Już znany teoretyk Carl von Clausewitz pisał, że wojna jest taką sferą, w której panują chaos i niebezpieczeństwo, a nawet najprostsza decyzja może wydawać się bardzo skomplikowana. Właśnie dlatego, gdy rozpoczyna się wojny, choć najlepiej byłoby nigdy ich nie zaczynać, zazwyczaj ma się przynajmniej kilka planów tego, jak sytuacja może się rozwijać. Najgorzej jest wtedy, gdy wszystko idzie niezgodnie z planem, a nowego planu, poza „po prostu walczyć dalej”, nie ma. Tak właśnie stało się w Ukrainie i podobnie, jak się wydaje, dzieje się obecnie w Iranie.
Prezydent Stany Zjednoczone Donald Trump, który jest głównym inspiratorem tej wojny, znalazł się w trudnej sytuacji. Reżim ajatollahów w Teheran okazał się wyraźnie znacznie bardziej odporny, niż oczekiwano. Nawet po likwidacji najwyższego kierownictwa instytucje islamskiej rewolucji przetrwały. Wiadomo już o wyborze nowego przywódcy — syna zabitego ajatollaha Ali Chamenei — oraz o kontynuowaniu oporu. Irańczycy nie przestają bombardować całego Bliskiego Wschodu i deklarują, że są gotowi walczyć „choćby 10 lat”.
Na tym tle amerykański przywódca składa bardzo sprzeczne oświadczenia. Najpierw twierdził, że operacja przeciwko Teheranowi i jego reżimowi potrwa „kilka dni” — dosłownie jak „Kijów w trzy dni”. Później terminy się zmieniły i mówiono już o 4–5 tygodniach. Jeszcze dzień lub dwa później media zaczęły pisać, że wojna może przeciągnąć się na pół roku, jeśli nie dłużej.
Wczoraj prezydent Stanów Zjednoczonych w wywiadzie oświadczył, że wojna „jest już prawie zakończona”, a Iran znajduje się niemal o krok od kapitulacji. Te słowa zostały jednak później zdementowane zarówno przez amerykańskiego ministra obrony, jak i przez przedstawicieli Iranu. Zresztą sam Donald Trump już dziś rano powiedział coś zupełnie innego: być może nie jest to „prawie koniec”, lecz „dopiero początek”.
Podsumować wszystkie te wzajemnie wykluczające się wypowiedzi można jednym zdaniem: „wiadomo tylko tyle, że nic nie wiadomo”. Znalezienie logiki w tej „mgle wojny” jest bardzo trudne. Jedno jest jednak oczywiste: Waszyngton najwyraźniej nie ma jasnego planu działania. Dlatego Donald Trump wygłasza oświadczenia, które dosłownie przeczą sobie nawzajem w odstępie zaledwie kilku godzin.
Jak więc bliskie jest zakończenie wojny na Bliskim Wschodzie? Czy rzeczywiście chodzi o dni, najwyżej tygodnie — czy raczej o wiele miesięcy? Czy Ameryka ma jakikolwiek plan? Redakcja UA.News zadała te pytania ekspertom. Więcej szczegółów — w naszym materiale.
Kryzys w Iranie to sytuacja „przedwojennej wojny”: ekspert wojskowy Ołeh Starikow
Politycznym celem wojny prowadzonej przez Donalda Trumpa jest zmiana reżimu albo zmiana lidera reżimu, jeśli dotychczasowy przywódca nie jest zdolny do negocjacji. Strategia realizowana jest w następujący sposób: poprzez „odcięcie głowy”, czyli dekapitację przywództwa, w celu wywołania kryzysu politycznego i zmiany reżimu. Po co ta strategia? Aby zmiana władzy nastąpiła bez lądowej inwazji, która jest niekorzystna dla Stanów Zjednoczonych oraz Izraela.
