$ 44.27 € 51.46 zł 12.16
+19° Kijów +26° Warszawa +23° Waszyngton
Sprawa warta miliard: historia negocjacji między FirePoint a Timurą Mindiczem

Sprawa warta miliard: historia negocjacji między FirePoint a Timurą Mindiczem

26 maja 2026 17:28

Podczas posiedzenia Rady Najwyższej pod przewodnictwem Ołeksija Honczarenka szef giganta z branży obronnej FirePoint, Denys Sztilerman, po raz pierwszy ujawnił szokujące szczegóły: dlaczego nie doszło do zawarcia wartej miliardy umowy z Mykołą Mindyczem, jak próbowano odgrodzić firmę od toksycznych akcjonariuszy VIP za pomocą „chińskiego muru”, ile faktycznie kosztuje antena w dronie i dlaczego krajowe rakiety balistyczne oficjalnie nazywa się... dronami.

Umowa warta miliard i „chiński mur” dla PEP: dlaczego nie doszło do porozumienia z Mindiczem

Podczas posiedzenia Tymczasowej Komisji Śledczej Rady Najwyższej właściciel firmy zbrojeniowej FirePoint, Denys Shtilerman, po raz pierwszy szczegółowo opisał parametry finansowe i przyczyny zerwania potencjalnej umowy z biznesmenem Timur Mindičem. Według zeznań szefa przedsiębiorstwa, relacje z Mindiczem opierały się na ustnej opcji, która przewidywała zakup 50% udziałów FirePoint z 20-procentową zniżką w stosunku do ich wyceny rynkowej.

Sytuacja uległa zmianie po tym, jak firmą zainteresowali się inwestorzy zagraniczni. Przedstawiciele Zjednoczonych Emiratów Arabskich wycenili FirePoint na 2,4 mld dolarów, w związku z czym wartość opcji Mindicha automatycznie wzrosła do 1 mld dolarów. Według Stilermana, aby zrealizować tę transakcję, przed potencjalnym nabywcą postawiono dwa kluczowe wymagania: potwierdzenie całkowicie legalnego pochodzenia kapitału oraz stworzenie mechanizmów prawnych izolujących firmę od statusu PEP (osoby publicznej).

„Od razu postawiliśmy surowe warunki: po pierwsze, transakcja miała odbyć się wyłącznie przy użyciu legalnych, tzw. „białych” środków. Ponieważ Mindich nie dysponował osobiście całą kwotą, zaczął szukać grupy inwestorów zewnętrznych. Po drugie, wymagaliśmy stworzenia jasnej struktury prawnej – „chińskiego muru”. Był to podstawowy wymóg naszych międzynarodowych audytorów, aby firma nie uzyskała statusu toksycznej z powodu obecności wśród akcjonariuszy osób powiązanych z polityką” – wyjaśnił Denis Shtilerman.

Jak twierdzi właściciel FirePoint, punktem kulminacyjnym negocjacji była próba włączenia do struktury własności osób trzecich, których kandydatury były nie do przyjęcia dla kierownictwa przedsiębiorstwa zbrojeniowego.

„Umowa została ostatecznie zamknięta i rozpadła się po tym, jak Timur Mindich i Oleksandr Tsukerman podali nazwisko nominalnego udziałowca, na którego planowali sformalizować ten udział. Kategorycznie odmówiłem podpisania dokumentów i współpracy z tą osobą, na czym zakończyły się wszystkie dyskusje” – podsumował Shtilerman.

Obecnie, według danych firmy, FirePoint nadal działa w ramach poprzedniej struktury własnościowej, a dokumenty dotyczące ewentualnej sprzedaży udziałów innym rezydentom zagranicznym rozpatrywane przez Komitet Antymonopolowy Ukrainy.

Wymuszona uproszczona klasyfikacja: rakiety balistyczne pod postacią dronów

Denis Sztilerman przyznał, że firma jest zmuszona korzystać z obowiązujących ulg regulacyjnych dotyczących bezzałogowych statków powietrznych, aby ominąć przestarzałe i długotrwałe procedury rejestracji uzbrojenia rakietowego. W szczególności chodzi o rejestrację pełnoprawnych rakiet balistycznych i rakiet przechwytujących w dokumentach jako bezzałogowe statki powietrzne (BPA).

Według szefa przedsiębiorstwa, rozporządzenie rządu z marca 2022 r., które maksymalnie uprościło formalności dotyczące dronów, uratowało branżę, jednak program rakietowy nadal pozostaje prawnie zablokowany przez biurokratyczne narzędzia wzorowane na radzieckich. Aby nie tracić lat na zbieranie dokumentów zatwierdzających, projektanci dostosowują opisy techniczne do obowiązujących przepisów preferencyjnych.

„Cały ten system rozkwitł dzięki temu, że w marcu 2022 r. rząd znacznie uprościł klasyfikację produktów UAV. Co więcej, wszystkie nasze rakiety balistyczne, wszystkie nasze przechwytujące, klasyfikujemy teraz jako bezzałogowe statki powietrzne. Ponieważ ta radziecka klasyfikacja, która pozostała dla rakiet i innej techniki wojskowej — jest niemożliwa. To lata, lata, lata i stosy niepotrzebnych papierów. „To bardzo zabawne, że klasyfikujemy nasz FP-9 nie jako rakietę, ale jako bezzałogowy statek powietrzny z silnikiem balistycznym. Rozumiecie? No, coś w rodzaju balistycznego bezzałogowego statku powietrznego” – stwierdził Sztilerman.

Producent zaproponował oficjalne rozszerzenie uproszczonej procedury klasyfikacji na inne pokrewne rodzaje uzbrojenia, w których nie ma fizycznej obecności załogi lub pilota wewnątrz systemu (w tym naziemne platformy zrobotyzowane i rakiety).

Jednocześnie takie stanowisko spotkało się ze sprzeciwem członków komisji branżowej. Posłanka Julia Jacyk zwróciła uwagę na negatywne skutki uproszczenia procedur rejestracyjnych, podając jako przykład niedawne skandale korupcyjne związane z innymi rodzajami uzbrojenia.

„Nie mogę zgodzić się z Państwem, że uproszczenie klasyfikacji ma wyłącznie pozytywne skutki. Na jednym z poprzednich posiedzeń rozpatrywaliśmy kwestię uproszczenia klasyfikacji pocisków moździerzowych kalibru 122 i 80. Nasz ukraiński producent opracowywał i dostarczał je zgodnie z warunkami technicznymi jeszcze z czasów radzieckich, a my szybko je skodyfikowaliśmy byle jak. A potem wszyscy słyszeliśmy o tym głośnym skandalu z pociskami, które nie docierają do celu, tylko lecą i spadają dwa metry od mechanizmu wystrzeliwania moździerza. A teraz osoby zamieszane w tę sprawę przebywają w areszcie śledczym” — zauważyła Julia Yatsyk.

W odpowiedzi Sztilerman podkreślił, że przypadki dostaw amunicji niskiej jakości są pojedynczymi wykroczeniami, które nie powinny powstrzymywać reformy całego kompleksu obronno-przemysłowego. Jego zdaniem, bez uproszczenia procedur wprowadzonego w 2022 roku Ukraina w ogóle nie byłaby w stanie stworzyć własnej linii dalekosiężnego i zaawansowanego technologicznie uzbrojenia. Podsumowując dyskusję, TSK zaproponowała firmie FirePoint przedstawienie swoich szczegółowych uwag dotyczących odpowiednich przepisów w formie pisemnej w celu dalszego przekazania ich do Rady Ministrów.

Konflikt z Centrum Przeciwdziałania Korupcji: zarzuty ujawnienia tajemnic obronnych

Osobnym echem posiedzenia TSK był publiczny konflikt między przedsiębiorstwem zbrojeniowym a przedstawicielami społeczeństwa. Denys Shtilerman bezpośrednio oskarżył Centrum Przeciwdziałania Korupcji (CPK). Według szefa FirePoint, organizacja ta rozsyłała do zagranicznych placówek dyplomatycznych wewnętrzne dokumenty firmy, które stanowią tajemnicę wojskową i handlową.

Chodzi o nieuprawnione przekazanie poufnych danych, w tym dokumentacji konstrukcyjnej, kart testów lotniczych (KLE), rysunków technicznych i wewnętrznych kosztorysów produkcji. Sztilerman poinformował, że w tej sprawie Służba Bezpieczeństwa Ukrainy wszczęła już postępowanie karne i prowadzi dochodzenie.

Głównym skutkiem tych działań, a także publikacji dziennikarza Mykhaila Tkacha, według producenta, było zerwanie międzynarodowych kontraktów. Zachodni partnerzy i inwestorzy zostali zmuszeni do uruchomienia rygorystycznych wewnętrznych protokołów zgodności, co automatycznie zamroziło wspólne projekty na miesiące.

„Z powodu tych listów do ambasad i publikacji w mediach nasi zagraniczni partnerzy natychmiast uruchomili długotrwałe procedury weryfikacji zgodności. To bezpośrednio zablokowało współpracę międzynarodową. W rezultacie realizacja strategicznego projektu „Freya” została opóźniona o osiem miesięcy. Sytuacja ruszyła z miejsca dopiero w lutym 2026 roku, kiedy premier Norwegii osobiście przybył do naszej fabryki, aby przekonać się o przejrzystości procesów” – oświadczył Denis Shtilerman podczas przesłuchania.

