$ 43.97 € 51.75 zł 12.19
+11° Kijów +20° Warszawa +15° Waszyngton

Rosja wykorzystuje obcokrajowców do prowadzenia działań dywersyjnych na Ukrainie, rekrutując ich za pośrednictwem Telegrama

Rosja wykorzystuje obcokrajowców do prowadzenia działań dywersyjnych na Ukrainie, rekrutując ich za pośrednictwem Telegrama

Rosja wykorzystuje obcokrajowców do prowadzenia działań dywersyjnych na Ukrainie, rekrutując ich za pośrednictwem Telegrama za niewielkie pieniądze. Następnie podpalenia i ataki przedstawia się jako „wewnętrzny opór”, aby podsycić propagandę i stworzyć iluzję niestabilności wewnątrz kraju. Wspólne śledztwo przeprowadziły organizacje Sledstvo.Info, RISE Moldova oraz Organized Crime and Corruption Reporting Project.

 

Na zdjęciu – przesłuchanie dwóch obywateli Mołdawii, których Rosjanie zwerbowali do działań dywersyjnych na Ukrainie. Jeden z nich przyjechał, aby podpalić szafę przekaźnikową Ukrzaliznyci za 300 dolarów i otrzymał 10 lat więzienia. Ogółem na Ukrainie zatrzymano już około 20 obcokrajowców, których wykorzystywano do podpaleń i fałszywych filmów o „wewnętrznym oporze”.

image

 

Jak działa schemat dywersyjny

Historia, która na pierwszy rzut oka wygląda jak drobny podpalenie, w rzeczywistości jest częścią wielkiego i dobrze przemyślanego planu. W centrum Ukrainy 26-letni mężczyzna podszedł do zwyczajnie wyglądającej metalowej szafki na stacji kolejowej. W środku znajdowało się sprzęt, od którego zależy ruch pociągów, sygnalizacja i bezpieczeństwo. Uszkodzenie takiego węzła może doprowadzić nie tylko do opóźnień, ale i do katastrofy.

 

Mężczyzna oblał sprzęt łatwopalną cieczą, podpalił go i nagrał wszystko na telefon. Następnie wysłał film do osoby, która koordynowała jego działania przez Telegram. Jednak w odpowiedzi nie otrzymał podziękowań, a krytykę. Napisano mu: „Wlej do szczelin! Ogień musi palić się normalnie”. To pokazuje, że dla organizatorów wykonawcy są po prostu materiałem eksploatacyjnym.

Ten przypadek to tylko jeden z dziesiątek. Od początku wojny na pełną skalę takich sabotaży znacznie przybyło. Podpalenia, niszczenie infrastruktury, ataki na transport, a nawet bardziej skomplikowane operacje – to wszystko często robią ludzie, których znaleziono w sieciach społecznościowych. Najczęściej przez Telegram.

Główną cechą tego schematu jest jego niski koszt i prostota. Nie są potrzebne skomplikowane sieci agentów, nie trzeba długo przygotowywać ludzi. Wystarczy znaleźć kogoś z problemami – bez pieniędzy, z uzależnieniami lub trudną sytuacją życiową – i zaproponować „łatwy zarobek”.

Kim są ci ludzie i dlaczego się zgadzają

Większość wykonawców to nie zawodowi sabotażyści. To zwykli ludzie, często młodzi, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji. Nie zawsze rozumieją, w co ich wciągnięto. Czasami w ogóle nie rozumieją tego do końca.

Na przykład jeden z zatrzymanych, 26-letni Wiktor Gerus, opowiedział, że po wyjściu z więzienia nie mógł znaleźć normalnej pracy. Zarabiał grosze, które wystarczały tylko na jedzenie. Propozycja zarobienia kilkuset dolarów wydawała się szansą na wyrwanie się z biedy. Nawet nie od razu zrozumiał, że ma to związek z wojną. Otrzymał zadanie i udał się na niewielką stację kolejową w obwodzie winnickim. Tam długo krążył w pobliżu, przyglądał się, a potem podszedł do niepozornej szarej szafki. Była to szafka reléowa — odpowiada ona za działanie sygnałów i ruch pociągów. Jeśli ją uszkodzić, może to sparaliżować ruch, a nawet spowodować wypadek.

Wiktor oblał torbę łatwopalną cieczą, podpalił ją i wsunął do szafy. Nagrał to wszystko na telefon i wysłał „kuratorowi” na Telegramie. Ale odpowiedź nie była taka, jakiej się spodziewał. „Wlej do szczelin! Powinno palić się normalnie” – napisano do niego. „To bzdura, po prostu tli się. Nie zapłacą nam za to”.

 

Jego znajomy Iurie Lupu, który pojechał z nim, również miał problemy z prawem i zdrowiem. Napisano do niego na komunikatorze i zaproponowano „dodatkowe zarobki”. Nie wiedział, kto za tym stoi. Nie wiedział, jakie będą konsekwencje, ale zgodził się.

 

Tacy ludzie często mówią to samo: nie chcieli szkodzić Ukrainie. Nie popierają wojny. Ale pieniądze i rozpacz przeważyły. I dopiero po zatrzymaniu zdają sobie sprawę, że stali się częścią wielkiej gry. 

Jeden z nich powiedział wprost: „Zrozumiałem, że coś jest nie tak, kiedy poproszono mnie o napisanie zdania do filmu”. Właśnie wtedy poczuł, że to nie jest zwykłe podpalenie, ale część jakiejś większej historii.

