$ 44.76 € 51.07 zł 11.79
+17° Kijów +14° Warszawa +26° Waszyngton
Od ministra do głównodowodzącego: jak protesty na Ukrainie zmieniają kierunek i co kryje się za żądaniem dymisji Syrskiego

Od ministra do głównodowodzącego: jak protesty na Ukrainie zmieniają kierunek i co kryje się za żądaniem dymisji Syrskiego

20 lipca 2026 17:06

W ostatnich dniach na Ukrainie trwają akcje protestacyjne, których skala przyciąga uwagę, zwłaszcza biorąc pod uwagę stan wojenny i, ogólnie rzecz biorąc, zakaz zgromadzeń masowych. Formalnym pretekstem do wyjścia ludzi na ulice było zwolnienie Michaiła Fiodorowa ze stanowiska ministra obrony. Ten ostatni cieszy się w społeczeństwie wizerunkiem skutecznego menedżera i reformatora-technokraty, a jego odwołanie nastąpiło z wyraźnym naruszeniem prawa. To właśnie wywołało falę wieców z kartonowymi plakatami — „kartonowy Majdan 2.0”. 

Jednak uważna analiza haseł, retoryki i dynamiki tych zgromadzeń pozwala dostrzec znacznie głębszy proces. To, co zaczęło się jako kampania na rzecz konkretnego urzędnika, coraz wyraźniej przekształca się w ruch o zasadniczo innym programie. W centrum uwagi protestujących znajduje się nie tyle przywrócenie Fedorowa na stanowisko, co dymisja głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy Aleksandra Syrskiego, z którym były już minister obrony miał konflikt. 

Ta zmiana zasługuje na osobną analizę, ponieważ wydaje się, że kryje się za nią nie tylko kwestia kadrowa, ale próba gruntownego przemyślenia roli armii w systemie politycznym państwa. Co to oznacza — omówimy bardziej szczegółowo w materiale UA.News. 

Fedorow jako narzędzie, a nie cel sam w sobie

 

Postać Michaiła Fiodorowa w kontekście obecnych protestów jest bardzo wymowna. Bez wątpienia nie jest on przypadkowym urzędnikiem w ukraińskich władzach. Przez lata pracy na różnych stanowiskach udało mu się zbudować wizerunek osoby znającej się na cyfryzacji, technologiach i innowacjach. Jego kontakty na Zachodzie, zbudowane dzięki konsekwentnej komunikacji i promowaniu agendy technologicznej, zapewniły mu reputację jednego z nielicznych członków rządu, który rozmawia z międzynarodowymi partnerami w zrozumiałym dla nich języku. To właśnie ten kapitał polityczny i medialny pozwolił zmobilizować część społeczeństwa obywatelskiego po jego zwolnieniu.

Błędem byłoby jednak uznać Fiodora za samodzielnego przywódcę politycznego. Jest on przede wszystkim menedżerem i technokratą, nieodłączną częścią tego samego systemu, przeciwko któremu – zgodnie z logiką protestu – rzekomo występuje. W tym tkwi fundamentalna sprzeczność: jak można zmienić system, będąc jego nieodłączną częścią? Samochód nie może jechać w różnych kierunkach, jeśli trzy koła są skręcone w prawo, a jedno – w lewo. Konstrukcja nie pozwala na taki manewr bez zniszczenia całego mechanizmu. Fiodorow nie jest tym elementem, który jest w stanie przełamać utrwaloną konfigurację władzy, ponieważ sam jest produktem tej konfiguracji.

Właśnie dlatego protesty, które rozpoczęły się pod hasłami jego powrotu, dość szybko ujawniły swoją prawdziwą naturę. Fiodorow pełni tu raczej rolę taranu. Jego nazwisko, wizerunek i rozpoznawalność w mediach są wykorzystywane do legitymizacji znacznie szerszych postulatów. Jest to klasyczny przykład tego, jak osobisty pretekst staje się narzędziem do podważania znacznie bardziej fundamentalnych struktur. Wydaje się, że głównym celem tych działań nie jest cywilne ministerstwo obrony, lecz najwyższe dowództwo wojskowe.

image


Syrski jako główny cel protestów 

 

Dlaczego więc właśnie Syrski znalazł się w epicentrum retoryki protestacyjnej? Odpowiedź na to pytanie wymaga zrozumienia roli, jaką obecny szef sztabu odgrywa w systemie relacji władzy. 

Oleksandr Syrskij jest dowódcą wojskowym pozbawionym publicznych ambicji politycznych. Jego styl zarządzania, sposób komunikacji oraz pozycjonowanie w przestrzeni publicznej wskazują, że jest on przede wszystkim wykonawcą woli centrum politycznego (czyli prezydenta). Realizuje powierzone mu zadania, nie pretendując do samodzielnej roli politycznej, nie tworząc własnego programu działań, nie próbując przekształcić swojego stanowiska w źródło wpływów wykraczających poza sferę czysto wojskową.