Oprócz opóźnienia w realizacji międzypaństwowego projektu „Freya”, ryzyko utraty reputacji oraz kontrole prawne miały bezpośredni wpływ na plany inwestycyjne firmy w Unii Europejskiej. Kierownictwo FirePoint podkreśliło, że właśnie z powodu trwającego audytu zgodności z przepisami konieczne było znaczne opóźnienie formalności prawnych i rozpoczęcia budowy planowanej fabryki silników na terenie Danii. Obecnie firma oczekuje na zakończenie oficjalnego śledztwa organów ścigania w sprawie źródeł i motywów wycieku dokumentacji służbowej.

image

Projekt „Freya”: opracowanie tarczy przeciwrakietowej ze środków obrotowych firmy

Podczas posiedzenia Stilerman ujawnił również szczegóły techniczne i finansowe projektu „Freya”, który jest pozycjonowany jako stworzenie dostępnego krajowego odpowiednika kompleksów rakietowych typu Patriot do przechwytywania celów balistycznych. Obecnie FirePoint jest jedyną prywatną firmą zbrojeniową ze strony ukraińskiej, która została zweryfikowana do udziału w tym programie.

Pomimo wysokiego statusu prac rozwojowych, finansowanie projektu obronnego odbywa się według specyficznego schematu. Program ma oficjalny charakter międzyrządowy — zaangażowane są w niego resorty obrony Francji, Niemiec i Norwegii, a koordynację ze strony Ukrainy sprawuje bezpośrednio minister obrony Rustem Umerow. Jednak, jak potwierdził Denys Shtilerman, na stan na maj 2026 r. projekt nie otrzymuje środków finansowych ani z budżetu państwa Ukrainy, ani od partnerów zachodnich. Wszystkie prace badawczo-rozwojowe (B+R) są finansowane wyłącznie z wewnętrznego kapitału obrotowego FirePoint.

Szef firmy potwierdził, że pozostaje w stałym, bezpośrednim kontakcie z szefem resortu obrony w celu operacyjnego rozwiązywania kwestii logistycznych i organizacyjnych programu.

„Rustem Umerow osobiście nadzoruje program „Freya” ze strony Ukrainy. Pozostajemy w stałym kontakcie roboczym. Należy jednak pamiętać, że obecnie nie ma żadnego finansowania państwowego ani zagranicznego dla tego projektu. Absolutnie wszystko – od rysunków technicznych po pierwsze prototypy – tworzymy na własny koszt, reinwestując zyski z innych obszarów działalności firmy” – poinformował Sztilerman.

Zgodnie z planem twórców, głównym wskaźnikiem umożliwiającym odblokowanie znacznych inwestycji i podpisanie umów międzyrządowych ma być potwierdzenie skuteczności kompleksu w rzeczywistych warunkach bojowych. Przed zespołem inżynierów firmy postawiono jasny termin: przeprowadzenie pierwszego udanego zestrzelenia prawdziwego celu balistycznego na froncie do końca bieżącego roku. Dopiero po tym etapie spodziewane jest otwarcie oficjalnych linii finansowych od krajów partnerskich.

Konflikt wokół kosztu własnego bezzałogowego statku powietrznego FP-1

Najbardziej merytoryczna dyskusja podczas posiedzenia komisji specjalnej dotyczyła audytu kalkulacji i ustalania cen produktów firmy, w szczególności bezzałogowych statków powietrznych modelu FP-1. Państwo kupuje te zestawy po cenie 2,5 mln hrywien (około 60 000 USD) za sztukę, co wywołało pytania członków komisji dotyczące zasadności takich wydatków.

Posłanka Julia Jacyk, powołując się na wyniki swojej wizyty w zakładach produkcyjnych przedsiębiorstwa, zauważyła, że wizualna ocena komponentów i podzespołów aparatu wskazuje na znacznie niższą wartość rynkową części materialnych. Zdaniem przedstawicieli komisji śledczej koszty komponentów jednego drona nie powinny przekraczać 10–15 tysięcy dolarów.

W odpowiedzi Denys Shtilerman kategorycznie odrzucił takie szacunki, podkreślając, że krytycznie ważne, zaawansowane technologicznie komponenty, które zapewniają działanie aparatu w warunkach walki radioelektronicznej, są kupowane po światowych cenach rynkowych i nie mogą być tanie.

