Jeszcze kilkadziesiąt lat temu dzień pracy rolnika zaczynał się wraz ze wschodem słońca. Obecnie w niektórych regionach świata coraz częściej zaczyna się on w środku nocy.
W Japonii rolnicy przenoszą zbiór plonów na wczesny poranek i noc, ponieważ praca w szklarniach w ciągu dnia staje się niebezpieczna. Temperatura wewnątrz nich może przekraczać +40°C.
Jeden z rolników przeszedł na tryb pracy nocnej po tym, jak jego pracownik doznał udaru cieplnego. Inny, zajmujący się hodowlą drobiu, zaczął „budzić” kury około godziny 2:30 w nocy, aby zdążyły się najeść przed nadejściem dziennych upałów.
W Wielkiej Brytanii, z powodu suszy i wysokich temperatur, rolnicy borykają się ze spadkiem plonów, niedoborem paszy i wody. W Europie Południowej upały wpływają na winnice, gaje oliwne, hodowlę zwierząt i pszczelarstwo.
Problem nie polega już tylko na tym, że zbiory mogą być mniejsze. Zmienia się sama zasada funkcjonowania rolnictwa: kiedy wychodzić na pole, co siać, ile wody należy zgromadzić, jakie zwierzęta hodować, a nawet jaka powinna być gleba.
UA.News opowiada, jak anomalne upały zmieniają rolnictwo, dlaczego jedno nawadnianie już nie wystarcza i jak może wyglądać rolnictwo w warunkach coraz wyższych temperatur.
Kiedy roślinie też robi się zbyt gorąco

Rośliny potrzebują ciepła, ale tylko do pewnej granicy. Wzrost temperatury przyspiesza ich rozwój: uprawy szybciej przechodzą przez etapy wzrostu, wcześniej kwitną i dojrzewają. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać zaletą, ale zbyt szybki rozwój często oznacza mniej czasu na ukształtowanie się ziarna lub owoców.
Według danych FAO w przypadku wielu głównych upraw rolniczych zauważalny spadek wydajności zaczyna się przy temperaturach około +30°C, choć konkretna granica zależy od gatunku rośliny i etapu rozwoju. Na przykład ziemniaki i jęczmień mogą odczuwać stres cieplny nawet przy niższych temperaturach.
Szczególnie niebezpieczne są upały w okresie kwitnienia. Wysoka temperatura może pogorszyć żywotność pyłku i zapylenie. W rezultacie pole może wyglądać normalnie, ale liczba ziaren w kłosie lub owoców na roślinie będzie już mniejsza.
Drugim krytycznym momentem jest dojrzewanie ziarna. Im większy upał, tym szybciej roślina kończy cykl rozwoju. Pszenica po prostu nie zdąży wykształcić dużego ziarna. Właśnie dlatego kilka bardzo upalnych dni w nieodpowiednim momencie może czasem wyrządzić większe szkody niż długotrwały okres ciepła na innym etapie.
Do temperatury dochodzi jeszcze kwestia wody. Gdy upał trwa długo, roślina intensywnie odparowuje wilgoć, a gleba szybciej wysycha. Powstaje podwójny stres: wody jest mniej właśnie wtedy, gdy jest jej potrzeba więcej.
Samo nawadnianie nie rozwiązuje już problemu
Najbardziej oczywistą odpowiedzią na upał jest zapewnienie roślinom większej ilości wody. Jednak właśnie w tym momencie rolnicy napotykają kolejny problem: w okresach silnych upałów woda staje się deficytowa nie tylko na polu.
Charakterystycznym przykładem tego lata jest Anglia. W połowie sierpnia 71% terytorium Anglii znajdowało się w stanie suszy, a zapasy wody w zbiornikach spadły do 65,9%, co znacznie odbiega od normy sezonowej. Ponad 27 mln osób zostało objętych różnymi ograniczeniami w korzystaniu z wody. Jednocześnie obowiązywało ponad 1,5 tys. ograniczeń dotyczących poboru wody na potrzeby rolnictwa.
Oznacza to, że rolnik może posiadać system nawadniający, pompy i sprzęt — ale nie oznacza to jeszcze, że będzie miał prawo lub fizyczną możliwość pobrania niezbędnej ilości wody z rzeki lub studni.
W sierpniu rząd brytyjski przeznaczył dodatkowe 65 mln funtów na wsparcie rolników dotkniętych suszą i rozpoczął upraszczanie przepisów dotyczących wykorzystania wody i użytków paszowych.
W związku z tym coraz większego znaczenia nabierają własne zbiorniki wodne i cysterny rolnicze, nawadnianie kroplowe, ponowne wykorzystanie wody oraz automatyczne czujniki wilgotności gleby. Nie chodzi już o to, by po prostu „poliwać więcej”, ale o to, by każdy metr sześcienny wody wykorzystać jak najefektywniej.
Rolnictwo przechodzi na nocną zmianę
Jednak nawet jeśli uprawy można podlać, nadal pozostaje kwestia ludzi, którzy muszą pracować na polu.
Rolnictwo jest jedną z branż najbardziej narażonych na stres cieplny, ponieważ znaczna część pracy wykonywana jest na świeżym powietrzu. Według szacunków Międzynarodowej Organizacji Pracy to właśnie na sektor rolniczy w 2030 roku może przypadać około 60% wszystkich godzin pracy, które świat straci z powodu stresu cieplnego.

WHO i Światowa Organizacja Meteorologiczna zauważają, że wydajność pracy fizycznej w warunkach stresu cieplnego wyraźnie spada wraz ze wzrostem temperatury. Nie chodzi tu tylko o dyskomfort: przegrzanie może prowadzić do odwodnienia, wyczerpania, problemów z nerkami, utraty przytomności i udaru cieplnego.
W Japonii problem ten jest szczególnie widoczny również ze względu na sytuację demograficzną: około 70% rolników w tym kraju ma 65 lat lub więcej. W 2024 roku z powodu upałów zmarło 59 pracowników rolnych — dwukrotnie więcej niż w 2021 roku.
Dlatego praca nocna może stać się nie tylko tymczasowym rozwiązaniem, ale nową, standardową praktyką. Zbiór warzyw i owoców – o świcie. Praca w szklarniach – w nocy. Najcięższe prace polowe – zanim słońce wznie się wysoko.
A potem do gry wkracza automatyzacja. Zrobotyzowane traktory, autonomiczne opryskiwacze, drony i maszyny do zbioru plonów mają jeszcze jedną zaletę, o której wcześniej rzadziej się mówiło: maszynom nie grozi udar cieplny.
Upał dotyka nie tylko roślin, ale także zwierząt
Dla gospodarstw hodowlanych temperatura może stanowić nie mniejszy problem niż dla upraw.
Według szacunków FAO u wielu powszechnie hodowanych gatunków zwierząt gospodarskich objawy stresu cieplnego mogą pojawić się już przy temperaturze około +25°C. Szczególnie trudno znoszą upały świnie i drób, ponieważ ich możliwości naturalnego chłodzenia organizmu są ograniczone.
Krowa podczas upałów zaczyna mniej jeść, więcej pić i zużywać energię nie na produkcję mleka, ale na chłodzenie organizmu. W rezultacie spada wydajność mleczna, a wskaźniki rozrodcze mogą ulec pogorszeniu.

Dlatego na współczesnych gospodarstwach coraz częściej pojawiają się duże wentylatory, systemy zamgławiania, dodatkowe zadaszenia, automatyczne chłodzenie pomieszczeń oraz specjalne harmonogramy karmienia. Zmienia się nawet pora karmienia zwierząt. Jeśli kura lub krowa prawie nic nie je w najgorętszych godzinach dnia, znaczną część paszy można podawać w nocy lub wczesnym rankiem.
Ale to wszystko kosztuje. Wentylacja wymaga energii elektrycznej, chłodzenie – wody, a systemy rezerwowe – inwestycji. Dlatego upały stopniowo zwiększają koszt produkcji nie tylko zboża czy warzyw, ale także mleka, mięsa i jaj.
Gleba staje się głównym „akumulatorem” wody
Kolejny kierunek adaptacji wydaje się mniej zaawansowany technologicznie, ale może okazać się nie mniej ważny.
W Wielkiej Brytanii, w obliczu tegorocznych upałów, coraz większą uwagę przyciąga tak zwane rolnictwo regeneracyjne. Rolnicy stosują mieszanki traw, roślin strączkowych i innych upraw, ograniczają intensywne oranie, pozostawiają resztki roślinne na powierzchni i starają się zwiększać zawartość materii organicznej w glebie.
Logika jest prosta: zdrowa gleba lepiej wchłania wodę podczas deszczu i wolniej ją traci podczas suszy.
Jeden z brytyjskich rolników, o którym pisała agencja Reuters, dzięki bardziej zrównoważonym pastwiskom już od ośmiu lat nie kupuje dodatkowej paszy zimowej dla bydła. Na jego polach rośnie nie jeden gatunek trawy, lecz mieszanka traw, roślin strączkowych i roślin o głębokim systemie korzeniowym. Kiedy wierzchnia warstwa gleby wysycha, część z nich może czerpać wilgoć z głębszych warstw.
Zmieni się również to, co uprawiamy
Jeśli klimat danego regionu zmienia się szybciej, niż technologie rolnicze są w stanie to zrównoważyć, rolnikowi pozostaje jeszcze jedna opcja — zmiana upraw.
Proces ten już ma miejsce. Rośliny, które wcześniej uważano za typowe dla regionów bardziej południowych, stopniowo przesuwają się na północ. Jednocześnie uprawy wymagające chłodniejszego i wilgotniejszego lata mogą tracić część tradycyjnych obszarów uprawy.