To właśnie ta przewidywalność i brak ambicji są cenione przez obecne władze. W systemie, w którym inicjatywa, wizjonerstwo i samodzielność są coraz częściej postrzegane jako zagrożenie, a nie jako zaleta konkurencyjna, Syrski jest idealnym kandydatem na stanowisko głównodowodzącego. Nie tworzy alternatywnego centrum przyciągania, nie gromadzi osobistej legitymizacji, nie tworzy kręgu lojalnych wobec niego oficerów, który mógłby stać się podstawą wpływów politycznych itp. Jest człowiekiem pełniącym określoną funkcję, a nie samodzielnym graczem. Nie jest to ani dobre, ani złe, w żaden sposób nie umniejsza to wartości Syrskiego jako człowieka i profesjonalisty — to po prostu fakt. 

Jednak właśnie to czyni go celem dla tych sił, które pragną widzieć na czele armii zupełnie inną postać. Postać, która będzie dysponować nie tylko władzą wojskową, ale także podmiotowością polityczną. Postaci, która będzie mogła rozmawiać z politycznym kierownictwem państwa na równi, a nie jako podwładny. I tu dochodzimy do najważniejszego pytania: czyim interesom odpowiada taka zmiana i jakie konsekwencje może ona mieć dla państwa jako całości.

image


Polityczna suwerenizacja armii: kontekst historyczny i współczesne zagrożenia

 

Armia jako podmiot polityczny to zjawisko dobrze znane w historii świata. Najbliższym i najbardziej zrozumiałym dla nas przykładem ze współczesnego świata jest Turcja, gdzie wojsko od dziesięcioleci pełni rolę gwaranta porządku świeckiego, dokonując zamachów stanu za każdym razem, gdy dostrzega zagrożenie dla zasad kemalizmu. Można również wspomnieć o Egipcie, gdzie armia jest nie tylko instytucją państwową, ale także organizmem głęboko zintegrowanym z gospodarką i polityką, który kształtuje agendę kraju niezależnie od rządów cywilnych. Z stosunkowo niedawnej historii warto wspomnieć o Grecji i jej reżimie „czarnych pułkowników”: jest to przykład tego, jak grupa oficerów może uzurpować sobie władzę, uzasadniając to interesem narodowym. 

Te historyczne paralele nie są abstrakcyjnymi ćwiczeniami akademickimi. Pokazują one, co się dzieje, gdy uzbrojona organizacja o sztywnej hierarchii zyskuje podmiotowość polityczną.

W historii Ukrainy armia nigdy nie była politycznie suwerenna – prawdopodobnie od czasów Hetmanatu i kozactwa. Stwierdzenie to odnosi się również do okresu radzieckiego. Ten sam Stalin, który fizycznie zlikwidował autorytatywnych dowódców bojowych Armii Czerwonej jeszcze przed rozpoczęciem II wojny światowej, a po zwycięstwie nad Niemcami metodycznie pozbawił wpływów i stanowisk Żukowa, Woroszyłowa i innych dowódców wojskowych, doskonale rozumiał niebezpieczeństwo, jakie stanowi popularny przywódca wojskowy z oddanymi mu oddziałami. Lekcję tę przyswoili sobie przywódcy polityczni na całym obszarze postsowieckim.

Tak więc armia rosyjska jest obecnie równie pozbawiona roli politycznej. Kreml skrupulatnie czuwa nad tym, by żaden dowódca wojskowy nie zyskał zbyt dużej samodzielności. Los Jewgienija Prigożina, który stanął na czele dużej grupy uzbrojonych i gotowych na wszystko ludzi, zyskał nadmierny wpływ i niezależność, a następnie próbował przekształcić to w presję polityczną — aż po marsz na Moskwę — jest wymowną ilustracją tego, jak kończą się tego typu próby. Bunt Prigożina stał się kolejnym potwierdzeniem zasady: państwo nie toleruje alternatywnych ośrodków władzy, zwłaszcza gdy ta siła jest uzbrojona.

Władze ukraińskie wykazują doskonałe zrozumienie tych samych prawidłowości. Były głównodowodzący Walerij Zaluzhnyj, który zyskał ogromną popularność w społeczeństwie i zaczął być postrzegany jako samodzielna siła polityczna, został odwołany ze stanowiska i wysłany jako ambasador do Londynu. Jego kompetencje jako dyplomaty to kwestia drugorzędna. Najważniejsze jest to, że przestał być politycznym graczem stojącym na czele milionowej organizacji z bronią w rękach. Decyzja ta była całkowicie racjonalna z punktu widzenia zachowania kontroli nad armią, choć wywołała falę niezadowolenia wśród tych, którzy widzieli w Zaluzhnym alternatywę.