Pieniądze jako główna motywacja

Kwoty są niewielkie. W tym przypadku – 300 dolarów dla dwóch osób. 200 dano z góry, kolejne 100 obiecano później, ale dla osoby bez dochodów wygląda to jak szansa. I często ludzie nawet nie zastanawiają się, co właściwie robią. „Nie chciałem szkodzić Ukrainie. Jestem przeciwny wojnie” – powiedział Wiktor już po zatrzymaniu.

Jak działa propaganda

Najciekawsze zaczyna się po sabotażu. Filmik z podpalenia wrzucają na prorosyjskie kanały na Telegramie. Ale pokazują go zupełnie inaczej niż było w rzeczywistości. W podpisach piszą, że to rzekomo dzieło „ukraińskiego podziemia”. Że to „opór przeciwko władzy”. Że to Ukraińcy sami występują przeciwko państwu. I że takich przypadków jest coraz więcej.

Aby wyglądało to przekonująco, sprawców zmuszają do nagrywania filmów z napisami. Na przykład: „Ukraina przeciwko mobilizacji”. Albo inne frazy, które mają stworzyć odpowiedni obraz. W rzeczywistości ci ludzie to obcokrajowcy lub przypadkowi wykonawcy. Nie mają oni żadnego związku z „ruchem oporu”. Ale dla propagandy to nie ma znaczenia. Najważniejsze jest stworzenie iluzji.

Eksperci twierdzą, że jest to jeden z głównych celów takich operacji. Nie tyle zniszczenie obiektu, co wpłynięcie na postrzeganie. Zasianie nieufności. Pokazanie, że „w kraju są problemy”.

Dlaczego jest to niebezpieczne

Fizyczne szkody spowodowane takimi sabotażami są czasem niewielkie. Ale efekt psychologiczny jest znacznie większy. Ludzie oglądają wiadomości, filmy, posty i zaczynają wątpić. To tworzy poczucie niestabilności. Jakby coś działo się w kraju. Jakby istniał jakiś ukryty konflikt. I właśnie o to chodzi organizatorom.

Analitycy wyjaśniają: takie operacje są częścią wojny hybrydowej. Nie dotyczą one frontu. Dotyczą informacji, zaufania i nastrojów ludzi. Jeden z ekspertów zauważył: „Wygląda to na działania lokalne, ale w rzeczywistości są one kierowane z zewnątrz”. I właśnie dlatego trudno je śledzić i powstrzymać.

Kto stoi za tym schematem

Ukraińskie organy ścigania uważają, że za tymi operacjami stoją rosyjskie służby specjalne. Trudno jednak to bezpośrednio udowodnić. Wykorzystuje się pseudonimy, kryptowaluty i anonimowe konta. Kuratorzy nie kontaktują się bezpośrednio z wykonawcami. Wydają zadania, otrzymują nagrania i płacą. Wszystko odbywa się zdalnie. Minimalizuje to ryzyko dla organizatorów.

Eksperci nazywają to „szarą strefą sabotażu”. Jak freelancing, ale w przestępczości. Jest zadanie, jest wykonawca, jest zapłata. A wszystko to bez żadnych gwarancji dla tych, którzy się zgadzają. Przy tym sami wykonawcy są najsłabszym ogniwem. Szybko ich znajdują, zatrzymują i skazują. A organizatorzy pozostają w cieniu.

Dlaczego właśnie Mołdawia

Wśród obcokrajowców jest wielu obywateli Mołdawii.

Powody są proste:
— problemy
gospodarcze — łatwy dostęp do Ukrainy
— znajomość języka

To sprawia, że ludzie są bardziej podatni na werbunek.

image

 

Co wiadomo obecnie

Na Ukrainie skazano już co najmniej 18 obcokrajowców za podobne przestępstwa. Setki Ukraińców toczą się w sprawach dotyczących sabotażu. Wielu z nich działało według tego samego schematu. Wśród sprawców są ludzie z różnych krajów. Jednak szczególnie często pojawiają się obywatele państw sąsiednich. Wyjaśnia się to łatwością przemieszczania się i problemami ekonomicznymi.

Podobne przypadki odnotowuje się w całej Europie:

podpalenia —
sabotaż — próby ataków

I wszędzie ten sam schemat:
media społecznościowe → pieniądze → proste zadanie → wideo → propaganda

Organy ścigania ostrzegają: takie przypadki mogą się powtarzać. Ważne jest, aby zrozumieć, jak działa ten schemat. Ponieważ głównym celem nie jest po prostu podpalenie czy wybuch. Głównym celem jest zmiana tego, jak ludzie postrzegają rzeczywistość.

Ta historia nie dotyczy jednego podpalacza ani jednej sabotażu. Chodzi o system, który wykorzystuje ludzi jako narzędzie. Tani, wymienny i bezbronny. I podczas gdy jedni szukają łatwych pieniędzy, inni wykorzystują to do wielkiej gry. Gry, w której główną stawką nie są obiekty, ale zaufanie i stabilność. Właśnie dlatego ważne jest, aby o tym mówić. I wyjaśniać, jak to działa.

Przypomnijmy, że ujawniono schemat dostaw broni, którą rozdawał Puszylin.

Przywódca „DNR” Puszylin cynicznie wypowiedział się na temat „rosyjskiego ducha” w kontekście przedłużających się walk.

Przypomnijmy, że przywódca „DNR” Denis Puszylin został ranny w Limanie.

Ponadto przywódca „DNR” Puszylin mianował nowego gauleitera w okupowanym Mariupolu.

Czytaj nas na Telegram i Sends