Serial „Zlecono moje zabójstwo”: Dmytro Werbycki opublikował nowy wpis na blogu o swoim milionowym majątku
Kontrowersyjny były zastępca prokuratora generalnego Dmytro Werbycki, którego przeszłość prokuratorska z pewnością coraz bardziej obciąża jego świeżą karierę partyjną w szeregach partii „Batkivszczyna”, ponownie pojawił się w przestrzeni publicznej, dokonując głębokiego oczyszczenia.
Tym razem Werbycki postanowił przywrócić sprawiedliwość na swoim osobistym blogu, gdzie zaprezentował pierwszą część swojego epickiego serialu zatytułowanego „Zlecone przestępstwa czy niekompetencja NAKZ?”
Były wysoki urzędnik nie traci nadziei, że słowami udowodni społeczeństwu: przeciwko niemu rozegrano zakrojoną na szeroką skalę kampanię medialną, której celem jest „sztuczne podtrzymanie wizerunku korupcjonisty”. A tak w ogóle, wszyscy wokół po prostu nie potrafią czytać ani liczyć, a on sam, w białym garniturze i z zaświadczeniem z ekspertyzy językowej, ma przewagę.

Lingwistyka prawnicza: „być może” zamiast 30 milionów
Główny cios w system antykorupcyjny Werbycki zadaje z miejsca, z którego nikt się tego nie spodziewał – z dziedziny filologii. Zamiast zaakceptować, przyznać się, pogodzić się i w końcu wyjaśnić, skąd w rodzinie wzięły się niezgłoszone miliony, były prokurator triumfalnie cytuje „Uzasadniony wniosek” NAKZ. Okazuje się, że agencja państwowa używa takich podstępnych i niejednoznacznych słów, jak „być może”, „może świadczyć” oraz „istnieją podstawy, by sądzić”.
Ta analiza językowa, zdaniem Werbyckiego, całkowicie niweluje wyniki kompleksowej kontroli.
Niestety dla byłego prokuratora, w realnym świecie, w którym obowiązuje Kodeks karny, NAZK przekazała już materiały do NABU. A tam w suchych liczbach odnotowano:
- Kłamstwo w oświadczeniu majątkowym na skromną kwotę 2 milionów 379 tysięcy hrywien (cz. 1 art. 366-2 Kodeksu Karnego Ukrainy);
- Oznaki nielegalnego wzbogacenia się na kolosalną kwotę 30 milionów 266 tysięcy hrywien, których pochodzenia nie da się wyjaśnić oficjalnymi dochodami rodziny (art. 368-5 Kodeksu Karnego Ukrainy).
Jednak Werbycki pozostaje nieugięty: skoro NAZK pisze „być może”, to znaczy, że 30 milionów nielegalnego majątku po prostu przymarzyło się detektywom.
Turecka magia: jak pogubić się między matką a byłą żoną
Pierwsza część wpisu na blogu jest w całości poświęcona ekskluzywnemu mieszkaniu w Turcji, rzekomo zakupionemu ze środków jego matki. Werbicki szczerze się oburza: NAZK ośmieliła się wycenić tę nieruchomość na 323 tysiące dolarów, powołując się na reportaż telewizyjny TSN o kompleksie mieszkaniowym Oxo Beach.
Były prokurator wyciąga z rękawa swój główny as – oficjalne dokumenty TAPU oraz raport z wyceny rynkowej, zgodnie z którym mieszkanie kosztuje w ogóle od 72 do 88 tysięcy dolarów. Czyli matka Verbyckiego, jako prawdziwa mecenaska tureckiej gospodarki, jeszcze i przepłaciła, wydając 133 tysiące dolarów? Najwyższy czas, aby Dmytro Anatolijowycz napisał do tureckiego Stowarzyszenia Ochrony Praw Konsumentów, aby zrekompensowano mu różnicę. O ile mama nie wyrzuciła paragonów podczas kolejnego sprzątania. A mogła to zrobić. Ważne dokumenty lądują w koszu właśnie w ten sposób.
„W jaki sposób NAZK »sprawdziło« reportaż telewizyjny, ale zignorowało oficjalne dokumenty?” – pyta patetycznie autor.
Jednak podczas gdy Werbycki z zapałem walczy z telewizją o „mamin” mieszkanie, detektywi NAKZ ujawnili jeszcze ciekawszą nieścisłość. Próbując ukryć zagraniczne majątki, były urzędnik całkowicie pogubił się w statusie swojej byłej żony, Wiktorii Werbyckiej.