Як війна змінила ЗСУ і перетворила їх на


Co kryje się za żądaniem dymisji Syrskiego

 

Wracając do obecnych protestów, należy jasno zrozumieć: żądanie dymisji Syrskiego nie jest celem samym w sobie. To etap pośredni. Ostatecznym celem sił stojących za tymi żądaniami jest to, aby głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy stał się niezależną postacią polityczną. Chodzi więc o polityczną suwerenizację armii jako instytucji.

Obecnie armia ukraińska jako jednolita struktura nie jest podmiotem politycznym. Owszem, istnieją pojedyncze osobistości – znani z mediów dowódcy batalionów, popularni komendanci, którzy mają ambicje polityczne i próbują je realizować. Istnieją też struktury, które przez lata budowały się wokół charyzmatycznych przywódców – jak na przykład hipotetyczny Andrij Bilecki ze swoją siecią organizacyjną, która kształtowała się przez dziesięciolecia. Są to jednak właśnie pojedyncze osoby i ich projekty polityczne, a nie armia jako spójny organizm. Armia pozostaje podporządkowana cywilnemu dowództwu, a zasada ta ma fundamentalne znaczenie dla ukraińskiego ustroju. 

Zastąpienie Syrskiego postacią, która dysponowałaby wolą polityczną, autonomią i osobistą legitymacją, radykalnie zmieniłoby tę konfigurację. Taki szef sztabu przestałby być jedynie wykonawcą decyzji kierownictwa politycznego. Stałby się graczem, który może formułować własny program działania, opierając się na poparciu wojska i społeczeństwa. Stworzyłoby to zasadniczo nową sytuację w ukraińskiej polityce: sytuację, w której armia zyskuje podmiotowość polityczną – ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami.

Zatem trwające obecnie w Ukrainie protesty są zjawiskiem znacznie bardziej złożonym, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. To, co zaczęło się jako reakcja na dymisję konkretnego ministra, stopniowo ujawnia głębszy konflikt: dotyczący roli i miejsca armii w systemie politycznym państwa. Fedorow w tej konstrukcji jest raczej narzędziem, taktycznym pretekstem do legitymizacji szerszych postulatów, a nie prawdziwym celem protestu.

Prawdziwym celem jest natomiast zmiana głównodowodzącego, a co za tym idzie – polityczna suwerenizacja armii. Zwolennicy takiego scenariusza pragną widzieć na czele Sił Zbrojnych nie przewidywalnego wykonawcę, lecz samodzielną postać polityczną, zdolną do kształtowania agendy i stanowiącą przeciwwagę dla władzy cywilnej. Jest to model zasadniczo odmienny od tego, który funkcjonował na Ukrainie przez całą jej najnowszą historię.

Na pytanie, czy Ukraina potrzebuje upolitycznienia i suwerenizacji armii, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Doświadczenie historyczne pokazuje, że wojskowi u władzy to zawsze droga do autorytaryzmu, dyktatury oraz jeszcze większego ograniczenia praw i wolności niż ma to miejsce obecnie. Reżim „czarnych pułkowników” w Grecji, przewroty w Egipcie i Turcji, niekończące się zamieszki wojskowe w najbiedniejszych krajach Afryki – to wszystko przykłady tego, do czego prowadzi przekształcenie armii w samodzielny podmiot polityczny. 

Z drugiej strony obecność w armii głosu, który będzie słyszalny w procesie politycznym, niekoniecznie oznacza uzurpację władzy. Chodzi o równowagę, którą zresztą niezwykle trudno jest utrzymać.

Obecna sytuacja jest bezpośrednią konsekwencją decyzji podejmowanych przez polityczne kierownictwo państwa. Zmiany kadrowe sprzeczne z ustalonymi procedurami, niezgodność z normami prawnymi, brak normalnej komunikacji publicznej – wszystko to wywołuje reakcję społeczną. Protesty, nawet jeśli początkowo miały na celu poparcie konkretnej osoby, nieuchronnie ewoluują w kierunku bardziej fundamentalnych postulatów. A ta ewolucja – od obrony ministra do ataku na głównodowodzącego – jest całkowicie naturalna.

Сирський про ситуації на полі бою проблеми з боєприпасами мобілізацію  ротацію


Podsumowując, społeczeństwo ukraińskie znajduje się obecnie w punkcie, w którym rozstrzyga się nie tylko los poszczególnych urzędników: określa się model relacji między władzą cywilną a dowództwem wojskowym na kolejne lata. Czy armia pozostanie narzędziem polityki państwowej, podporządkowanym cywilnemu kierownictwu, czy też zyska podmiotowość polityczną, zdolną konkurować z instytucjami władzy – odpowiedź na to pytanie będzie miała konsekwencje wykraczające daleko poza obecny moment. 

Jeśli chodzi o Syrskiego, to jego los najprawdopodobniej został już rozstrzygnięty. W najbliższym czasie, z dużym prawdopodobieństwem, należy spodziewać się dymisji głównodowodzącego. A to, kto go zastąpi – to już jest naprawdę interesujące. 

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację