Rakieta za 4 mln dolarów kontra dron za kilkadziesiąt tysięcy: ile kosztuje Ukrainę zestrzeliwanie rosyjskich celów
10 września 2026 16:07Rosja stopniowo zmienia charakter działań powietrznych przeciwko Ukrainie. O ile jeszcze kilka lat temu głównym zagrożeniem masowym były stosunkowo powolne drony typu Shahed, przeciwko którym Ukraina nauczyła się wykorzystywać mobilne grupy ogniowe i tanie drony przechwytujące, o tyle obecnie Rosjanie coraz częściej wykorzystują w atakach szybkie drony odrzutowe. Zajmują one pozycję pośrednią między zwykłym dronem a pociskiem skrzydłowym — i stanowią nowy problem ekonomiczny dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej.
10 września okazało się, że na Ukrainie niemal wyczerpały się zapasy amerykańskich pocisków AIM-120 i AIM-9 przeznaczonych dla myśliwców F-16. Służą one do przechwytywania rosyjskich rakiet skrzydłowych oraz nowych dronów odrzutowych „Geran-4” i „Geran-5”, które mogą osiągać prędkość około 600 km/h.
Problem nie polega już tylko na tym, czy Ukraina jest technicznie zdolna do zestrzelenia konkretnego celu. Nie mniej istotna staje się kwestia, ile kosztuje każde takie przechwycenie i ile odpowiedniej amunicji można w ogóle wyprodukować.
UA.News wyjaśnia, ile może kosztować zestrzelenie rosyjskiego Shaheda, drona odrzutowego, rakiety skrzydłowej i balistycznej, czym Ukraina obecnie chroni swoją przestrzeń powietrzną oraz dlaczego tanie, masowe ataki stopniowo zmieniają samą ekonomię obrony przeciwlotniczej.
Zwykłego Shaheda można zestrzelić za kilka tysięcy dolarów – i właśnie w tym zakresie Ukraina najbardziej zmieniła ekonomię obrony przeciwlotniczej

Na pierwszy rzut oka Shahed-136 wydaje się dość łatwym celem dla współczesnej obrony przeciwlotniczej. Jest powolny, pod względem technologicznym znacznie prostszy od rakiety skrzydłowej i nie jest w stanie wykonywać skomplikowanych manewrów przy prędkościach ponaddźwiękowych.
Jednak to właśnie niska cena czyni go skuteczną bronią. Szacunki dotyczące wartości Shaheda różnią się w zależności od wersji i pochodzenia komponentów. W artykule poświęconym współczesnej ekonomii obrony przeciwlotniczej agencja Reuters podała orientacyjną cenę wynoszącą 20–50 tysięcy dolarów za jednego takiego drona. W kontekście wojny USA i sojuszników przeciwko irańskim dronom wydawnictwo podało również szacunkową kwotę około 35 tysięcy dolarów.
Właśnie dlatego wystrzeliwanie w kierunku każdego Shaheda rakiety przeciwlotniczej wartej setki tysięcy lub miliony dolarów jest ekonomicznie nieopłacalne, nawet jeśli ma ona bardzo wysokie prawdopodobieństwo zniszczenia celu.
Ukraina stopniowo stworzyła kilka tańszych poziomów ochrony. Najprostszy z nich to mobilne grupy ogniowe wyposażone w karabiny maszynowe, działa automatyczne i inną broń strzelecką. Koszt amunicji jest tu nieporównywalnie niższy od ceny rakiety przeciwlotniczej, choć skuteczność w dużym stopniu zależy od trasy drona, pogody, widoczności oraz możliwości terminowego wykrycia celu.
Kolejny poziom to wyspecjalizowane drony przechwytujące. Ukraina stworzyła w praktyce odrębną klasę niedrogiej obrony przeciwlotniczej, w której jeden bezzałogowiec dogania i fizycznie niszczy innego. W marcu prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że jeden ukraiński dron przechwytujący może kosztować około 3–5 tysięcy dolarów, a biorąc pod uwagę kilka wystrzałów przeciwko jednemu celowi, średni koszt zestrzelenia Shaheda może wynieść około 10 tysięcy dolarów.
Kierunek ten już dawno przestał być eksperymentalny. 30 kwietnia Ministerstwo Obrony ogłosiło zakup 8 tysięcy przechwytujących dronów typu „Octopus”. Jest to ukraiński system z automatycznym naprowadzaniem, stworzony specjalnie do zwalczania dronów uderzeniowych typu „Shahed”.
Ponadto Ministerstwo Obrony sklasyfikowało systemy JEDI Shahed Hunter, które są już wykorzystywane przeciwko dronom typu „Shahed”, „Geranium” i „Gerber”. Osobno resort poinformował o ukraińskim „Szwidunie”, opracowanym do niszczenia dronów uderzeniowych i rozpoznawczych.
