$ 44.93 € 51.02 zł 11.9
+20° Kijów +19° Warszawa +24° Waszyngton
Europejska „sala oczekiwania”: kto i dlaczego utknął na drodze do UE oraz czym Ukraina się od nich różni

Europejska „sala oczekiwania”: kto i dlaczego utknął na drodze do UE oraz czym Ukraina się od nich różni

24 czerwca 2026 16:13

15 czerwca 2026 roku Ukraina i Unia Europejska oficjalnie rozpoczęły negocjacje akcesyjne, otwierając pierwszy klaster — „Podstawy procesu przystąpienia do UE”. To historyczny moment, ponieważ rozpoczyna on pełnoprawny proces negocjacyjny dotyczący przyszłego członkostwa kraju w Unii Europejskiej. Prezydent Zełenski oświadczył później, że Ukraina liczy na otwarcie w najbliższych tygodniach kolejnych pięciu klastrów negocjacyjnych. 

To bardzo ambitny cel, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak zazwyczaj przebiegają tego typu procesy — a przebiegają one, delikatnie mówiąc, bardzo, bardzo powoli. Dlaczego niektóre kraje przystępują do UE przez całe dziesięciolecia, jak w ogóle wygląda proces przystąpienia i dlaczego Ukraina powinna domagać się dla siebie specjalnych warunków? Analityk polityczny UA.News Mykyta Trachuk przyjrzał się tej kwestii. 

Kryteria kopenhaskie: jak w ogóle przebiega proces przystąpienia

 

Przystąpienie do UE to nie tylko czysto polityczna decyzja podjęta przy kieliszku szampana na jakimś szczycie w Brukseli (choć jest to również bardzo ważny i zasadniczy moment). Jest to również wieloletnia, wyczerpująca i niezwykle zbiurokratyzowana procedura, która rozpoczyna się od spełnienia przez kraj kandydujący tzw. „kryteriów kopenhaskich”, zatwierdzonych jeszcze w 1993 roku. Istnieją zasadniczo trzy bloki, a każdy z nich może przekreślić marzenia o członkostwie, nawet bez jawnego weta ze strony poszczególnych krajów.

Pierwsze kryterium ma charakter polityczny. Wymaga ono od kraju stabilnych instytucji gwarantujących demokrację, praworządność, poszanowanie praw człowieka oraz ochronę mniejszości. W praktyce oznacza to całkowitą przebudowę systemu sądownictwa, niezależne organy antykorupcyjne, przejrzyste prawo wyborcze, wolność mediów oraz rzeczywistą, a nie tylko deklaratywną ochronę praw mniejszości. Żadnych autorytarnych dążeń, żadnej cenzury, żadnych „kieszonkowych” sądów itp. Dla niektórych kandydatów właśnie to stanowiło barierę nie do pokonania, ponieważ jedną rzeczą jest uchwalenie ustaw, a zupełnie inną – sprawienie, by działały one w kraju, w którym korupcja stanowi część umowy społecznej, a autorytaryzm jest powszechnym zjawiskiem politycznym.

Drugim kryterium jest kryterium ekonomiczne. Kraj musi posiadać funkcjonującą gospodarkę rynkową, zdolną wytrzymać presję konkurencyjną i siły rynkowe wewnątrz UE. Tutaj zaczyna się najciekawsza część, ponieważ europejscy producenci wcale nie marzą o pojawieniu się nowych konkurentów na swoim rynku. Starannie chronią swoje sektory — od rolnictwa po hutnictwo — i domagają się ścisłej regulacji integracji handlowej. Właśnie dlatego, nawiasem mówiąc, wielokrotnie pojawiały się ostrzeżenia dotyczące Ukrainy: nasz sektor rolniczy i hutnictwo są zbyt konkurencyjne, by tak po prostu otworzyć przed nimi drzwi wspólnego rynku. Nikt nie zniosł protekcjonizmu w UE — po prostu jest on ładnie opakowany w różnego rodzaju regulacje techniczne.

Trzecie kryterium — administracyjne, zwane również „kryterium członkostwa”. Jest to zdolność kraju do podjęcia zobowiązań wynikających z członkostwa, w tym przestrzegania celów unii politycznej, gospodarczej i walutowej. Mówiąc prostym językiem, chodzi o wdrożenie całego zbioru europejskiego prawodawstwa – tzw. acquis communautaire. A to dziesiątki tysięcy (!) stron dyrektyw, rozporządzeń i decyzji, które regulują dosłownie wszystko: od norm bezpieczeństwa zabawek dla dzieci po normy emisji dwutlenku węgla. 

