Opór systemu: NABU i SAP opowiedziały, co dzieje się ze sprawą „Midas”
26 lutego 2026 20:00Systemowy opór wobec detektywów NABU, którzy prowadzą śledztwo w sprawie „Midas”, był omawiany na kolejnym posiedzeniu antykorupcyjnej Komisji Rady Najwyższej, które odbyło się 26 lutego. Deputowani zebrali się, aby wysłuchać informacji o postępach w dochodzeniu dotyczącym wielomiliardowych defraudacji w „Enerhoatomie” oraz poznać nowe szczegóły, które ujawniły się w sprawie po zatrzymaniu Hermana Hałuszczenki.
Na posiedzenie Komisji przybyli przedstawiciele NABU, SAP oraz wiceminister sprawiedliwości Jewhen Pikałow, który negocjował „celę z nieprzyjemnymi współwięźniami” dla detektywa Rusłana Mahamedrasułowa. Nie udało się natomiast wysłuchać przedstawicieli Służby Bezpieczeństwa Ukrainy — SBU zignorowała posiedzenie Komisji. Kluczowe tezy uczestników spotkania antykorupcyjnego przedstawiono w materiale UA.News.

Podsłuchy i śledzenie detektywów
O naciskach na detektywów NABU badających działalność grupy przestępczej Timura Mindicza mówiono już na poprzednich posiedzeniach Komisji. Tym razem kierownictwo NABU i SAP ujawniło nazwiska oraz stanowiska funkcjonariuszy organów ścigania, którzy, według ich danych, śledzili operacyjne przemieszczanie się pojazdów NABU w trakcie aktywnej fazy operacji „Midas”. Na liście znaleźli się pracownicy Państwowego Biura Śledczego (DBR), SBU oraz Biura Prokuratora Generalnego. Obecnie ustala się, czy funkcjonariusze działali samodzielnie, czy na polecenie osób, które mogły nielegalnie przekazywać informacje grupie przestępczej Mindicza.
Kolejnym elementem przeciwdziałania pracy detektywów było monitorowanie orzeczeń sądowych, co umożliwiało z wyprzedzeniem poznanie dalszego toku śledztwa. Według kierownictwa NABU i SAP urzędnicy SBU, Biura Prokuratora Generalnego oraz Policji Narodowej przeszukiwali Jednolity Rejestr Orzeczeń Sądowych według nazwisk poszczególnych figurantów sprawy „Midas”. Obecnie trwa ustalanie celu tych działań. Co najmniej część uczestników schematu korupcyjnego Mindicza wiedziała z wyprzedzeniem o działaniach operacyjnych organów antykorupcyjnych.
Szef departamentu NABU Ołeksandr Abakumow wyjaśnił, że dostęp do orzeczeń sądowych w sprawach NABU może mieć około 10 tysięcy urzędników: prokuratorzy, sędziowie, pracownicy SBU, DBR i inni. W takich warunkach niemożliwe jest zachowanie tajemnicy postępowania przygotowawczego.
„To nienormalna sytuacja, w której wszystkie osoby mające pełny dostęp mogą sprawdzać obecność lub brak odpowiednich decyzji w Jednolitym Rejestrze. Już wielokrotnie mówiliśmy o tym problemie... Tę lukę trzeba usunąć na poziomie ustawodawczym. To nie jest tylko problem NABU i SAP, ale całego systemu organów ścigania. A jednak sprawa nie rusza z miejsca. Być może dlatego, że niektórzy budują na tym biznes” — zauważył dyrektor NABU Semen Krywonos.
Problem polega nie tylko na tym, że dostęp do orzeczeń może ujawnić informacje o planowanych przeszukaniach czy innych działaniach operacyjnych. Niebezpieczne jest również udzielanie tymczasowego dostępu do Jednolitego Rejestru Orzeczeń Sądowych — podkreślił szef SAP Ołeksandr Kłymenko.
„Te tymczasowe dostępy są uzyskiwane, tłumaczone i przekazywane jako międzynarodowa pomoc prawna do innych krajów. Daje to możliwość śledzenia każdego kroku śledztwa: w jakim kierunku się poruszamy, jaki będzie nasz kolejny krok, dokąd skierujemy wniosek o pomoc międzynarodową — i w ten sposób przeciwdziałać nam krok po kroku. To w istocie systemowy opór wobec samego śledztwa, jeśli ma się dostęp do tego rejestru” — wyjaśnił Kłymenko.
Według przedstawicieli organów antykorupcyjnych dodatkowe badanie przypadków wewnętrznego śledzenia staje się coraz trudniejsze, ponieważ informacje w systemie zaczęto „czyścić”. Podejrzewa się, że do sprawy może być zaangażowane przedsiębiorstwo komunalne „Informatyka”, podległe Kijowskiej Administracji Miejskiej, które posiada cały zasób takich danych. Detektywi ustalają, czy możliwe jest usuwanie informacji z systemu oraz logowanie się do niego bez pozostawiania śladów („logowania”).
Obraz systemowego przeciwdziałania śledztwu dobitnie uzupełnia fakt, że w gabinecie jednej z detektywek NABU wykryto podsłuch. Według wstępnej wersji śledczej było to urządzenie należące do organów ścigania, lecz zainstalowane bez odpowiedniego zezwolenia. Sama detektywka należy do dwóch grup śledczych prowadzących różne sprawy antykorupcyjne: dotyczące „Enerhoatomu” oraz jednego z producentów dronów.

Warunki przetrzymywania Mahamedrasułowa
Nowe szczegóły dotyczące tego, jak „rozwiązywano” kwestię osadzenia w areszcie śledczym detektywa NABU, pojawiły się po zatrzymaniu byłego ministra sprawiedliwości Hermana Hałuszczenki. Na posiedzenie Komisji Antykorupcyjnej zaproszono wiceministra sprawiedliwości Jewhena Pikałowa, odpowiedzialnego za nadzór nad przestrzeganiem praw osób pozbawionych wolności. Jak wynika z korespondencji oraz nagrań rozmów telefonicznych, to właśnie jemu powierzono zorganizowanie „bezpłatnej celi z nieprzyjemnymi współwięźniami” dla detektywa NABU Rusłana Mahamedrasułowa, którego funkcjonariusze SBU zatrzymali 21 lipca 2025 roku.
W odpowiedzi na zarzuty deputowanych, że Pikałow wykonał bezprawną „prośbę”, ten stwierdził, że w areszcie śledczym w Łukianiwce takich cel jest 95%. A Mahamedrasułow był przetrzymywany „nie w najgorszej celi”.
„Został umieszczony w celi, która nie jest najgorsza, daleko nie najgorsza. Tak, na zdjęciach może to wyglądać bardzo źle, ale to prawda — to nie jest najgorsze. Po drugie, nie było tam żadnych współwięźniów. Mogli być, ale nie mamy obowiązku osadzać oddzielnie. Przebywał wśród wszystkich innych, po 10 osób w celi. Moglibyśmy tak zrobić. Gdybym to ja zarządzał… doskonale rozumiem cały kontekst” — powiedział wysoki urzędnik.
Pikałow próbował również usprawiedliwić się z przesłania raportu fotograficznego z „bezpłatnej celi”. Według niego wysłał te zdjęcia ówczesnemu ministrowi sprawiedliwości Hermanowi Hałuszczniece, aby ogólnie poinformować go, jak wygląda bezpłatna cela.
Na co deputowana Anastazja Radina zauważyła, że Hałuszczenko odpowiedział „plusem”, co oznaczało akceptację takich warunków, a więc „prośba” została wykonana. Podczas posiedzenia Komisji Antykorupcyjnej podkreślano również, że przetrzymywanie detektywa w pogorszonych warunkach można traktować jako formę nacisku na niego.

Blokowanie ekstradycji i nowe ataki
Historia uwięzienia detektywa NABU Rusłana Mahamedrasułowa oraz przetrzymywania go w pogorszonych warunkach ma szerszy kontekst i działa na korzyść skorumpowanych urzędników, którym udało się uciec z kraju. Kierownictwo NABU i SAP podkreśliło, że nie jest to „pojedyncza sytuacja”.
„Od kilku lat próbujemy w jakiś sposób ruszyć z martwego punktu kwestię ekstradycji do Ukrainy. Jeszcze przed wojną odmawiano nam, powołując się na niewłaściwe warunki przetrzymywania. Teraz są już dwa powody: niewłaściwe warunki oraz wojna. Teraz, gdy jakikolwiek adwokat na rozprawie za granicą powie: ‘Proszę zobaczyć, u nich minister, który ma gwarantować odpowiednie warunki przetrzymywania, bezpośrednio zajmuje się ich pogarszaniem’, żaden rozsądny kraj nie wyda nam tych osób. Dlatego skutki tych wiadomości SMS i tych próśb ze strony SBU będziemy odczuwać jeszcze bardzo, bardzo długo” — powiedział szef SAP Ołeksandr Kłymenko.
Kierownictwo NABU i SAP zaznaczyło również, że spodziewa się nowej presji na organy antykorupcyjne, ponieważ uczestnicy poprzedniego ataku nie ponieśli żadnej odpowiedzialności, a wręcz przeciwnie — otrzymali awanse i nowe stopnie służbowe.
„Wszystkie słabości i wrażliwe punkty systemu, które zostały wykorzystane przeciwko nam, a także kluczowe osoby, które były wykorzystywane przeciwko Narodowemu Biuru Antykorupcyjnemu, faktycznie pozostają na swoich stanowiskach — w organach ścigania. Czy system jest w stanie się uzdrowić i czy takie ataki staną się potencjalnie niemożliwe? Mam poważne wątpliwości” — stwierdził dyrektor NABU Semen Krywonos.
Nie wykluczył on, że obecnie może trwać przygotowanie kolejnego ataku lub stopniowe „podgrzewanie” pola informacyjnego i oczekiwanie na dogodny moment. Wszystko to jest możliwe, ponieważ nie została usunięta kluczowa przyczyna — polityczna zależność organów ścigania i sądów.

Kiedy zakończy się śledztwo
Przedstawiciele organów antykorupcyjnych nie ujawnili nowych szczegółów w śledztwie dotyczącym tzw. „Mindyczgate”. Nie podali także dokładnej daty jego zakończenia. Szef wydziału detektywów NABU Ołeksandr Abakumow wyjaśnił:
„To jak wędrówka w ciemności. Gdy chcesz znaleźć dowody, znajdujesz jeden, a za nim ciągnie się kolejny, i kolejny, i kolejny”.
Zgodnie z prawem śledztwo może trwać rok. Oznacza to, że NABU ma czas do listopada, ale liczy na zakończenie postępowania do końca lata.
„Staramy się zrobić to jak najszybciej. Jestem pewien, że nie będziemy przeciągać tego do listopada. Jednak do końca lata na pewno będziemy jeszcze potrzebować czasu” — stwierdził Abakumow.
Operacja „Midas” — co ujawniły NABU i SAP
NABU i SAP w listopadzie 2025 roku ujawniły istnienie zorganizowanej grupy przestępczej wysokiego szczebla, którą kierował były partner biznesowy prezydenta, Timur Mindycz. Podstawą operacji „Midas” były tzw. „taśmy Mindycza” — nagrania audio dokumentujące działania korupcyjne od lata 2024 roku. W tym czasie detektywi zarejestrowali rozmowy dotyczące wielomilionowych „prowizji” w spółce Enerhoatom oraz ich późniejszego „prania”. Chodzi o kwotę 100 mln dolarów.
Według śledczych Timur Mindycz wykorzystywał nieformalny wpływ na ministra energetyki Hermana Hałuszczenkę („Sigismund”), aby obsadzić kluczowe stanowiska w Enerhoatomie swoimi ludźmi — Ihorem Myroniukiem („Roket”) oraz Dmytrem Basowem („Tenor”). Wspólnie stworzyli system nazwany „Szlaban”:
Wykonawcy Enerhoatomu musieli płacić 15% prowizji od każdego kontraktu.
Tym, którzy odmawiali, blokowano płatności (nawet mimo wyroków sądowych) albo grożono „czarnymi listami” i natychmiastową mobilizacją personelu.
Tylko w jednym udowodnionym przypadku z firmą „Elast Atom” podejrzani otrzymali 53 tys. dolarów za odblokowanie płatności.
Legalizacją „brudnej gotówki” zajmował się partner Mindycza — Ołeksandr Cukerman („Sugarman”). Zorganizował on w mieszkaniu zbiegłego Derkacza podziemne biuro–„pralnię”. Detektywi udokumentowali, że przez to biuro przeszło tranzytem co najmniej 100 mln dolarów.
Pieniądze przynoszono w torbach. W rozmowach uczestnicy używali szyfrów: milion nazywali „jedynką”, a zgromadzoną gotówkę — „chaczapuri”.
W listopadzie 2025 roku, na kilka godzin przed szeroko zakrojonymi przeszukaniami, Mindycz i Cukerman opuścili Ukrainę.
Czytaj także:
Zawrócony z polskiej granicy: Hałuszczenko stracił „ochronę” Bankowej?
Od Werbyckiego do Mindycza: TOP korupcyjnych skandali czasu wielkiej wojny