$ 44.89 € 51.09 zł 11.93
+26° Kijów +24° Warszawa +20° Waszyngton
„Busifikacja” po rosyjsku: łapanie mężczyzn w Penzie jako zapowiedź przyszłej mobilizacji

„Busifikacja” po rosyjsku: łapanie mężczyzn w Penzie jako zapowiedź przyszłej mobilizacji

23 czerwca 2026 16:56

W zeszłym tygodniu w rosyjskim mieście Penza oraz w kilku miejscowościach obwodu penzkiego miały miejsce wydarzenia, które wstrząsnęły nie tylko lokalną społecznością, ale i całą rosyjską przestrzenią informacyjną (głównie o charakterze opozycyjnym – to właśnie dzięki „zagranicznym agentom” temat ten trafił do opinii publicznej). W dniach 17–19 czerwca na ulice wyszły wspólne patrole komisji wojskowych, OMON-u i policji. Zatrzymywali przechodzących mężczyzn, sprawdzali dokumenty ewidencji wojskowej, a następnie ładowali ofiary do mikrobusów i przewozili do komisariatu wojskowego, gdzie zmuszali ich do podpisania umów z Ministerstwem Obrony Federacji Rosyjskiej. Naoczni świadkowie nagrywali wszystko kamerami w telefonach: kobiety, matki i żony zatrzymanych próbowały odciągnąć swoich bliskich, blokowały drogę autobusom, krzyczały na funkcjonariuszy sił porządkowych itp. W sieciach społecznościowych rozeszły się nagrania z komisariatu wojskowego w Penzie, na których zatrzymani mężczyźni siedzą w minibusie, a kobiety błagają, by nie zabierano ich na front. 

Lokalne komisje wojskowe potwierdziły później fakt przeprowadzenia nalotów, zaznaczając przy tym, że są one „przeprowadzane regularnie, raz w miesiącu, wspólnie z policją” w celu „wykrywania obywateli uchylających się od poboru”. Jednak sama skala tych akcji, ich brutalność oraz fakt, że zatrzymywano nie tylko „uchylających się od służby”, ale praktycznie wszystkich mężczyzn, którzy znaleźli się w zasięgu wzroku, wywołały szok nawet w Rosji. 

Czy te wydarzenia są przypadkowe? A może raczej obserwujemy swego rodzaju „próbę generalną” tego, co wkrótce może stać się rzeczywistością dla milionów rosyjskich mężczyzn? Serwis UA.News przyjrzał się tej kwestii. 

Łapanki w Penzie: co się dzieje 

 

Wieczorami w dniach 17–19 czerwca w Penzie, Kamieńcu i Kuzniecku – trzech miastach obwodu penzeńskiego – jednocześnie rozpoczynają się masowe obławy. Po mieście jeżdżą minibusy, które zabierają mężczyzn prosto z ulic, a także ustawiane są punkty kontrolne z udziałem wojska, policji i straży drogowej. Zatrzymuje się samochody i środki transportu publicznego, sprawdzając dokumenty wszystkich mężczyzn. Głównym celem jest zmuszenie zatrzymanych do podpisania kontraktu z rosyjskim Ministerstwem Obrony w celu wysłania ich na wojnę przeciwko Ukrainie. Według niektórych danych istniał „plan” zwerbowania co najmniej 700 mężczyzn tylko z tego regionu.

Największy rozgłos wzbudził incydent, który miał miejsce w nocy z 16 na 17 czerwca w pobliżu komisariatu wojskowego przy ulicy Skladskiej w Penzie. Na licznych nagraniach wideo widać minibus, w którym siedzą zatrzymani mężczyźni. Kobiety – ich matki, żony, siostry – otaczają autobus i próbują uniemożliwić żołnierzom wywiezienie bliskich. W odpowiedzi mężczyźni zamknięci w autobusie proszą, by za nich „modlono się”. Krewni zatrzymanych opowiadają, że żołnierze nie pozwalali im rozmawiać z bliskimi, zabierali telefony i brutalnie odpychali kobiety. Adwokatom nie pozwolono na kontakt z zatrzymanymi. Wielu mężczyzn w momencie zatrzymania nie miało przy sobie dokumentów — nowe legitymacje wojskowe wystawiono im dosłownie w ciągu kilku godzin. Jedna z kobiet opowiada, że próbowała dowiedzieć się od męża, dlaczego podpisał kontrakt — na co ten ponuro odpowiedział „musiałem”, sugerując przemoc fizyczną. 