Proces ten nazywa się screeningiem i jest podzielony na 33 (!!) rozdziały negocjacyjne, zgrupowane w sześć klastrów. Każdy rozdział to miesiące, a nawet lata negocjacji, ekspertyz, sprawozdań i uzgodnień politycznych. Żaden rozdział nie zostaje zamknięty, dopóki wszystkie państwa członkowskie nie wyrażą zgody. 

I tu dochodzimy do sedna: przystąpienie do UE to zawsze decyzja polityczna. Najważniejsze państwa Unii – Niemcy, Francja, Holandia itp. – nadają ton, a pozostałe po prostu de facto się dostosowują. Jeśli Berlin lub Paryż uznają, że rozszerzenie o, powiedzmy, Ukrainę nie jest obecnie potrzebne (a tak właśnie decydują!), żaden rozdział nie zostanie faktycznie otwarty, bez względu na to, jak bezbłędnie kraj kandydujący wykonał swoje zadania.

Процес вступу до ЄС крок за кроком - EU NEIGHBOURS east


Lista rezerwowa: kto i dlaczego od dziesięcioleci czeka na przystąpienie

 

Aby zrozumieć, jak długo może się ten proces ciągnąć, wystarczy spojrzeć na aktualną listę kandydatów. 

Absolutnym rekordzistą jest Turcja, która złożyła wniosek już w 1987 roku. Status kraju kandydującego uzyskała w 1999 roku, negocjacje rozpoczęła w 2005 roku, ale utknęły one w martwym punkcie w 2016 roku i od tego czasu praktycznie nie posuwają się naprzód. Ankara chciała przystąpić do UE jeszcze wtedy, gdy była ona wyłącznie wspólnotą gospodarczą. Kamieniami potknięcia stały się kwestia cypryjska, autorytaryzm Erdogana, systemowe problemy z prawami człowieka oraz… liczba ludności. 85 milionów muzułmanów w składzie UE całkowicie zmieniłoby układ sił. Europa otwarcie się tego obawia – dlatego Turcja od dziesiątek lat pozostaje „wiecznym kandydatem”.

Macedonia Północna złożyła wniosek w 2004 roku, status kandydata uzyskała w 2005 roku, ale negocjacje w sprawie członkostwa rozpoczęły się dopiero w 2022 roku. Kraj ten tak bardzo pragnął przystąpienia do UE, że zgodził się nawet na zmianę nazwy państwa, dodając przedrostek „Północna” na żądanie Grecji. Jednak gdy tylko greckie weto zostało zniesione, drogę zablokowała Francja. W 2020 roku do sporu włączyła się Bułgaria, żądając przeredagowania macedońskich podręczników historii oraz uznania bułgarskich korzeni języka macedońskiego. W rezultacie teraz sama Macedonia Północna zaczęła blokować własne przystąpienie, sprzeciwiając się tym jawnie absurdalnym żądaniom, a w tym małym bałkańskim kraju gwałtownie rośnie eurosceptycyzm.

Albania i Czarnogóra również od lat czekają w kolejce. Albania nie przystępuje do UE ze względu na reputację ogólnoeuropejskiego centrum przestępczości zorganizowanej oraz problemy z systemem sądowniczym. Czarnogóra jest uważana za znacznie bardziej realistycznego kandydata – ale nawet ona „utknęła”, formalnie z powodu korupcji i przemytu. Serbia balansuje między UE, Chinami a Rosją, odmawiając uznania niepodległości Kosowa, co Bruksela określa jako główny warunek. Bośnia i Hercegowina (kraj o bardzo złożonej strukturze, który w 1995 roku został praktycznie „zszyty” z trzech quasi-państw) znajduje się w stanie permanentnego konfliktu politycznego, co hamuje proces przystąpienia do UE. Gruzja natomiast oficjalnie zawiesiła negocjacje aż do 2028 roku, uchwalając przy tym ustawę o „zagranicznych agentach” wzorowaną na rosyjskim modelu, co stało się przyczyną konfliktu z Brukselą.

Wszystkie powyższe przykłady ujawniają systemowe przyczyny, przez które kandydaci utknęli w europejskiej „poczekalni”. Po pierwsze, jest to konieczność całkowitego przepisania prawa krajowego zgodnie z europejskimi standardami – kolosalna praca techniczna, która sama w sobie wymaga lat. Po drugie, obawy gospodarcze „starej Europy”, która nie chce dzielić się ani rynkami, ani dotacjami, ani pieniędzmi. Po trzecie, dążenie UE do zachowania równowagi w Parlamencie Europejskim bez przesunięcia w stronę Europy Wschodniej lub Południowej. Po czwarte, niechęć do przyjmowania państw borykających się z konfliktami terytorialnymi i wysokim poziomem korupcji. 

