O północy z 4 na 5 lutego 2026 roku świat, zupełnie niezauważenie dla miliardów ludzi, przekroczy niewidzialną, lecz niezwykle krytyczną granicę. Oficjalnie przestanie obowiązywać Traktat o redukcji strategicznych zbrojeń ofensywnych, znany również jako START III lub New START.
Nie stało się to z dnia na dzień. Moskwa już trzy lata temu zawiesiła swój udział w traktacie, a Waszyngton w odpowiedzi również zaprzestał przekazywania niezbędnych danych. Jednak to właśnie teraz formalny okres obowiązywania porozumienia dobiega końca. Tym samym po raz pierwszy od 1972 roku dwie największe potęgi nuklearne świata znajdą się w stanie całkowitej próżni prawnej i niepewności, bez jakichkolwiek ograniczeń dotyczących wielkości i struktury swoich arsenałów, które są w stanie w ciągu kilku godzin zniszczyć cywilizację.
Nie jest to jedynie wygaśnięcie kolejnego dokumentu międzynarodowego. To demontaż ostatniego bezpiecznika, który powstrzymywał dwa najpotężniejsze arsenały nuklearne świata przed niekontrolowanym wyścigiem zbrojeń.
Długi proces kontroli zbrojeń, zapoczątkowany w samym środku zimnej wojny, dobiega końca. Teraz, zwłaszcza na tle wojny w Ukrainie, agresywnej retoryki Kremla oraz ambitnych planów administracji Donalda Trumpa dotyczących wzmocnienia potęgi Stanów Zjednoczonych, ludzkość wkracza w nieznane — rzeczywistość, w której jedynym regulatorem relacji między nuklearnymi mocarstwami staje się nie prawo, lecz czysta siła oraz wzajemna nieufność i podejrzliwość.
Czym jest START III, skąd i dlaczego się pojawił, dlaczego był krytycznie ważny oraz czego ludzkość może się spodziewać w przyszłości? Nad tymi kwestiami pochylał się komentator polityczny UA.News Mykyta Traczuk wraz z ekspertami.
Ostatni bastion bezpieczeństwa: czym jest START III
Aby zrozumieć skalę straty, najpierw trzeba ocenić, co dokładnie ulega zniszczeniu. System traktatów między Stanami Zjednoczonymi a ZSRR (a później rosją) zaczął się kształtować w czasach, gdy kryzys kubański przeraził świat bliskością nuklearnej apokalipsy. Dwie superpotęgi zrozumiały, że niepohamowany wyścig zbrojeń prowadzi ludzkość w przepaść. Trzeba było coś zrobić.
Pierwszym krokiem był Traktat o ograniczeniu systemów obrony przeciwrakietowej (ABM) z 1972 roku. Jego logika była genialna w swojej prostocie: jeśli żadna ze stron nie jest chroniona przed uderzeniem odwetowym, nie odważy się ona na zadanie pierwszego ciosu. Zjawisko to nazwano „stabilnością strategiczną”, opartą na koncepcji gwarantowanego wzajemnego zniszczenia w przypadku wojny.
Na tej podstawie powstały traktaty START I i START II, które po raz pierwszy w historii nie tylko ograniczały, lecz wręcz wymuszały redukcję liczby środków przenoszenia oraz głowic jądrowych. Po rozpadzie ZSRR proces ten był kontynuowany. Traktat START podpisano w 1991 roku, a w 2010 roku pojawił się jego następca — START III, podpisany przez prezydentów Obamę i Miedwiediewa. To właśnie ten dokument stał się ostatnią obowiązującą umową, która wiązała oba państwa w kwestii kontroli nad bronią jądrową.
START III przewidywał rygorystyczny system weryfikacji: regularną wymianę danych co kilka miesięcy, coroczne inspekcje w zakładach produkcyjnych i na bazach wojskowych, środki kontroli technicznej i inne mechanizmy.
Wszystko to jednak nie dotyczyło zaufania. Chodziło o maksymalnie przejrzystą nieufność, która pozwalała każdej ze stron wiedzieć, co robi druga, i nie obawiać się nagłego, niespodziewanego ataku zbrojnego.