W rzeczywistości w przypadku zwykłego Shaheda z silnikiem tłokowym Ukraina w znacznym stopniu rozwiązała już główny problem ekonomiczny: zamiast rakiety za setki tysięcy lub miliony dolarów można wykorzystać przechwytujący pocisk, którego cena mierzy się w tysiącach.
Jednak Rosja zaczęła modyfikować sam model Shahed.
Odrzutowe „Gerany” lecą znacznie szybciej i zmuszają Ukrainę do ponownego stosowania kosztownych pocisków F-16

Nowe „Geran-4” i „Geran-5” są niebezpieczne przede wszystkim ze względu na prędkość. Według danych przytoczonych przez „Ukrainską Prawdę” mogą one rozpędzać się do około 600 km/h. Mówimy tu już praktycznie o tanich odpowiednikach pocisków skrzydłowych.
Dla porównania, zwykły Shahed porusza się znacznie wolniej. Daje to grupie mobilnej lub operatorowi drona przechwytującego więcej czasu na wykrycie, wystrzelenie, zbliżenie się do celu i atak. Przy prędkości około 600 km/h ten zapas czasu gwałtownie się zmniejsza.
Właśnie dlatego drony odrzutowe zaczynają wkraczać w segment, w którym Ukraina musi stosować pełnoprawne pociski klasy „powietrze–powietrze”. Należą do nich AIM-9 Sidewinder i AIM-120 AMRAAM, które mogą być stosowane przez ukraińskie samoloty F-16.
AIM-9 jest tradycyjnie używany do walki powietrznej na bliskim dystansie i posiada system naprowadzania na podczerwień. AIM-120 to bardziej zaawansowany pocisk z aktywną głowicą samonaprowadzającą opartą na radarze i większym zasięgiem. Ta sama rodzina pocisków AMRAAM jest wykorzystywana nie tylko przez samoloty, ale także przez naziemne systemy NASAMS.
Dokładna cena zależy od modyfikacji, roku zawarcia kontraktu i wyposażenia, ale koszt sięga już setek tysięcy dolarów za pocisk. Na przykład jeden z kontraktów Pentagonu na produkcję AIM-9X Lot 24 miał łączną wartość ponad 736 mln dolarów i obejmował ponad 1200 pocisków bojowych różnych wersji wraz z pociskami szkoleniowymi, częściami zamiennymi, kontenerami i innym wyposażeniem. Równolegle Stany Zjednoczone już od kilku lat zwiększają swoje moce produkcyjne. Już w 2023 roku Pentagon sfinansował zwiększenie rocznej zdolności produkcyjnej AIM-9X do 2500 pocisków.
To dużo jak na tradycyjną wojnę powietrzną, ale niewiele w przypadku konfliktu, w którym Rosja jest w stanie produkować tysiące bezzałogowych statków powietrznych z napędem odrzutowym każdego miesiąca. Dlatego niedobór rakiet AIM-9 i AIM-120 to nie tylko kolejny epizod braku amunicji. To wskaźnik nowego wyścigu zbrojeń.
Rosja stara się sprawić, by tani dron był na tyle szybki, by Ukraina nie mogła już z całą pewnością zestrzelić go tanimi środkami i była zmuszona do użycia znacznie droższych pocisków.
Ukraina już próbuje powtórzyć to, co wcześniej udało się osiągnąć w przypadku zwykłych dronów typu Shahed. 3 września Wołodymyr Zełenski po posiedzeniu sztabu poinformował o konieczności przyspieszenia produkcji szybkich przechwytujących dronów właśnie przeciwko rakietowym „Shahedom”. Według niego ukraińscy producenci dysponują już prototypami, ale należy je doprowadzić do wymaganej skuteczności i zwiększyć skalę produkcji.
W rzeczywistości zadanie sprowadza się ponownie do jednego: obniżenia ceny pojedynczego przechwycenia.
Pociski skrzydłowe można zestrzelić za pomocą systemów NASAMS, IRIS-T, Patriot i samolotów F-16, ale jeden pocisk przechwytujący kosztuje setki tysięcy dolarów

Pociski skrzydłowe typu X-101 lub „Kalibr” stanowią już zupełnie inny problem. Lecą na stosunkowo niewielkiej wysokości, potrafią zmieniać trasę, manewrować i wykorzystywać skomplikowane trajektorie, aby ominąć obszary obrony przeciwlotniczej. Jednocześnie są szybsze od zwykłych Shahedów i niosą znacznie potężniejszy ładunek bojowy.