Dla hodowców jednym z głównych zadań staje się tworzenie odmian zdolnych do znoszenia krótkich okresów ekstremalnych upałów, dłuższego funkcjonowania bez wody oraz szybszej regeneracji po stresie.
Nie musi to oznaczać całkowitej rezygnacji z pszenicy, kukurydzy czy ziemniaków. Częściej będą się zmieniać terminy siewu, odmiany i struktura upraw. Rolnik może na przykład wysiewać wcześniej, aby kwitnienie nastąpiło przed najgorętszą częścią lata.
W rzeczywistości kalendarz, według którego rolnicy pracowali od dziesięcioleci, przestaje być niezmienny.
Co to oznacza dla Ukrainy
Dla Ukrainy ta kwestia ma szczególne znaczenie. Rolnictwo pozostaje jednym z kluczowych sektorów gospodarki, a miliony hektarów upraw znajdują się w strefach stepowych i leśno-stepowych, gdzie niedobór wilgoci tradycyjnie stanowi jedno z głównych zagrożeń.
Jednocześnie sezon 2026 roku po raz kolejny pokazał, że problem nie polega wyłącznie na upale. Wiosna okazała się nienormalnie zimna, z silnymi przymrozkami, po czym warunki pogodowe szybko się zmieniały.
Pod zbiory w 2026 roku na Ukrainie zasiano ponad 20 mln hektarów zbóż i roślin oleistych. Największe areały zajmowały uprawy kukurydzy — około 4,37 mln ha oraz słonecznika — 4,86 mln ha. Na początku lata rząd spodziewał się, że łączny plon zbóż i roślin oleistych wyniesie 81–83 mln ton.

Ukraińskie Centrum Hydrometeorologiczne prognozowało przy tym średnią wydajność słonecznika na poziomie około 24,5 centów/ha i zwracało uwagę na to, w jakim stopniu rozwój tej uprawy zależy od temperatury i zasobów wilgoci w glebie.
Dla Ukrainy adaptacja będzie oznaczała większą uwagę poświęconą gromadzeniu wilgoci zimowej i wiosennej, odbudowie i modernizacji systemów nawadniających na południu, uprawie odmian odpornych na suszę, zmianom w płodozmianie oraz dokładniejszym prognozom pogody.
Jednocześnie wojna znacznie komplikuje to zadanie. Rolnik musi jednocześnie inwestować w dostosowanie się do warunków pogodowych, pracować w warunkach zaminowanych terenów, niestabilnej logistyki, ostrzałów i zagrożeń dla eksportu. W sierpniu rosyjskie ataki i zablokowanie logistyki nad Morzem Czarnym ponownie znacznie utrudniły wywóz ukraińskiego zboża.
Oznacza to, że ryzyko klimatyczne dla ukraińskiego rolnika nakłada się na ryzyko wojenne i gospodarcze.
Najprawdopodobniej upały nie zniszczą rolnictwa. Ludzie uprawiali żywność w suchych regionach od tysięcy lat i nieustannie dostosowywali się do nowych warunków. Jednak cena tej adaptacji będzie rosnąć.
Gospodarstwo przyszłości może funkcjonować zupełnie inaczej niż gospodarstwo sprzed dwudziestu lat.
Część pracy będzie wykonywana w nocy. Nawadnianie będzie uruchamiane nie zgodnie z kalendarzem, ale na podstawie danych z czujników. Drony będą wyszukiwać obszary, gdzie rośliny jako pierwsze zaczynają odczuwać stres wodny. Kompleksy hodowlane zostaną wyposażone w systemy chłodzenia. Gospodarstwa rolne będą budować zbiorniki do magazynowania wody, a hodowcy będą poszukiwać odmian zdolnych przetrwać kilka dni ekstremalnych temperatur bez gwałtownego spadku plonów.
Jednocześnie konieczne będzie dostosowanie gleby, struktury upraw, a nawet dotychczasowego zestawu roślin uprawnych.
Upały zmieniają zatem nie tylko ilość ziarna, które rolnik zbierze jesienią. Zmieniają one samą logikę rolnictwa.
Czytaj nas na Telegram i Sends