Jednocześnie realizowana jest strategia szoku i przytłoczenia: uderzenia w obronę przeciwlotniczą, w obiekty infrastrukturalne oraz we flotę. W rezultacie Iran całkowicie przegrał wojnę w powietrzu i na morzu. Teraz, aby zdobyć kraj, konieczna byłaby operacja lądowa. Jednak jej prawdopodobieństwo jest bardzo niskie.
Warto zrozumieć, że w sprawach wojskowych wszystko jest zawsze planowane i modelowane. To, że Donald Trump raz mówi „już kończymy”, a chwilę później coś zupełnie innego — nazywa się „strategią szaleńca”. Stosował ją jeszcze prezydent Richard Nixon podczas kończenia wojny w Wietnamie. To również jest część planu.
Rzeczywisty cel pozostaje jednak niezmienny: zmiana reżimu. Na razie nie udało się tego osiągnąć. Iran przegrał wojnę, ale reżim się umocnił. Jest to system całkowicie odmienny od zachodniego, o zupełnie innej strukturze. Dlatego wybrano nowego rachbara — duchowego przywódcę — i reżim nadal funkcjonuje.
A teraz dzieje się najgroźniejsza rzecz — Izrael już to zresztą zrozumiał. Operację wojskową można prowadzić przez około 60 dni, a potem Kongres zacznie domagać się jej zakończenia albo wyjaśnień. Dlatego uważam, że w najbliższym czasie Amerykanie wycofają się z wojny. Nie przewidywali, że konflikt może doprowadzić do załamania całego systemu gospodarczego, finansowego i energetycznego regionu.
Istnieją również dane wywiadowcze wskazujące, że Iran może aktywizować komórki terrorystyczne w celu prowadzenia operacji na całym świecie. Wynika to z faktu, że w podstawach irańskiej religii leży idea męczeństwa, dlatego będą kontynuować opór w ten sposób. Dlaczego Ali Chamenei nie ukrywał się głęboko pod ziemią w bunkrze i dlaczego zginął? Ponieważ stał się teraz męczennikiem. Tak wygląda ich wiara.
Ogólnie rzecz biorąc, ten kryzys to sytuacja „przedwojennej wojny”. Oznacza to, że prowadzone są lokalne konflikty, które później stają się regionalne, a następnie wpływają na cały świat i mogą doprowadzić do trzeciej wojny światowej, do apokalipsy. Dlatego uważam, że w najbliższym czasie ta wojna zostanie zakończona. Powinno to nastąpić w ciągu najbliższych tygodni.

Trump mógł samodzielnie rozpocząć wojnę z Iranem, ale zakończyć jej już nie może: dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik
Być może dla Donalda Trumpa wojna już się zakończyła albo chciałby ją zakończyć, jednak dla Iranu ona się nie skończyła. Iran odmawia jej zakończenia, o czym otwarcie oświadczył. Dopóki Iran będzie blokował Cieśninę Ormuz oraz dopóki będzie kontynuował uderzenia na amerykańskie bazy wojskowe i bazy sojuszników Stanów Zjednoczonych w regionie, wojna się nie zakończy.
Donald Trump mógł rozpocząć wojnę, lecz zakończyć jej samodzielnie już nie może. Dlatego w obliczu oświadczeń Iranu nie mówiłbym, że wojna dziś zbliża się do końca. Wydaje mi się, że Trump próbuje w ten sposób stworzyć wrażenie kontroli nad sytuacją i uspokoić rynki, które rzeczywiście zaczęły bardzo nerwowo reagować. Widzieliśmy, jak gwałtownie zmieniła się cena ropy. Widzimy również wzrost cen paliw na stacjach.
Iran kontynuuje walkę. Będzie także próbował doprowadzić wojnę do takiego stanu, aby wyglądała ona nie tylko na remis, lecz na taktyczne, a nawet strategiczne zwycięstwo Iranu. Najprawdopodobniej nie jesteśmy więc jeszcze bardzo blisko zakończenia tego konfliktu.