W swoich wywiadach Werbycki uparcie przekonywał, że po rozwodzie w 2023 roku była żona jest dla niego całkowicie obcą osobą, więc nie ma żadnego związku z jej aktywami. Jednak stało się coś strasznego — brak wiedzy prawnej przeważył nad doświadczeniem prokuratorskim. Werbicki własnoręcznie wpisał do swojego oświadczenia majątkowego cały szereg nieruchomości zarejestrowanych na „obcą” byłą żonę, nieśmiało nazywając to „bezpłatnym korzystaniem (miejsce zamieszkania byłej żony)”.
Wśród wpisanych elementów „dżentelmeńskiego zestawu” znalazły się:
- Kolejne mieszkanie i działka w elitarnym tureckim kurorcie Antalya (Alanya);
- Luksusowy dom mieszkalny w Odessie o powierzchni 420,1 m² wraz z działką, na której stoi.
NAZK przyjrzało się tej sesji niespotykanej hojności i stwierdziło: te informacje w ogóle nie powinny się tam znaleźć w takim statusie. Co więcej, urzędnicy antykorupcyjni jednoznacznie ustalili, że wszystkie te nieruchomości w Turcji i Odessie zostały nabyte ze środków własnych Dmytroja Werbyckiego. Próba wykorzystania byłej żony jako zasłony zakończyła się niepowodzeniem: sam Werbycki udokumentował swój związek z tym majątkiem oraz prawo do bezpośredniego lub pośredniego rozporządzania nim.
Geniusz matematyczny i tajemniczy ojciec
W dalszej części tekstu były prokurator wyraża niezadowolenie z obliczeń pracowników NAKZ, zarzucając im „niezdolność do zbilansowania debetu z kredytem”. Antykorupcjoniści wskazali, że matka prokuratora kupowała tak wiele samochodów, że po prostu nie mogła mieć pieniędzy na pożyczkę dla syna na tureckie mieszkanie.
Jednak były zastępca prokuratora generalnego ujawnia sekret udanego biznesu: samochody najpierw kupowano, a potem sprzedawano z zyskiem. A żeby ostatecznie dobić inspektorów, Werbycki wyciąga atut – dochody ojca, których NAKZ w ogóle zapomniała sprawdzić. Oznacza to, że budżet rodzinny Werbyckich to swego rodzaju bezdenna studnia, w której hrywny mechanicznie zamieniały się na dolary według właściwego kursu NBU, a inflacja działała wyłącznie na korzyść kieszeni prokuratora.
„Osoba upoważniona po prostu nie umie liczyć… czy może zrobiono to celowo?” – narzeka Werbycki.
Rzeczywiście, wygodnie jest zasłaniać się zmarłym ojcem: dochodów nie da się sprawdzić, a zapytać już nie ma kogo.
Uzasadniona zemsta nieuzasadnionego inspektora
Szczególne miejsce w tym systemie światowego spisku zajmuje pracownik NAKZ, którego Werbycki wcześniej oskarżał o „osobistą zemstę” z powodu jego korupcyjnej przeszłości. Tutaj równoległa rzeczywistość byłego prokuratora ponownie rozbija się o suche fakty.
Oficjalna odpowiedź NAKZ na zapytanie dziennikarskie okazała się bezlitosna: wspomniany inspektor rzeczywiście figurował kiedyś w Rejestrze korupcjonistów, ale został z niego zgodnie z prawem usunięty już w listopadzie 2022 roku. A samą kontrolę przeprowadził w pełni legalny dział kontroli wewnętrznej. Nie da się więc zrzucić winy za swoje niezgłoszone miliony na intrygi „zdyskredytowanego wroga”.
Rozprawa przeciwko korupcji i wynajem od przyjaciela: kontrowersyjny Dmytro Werbycki opowiedział, jak ukrywa się przed mobilizacją i sądami
Zamiast stawiać się w sądzie, kontrowersyjny były urzędnik spokojnie pije dziś kawę i buduje karierę polityczną, użalając się przed kamerami dziennikarzy śledczych: „Nie prowadzę luksusowego życia, ale też nie żyję źle”. Co więcej, okazuje się, że luksusowe mieszkanie w stolicy to po prostu akt niesamowitej przyjacielskiej hojności. Komentując śmiesznie niską cenę wynajmu domu w elitarnej dzielnicy domków letniskowych, Werbycki z błyskiem w oku przekonuje dziennikarzy: „Wynajmuję go od mojego przyjaciela. Cóż, to nie jest ulga, to są średnie rynkowe ceny wynajmu domów, hm, w tym regionie. I zostało to ustalone, hm, przez pracowników NAKZ”.