Mechanizm „przejrzystej nieufności”: jak działał START III
Arsenały nuklearne zawsze były objęte klauzulą „ściśle tajne”, jednak START III tworzył unikalne „okna”, przez które można było zajrzeć do tego zamkniętego świata. Przedstawiciele Stanów Zjednoczonych mieli możliwość przyjeżdżać do rosyjskich zakładów rakietowych w celu kontroli produkcji pocisków, natomiast inspektorzy z federacji rosyjskiej uzyskiwali dostęp do amerykańskich baz, w których na dyżurze bojowym znajdowały się międzykontynentalne rakiety „Minuteman”. Wymiana danych odbywała się regularnie, obejmując wszystkie przemieszczenia oraz zmiany w arsenałach.
System ten nie był jednak idealny. Najnowsze rozwiązania, takie jak niskowykrywalne pociski manewrujące czy rakiety hipersoniczne, nie mieściły się już w starych ramach technologicznych i pozostawały poza kontrolą. Mimo to START III pełnił rolę globalnego stabilizatora. Politycy mogli używać ostrej retoryki, lecz w sferze współpracy technicznej zawsze panowała precyzja i klarowność. Dzięki porozumieniu wszyscy wiedzieli, że liczba rakiet nie wzrośnie nagle dwukrotnie, a nowe systemy przeciwnika nie pojawią się z dnia na dzień gdzieś na Kubie czy w Estonii, prowokując światowy kryzys.
Zawieszenie przez rosję udziału w traktacie, a obecnie także jego formalne wygaśnięcie, oznaczają powrót do „ery nuklearnej ślepoty”. Dane nie będą już wymieniane, inspektorzy również znikną. Na tle agresywnych deklaracji i działań zarówno ze strony Kremla, jak i Białego Domu, ta „ślepota” staje się szczególnie niebezpieczna i przytłaczająca. To właśnie w takich warunkach zaczyna działać wzajemna nieufność oraz klasyczna „dylemat bezpieczeństwa”.
Gdy jedno państwo opracowuje nowy system nuklearny, a drugie może się tego jedynie domyślać, zostaje zmuszone do przygotowywania się na najgorszy scenariusz. To z kolei popycha pierwsze państwo do dalszego zwiększania swojego arsenału. I tak w nieskończoność — albo, co znacznie gorsze, aż do nagłego i przerażającego finału. Uruchamia się wówczas klasyczna „spirala”, w której każde działanie jednej strony jest postrzegane przez drugą jako zagrożenie wymagające jeszcze ostrzejszej odpowiedzi.

Dlaczego START III przestaje obowiązywać
Wygaśnięcie porozumienia New START nie jest krokiem nagłym, lecz logicznym, i niestety dość oczekiwanym oraz znakomitym rezultatem wieloletniej erozji i degradacji całej globalnej architektury bezpieczeństwa.
Po pierwsze, relacje między Stanami Zjednoczonymi a rosją uległy znacznemu pogorszeniu jeszcze przed pełnoskalową inwazją na Ukrainę. Po aneksji Krymu w 2014 roku współpraca w sferze wojskowej została praktycznie zamrożona.
Po drugie, samo porozumienie nie miało charakteru bezterminowego: jego okres obowiązywania wynosił 10 lat, z możliwością przedłużenia. Prezydenci putin i Biden przedłużyli je bezpośrednio po inauguracji tego drugiego w 2021 roku, jednak już kilka lat później federacja rosyjska zawiesiła swój udział w traktacie.

Po trzecie, pełnoskalowa wojna sprawiła, że dalsze funkcjonowanie dokumentu w jego dotychczasowej formie stało się praktycznie niemożliwe. rosja postrzega go jako narzędzie jednostronnej kontroli Zachodu nad własnym uzbrojeniem (zapominając przy tym, że w równym stopniu kontroluje arsenał nuklearny Stanów Zjednoczonych). I nawet mimo faktu, że traktat jest korzystny nie tylko dla Moskwy i Waszyngtonu, lecz w dosłownym sensie dla całej ludzkości, upór i nieracjonalność polityków nie pozwoliły na jego dalsze obowiązywanie.

Co dalej: nowe zagrożenia w epoce eskalacji
Trzeba to jasno zrozumieć: następnego dnia po wygaśnięciu traktatu nikt nie rozpocznie masowego rozmieszczania tysięcy nowych głowic jądrowych wycelowanych w siebie nawzajem. Jest to proces niezwykle kosztowny i skomplikowany nawet dla supermocarstw. Jednak rozpad systemu równowagi i mechanizmów odstraszania będzie miał szereg natychmiastowych oraz długofalowych konsekwencji dla całej ludzkości.
Po pierwsze, rozwój nowych systemów uzbrojenia ostatecznie zejdzie „pod lód”, z dala od cudzych oczu. rosja już wcześniej zapowiadała rozmieszczanie nowych kompleksów, takich jak „Sarmat” czy „Oresznik”. Stany Zjednoczone również modernizują wszystkie elementy swojej triady nuklearnej. Bez ograniczeń programy te mogą przybrać znacznie większą skalę.
Po drugie, zniknie jakakolwiek przejrzystość dotycząca arsenałów, co może prowadzić do fatalnych błędów w ocenie potencjału przeciwnika w momentach kryzysowych. Na przykład, jeśli jedna ze stron nagle tymczasowo wycofa część rakiet z miejsc bazowania — choćby w celu przeprowadzenia prac technicznych — druga strona, nie dysponując danymi ani otwartym kanałem dialogu, może odebrać to jako przygotowanie do uderzenia, ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami.
Po trzecie, największe zagrożenie tkwi w podważeniu samej zasady stabilności strategicznej. Traktat START III stanowił jej techniczny fundament. Bez niego rośnie pokusa prewencyjnego rozmieszczania uzbrojenia, strategii opartych na pierwszym uderzeniu oraz zwiększania roli taktycznej broni jądrowej. Ten ostatni aspekt jest szczególnie niebezpieczny w kontekście wojny w Ukrainie, ponieważ Kreml regularnie grozi użyciem „nuklearnej pałki” i sugeruje możliwość ataku.
Wreszcie, kolejnym istotnym nowym czynnikiem — często pomijanym, a zasadniczo odróżniającym obecną sytuację od epoki zimnej wojny — jest pojawienie się trzeciej potężnej siły nuklearnej, która dynamicznie zwiększa swój potencjał: Chin. Zniesienie ograniczeń wynikających z START III jest dla Pekinu strategicznie korzystne w kilku wymiarach. Chiny przez dziesięciolecia podkreślały, że są gotowe rozmawiać o kontroli zbrojeń dopiero wtedy, gdy rosyjskie i amerykańskie arsenały zostaną zredukowane do poziomu chińskiego. Oczywiste jest, że rozpad ostatniego traktatu między Moskwą a Waszyngtonem zdejmuje z Pekinu wszelką presję moralną i polityczną związaną z przystąpieniem do takich ograniczeń. Otrzymuje on de facto wolną rękę do dalszej rozbudowy i modernizacji swojego arsenału nuklearnego bez oglądania się na jakiekolwiek zewnętrzne ramy.
Tworzy to również dla Chin idealne „okno możliwości” do wzmocnienia regionalnej dominacji w regionie Azji i Pacyfiku. Pekin intensywnie rozwija swoją triadę nuklearną: buduje nowe silosowe wyrzutnie międzykontynentalnych rakiet balistycznych, rozmieszcza atomowe okręty podwodne z balistycznymi pociskami nowej generacji oraz opracowuje strategiczne bombowce. I choć chiński arsenał (około 500 głowic) wciąż znacząco ustępuje rosyjskiemu i amerykańskiemu, tempo jego wzrostu budzi poważne obawy.
W ten sposób wygaśnięcie START III otwiera epokę nie tyle bipolarną, co co najmniej trójstronnej nuklearnej niepewności. Powstaje znacznie bardziej złożony system równowag, w którym każdy kryzys dwustronny (USA–Chiny wokół Tajwanu albo USA–rosja wokół Ukrainy czy Europy) automatycznie wciąga trzecią stronę, mogącą próbować wykorzystać sytuację do wzmocnienia własnej pozycji. Upadek systemu traktatowego na linii Waszyngton–Moskwa zwiększa swobodę manewru Pekinu, przekształcając go z biernego obserwatora w jednego z głównych beneficjentów globalnej destabilizacji w sferze nuklearnej.

