci i prawnicy są poinformowani o sytuacji i dysponują jasnym planem działania w odpowiedzi na wszelkie możliwe działania skierowane przeciwko mnie i mojej rodzinie.
Nadejdzie czas – i wszystkie okoliczności tej historii zostaną ujawnione opinii publicznej. A wszyscy, których udział w tych brudnych sprawach zostanie ustalony, muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności zgodnie z procedurą przewidzianą przez prawo.
I tego doprowadzimy.
Jak skomentowałby Pan rolę niektórych organizacji społecznych, które domagają się wszczęcia dochodzenia służbowego w Pana sprawie? Czy wie Pan o takim wniosku?
Igor Slyusarenko: Tak, wiem o takich wnioskach.
Zgodnie z posiadanymi przez nas informacjami, których część została już udokumentowana, niektóre organizacje społeczne mogły zostać wykorzystane przez stronę zainteresowaną moim zwolnieniem jako jeden z elementów odpowiedniego scenariusza.
Zgodnie z naszymi informacjami logika tego scenariusza mogła być prosta: sformułować zarzuty, zainicjować dochodzenie służbowe, powołać komisję, wykorzystać jej wnioski do zwolnienia, a następnie mianować osobę podlegającą kontroli. Jeden z naszych rozmówców ujął to w ten sposób: „A potem niech się sądzi”.
Co może Pan powiedzieć na temat zarzutów wysuwanych przez te organizacje pozarządowe?
Igor Slyusarenko: Jeśli chodzi o same zarzuty – w ciągu sześciu lat mojej pracy było sporo podobnych zgłoszeń, kierowanych do różnych instancji. Kwestie te były wielokrotnie sprawdzane przez właściwe organy, w szczególności przez NAKZ, i nie stwierdzono żadnych naruszeń.
Co znamienne: dla wielu osób w radzie miejskiej to, co się dzieje, od dawna jest oczywiste.
Dlatego jestem przekonany: nie szuka się tu naruszeń, a formalnego pretekstu.
Myślę, że w najbliższym czasie będziemy mogli przedstawić czytelnikom konkretne fakty. Postępowania przeciwko mnie zostały już wszczęte na kilku płaszczyznach i uważnie śledzimy ich przebieg.
Czego konkretnie dążą obecnie Pańscy przeciwnicy? Na przykład na kanałach Telegramu dyskutuje się o wersji dotyczącej podziału rynku reklamowego w Odessie.
Igor Slyusarenko: To już coś więcej niż tylko przypuszczenia. Część informacji, którą posiadamy, została już udokumentowana. Jednak z prawnego punktu widzenia nie chcę przedstawiać hipotez jako ustalonych faktów.
Nasza ocena sytuacji na tym etapie jest następująca: usunięcie mnie ze stanowiska, mianowanie osoby podlegającej kontroli, uzyskanie możliwości przekształcenia rynku reklamowego zgodnie z interesami określonej grupy, a także wywieranie wpływu na podział reklam społecznych – w szczególności materiałów związanych z tematyką wojskową: komu przyznać powierzchnię reklamową, a komu nie.
To, na ile ta wersja odpowiada rzeczywistości, powinny ustalić fakty oraz, w razie potrzeby, właściwe organy. Część informacji została już udokumentowana, rejestrujemy również nowe okoliczności. Dlatego osoby, które mogą być zamieszane w realizację takiego scenariusza, powinny być w pełni świadome konsekwencji prawnych każdego swojego kroku. Wszystko, co zostanie odpowiednio potwierdzone, zostanie w odpowiednim czasie upublicznione i przekazane do oceny prawnej. Czy wiadomo Panu, kto mógłby być zainteresowany usunięciem Pana ze stanowiska? Igor Slyusarenko: Tak, mam pewne przypuszczenia, kto może stać za tymi procesami. Jednak na tym etapie, z pewnych powodów, nie uważam za słuszne podawania nazwisk publicznie. Powiem tylko jedno: odpowiednie informacje i materiały zostały udokumentowane. Jeśli presja będzie trwała lub nasilała się, zastrzegam sobie prawo do ich upublicznienia. W każdych okolicznościach dostęp do tych materiałów mają moi adwokaci i bliscy. Niczego nie twierdzę, ale zacytuję fragment mojego ostatniego wpisu na Facebooku: [blockquote_with_author name="Do Wydziału Reklamy bez uprzedzenia, podczas alarmu powietrznego i właśnie pod moją nieobecność przybyło od razu dwóch pełniących obowiązki zastępcy burmistrza — Andrij Makowiecki i Ołeksij Botezat. Wcześniej kilku pracowników rady miejskiej, niezależnie od siebie, poinformowało mnie o możliwym scenariuszu: informacja o mojej nieobecności w gabinecie – kontrola – sporządzenie protokołu – zwolnienie. Zakończenie tej historii przekazano mi dosłownie w ten sposób: „A potem niech się sądzi”».