Zatrzymywano nie tylko osoby faktycznie podlegające obowiązkowi wojskowemu, ale w ogóle wszystkich, którzy znaleźli się w zasięgu wzroku policji. Mogły to być osoby z zaległościami w płaceniu alimentów, z niezatartym wyrokiem skazującym, a po prostu mężczyźni idący ulicą pod wpływem alkoholu. Gdy skandal nabrał rozgłosu, lokalna policja opublikowała „ostrzeżenie” dla osób nagrywających działania sił porządkowych na wideo, oświadczając jednocześnie, że takie nagrania rzekomo „nie mają żadnego związku z wysyłaniem do strefy «SVO»”. Komisarz wojskowy przyznał co prawda, że naloty „odbywają się regularnie”, podkreślił jednak, że nie ma w tym „nic strasznego”.

I rzeczywiście nie był to pierwszy raz. Jak się okazało, podobne obławy w obwodzie penzeńskim miały miejsce już wcześniej – ale właśnie tym razem przybrały one na skali, zostały uchwycone przez liczne kamery i wywołały rezonans społeczny. Szczególnie znamienne jest to, że wcześniej podobne akcje były prowadzone przeciwko tak zwanym „nowym obywatelom RF” – osobom pochodzącym głównie z krajów azjatyckich, które niedawno otrzymały rosyjskie paszporty. Dziesiątki tysięcy takich osób znalazło się już w rosyjskiej armii. 

Teraz jednak wygląda na to, że cel uległ zmianie, a na celowniku znaleźli się „prawdziwi” Rosjanie. Warto zauważyć, że jest to rażąco sprzeczne z samym rosyjskim prawem, które jasno stanowi, że „obywatelstwo Federacji Rosyjskiej jest jedyne i pełnoprawne dla wszystkich”, niezależnie od tego, czy otrzymało się je dosłownie wczoraj, czy też już przy urodzeniu.

Путин усугубляет катастрофу с незаконной мобилизацией украинцев на временно  оккупированных территориях ➜ ZMINA


Penza jako próba generalna totalnej mobilizacji

 

To, co wydarzyło się w Penzie, nie jest lokalnym incydentem ani inicjatywą lokalnego komisarza wojskowego, który postanowił wykroczyć poza wyznaczone ramy. Wygląda to raczej na systemowe przetestowanie procedury, którą Kreml prawdopodobnie planuje zastosować w skali całego kraju. 

Po pierwsze, sami komisarze wojskowi przyznali, że takie naloty odbywają się co miesiąc: oznacza to, że nie jest to jednorazowa akcja, lecz dopracowany schemat. Po drugie, w Penzie testowano metodę wyłapywania nie tylko „uchylających się od służby”, ale praktycznie każdego mężczyzny, którego można „złapać” z powodu długów, wyroków skazujących czy wykroczeń administracyjnych — jest to uniwersalna technika, którą można zastosować w dowolnym mieście. Po trzecie, Penza stała się swego rodzaju poligonem doświadczalnym do sprawdzenia reakcji społecznej, która okazała się dość wymowna: nie doszło do masowego sprzeciwu, choć ludzie byli wyraźnie zszokowani i bardzo niezadowoleni. 

Władze zareagowały standardowo: potwierdziły fakt, ale nazwały to „zwykłą praktyką”. Dla Kremla jest to sygnał, że w razie potrzeby można działać odważniej.

Мобілізація в росії 2023 – в рф заявили, що відхід вагнерівців з України не  викличе нову хвилю мобілізації | головний сайт про політиків Слово і Діло


To, co się dzieje, ma całkiem zrozumiałą logikę. Zapotrzebowanie Rosji na siłę bojową na froncie jest ogromne. Po latach wojny napływ ochotników, którzy zaciągają się na kontrakt za pieniądze, stopniowo się wyczerpuje. Co prawda niektóre grupy społeczne – mieszkańcy regionów dotkniętych kryzysem gospodarczym, skazańcy czy imigranci z biednych krajów – wciąż zasilają rosyjską armię, ale tych zasobów nie wystarcza do prowadzenia zakrojonych na szeroką skalę operacji ofensywnych. 