Podczas gdy NABU i NAZK, jak się wydaje, już trzeci rok z rzędu szukają drogi do sądu, były prawnik znalazł niezawodny sposób na uniknięcie mobilizacji – został doktorantem i przygotowuje pracę doktorską. Temat pracy naukowej osoby posiadającej milionowe, nieuzasadnione aktywa jest po prostu szyderczo piękny: „ustawodawstwo antykorupcyjne”. Zapewniając, że „całe życie się uczę”, były prokurator, za pięć minut wykładowca, nakreślił już plany na przyszłość: „Chcę dalej pracować na jakimś uniwersytecie i przekazywać dalej swoją wiedzę”. A rzeczywiście jest tam co przekazać — na przykład unikalny schemat tego, jak oficjalnie zarabiać w prokuraturze około 2 000 dolarów, a jednocześnie otrzymywać dodatki od krewnych.
„Cóż, pomagali mi, dawali prezenty na urodziny i to były moje oszczędności… No cóż, matka mogła mi podarować 5 000 dolarów” – oświadcza bez cienia zakłopotania przyszła gwiazda nauki.
Kiedy jednak mowa pada o pochodzeniu rodzinnego kapitału, do akcji wkracza klasyczna, żelazna legenda ukraińskiej biurokracji o zamożnych krewnych.
„Mój ojciec był kapitanem statku dalekomorskiego. Myślę, że rozumiecie, ile zarabia kapitan statku dalekomorskiego. Cóż, od 10 000 dolarów miesięcznie” – chwali się Werbycki. Jednak z jakiegoś powodu odmówił pochwalenia się przed kamerą swoim nowym Audi SQ8 za 100 tysięcy zielonych, natychmiast przechodząc do agresywnej obrony:
„Proszę posłuchać, ten samochód jest zarejestrowany na mnie. Możecie to sprawdzić w Internecie. Jeśli chcecie, przyjadę do waszego studia, udzielę wam wywiadu, pokażę wam dokumenty. Pokażcie mi pytania, które chcecie zadać. Odpowiem na nie. Pokażę wam dokument. Przeprowadźcie to obiektywnie. Nie lubię takich prowokacji, jak ta, którą teraz stosujecie”. Cały ten „antykorupcyjny” sukces Werbycki planuje teraz wykorzystać w wielkiej polityce – stanął na czele okręgowego oddziału partii Julii Tymoszenko. Co prawda, i tutaj logika poszła w odstawkę, bo jak sam powiedział świeżo upieczony członek partii: „Na dzień dzisiejszy, jeśli chodzi o to, czy iść do polityki, czy nie, to nie jestem jeszcze, powiedzmy tak, w pełni gotowy, by to zrobić. Obecnie jestem członkiem partii i pełnię funkcję szefa oddziału w rejonie Chadżibejowskim. Nie, nie sponsoruję partii”.
Na jakich dokładnie warunkach partia „Batkivszczyna” przyjęła pod swoje skrzydła tak kontrowersyjną postać – to pytanie pozostaje otwarte. Na razie Dmytro Anatolijowicz czuje się na tyle pewnie i bezkarnie, że zamiast zasiadać na ławie oskarżonych, sam atakuje organy ścigania: „Obecnie właśnie toczę spór sądowy z NAZK, ponieważ NAZK wyraźnie zaznaczyła w publikacji, że wykryła u mnie nielegalne wzbogacenie się, że stwierdziła składnik przestępstwa oraz że wszystko to zostało nabyte na moje zlecenie”.
Były prokurator aktywnie chwali się swoimi sporami sądowymi na Facebooku, osobiście generując setki udostępnień pod własnymi wpisami, aby stworzyć iluzję poparcia. Jednak społeczeństwu wcale nie jest do śmiechu, ponieważ za fasadą tych absurdalnych usprawiedliwień i partyjnych manipulacji wyraźnie widać smutny fakt: sprawa Werbyckiego może być po prostu banalnie i sztucznie hamowana w kuluarach organów antykorupcyjnych.
Zamiast podsumowania
Dmytro Werbycki nadal prowadzi fascynującą grę: „wszyscy wokół są głupcami, tylko ja jestem d’Artagnanem”. Media przekręcają fakty, NAKZ manipuluje, BEB patrzy w złym kierunku, a TSN nieprawidłowo filmuje.
Jednak bez względu na to, ile pojawi się blogów służących usprawiedliwianiu się, prawdziwe dokumenty znajdują się w NABU. Tam, zamiast lingwistycznych domysłów, pojawiają się konkretne liczby. A redakcja UA.News nadal obserwuje, jak ręce Khrystyny Ilnyckiej, ozdobione kosztownymi rolexami, rozdają emerytom z Odessy skromne paczki z żywnością. Mamy dokumenty na miejscu. Czekamy na drugą część wpisu na blogu.
Czytaj nas na Telegram i Sends