Nie oskarżam nikogo i nie twierdzę, że właśnie tak wszystko się dzieje. Jest jednak znamienny szczegół: według informacji, które do mnie docierają, jeden z urzędników zaangażowanych w te procesy sam powołuje się na inne osoby jako źródło odpowiednich wytycznych. Czy odpowiada to rzeczywistości, czy też jest próbą zrzucenia odpowiedzialności z siebie – nie śmiem dziś tego stwierdzić.
Jest też dość dziwny zbieg okoliczności: w radzie miejskiej zmienia się urzędnik, który w statusie „pełniącego obowiązki” zaczyna kierować działem reklamy — i praktycznie w tym samym czasie rozpoczyna się aktywna faza prób usunięcia mnie ze stanowiska.
Równolegle rozpoczynają się wewnętrzne intrygi, ataki informacyjne, próby dyskredytacji, rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, presja administracyjna i inne działania, które postrzegam jako elementy jednej, systematycznej kampanii.
Być może to tylko zbieg okoliczności.
Nadejdzie czas — fakty dadzą odpowiedź na pytanie, kto i jaką rolę odegrał w tej historii.
Jak zamierza Pan postępować dalej?
Igor Slyusarenko: Nie trzymam się kurczowo stanowiska i nie mierzę własnej przyszłości wyłącznie jednym stanowiskiem.
Mam jednak dane słowo i zobowiązania wobec agencji reklamowych, które nam zaufały i w czasie wojny dobrowolnie zgodziły się faktycznie ograniczyć swoją działalność o 50% oraz na własny koszt wzięły udział w realizacji tej reformy. Moim zadaniem jest doprowadzenie reformy do logicznego zakończenia i niedopuszczenie do tego, by czyjeś ambicje polityczne lub prywatne interesy zniweczyły efekt wieloletniej pracy naszego zespołu i całego rynku.
Kiedy ten projekt zostanie zakończony, a podjęte przez nas zobowiązania wypełnione, ani mnie, ani mojego zespołu nic tutaj nie zatrzyma. Pójdziemy dalej.
Rozumiem układ sił: po stronie naszych przeciwników mogą znajdować się zasoby administracyjne, znaczne środki finansowe, powiązania oraz wpływ na poszczególne struktury. Dlatego nie mogę zagwarantować, że pozwolą nam spokojnie doprowadzić do końca to, co zaczęliśmy. Biorąc pod uwagę to, co już miało miejsce i jakie groźby napływały, nie wykluczam żadnego scenariusza.
Co cała ta niebezpieczna historia może oznaczać dla miasta i lokalnej społeczności Odessy?
Ihor Slyusarenko: Ta historia już dawno przestała dotyczyć wyłącznie mnie. Dla Odessy kwestia ta ma znacznie szerszy zasięg: czy w mieście mogą obowiązywać jasne i jednolite zasady dla biznesu, czy też w każdej chwili można podjąć próbę przekształcenia dobrze funkcjonującego rynku zgodnie z czyimiś interesami. Jest to kwestia zaufania biznesu do miasta, budżetu i samego systemu zarządzania.
Dlatego nie dramatyzuję. Po prostu rejestruję wszystko, co się dzieje. Krok po kroku.
Co będzie dalej – zobaczymy. „Spektakl z maskami”? Nowa nagonka medialna z kolejną prymitywną historią w stylu „jest na czyjejś pensji”? Nowy „kompromat”? Realizacja już wygłoszonych gróźb – aż po fizyczną presję? Być może usłyszymy jeszcze o jakimś zupełnie absurdalnym „rosyjskim śladzie”.
Zobaczymy.
Najważniejsze, żeby potem nikt nie powiedział, że nic takiego nie miało miejsca, że nikt o niczym nie wiedział i że wszystko stało się „przypadkowo”.
Zrobimy wszystko, co od nas zależy. A ocenę wszystkiego innego wydadzą mieszkańcy Odessy, społeczeństwo i prawo.
Czytaj nas na Telegram i Sends