Do ich przechwytywania Ukraina wykorzystuje cały zestaw systemów. Na średnich odległościach działają między innymi NASAMS i IRIS-T SLM. Można również zastosować systemy Patriot, radzieckie kompleksy, myśliwce F-16 oraz inne środki.
NASAMS jest szczególnie interesujący, ponieważ może wykorzystywać pociski z rodziny AMRAAM. Oznacza to, że ten sam rodzaj deficytowej amunicji jest potrzebny jednocześnie zarówno myśliwcom, jak i naziemnej obronie przeciwlotniczej.
W tym przypadku kwestia ekonomiczna nie jest już tak jednoznaczna, jak w przypadku Shaheda. Rosyjska rakieta skrzydłowa sama w sobie kosztuje znacznie więcej niż dron, a potencjalna wartość obiektu, do którego leci – elektrowni, podstacji, magazynu, zakładu przemysłowego czy budynku mieszkalnego – może być dziesiątki, a nawet setki razy większa od wartości pocisku przechwytującego.
Dlatego głównym problemem staje się już nie tyle cena pojedynczego pocisku, co wielkość zapasów. Podczas masowanego ataku Ukraina musi jednocześnie wykrywać setki celów powietrznych, rozróżniać cele prawdziwe od fałszywych, rozdzielać je między różne systemy, a przy tym zachować najdroższe pociski na te zagrożenia, których nie da się zestrzelić tańszymi środkami.
A produkcja nowoczesnych zachodnich rakiet zajmuje znacznie więcej czasu niż montaż masowych dronów bojowych. Właśnie dlatego Zachód obecnie nie tylko przekazuje Ukrainie rakiety ze swoich magazynów, ale także pilnie zwiększa moce produkcyjne.
Pocisk balistyczny może zostać przechwycony przez system Patriot, ale koszt jednego wystrzału z PAC-3 MSE wynosi około 4 mln dolarów
Najdroższy poziom ukraińskiej obrony przeciwlotniczej zaczyna się tam, gdzie pojawiają się rakiety balistyczne. „Iskander-M”, „Kindżal” i inne cele balistyczne są znacznie trudniejsze do przechwycenia niż Shahed czy rakieta skrzydłowa. Osiągają one ogromną prędkość, a na reakcję mogą pozostać zaledwie minuty.
Właśnie w tym kontekście system Patriot pozostaje niezwykle ważny dla Ukrainy. Jednym z głównych współczesnych rodzajów amunicji jest PAC-3 MSE. Wykorzystuje on zasadę „hit-to-kill”: pocisk przechwytujący niszczy cel głównie poprzez bezpośrednie zderzenie kinetyczne przy dużej prędkości.
Cena odzwierciedla złożoność technologii. W lipcu agencja Reuters przytoczyła dane z amerykańskich dokumentów budżetowych, zgodnie z którymi jeden pocisk PAC-3 MSE kosztuje około 4 mln dolarów. Właśnie ze względu na tak wysoką cenę firma Lockheed Martin opracowuje już tańszy przechwytujący pocisk ACE, który ma kosztować mniej niż połowę ceny PAC-3 MSE.
Aby zrozumieć skalę przedsięwzięcia: w styczniu 2026 roku Departament Stanu USA zatwierdził potencjalną sprzedaż Arabii Saudyjskiej 730 pocisków PAC-3 MSE oraz powiązanego wyposażenia o wartości do 9 mld dolarów. Kwota ta obejmuje nie tylko pociski, ale także części zamienne, sprzęt, szkolenia, logistykę i wsparcie techniczne.
W celu zwiększenia prawdopodobieństwa pewnego zniszczenia jednego złożonego celu można wystrzelić kilka pocisków przechwytujących. Dlatego przechwycenie jednej rakiety balistycznej może potencjalnie oznaczać wydatek rzędu kilku milionów dolarów. Jednak właśnie w tym momencie pytanie „czy opłaca się ją zestrzelić” praktycznie traci sens.
Jeśli rakieta balistyczna leci w kierunku dzielnicy mieszkalnej, elektrowni, obiektu wojskowego lub dużego kompleksu przemysłowego, potencjalne straty mogą być nieporównywalnie większe. Nie wspominając już o ludzkim życiu. Głównym ograniczeniem jest fizyczna liczba takich rakiet.
8 września agencja Reuters poinformowała, że podczas kolejnego ataku na Kijów Ukraina zdołała przechwycić większość pocisków manewrujących, ale walka z pociskami balistycznymi pozostawała znacznie trudniejsza. Jednocześnie Niemcy postanowiły pilnie przekazać Ukrainie dodatkowe pociski Patriot ze swoich zapasów. Minister obrony Boris Pistorius ostrzegł, że Rosja może zintensyfikować ataki na ukraińską infrastrukturę zimą.
