Wojna na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie oraz radykalna zmiana priorytetów w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych stopniowo zmieniają architekturę bezpieczeństwa europejskiego, a także skłaniają Unię Europejską do wyjścia poza ramy dotychczasowych sojuszy i poszukiwania nowych partnerstw, zwłaszcza w dziedzinie energetyki i handlu.
O tym, na ile odczuwalne są te zmiany i jak wpływają one na postrzeganie Ukrainy w Europie, zapytaliśmy polskiego posła do Parlamentu Europejskiego Michała Kobosko, który należy do proeuropejskiej grupy politycznej „Renew Europe” (Odnów Europę).
Kobosko opowiada się za integracją Ukrainy z Unią Europejską oraz wsparciem wojskowym i finansowym dla naszego państwa. Wielokrotnie podkreślał, że powstrzymując rosyjskiego agresora, Ukraińcy hamują jego ekspansję na Polskę, kraje bałtyckie i całą Europę.
W wywiadzie dla UA.News Michał Kobosko opowiedział o perspektywach członkostwa Ukrainy w UE i możliwych zagrożeniach związanych z wyborem nowych władz w Bułgarii i Słowenii; o logice nowych umów handlowych i wzmocnieniu współpracy obronnej w Unii Europejskiej; a także o gotowości Europejczyków do przeciwdziałania hybrydowym atakom Rosjan.
O Węgrzech i przezwyciężaniu kryzysu zaufania
Nie ma wątpliwości: jesteśmy świadkami kryzysu zaufania w Unii Europejskiej. Rzeczywiście, sytuacja w różnych krajach UE znacznie się różni. Jeszcze do niedawna Węgry znalazły się w najgorszym scenariuszu: będąc członkiem UE, kraj ten ściśle współpracował z Putinem, Kremlem i rosyjskimi władzami.
Moim zdaniem, odkąd Rosja zaatakowała Ukrainę, żyjemy w czarno-białym świecie. Nie można grać jednocześnie na dwóch frontach. Albo jesteś z nami i jesteś członkiem Unii Europejskiej, albo idziesz na rękę oczekiwaniom i potrzebom Putina. Właśnie to zrobił Viktor Orbán. Teraz pokładamy wielkie nadzieje w nowym rządzie Pétera Mádyára na Węgrzech i patrzymy na to z optymizmem.
Gratulujemy narodowi węgierskiemu fantastycznych wyników wyborów. Jest to bez wątpienia sygnał od narodu węgierskiego, że zmęczył się nie tylko osobą Viktora Orbána, ale także systemem korupcji politycznej, a także faktem, że Węgry znalazły się w opozycji do wszystkich pozostałych państw członkowskich Unii Europejskiej.
Kwestia udzielenia Ukrainie pożyczki w wysokości 90 mld euro zaczęła być omawiana jeszcze wtedy, gdy trwały dyskusje na temat wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów w Europie. To właśnie to, moim zdaniem, powinno stać się głównym źródłem przyszłego finansowania Ukrainy, które należy wykorzystać. Mówimy o pieniądzach kraju-agresora. Byłoby logiczne, gdyby Rosja wypłaciła Ukrainie reparacje wojenne. Jednak w przypadku Putina i obecnej rosyjskiej administracji nie można się tego spodziewać. Kiedy Unia Europejska nie była w stanie osiągnąć porozumienia w sprawie wykorzystania zamrożonych aktywów Rosji, pojawił się alternatywny plan B dotyczący pożyczki w wysokości 90 mld euro. Jednak Węgry – a dokładniej Viktor Orbán – blokowały go przez wiele miesięcy. Gdy tylko proces ten zostanie odblokowany przez nowy rząd węgierski pod przewodnictwem Pétera Magyara, Unia Europejska jest w pełni gotowa do przekazania pierwszej transzy. Rozumiemy, że sytuacja budżetu państwa Ukrainy jest dość trudna i nie tylko miesiące, ale także tygodnie odgrywają decydującą rolę w napływie środków. Dlatego spodziewam się, że pierwsza transza tej pożyczki zostanie przekazana w najbliższych tygodniach. Wiemy na pewno, że Ukraina potrzebuje tych środków. Przede wszystkim po to, aby nadal się bronić, wypłacać żołnierzom pensje, finansować armię, kupować amunicję itp. A także po to, aby wspierać instytucje państwowe, takie jak szkoły, szpitale i wszystkie inne struktury państwowe, które sprawiają, że Ukraina jest prawdziwym państwem. Oczywiste jest, że obecnie nie możemy liczyć na pomoc finansową ze strony Stanów Zjednoczonych. Dlatego środki Unii Europejskiej mają dla Ukrainy zasadnicze znaczenie i należy je przekazać jak najszybciej. To kolejna kwestia związana z Węgrami, które za rządów premiera Viktora Orbána zablokowały nie tylko 90 mld euro pomocy dla Ukrainy, ale także próby zaostrzenia sankcji wobec Rosji. Węgry sprzeciwiły się również inicjatywom mającym na celu wspieranie Ukrainy w negocjacjach o przystąpieniu do Unii Europejskiej. Jednak problem, który dostrzegam na horyzoncie, to nie Węgry. Są inne państwa członkowskie, które potencjalnie mogą zmienić swój kurs polityczny. Niedawno w Bułgarii odbyły się przedterminowe wybory parlamentarne. Przekonujące zwycięstwo odniosła koalicja polityczna, która sprzeciwia się wsparciu dla Ukrainy i opowiada się za zakończeniem wojny na jakichkolwiek warunkach. Koalicja ta dąży do przywrócenia stosunków z rządem rosyjskim i zniesienia niektórych sankcji nałożonych na Rosję. Zmiany polityczne w Sofii mogą rzeczywiście stać się problematycznym scenariuszem. Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Chociaż nie możemy całkowicie wykluczyć, że Węgry zmienią swój kurs polityczny, Ukraina może zamiast tego napotkać problemy ze strony Bułgarii lub Słowenii, gdzie również odbyły się wybory. Jak wiadomo, utworzenie nowego rządu w Słowenii okazuje się trudne. Istnieje prawdopodobieństwo, że były premier Janez Janša, przyjaciel Viktora Orbána i sojusznik Rosji, powróci na stanowisko szefa słoweńskiego rządu. Warto podkreślić, że nie wystarczy po prostu wprowadzić nowe sankcje; musimy też zadbać o ich skuteczność w praktyce. Rosja bowiem znajduje sposoby na obejście sankcji lub wykorzystuje ich słabe punkty. W związku z tym jestem przekonany, że 20. i kolejne pakiety sankcji powinny zostać wprowadzone w życie jak najszybciej. Ważne jest jednak, aby identyfikować dodatkowe czynniki ryzyka i uwzględniać je jako potencjalne zagrożenia podczas przygotowywania nowych środków sankcyjnych Unii Europejskiej. Problem polega na tym, że tak naprawdę nie wiemy, czego możemy się spodziewać po Stanach Zjednoczonych Ameryki. Są słowa, są decyzje, są konkretne działania. Obecnie powiedziałbym, że słyszymy znacznie więcej słów – i to takich, które budzą niepokój i stwarzają problemy – ze strony administracji prezydenta Donalda Trumpa. Jak dotąd rzeczywistych działań było niewiele. Stany Zjednoczone nie zmniejszyły swojej obecności wojskowej ani udziału w sprawach europejskich. USA ściśle współpracują z europejskimi partnerami w trwającej wojnie z Iranem. W szczególności Amerykanie wykorzystują bazy wojskowe na terytorium Europy, aby kontynuować walkę z irańskim reżimem. Na dzień dzisiejszy nie jesteśmy jeszcze gotowi na taki obrót wydarzeń; nie jesteśmy gotowi do całkowitej samodzielnej obrony. Będzie to wymagało czasu i znacznych inwestycji. W tym właśnie tkwi problem. Właśnie dlatego popieramy wszystkie decyzje mające na celu zwiększenie gotowości bojowej Europy. Popieramy zwiększenie inwestycji w rozwój naszego przemysłu obronnego oraz współpracę w tej dziedzinie między wszystkimi członkami UE. Wcześniej tak nie było. Każdy kraj rozwijał swój przemysł obronny samodzielnie i w zasadzie nie współpracował z innymi. Oczywiste jest, że takie działania wymagają znacznie większych inwestycji w produkcję broni i amunicji. To pierwszy i najpilniejszy kierunek. Drugim jest zwiększenie inwestycji w gotowość naszych armii do współpracy w ramach UE. Chcę podkreślić, że nie uważam za możliwy najgorszego scenariusza. Mam na myśli wycofanie wojsk amerykańskich z Europy. W interesie narodowym Stanów Zjednoczonych leży pozostawanie zaangażowanym w wydarzenia w Europie, ponieważ to właśnie tutaj toczy się obecnie prawdziwa wojna. W interesie Stanów Zjednoczonych leży pozostawanie aktywnym. Nie możemy jednak wykluczyć scenariusza, w którym USA zdecydują się zmniejszyć swój kontyngent tutaj. [blockquote_with_author name="Europejczycy muszą być na to przygotowani. Polska oczywiście również będzie nadal wzmacniać swoje zdolności obronne. Niestety, agresja ze Wschodu jest bardzo realnym zagrożeniem. Rosjanie nieustannie, przez całą dobę, sprawdzają nasze zdolności obronne.