Czy dojdzie do wojny nuklearnej?
Wygaśnięcie traktatu START III samo w sobie nie oznacza, że wojna nuklearna wybuchnie jutro. Broń jądrowa nadal pozostaje bronią „ostatniej szansy” i jej użycie wciąż jest mało prawdopodobne. Kluczowym słowem jest jednak „mało prawdopodobne”, a nie „niemożliwe”. Ryzyka bez wątpienia rosną. I rosną nie z powodu świadomej chęci jakiegoś szalonego przywódcy, by rozpocząć apokalipsę, lecz z powodu czynników, które mogą do niej doprowadzić przypadkowo.
Wyobraźmy sobie, że dwie osoby stoją w ciemnym pomieszczeniu z pistoletami, a każda wie, że druga ma broń, ale nie wie, w którą stronę jest ona wycelowana ani czy kurek jest napięty. Prawdopodobieństwo przypadkowego strzału w takiej sytuacji jest znacznie większe niż wtedy, gdy w pomieszczeniu pali się światło, a pistolety leżą w sejfie, pod nadzorem, rozłożone na części.
START III był właśnie tym „światłem” oraz mechanizmem zabezpieczenia broni w sejfie. Jego brak cofa świat do „ciemnego pokoju”. A na tle pełnoskalowej agresji w Ukrainie, ciągłych ataków hybrydowych i wrogiej retoryki ta ciemność, niestety, staje się niemal nieprzenikniona.

Opinia eksperta
Politolog, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki, Rusłan Bortnik, podkreśla, że jeszcze przed formalnym wygaśnięciem traktat w wielu aspektach został już politycznie „rozbrojony”. Po zawieszeniu jego obowiązywania w 2023 roku ustały wymiany danych oraz inspekcje, a więc zniknęła przejrzystość, dla której w ogóle zawiera się tego typu porozumienia.
„Perspektywy szybkiego zawarcia nowej, pełnoprawnej i ratyfikowanej umowy wyglądają niepewnie. Przyczyną jest nie tylko poziom konfrontacji, lecz także odmienne ramy przyszłego porozumienia: Stany Zjednoczone chcą rozszerzyć zakres negocjacji na ‘wszystkie aspekty’ głowic jądrowych (w tym taktyczne) i de facto nalegają na włączenie do umowy Chin, podczas gdy Moskwa domaga się, by w kalkulacjach uwzględnione zostały również siły nuklearne sojuszników USA w NATO — przede wszystkim Wielkiej Brytanii i Francji (których arsenały są znacznie mniejsze). Na tym tle Chiny zwiększają swój potencjał i, według różnych ocen, mogą zbliżyć się do parytetu ze Stanami Zjednoczonymi i rosją już pod koniec tej dekady — do 2035 roku. To jeszcze bardziej komplikuje negocjacje.
Co to oznacza w praktyce? Po pierwsze, znika prawny sufit ograniczeń (w przypadku START III było to 1550 rozmieszczonych strategicznych głowic jądrowych i 700 rozmieszczonych środków przenoszenia, plus ogólny limit wyrzutni). Po drugie, przyspiesza wyścig zbrojeń: obie strony dysponują potencjałem zwiększenia liczby głowic na istniejących rakietach i w scenariuszu bez traktatu liczba rozmieszczonych strategicznych głowic może się w przybliżeniu podwoić poprzez doprowadzenie nośników do ich technicznego maksimum. Przy tym Stany Zjednoczone mają możliwość szybkiego zwiększenia rozmieszczenia dzięki rezerwowym głowicom, natomiast rosja opiera się na większym segmencie broni taktycznej, który w ogóle nigdy nie był skutecznie ograniczony traktatami” — zaznaczył Bortnik.
Na pytanie, czy świat znalazł się bliżej katastrofy nuklearnej, politolog odpowiada, że żadna katastrofa nie wydarzy się dosłownie jutro. Jednak bez wątpienia znaleźliśmy się bliżej globalnej niestabilności. A gdy uruchamia się dynamika wyścigu zbrojeń, bardzo trudno jest ją później zatrzymać, podsumował Rusłan Bortnik.