Zachodni analitycy i ukraiński wywiad wielokrotnie ostrzegali: Rosja przygotowuje nową falę mobilizacji. Polityczne kierownictwo RFS postawiło sobie za zadanie zwiększenie kontyngentu okupacyjnego o co najmniej dziesiątki tysięcy, a w idealnym przypadku – o setki tysięcy, a nawet o 1–2 miliony. Jest jednak jedno „ale” — wybory do Dumy Państwowej RF, zaplanowane na 20 września 2026 roku. Ogłoszenie niezwykle niepopularnej mobilizacji tuż przed wyborami wyglądałoby jak polityczne samobójstwo dla Putina i dla partii „Jedna Rosja”, której poparcie i tak nie jest wysokie. Dlatego najprawdopodobniej Kreml, w przypadku podjęcia decyzji, najpierw poczeka na wybory, a dopiero potem, jesienią lub zimą 2026 roku, rozpocznie nową falę przymusowego poboru.

Penza zaprezentowała scenariusz: ludzie nie będą czekali w komisjach wojskowych — przyjdą po nich na ulice, będą zatrzymywać ich w środkach transportu, sprawdzać dokumenty, szukać jakiegokolwiek formalnego pretekstu do zatrzymania, a po zatrzymaniu — szybkie załatwianie formalności, podpisywanie umowy pod presją i wysyłanie na front. Widzimy, jak ukraińskie zjawisko „busyfikacji” – przymusowej mobilizacji, podczas której ludzi po prostu „pakuje się” do autobusów i przewozi do komisariatów wojskowych – staje się teraz aktualne również dla Rosji. Różnica polega chyba tylko na tym, że na Ukrainie proces ten odbywa się w warunkach wojny obronnej na pełną skalę, a w Rosji – na potrzeby wojny agresywnej, ekspansjonistycznej i niepopularnej w społeczeństwie, której większość Rosjan wolałaby nie dostrzegać. 

Що таке мобілізація по-російськи – Центр стратегічних комунікацій |  АрміяInform


Dlaczego możemy być pewni, że mobilizacja będzie właśnie przymusowa? Ponieważ ochotników gotowych walczyć za pieniądze pozostało bardzo niewielu: na podstawie umów mogą zgłosić się dziesiątki tysięcy, ale na froncie potrzebne są setki tysięcy, a jedynym sposobem na ich pozyskanie jest przymus. Scenariusz z Penza to „próba generalna” tego przymusu.

Ogromna ofensywa – oto główny cel Kremla. Rosyjskie dowództwo prawdopodobnie planuje rozpocząć szeroko zakrojone działania ofensywne na jednym lub kilku kierunkach frontu wiosną i latem 2027 roku, a do tego potrzebne są świeże, wyszkolone rezerwy, których obecnie katastrofalnie brakuje. Nowa fala mobilizacji ma zapewnić Kremlowi te rezerwy. Milion, a nawet 300–500 tysięcy nowych żołnierzy, wrzuconych do maszynki do mięsa, może bardzo, bardzo znacząco zmienić stosunek sił na froncie. Właśnie dlatego Putin prawdopodobnie prędzej czy później podejmie ten niepopularny krok – pomimo wszystkich zagrożeń dla stabilności wewnętrznej.

Jednocześnie nie ma tu absolutnie żadnego powodu do radości. Tak, to Rosjanie — Ukraińcom, delikatnie mówiąc, trudno współczuć tym, którzy przez 4,5 roku po prostu przyglądali się wojnie, nie podejmując prób jej powstrzymania, nie wychodząc na protesty ani nawet nie emigrując z Rosji. Nie należy jednak zapominać, że przez te wszystkie lata żadna z tych osób nie zgłosiła się na ochotnika do armii okupacyjnej. Nie wyruszyli na wojnę z własnej woli, nie palą się chęcią walki nawet za wysokie wynagrodzenie kontraktowe. Są potencjalnymi ofiarami przymusu, które siłą pędzi się na śmierć. Jak widać, istnieją pewne niuanse, i to dość istotne.