UE nie chce się rozszerzać w obecnej formie, ponieważ wpłynie to negatywnie zarówno na proces podejmowania decyzji wewnątrz Unii, jak i na budżet. Natomiast utrzymywanie krajów w stanie zawieszenia wydaje się cyniczną, ale całkowicie pragmatyczną strategią. W ten sposób Bruksela zyskuje strefę pod kontrolą w pobliżu swoich granic, nie mając w rzeczywistości żadnych zobowiązań dotyczących bezpieczeństwa ani wsparcia finansowego. A iluzja wyboru powstrzymuje część krajów przed przejściem do strefy wpływów Chin, Rosji czy Turcji. Realpolitik w czystej postaci, całkowicie w duchu Starego Świata. 

1 листопада – День народження ЄС » Профспілка працівників освіти і науки  України


Dlaczego Ukraina powinna domagać się specjalnych warunków

 

Standardowy scenariusz, w którym kraje przez dziesięciolecia pozostają w statusie kandydata, jest dla Ukrainy nie do przyjęcia. I nie chodzi tu wyłącznie o ambicje czy chęć politycznego kierownictwa, by pochwalić się zwycięstwem. Chodzi o to, że Ukraina znajduje się w wyjątkowej sytuacji, której nie ma precedensu w historii rozszerzenia Unii Europejskiej. Kijów prowadzi wojnę na pełną skalę z państwem, które otwarcie dąży do zniszczenia nie tylko Ukrainy, ale i całego porządku bezpieczeństwa w Europie. 

W takiej sytuacji przeciąganie negocjacji przez dziesięciolecia to nie tylko biurokratyczna ostrożność, ale błąd strategiczny. Właśnie dlatego Ukraina powinna nalegać na jak najszybsze przystąpienie, a nawet, co całkiem prawdopodobne, prosić o jakiś szczególny status. Wszelkie kryteria przystąpienia można spełniać nawet przez stulecia, jeśli nie zapadnie polityczna decyzja o integracji. Właśnie nad tą decyzją polityczną należy pracować, przekonując partnerów o jej konieczności. Doskonałym przykładem jest Bułgaria, która w momencie przystąpienia do UE w 2007 roku, jeśli w ogóle różniła się od Ukrainy, to raczej na gorsze. Została przyjęta z wyprzedzeniem i kontynuowała reformy jeszcze przez dziesiątki lat później, pozostając pod stałym nadzorem Brukseli. Mechanizm monitoringu po przystąpieniu istnieje, działa i może zostać zastosowany w przypadku Ukrainy. Ponieważ „walka z korupcją” i „budowa sądownictwa” mogą trwać aż do Drugiego Przyjścia – jest to w dosłownym sensie proces wieczny.

W swoim czasie władze radzieckie obiecały zbudować komunizm do 1980 roku. Była to piękna, ale całkowicie oderwana od rzeczywistości obietnica, która przez dziesięciolecia karmiła społeczeństwo iluzją świetlanej przyszłości. Kiedy w końcu nadszedł rok 1980 – komunizmu, oczywiście, nie zbudowano, a kraj pogrążył się w stagnacji, kolejkach po kiełbasę i głębokim kryzysie zaufania do systemu. 

День заснування ЄС: єдність, демократія та допомога Україні » Профспілка  працівників освіти і науки України


Jeśli europejscy partnerzy będą karmić Ukrainę obietnicami członkostwa, przeciągając negocjacje przez lata pod różnymi pretekstami, ryzykujemy, że powtórzy się ta sama historia, w której członkostwo w UE, podobnie jak komunizm, nigdy nie nadejdzie. Tylko że cena tej iluzji będzie mierzona nie kolejkami po kiełbasę, ale ludzkimi życiami, utraconymi terytoriami i rozczarowaniem całych pokoleń. 

Specjalny tryb dla Ukrainy mógłby obejmować przyspieszoną analizę ustawodawstwa wraz z politycznym uzgodnieniem kluczowych obszarów na szczeblu szczytu, a nie na poziomie grup roboczych, tymczasowy dostęp do funduszy spójności na odbudowę infrastruktury jeszcze przed formalnym przystąpieniem, a także jasny harmonogram z ustalonymi terminami, a nie niejasnymi sformułowaniami o „perspektywie europejskiej”. Alternatywą jest wieczne błąkanie się w szarej strefie między Rosją a UE, co ostatecznie zakończy się nową wojną, nowymi ofiarami i nowymi kryzysami. 

Podsumowując, otwarcie pierwszego klastra to rzeczywiście powód do umiarkowanego optymizmu, ale optymizm ten musi być wymagający. Ukraina nie może sobie pozwolić na luksus pozostawania w europejskiej „poczekalni” tak długo, jak robią to inni kandydaci. Stawka jest zbyt wysoka.

Czytaj nas na Telegram i Sends

Завантажуй наш додаток