Tak, w pewnym momencie strony mogą powiedzieć „dość” i ogłosić zwycięstwo każda dla siebie. Jednak zasoby wojskowe pozwalają im prowadzić walkę jeszcze co najmniej przez kilka tygodni. Liczenie na to, że wojna zakończy się w tym czasie, jest dość trudne.

Likwidacja Chameneiego w Iranie niczego nie rozwiązała: politolog Andrij Zołotarow
Donald Trump, jako człowiek, który lubi proste środki rozwiązywania skomplikowanych problemów, znalazł się w bardzo trudnej sytuacji w Iranie. W istocie jest to sytuacja zugzwangu. Wojskowy wariant zwycięstwa nad Iranem jest dość iluzoryczny, choć oczywiście „na punkty” w tej wojnie przewagę mają Stany Zjednoczone.
Błąd systemowy polegał na tym, że władza w Iranie ma charakter sieciocentryczny, dlatego fizyczna likwidacja Alego Chameneiego niczego nie rozwiązała. Jego następcą został syn i nie odnotowano żadnego chaosu w zarządzaniu państwem. Właśnie dlatego kalkulacja, że po likwidacji Chameneiego władza się załamie, nie sprawdziła się.
Obecnie sytuacja wygląda tak, że każdy wynik inny niż obalenie władzy w Iranie będzie uznany za porażkę Donalda Trumpa. Niezależnie od tego, co będzie mówił o zwycięstwie — oczywiście może zakończyć wojnę jako człowiek, który ją rozpoczął, nawet w ciągu jednego dnia, jednak w polityce wewnętrznej Stanów Zjednoczonych czekałyby go poważne konsekwencje. Dla większości wyborców — zarówno demokratów, jak i republikanów — wyglądałoby to jak polityczna klęska, a Donald Trump stałby się „kulawą kaczką” albo przegrałby politycznie „na punkty”.
Dlatego skutki tej wojny jeszcze długo będą odczuwalne na świecie — zarówno w gospodarce, jak i w polityce wewnętrznej Stanów Zjednoczonych, Europy i Chin.

Najlepszym wyjściem dla Trumpa jest stopniowe tłumienie reżimu irańskiego: politolog Wołodymyr Fesenko
Iran stał się dla Donalda Trumpa pułapką, w którą sam się wpędził. To, że mówi on, iż wojna „jest już prawie zakończona”, to po prostu przedstawianie życzeń jako rzeczywistości.
Jednocześnie prezydent Stanów Zjednoczonych wyraźnie chce wyjść z tej wojny. Dlatego niedawno rozmawiał z władimirem putinem, dlatego próbuje ustabilizować ceny ropy. Jednak najwyraźniej nie ma wyraźnego planu — przynajmniej szybkiego. I właśnie w tym tkwi problem Donalda Trumpa.
Myślę, że Donald Trump być może próbuje — za pośrednictwem władimira putina — porozumieć się z Irańczykami, aby po pewnym czasie de facto zakończyć wojnę i ogłosić się zwycięzcą. Pytanie jednak brzmi: czy Irańczycy się na to zgodzą? A co jeśli będą kontynuować ataki? Wtedy podważy to wszelkie oświadczenia Donalda Trumpa. Na tym właśnie polega jego sytuacja — jego pułapka.

Nie możemy jednak zapominać, że Iran również nie dysponuje nieograniczonymi zasobami. Kraj ten od dawna znajduje się w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej. Jednak dopóki posiada rakiety i drony, powietrzna faza wojny będzie trwała.
Być może strategia Stanów Zjednoczonych polega na tym, aby stopniowo zaciskać wojskowo-ekonomiczną pętlę wokół Iranu i dalej wywierać na niego presję, aż nie będzie w stanie prowadzić ataków. Jednak Iran nadal będzie mógł się bronić, a na operację lądową Stany Zjednoczone nie są gotowe. Dlatego dla Donalda Trumpa najlepszym wyjściem jest właśnie stopniowe tłumienie irańskiego oporu.