$ 43.3 € 50.9 zł 12.05
-10° Kijów -10° Warszawa +5° Waszyngton
Władimir Miedinski: „czarna karta” w procesie negocjacyjnym

Władimir Miedinski: „czarna karta” w procesie negocjacyjnym

18 lutego 2026 17:18

Dziś, w środę 18 lutego, w szwajcarskiej Genewie odbyła się kolejna runda rozmów pokojowych między Ukrainą a rosją przy mediacji Stanów Zjednoczonych. Negocjacje te mają kluczowe znaczenie, ponieważ od nich zależy, czy uda się zatrzymać gorącą fazę wojny, która trwa już cztery lata (krótki spoiler — niestety, ponownie się nie udało).

Delegacja ukraińska, podobnie jak wcześniej, jest reprezentowana na najwyższym szczeblu, co podkreśla przynajmniej formalną powagę intencji Kijowa. Jak podano, prezydent Ukrainy osobiście kontroluje proces, każdy członek delegacji ma jasne instrukcje dyplomatyczne, a jej szef utrzymuje bezpośredni kontakt z głową państwa.

Jednak po drugiej stronie stołu negocjacyjnego zasiada dawny „nowy-stary” znajomy. Na czele rosyjskiej delegacji ponownie stanął pomocnik putina, historyk z wykształcenia i główny „strażnik” kremlowskich mitów historycznych — Władimir Miedinski. Jego pojawienie się w Genewie było nie tylko kolejną decyzją kadrową, lecz swoistym demonstracyjnym gestem. Kreml mógł wysłać profesjonalnego dyplomatę-negocjatora albo przynajmniej osobę posiadającą realne doświadczenie w jakiejkolwiek dziedzinie. Zamiast tego widzimy dworskiego ideologa, autora wątpliwych prac historycznych i człowieka, który w poprzednich latach zasłynął głównie skandalami. I to jest swoista „czarna karta” dla całego procesu negocjacyjnego.

Miedinski to nie tylko urzędnik. To symbol tej rosji, która nie chce słuchać rozmówcy, która zaprzecza oczywistym faktom i próbuje zastąpić rzeczywistość mitami o „wielkiej przeszłości”.

Co wiadomo o Władimirze Miedinskim i dlaczego jego udział w negocjacjach oznacza automatyczną porażkę każdego procesu dyplomatycznego? Tę kwestię analizował komentator polityczny UA.News Mykyta Traczuk.

Od Ukraińca z urodzenia do twórcy imperialnej propagandy
 

Życiorys Władimira Miedinskiego to klasyczny przykład tego, jak osoba urodzona na Ukrainie staje się jednym z architektów ideologii usprawiedliwiającej agresję przeciwko własnemu miejscu urodzenia.

Miedinski przyszedł na świat 18 lipca 1970 roku w mieście Smila w obwodzie czerkaskim. To niewielkie przemysłowe miasteczko w centralnej Ukrainie, które obecnie regularnie cierpi z powodu rosyjskich ataków. Minęły dziesięciolecia i dziś ten rodowity mieszkaniec ukraińskiej ziemi, człowiek, którego dzieciństwo upłynęło nad brzegami rzeki Tiasmin, stoi na czele delegacji kraju, który niszczy ukraińskie miasta, w tym jego małą ojczyznę. Ten fakt sam w sobie jest głęboko symboliczny.

Kariera Miedinskiego w Rosji rozwijała się dynamicznie. Syn wojskowego i absolwent MGIMO — legendarnej „kuźni kadr” radzieckich i rosyjskich dyplomatów — szybko zintegrował się ze środowiskiem politycznym i medialnym. W odróżnieniu od wielu aparatczyków Miedinski łączył działalność parlamentarną z pisaniem książek. Stworzył serię prac o mitach dotyczących rosji, w których próbował „obalić” negatywne stereotypy o federacji rosyjskiej. Już wtedy w jego tekstach widoczna była ta sama linia resentymentu, którą później przyjął putin: rosja jest nieustannie niedoceniana i „oszukiwana”, jej historia jest zniekształcana, a jej wrogowie są niemal wszędzie. Te idee stały się podatnym gruntem dla przyszłej agresywnej polityki Kremla.