Ukraina równolegle zamawia około tysiąca rakiet Patriot przy wsparciu sojuszników i mechanizmów UE. Jednak większość z nich ma zostać dostarczona dopiero w kolejnych latach, dlatego Kijów prosi partnerów o przekazanie rakiet z istniejących zapasów już teraz. Dobrze to ilustruje główny problem współczesnej obrony przeciwlotniczej: środki finansowe można przydzielić szybko, ale zaawansowanej technologicznie rakiety nie da się wyprodukować w ciągu kilku dni.
Rosja stara się zmusić Ukrainę do zużywania drogich rakiet szybciej, niż Zachód zdąży je wyprodukować
Wojna powietrzna coraz bardziej przekształca się w rywalizację nie tylko technologii, ale także gospodarek i zakładów produkcyjnych. Logika masowanego ataku jest dość prosta. Najpierw wystrzeliwana jest duża liczba stosunkowo tanich dronów. Część z nich to drony uderzeniowe typu Shahed, a część – tańsze imitacje i fałszywe cele. Zmuszają one Ukrainę do włączania radarów, mobilizowania grup mobilnych, wykorzystywania myśliwców przechwytujących oraz utrzymywania sił obrony przeciwlotniczej w ciągłej gotowości.
W bardziej złożonych atakach dołączają do nich pociski skrzydłowe. Natomiast najważniejsze cele mogą być atakowane pociskami balistycznymi, przeciwko którym potrzebne są najbardziej deficytowe i najdroższe przechwytujące. Teraz pomiędzy tymi poziomami pojawił się jeszcze dron odrzutowy. Jest on tańszy od pełnowartościowego pocisku skrzydłowego, ale wystarczająco szybki, by znaczna część tanich systemów obrony przeciwdronowej mogła okazać się wobec niego mniej skuteczna.
Właśnie dlatego Ukraina faktycznie buduje wielopoziomowy system obrony. Przeciwko zwykłemu Shahedowi – mobilna grupa ogniowa, dron przechwytujący lub działo przeciwlotnicze. Przeciwko szybkiemu dronowi odrzutowemu – na razie F-16 z pociskami AIM-9 i AIM-120, naziemne kompleksy lub inne drogie systemy, a w przyszłości – osobny, szybki i tani przechwytujący dron.
Przeciwko pociskom skrzydłowym – NASAMS, IRIS-T, myśliwce i systemy o większym zasięgu. Przeciwko pociskom balistycznym — przede wszystkim system Patriot. Właśnie ta gradacja pozwala nie marnować pocisku za 4 mln dolarów na cel, który w rzeczywistości można zniszczyć środkiem setki razy tańszym.
Problem polega na tym, że Rosja próbuje przełamać ten model siłą liczebną.

Ma to miejsce nie tylko na Ukrainie. Podczas konfliktu na Bliskim Wschodzie sojusznicy również musieli używać systemu Patriot przeciwko tanim dronom Shahed. Agencja Reuters podała przykład, w którym system Patriot o wartości 4 mln dolarów został użyty przeciwko dronowi o wartości około 35 tysięcy dolarów.
Właśnie dlatego nawet sami producenci zachodniej broni próbują obecnie tworzyć tańsze pociski. Firma Lockheed Martin ogłosiła już wprowadzenie PAC-3 ACE — uproszczonego przechwytującego pocisku, który ma wypełnić lukę między tanimi rozwiązaniami przeciwdronowymi a pociskiem PAC-3 MSE za 4 mln dolarów.
Oznacza to, że doświadczenia Ukrainy faktycznie zmieniają cały światowy model obrony przeciwlotniczej. Wcześniej kosztowny pocisk przeciwlotniczy był tworzony głównie w celu zniszczenia drogiego samolotu lub innego pocisku. Teraz systemy warte miliardy dolarów muszą stawić czoła masowym dronom, które mogą kosztować dziesiątki tysięcy.
Dlatego przyszłość obrony przeciwlotniczej prawdopodobnie nie będzie zależała od tego, kto posiada najdroższy i najbardziej zaawansowany technologicznie pocisk. Znacznie ważniejsze staje się coś innego: czy kraj będzie w stanie wyprodukować wystarczającą liczbę tanich pocisków przechwytujących, aby drogie systemy Patriot, AIM-120 i inne rzadko dostępne pociski pozostały wyłącznie do celów, których nie da się zestrzelić niczym tańszym.
Właśnie na tym polega dziś główna ekonomia ukraińskiej przestrzeni powietrznej.
Czytaj nas na Telegram i Sends