O wsparciu finansowym dla Ukrainy w najbliższych latach

O zaostrzeniu sankcji wobec Rosji
O gotowości UE do ochrony swoich interesów w świetle nowej polityki USA
O kryzysie energetycznym i planie reagowania
Każdy kraj UE boryka się z inną sytuacją w sektorze energetycznym i ma inny bilans energetyczny. Jednak ogólnie rzecz biorąc, do niedawna byliśmy w znacznym stopniu uzależnieni od importu rosyjskiej ropy i gazu.
Kiedy w 2022 roku w Ukrainie wybuchła pełna wojna, mądrą decyzją było natychmiastowe poszukiwanie alternatywnych dróg dostaw kluczowych surowców energetycznych do Europy. Dobrze, że już znacznie zmniejszyliśmy naszą zależność, a także mamy konkretny i jasny plan stopniowego wycofywania rosyjskiej ropy i gazu z europejskiego rynku energetycznego.
Są politycy lub kraje w Europie, które chcą powrócić do „business as usual” w stosunkach z Federacją Rosyjską po wojnie. Jednak z dzisiejszej perspektywy jest mało prawdopodobne, aby Unia Europejska jako jednolity blok zgodziła się przywrócić poprzedni poziom zależności od rosyjskich surowców energetycznych. Doskonale rozumiemy: dla Kremla to nie tylko źródło pieniędzy, ale także źródło wpływów i władzy w Europie. To broń przeciwko nam. W pełni popieram decyzję krajów europejskich i Unii Europejskiej o szybkim wycofaniu rosyjskich zasobów energetycznych z naszego bilansu energetycznego. Chociaż niektóre kraje pozostają zależne. Widać to na przykładzie wydarzeń związanych z rurociągiem „Drużba” na Węgrzech i Słowacji.
Ogólnie rzecz biorąc, jako jednolity blok Europa powinna szukać innych źródeł energii, w szczególności ropy i gazu. Właśnie to się obecnie dzieje dzięki dostawom ze Stanów Zjednoczonych, krajów Zatoki Perskiej i innych źródeł. To słuszna decyzja.

O nowych historycznych umowach handlowych UE
Przede wszystkim chcę podkreślić, że Europa musi pracować nad nowymi umowami handlowymi i partnerstwami. Jest to szczególnie istotne po wstrząsach w naszych stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi, które były i pozostają kluczowym partnerem handlowym Europy.
Jednak bardzo trudno jest kontynuować współpracę z partnerem, który zmienia zasady z dnia na dzień lub próbuje wykorzystywać cła jako główny instrument wywierania wpływu na zaufanych sojuszników. Jestem przekonany, że wojny handlowe nie mają sensu, ponieważ szkodzą obu stronom handlu. Gdy tylko jeden partner podnosi cła, drugi odpowiada podobnymi środkami. Ostatecznie płacą za to konsumenci i przedsiębiorstwa obu stron.
Właśnie dlatego Europa powinna szukać nowych sojuszników. Bardzo pozytywnie oceniłem umowę o wolnym handlu z Australią. Chodzi przecież o wzmocnienie gospodarczych relacji partnerskich z sojusznikami UE o podobnych poglądach.
Jeśli chodzi o umowę z krajami południowoamerykańskiego bloku gospodarczego MERCOSUR, sytuacja wygląda nieco inaczej. Negocjacje trwały 25 lat, umowa została już zawarta, ale nadal budzi poważne wątpliwości.