Prawdziwą „sławę” Miedinski zdobył jednak jako minister kultury federacji fosyjskiej, stanowisko które zajmował w latach 2012–2020. Okres ten zapisał się w pamięci jego nieustannymi skandalami z przedstawicielami środowisk twórczych.

Переговори в Женеві зайшли в глухий кут через Мединського | РБК-Україна


Miedinski znany jest z wypowiedzi w rodzaju „państwo nic nie jest winne artystom”, że rzekomo „państwo nikomu niczego w sztuce nie zabrania”, a także z otwartej pogardy wobec wszelkich przejawów kultury liberalnej. Gdy reżyserzy i aktorzy próbowali bronić wolności twórczej, Miedinski oskarżał ich o „oderwanie od narodu”, a nawet o zdradę interesów narodowych — choć wydawałoby się: co mają do tego interesy narodowe, jeśli mowa o prawdziwej sztuce, a nie niskiej jakości propagandzie? Właśnie w czasie jego kadencji nasiliła się cenzura w teatrach, a spektakle, które nie podobały się władzy, zdejmowano z repertuaru pod różnymi pretekstami. „Niewłaściwi” aktorzy i reżyserzy (tacy jak Kirył Sieriebriennikow) szybko popadali w niełaskę, a przeciwko nim wszczynano nawet sprawy karne.

Jednak jego główną „zasługą” była systemowa praca nad przepisywaniem rosyjskich podręczników historii. To właśnie pod egidą Miedinskiego kształtował się agresywny historyczny przekaz, który dziś stanowi podstawę ideologii putina: rosja jako „oblężona twierdza”, która przez wieki cierpiała z powodu Zachodu i ma historyczne prawo „zbierać ziemie”. Stworzył on solidny fundament do usprawiedliwiania wojny w masowej świadomości rosjan. Jego podręczniki uczą dzieci, że Ukraina to twór sztuczny, że rosjanie i Ukraińcy są jednym narodem, że Zachód zawsze marzył o zniszczeniu rosji itd. Między innymi nosiciele tych idei dziś zabijają Ukraińców na froncie.

Obecnie, w 2026 roku, jego oficjalny status to pomocnik prezydenta putina (jeden z wielu). W praktyce Miedinski jest człowiekiem bez własnej politycznej wagi. To techniczny wykonawca, który utracił ministerialny fotel po serii porażek i skandali. Jednak to właśnie takich wykonawców Kreml wysyła na najważniejsze spotkania, demonstrując swoje prawdziwe podejście do procesu pokojowego. Jeśli dla putina negocjacje są jedynie grą, to dlaczego nie wysłać tam człowieka, który przywykł do zabawy w pseudo-historyczny absurd zamiast do merytorycznych dyskusji?

Мединський вперше прокоментував переговори у Женеві


Destruktor pokoju i historyczny fantasta
 

Władimir Miedinski ma wyjątkowy dorobek na froncie negocjacyjnym. Już dwukrotnie stał na czele rosyjskiej delegacji podczas nieudanych rozmów w Stambule: najpierw wiosną 2022 roku, a następnie latem 2025 roku. I za każdym razem jego udział stawał się antonimem słowa „konstruktywny”.

Wynika to z faktu, że Miedinski zachowuje się nie jak dyplomata, lecz jak wykładowca na katedrze, który próbuje wtłoczyć rzeczywistość w „prokrustowe łoże” rosyjskich mitów historycznych. Dla niego negocjacje to nie poszukiwanie kompromisu, lecz okazja, by po raz kolejny publicznie przedstawić własną wersję historii, upokorzyć rozmówcę i pokazać, że rosja nigdy nie ustępuje.

Podczas rozmów w 2025 roku, według źródeł, Miedinski z takim zapałem wprowadzał obecnych w meandry historii, jakby bronił rozprawy doktorskiej albo przemawiał na wiecu. Szczegółowo opowiadał m.in. o wojnie północnej ze Szwecją w XVIII wieku, którą rosja prowadziła przez 21 lat, wyraźnie sugerując, że Moskwa jest gotowa walczyć równie długo, niezależnie od ofiar. Bardzo przypomina to putina w wywiadzie dla Tuckera Carlsona, kiedy na proste i bezpośrednie pytanie kremlowski dyktator rozpoczął długą prelekcję, zaczynając niemal od czasów Pieczyngów.