Dla Ukrainy pojawienie się setek tysięcy nowych rosyjskich żołnierzy na froncie stanowi bezpośrednie wyzwanie egzystencjalne: więcej Rosjan na linii frontu oznacza więcej ataków, więcej ostrzałów, więcej ofiar wśród ukraińskich żołnierzy i ludności cywilnej. To pozwoli Rosji zintensyfikować działania ofensywne, wywierać presję na wszystkich kierunkach i przełamać ukraińską obronę. Nie ma więc powodu do radości: nawet jeśli społeczeństwo rosyjskie otrzyma swoją porcję bólu, strachu i cierpień, ceną za to będą ukraińskie ofiary śmiertelne, straty na froncie, zniszczenie ukraińskich miejscowości, przedłużenie niekończącej się krwawej wojny i tak dalej.

Dla samej Rosji masowa przymusowa mobilizacja stanowi ogromne ryzyko. Putina „SVO” w RF, cokolwiek by nie mówiono, nie stała się wojną popularną wśród ludu. Znaczna część Rosjan nie akceptuje tej wojny, najczęściej woli po prostu jej nie dostrzegać, a czasem podchodzi do niej z głębokim sceptycyzmem, a nawet wrogością. Jeśli zacznie się wyciągać ludzi z domów, ładować do autobusów i wysyłać na wojnę pod lufą karabinów – napięcie społeczne może osiągnąć punkt krytyczny. Możliwe będą zamieszki, chaos w przestrzeni publicznej, wybuchy przemocy, nowa fala masowej migracji, tak jak to miało miejsce jesienią 2022 roku, a w niektórych regionach (zwłaszcza w republikach narodowych) może to przerodzić się w poważne zamieszki. Rosja ryzykuje, że stanie w obliczu nowego okresu niepokojów — okresu wewnętrznej niestabilności, który może zagrozić samemu istnieniu obecnej hierarchii władzy. 

Czy Kreml zdecyduje się podjąć to ryzyko? Historia pokazuje, że Putin niejednokrotnie wybierał eskalację, nawet zdając sobie sprawę z jej konsekwencji. Nie ma on absolutnie żadnych skrupułów ani wobec obcych obywateli, ani nawet wobec swoich. Czy jednak rosyjskie społeczeństwo i rosyjskie państwo wytrzymają kolejną falę przemocy – to pytanie pozostaje otwarte.

Мобілізація в Росії - Кремль може примусово залучати резервістів для  компенсації втрат у війні - ISW


Podsumowując, czerwcowe łapanki w Penzie to nie tylko lokalny skandal, ale lustro, w którym Rosjanie mogą dostrzec swoją całkiem realną najbliższą przyszłość. Technika łapania mężczyzn została już wypróbowana, a reakcja społeczna – protestacyjna, ale nie buntownicza – została już odnotowana. Pozostaje tylko poczekać na wybory do Dumy Państwowej, po których Kreml jest całkowicie zdolny do uruchomienia tego mechanizmu na pełnych obrotach. 

Warto zaznaczyć, że nie jest to informacja w stu procentach pochodząca od „osób z wewnątrz z Moskwy”. Jednak wszystko, co opisano powyżej, biorąc pod uwagę obecną sytuację, wydaje się co najmniej logiczne i nie wywołuje reakcji w stylu „to nie może być prawdą, bo nie może być”. A to już o czymś świadczy. 

Dla Ukrainy oznacza to jedno: wojna, niestety, nawet nie zamierza się kończyć. Wręcz przeciwnie – wygląda na to, że szykuje się jej nowy, jeszcze bardziej zakrojony na szeroką skalę i krwawy etap. A dla Rosji scenariusz z Penza stanowi ostrzeżenie: to, co dzieje się dziś w Penza, jutro może rozpocząć się w całej Federacji Rosyjskiej. Pytanie tylko, czy społeczeństwo rosyjskie zdaje sobie z tego sprawę w wystarczającym stopniu, by coś zmienić – zanim będzie za późno.

Czytaj nas na Telegram i Sends

Завантажуй наш додаток