Dlatego musimy wprowadzić skuteczne środki zapobiegawcze w celu ochrony naszych rynków i rolników. Właśnie tę kwestię omawiamy obecnie w Parlamencie Europejskim i jest ona dla nas źródłem poważnego niepokoju. Jestem przekonany, że Europa i Europejczycy muszą mieć pewność, że skutki tej umowy handlowej będą pozytywne, a nie destrukcyjne dla różnych sektorów naszej gospodarki. Jestem głęboko przekonany, że Ukraina jest częścią Europy i ostatecznie powinna stać się państwem członkowskim Unii Europejskiej. Moim zdaniem we współczesnej Europie prawie nie ma miejsca na neutralność, ponieważ jest całkowicie oczywiste, że agresor znajduje się na wschodzie. [blockquote_with_author name="Kraje, które chcą być częścią Europy i wolnego świata, powinny przystąpić zarówno do NATO, jak i do Unii Europejskiej. Razem jesteśmy bezpieczniejsi; razem współpracujemy i rozwijamy nasze gospodarki, a także jesteśmy gotowi przeciwstawić się wszelkim wrogim planom agresora. Właśnie dlatego zdecydowanie popieram negocjacje Ukrainy w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej. Bardzo uważnie śledzę ten proces.

O realistycznych terminach przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej
Oczywiste jest, że Ukraina nie jest osamotniona. Należy do grupy krajów kandydujących, które również uczestniczą w negocjacjach. Moim zdaniem Ukraina powinna stać się członkiem Unii Europejskiej jak najszybciej. Oznacza to po zakończeniu wojny i osiągnięciu sprawiedliwego i trwałego pokoju. Dla Ukrainy ma to znaczenie priorytetowe.
Musi to również nastąpić po zawarciu ostatecznych umów i porozumień z Unią Europejską. Kraje ubiegające się o członkostwo w UE muszą bowiem wypełnić szereg zobowiązań. Aby dołączyć do tego „klubu”, trzeba przestrzegać jego zasad.
Powszechnie wiadomo, że nawet przed rosyjską agresją, mówiąc dyplomatycznie, w Ukrainie jako państwie nie wszystko działało tak, jak powinno.
Dlatego mamy nadzieję, że po wojnie nie tylko zostanie odbudowana infrastruktura, ale także znacznie wzrośnie efektywność instytucji państwowych. Powinno to przyczynić się do zmniejszenia korupcji, która jest problemem na całym świecie, w szczególności w krajach Unii Europejskiej. Nie jest to jednak tylko kwestia poziomu korupcji, ale także tego, jak skutecznie się z nią walczy.
Istnieje więc wiele pytań dotyczących praworządności, funkcjonowania sądów i całego systemu prawnego na Ukrainie. Ogólnie rzecz biorąc, musicie włożyć wiele pracy, aby zbudować lepsze państwo, wzmocnić walkę z korupcją i ograniczyć wpływ oligarchów na gospodarkę.
Osobnym obszarem negocjacji z Unią Europejską jest rolnictwo i hodowla. Ukraina dostarcza żywność i produkty rolne do wielu krajów na świecie, w tym do UE. Ważnym zadaniem będzie poszukiwanie rozwiązań i porozumień dotyczących eksportu tych towarów do Unii Europejskiej w taki sposób, aby nie szkodziło to rolnictwu innych państw członkowskich. Mówię o tym bardzo otwarcie i szczerze. Są to jednak delikatne kwestie, które należy poddać pod dyskusję.
Trudno mi dokładnie powiedzieć, kiedy Ukraina będzie mogła przystąpić do Unii Europejskiej. Technicznie rzecz biorąc, mam nadzieję, że może to nastąpić do 2030 roku. Jednak w rzeczywistości, aby Ukraina przystąpiła do UE, konieczna jest zgoda wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej. To już inna strona medalu.
Ten proces potrwa jeszcze siedem lat, ale wierzę, że kiedy porozmawiamy za 10 lat, zobaczymy, że Unia Europejska rozszerzyła się i obejmuje nie tylko Ukrainę, ale także Mołdawię, Albanię, Czarnogórę i być może inne kraje Bałkanów Zachodnich. Potrzebujemy bowiem silniejszej, większej i skuteczniejszej Unii Europejskiej, aby zapewnić naszą wspólną przyszłość i bezpieczeństwo Europy.

O gotowości UE do przeciwdziałania atakom hybrydowym Rosji
Ataki hybrydowe to forma współczesnej agresji. Są one równie niebezpieczne jak fizyczne ataki z użyciem broni. Chociaż nie zabijają ludzi natychmiast, wyrządzają znaczne szkody krajom, które padają ich ofiarą.