Ulubionym tematem Miedinskiego jest historia rosyjskiej państwowości, którą wywodzi to z XIII wieku, to z czasów Rurykowiczów, a czasem jeszcze wcześniej, próbując w ten sposób dowieść „odwieczności” praw do terytoriów, które dziś próbuje zająć rosyjska armia. Zamiast omawiać warunki zawieszenia broni, uczestnicy negocjacji są zmuszeni wysłuchiwać pseudohistorycznych wykładów o tym, jak Piotr I pokonał Szwedów albo jak Katarzyna II przyłączyła Krym. A to jeszcze w najlepszym przypadku; w najgorszym strony muszą zanurzać się w „mroki dziejów” i słuchać o tych samych Pieczyngach. Niekiedy taka miłość do „alternatywnej” historii nieironicznie przypomina jakieś zaburzenie psychiczne — zarówno u Miedinskiego, jak i u putina.

Представник Росії Мединський на переговорах сипав вигаданими цитатами  Наполеона і Бісмарка


W rzeczywistości nie jest to jedynie dyplomatyczna niekompetencja, lecz świadome sabotowanie procesu. Gdy zamiast rzeczowych rozmów zaczynamy z poważnymi minami dyskutować o wydarzeniach sprzed tysiąca lat, które od dawna nikogo nie obchodzą — w dodatku w rosyjskiej interpretacji — dialog staje się z góry skazany na porażkę. Miedinski to putin w miniaturze: ta sama niezdrowa obsesja na punkcie historii, ta sama pogarda wobec rozmówcy i ta sama niechęć do kompromisów. Przyjeżdża na negocjacje nie z teczką propozycji, lecz z walizką historycznych analogii, które mają rzekomo dowodzić wielkości rosji i rzekomej marności jej przeciwników. Ukraińscy dyplomaci wielokrotnie skarżyli się, że rozmowa z Miedinskim przypomina rozmowę ze ścianą: mówisz mu o wojnie w Ukrainie, a on odpowiada o Ruryku. Czyste szaleństwo.

Rezultat takiej taktyki nie kazał na siebie długo czekać. Już pierwszy dzień obecnych negocjacji w Genewie (czyli wtorek, 17 lutego) okazał się nieudany. Dziennik „The New York Times” poinformował o „impasie”. Dziennikarze Axios wypowiadali się w podobnym tonie. I tylko w różowym obrazie świata optymisty Steve’a Witkoffa rozmowy były, jak zwykle, „bardzo konstruktywne”.

I niestety należało się tego spodziewać. Gdy delegacji przewodzi osoba, która bardziej dba o promowanie neoimperialnych mitów niż o ratowanie ludzkiego życia, innego rezultatu być nie mogło. Miedinski jest nie tylko nieskuteczny — jest destrukcyjny. Jego retoryka za każdym razem pogarsza atmosferę negocjacji, prowokuje spory i odbiera cenny czas, który mógłby zostać wykorzystany na realne porozumienia.

Російську делегацію на наступних тристоронніх переговорах очолить Медінський  | Головне в Україні


Sytuacja z nominacją Miedinskiego wygląda jak jawne szyderstwo z samej idei rozmów pokojowych. Przypomnijmy, że poprzednim rundom w Abu Zabi przewodniczył Igor Kostiukow — przedstawiciel GRU, wojskowy, który przynajmniej odpowiadał swojemu profilowi i mógł merytorycznie omawiać techniczne kwestie branżowe. Jednak po zamachu na zastępcę Kostiukowa w Moskwie rosja, jak się wydaje, postanowiła ostatecznie zerwać nawet z formalnym podtrzymywaniem idei dialogu, wysyłając tam całkowicie destrukcyjnego ideologa-pseudohistoryka, którego zadanie, jak się zdaje, polega wyłącznie na drwieniu z oponentów. Być może (a nawet bardzo prawdopodobne) na Kremlu uważają to za wyjątkowo dowcipne.

Podsumowując, Miedinski jest właśnie tą „czarną kartą” dla negocjacji — znakiem, że Moskwa stawia na przeciąganie czasu, a nie na zakończenie wojny. W warunkach, gdy każdego dnia giną ludzie, takie gry są zbrodnią. I dopóki rosja wysyła takich „negocjatorów”, nie ma co liczyć na realny pokój — na który, niestety, i tak mało kto już naprawdę liczy.

Czytaj nas na Telegram i Sends