Unia Europejska w pełni zdaje sobie sprawę z ryzyka związanego z rosyjską agresją. Nie ma wątpliwości: za tym stoi Rosja. Kreml aktywnie stosuje różne taktyki hybrydowe przeciwko Unii Europejskiej i wielu krajom. Dotyczy to nie tylko wschodniej części Unii Europejskiej, ale całego bloku.
Unia Europejska, Komisja Europejska i Parlament wkładają wiele wysiłku w przeciwdziałanie tym zagrożeniom. Przede wszystkim oznacza to podnoszenie świadomości społecznej. Nasi obywatele muszą wiedzieć, co się dzieje, i zdawać sobie sprawę, że mogą stać się ofiarami ataków hybrydowych w różnych formach. Wynika to z faktu, że Rosjanie aktywnie wykorzystują do tych celów zasoby informacyjne, w szczególności Internet i media społecznościowe.
Rozpowszechnianie dezinformacji, fałszywych wiadomości lub po prostu nieprawdy jest dość łatwe, ponieważ często wydają się one interesujące i atrakcyjne. Chociaż zazwyczaj nie odpowiadają one rzeczywistości. Ludzie „polubiają” i rozpowszechniają takie informacje, a to jest właśnie to, czego oczekuje od nas agresor. Dlatego musimy zwiększać świadomość społeczną.
Musimy pozostać czujni; nasze służby wywiadowcze muszą być gotowe do przeciwdziałania takim zagrożeniom. Na przykład wykorzystanie przez Rosję „floty cieni”. Jest to również forma hybrydowej agresji przeciwko nam. Te „cieniowe” statki nie tylko transportują rosyjską ropę, omijając lub naruszając sankcje; są one również wykorzystywane do szpiegowania w całej Europie. Jak wiadomo, ze statków „floty cieniowej” wystrzeliwane są różne typy dronów.
O udziale Polski w europejskich inicjatywach obronnych
W kwestiach obronności Polska jest jednym z pionierów i liderów Europy. Polska jest jednym z niewielu krajów Unii Europejskiej, które na długo przed obecnymi wydarzeniami zdały sobie sprawę z powagi zagrożeń ze strony Rosji oraz realnego prawdopodobieństwa wojny w Europie. Wiele lat temu Polska zaczęła inwestować znaczne środki w wzmacnianie swoich zdolności obronnych, rozwój sił zbrojnych oraz udoskonalanie systemu obrony cywilnej.
Obecnie wydajemy ponad 4,1% PKB na obronność i bezpieczeństwo, co jest wyjątkowe nie tylko w Europie, ale także wśród członków NATO. Dzięki temu jesteśmy gotowi na każdą formę agresji.
Nie twierdzę, że będziemy w stanie samodzielnie obronić nasz kraj. Szczerze mówiąc, obecnie w Europie nie ma ani jednego kraju, który byłby w stanie samodzielnie się obronić. Nawet Francja ze swoim arsenałem nuklearnym nie jest w stanie tego zrobić, nie mówiąc już o innych krajach. Dlatego musimy wspólnie wzmacniać naszą obronność. Musimy też kontynuować współpracę wojskową i wywiadowczą ze Stanami Zjednoczonymi.
Jednak działając razem, potrzebujemy również liderów w tej dziedzinie. Polska jest jednym z takich liderów. Inwestujemy znaczne środki w nasz przemysł obronny. Korzystamy z unijnych mechanizmów finansowania, takich jak SAFE (Security Action for Europe), które mają na celu wspieranie rozwoju zdolności obronnych we wszystkich państwach członkowskich UE.
Jednocześnie jestem przekonany, że chociaż Polska jest liderem w kwestiach obronności, musimy pogłębiać współpracę z państwami członkowskimi UE i naszymi przyjaciółmi. Wspólnymi siłami będziemy w stanie powstrzymać rosyjską agresję.
Nie uważam, że musimy przygotowywać się do wojny. Jednak ważne jest, aby powstrzymać Rosję, pokazując, że tym razem sytuacja jest inna. Traktujemy to poważnie i przeznaczamy znacznie więcej środków na obronę, aby Rosja zrezygnowała ze swoich agresywnych ambicji. Europa musi być gotowa powstrzymać Rosję i nie pozwolić jej nawet myśleć o inwazji na jakikolwiek kraj Unii Europejskiej. O to właśnie chodzi. Właśnie o tym wszyscy mówimy w Polsce.
Czytaj nas na Telegram i Sends