„U nas sama antena RPI kosztuje 16 000 dolarów. Nie bardzo chcę ujawniać składniki naszych produktów w otwartej części posiedzenia. Widzieliście, że same podstawowe podzespoły, które wymieniłem, kosztują łącznie już ponad 40 000 dolarów. Najdroższymi elementami są silniki i różne systemy nawigacyjne, które jesteśmy zmuszeni importować, ponieważ ukraińscy producenci nie są jeszcze w stanie w pełni zaspokoić naszych potrzeb pod względem ilości” – wyjaśnił szef FirePoint.

Jednocześnie kierownictwo przedsiębiorstwa zbrojeniowego przyznało, że istnieją rozbieżności z organami kontrolnymi i audytorami finansowymi w zakresie naliczania zysku. Według słów Shtilermana średnia planowana rentowność firmy wynosi 21,52%, jednak w przypadku dwóch kontraktów państwowych pojawiły się spory dotyczące limitów rentowności ustalonych przez producenta.

W wyniku ponownego przeliczenia i wykrytego przez audyt przekroczenia limitów rentowności (która w niektórych przypadkach sięgała 27%), firma FirePoint podjęła decyzję o rozstrzygnięciu sporu na drodze pozasądowej. Producent oficjalnie potwierdził, że zwrócił do budżetu państwa – bezpośrednio na konta DSSZZI i Agencji Zakupów Obronnych (AZO) – 20 milionów hrywien nadmiernie naliczonych środków z ogólnej puli zamówień, która wynosiła 4 miliardy hrywien.

Kontrole NABU: postępowania dotyczące urzędników i status firmy

Status prawny firmy FirePoint w postępowaniach karnych NABU stał się ostatnią kwestią poruszoną podczas przesłuchań. Postępowanie zostało wszczęte w związku z możliwym zawyżeniem wartości zamówień (cz. 5 art. 191 (przywłaszczenie, roztrwonienie mienia lub zawłaszczenie go poprzez nadużycie stanowiska służbowego na szczególnie dużą skalę) oraz cz. 3 art. 209 (legalizacja (pranie) mienia uzyskanego w sposób przestępczy Kodeksu Karnego Ukrainy).

W odpowiedzi Denys Shtilerman zmienił punkt ciężkości, zaznaczając, że organy ścigania nie wysuwały bezpośrednich zarzutów wobec kierownictwa ani akcjonariuszy przedsiębiorstwa zbrojeniowego. Według niego śledztwo ma charakter faktyczny i ma na celu sprawdzenie działalności byłych urzędników państwowych, a nie prywatnych producentów broni.

Szef FirePoint wyjaśnił, że umowy FirePoint są badane przez organy ścigania w ramach ogólnego audytu umów sześciu różnych ukraińskich firm, które dostarczały produkty w ramach programów państwowych.

„Nie ma przeciwko nam żadnej sprawy. Jest sprawa dotycząca możliwego nielegalnego wzbogacenia się urzędników, którzy pracowali w DSSZZI lub w Ministerstwie Cyfryzacji. W ramach tego postępowania badane jest możliwe zawyżenie cen przez sześć ukraińskich firm, a jedną z nich jest nasza. Nie ma jednak żadnej sprawy przeciwko naszej firmie, jej kierownictwu ani akcjonariuszom. Nikomu nie postawiono żadnych zarzutów” – podkreślił Shtilerman.

image

W prostych słowach

Denis Shtilerman przed komisją próbował przedstawić sytuację tak, jakby firma zawsze trzymała się z dala od interesów politycznych i toksycznych powiązań. Jednak sama liczba spotkań Shtilermana z Timurą Mindichem, a według zeznań szefa FirePoint było ich aż 15, prawdopodobnie świadczy o dogłębnej dyskusji na temat warunków, ceny i możliwych formatów wyjścia z inwestycji.

Wygląda na to, że kropkę nad i w tych przeciągających się negocjacjach postawiły nie tyle zasadnicze rozbieżności dotyczące reputacji partnerów, co pojawienie się arabskich inwestorów z konkretną wyceną na 2,4 miliarda dolarów.

Podczas drugiego z rzędu posiedzenia komisji śledczej Denys Shtilerman próbował udowodnić posłom, że jego firma nie jest firmą-jednodniowcem, ale potężnym gigantem, który za własne środki opracowuje zamienniki kompleksów Patriot i zamierza budować fabryki w Europie. Z tego punktu widzenia wszystkie wewnętrzne ukraińskie rozgrywki, „wycieki” dokumentów od antykorupcjonistów, kontrole NABU i zawiłe negocjacje z Timurą Mindiczem to po prostu szum informacyjny. Jednak właśnie ten szum kosztuje firmę obecnie bardzo drogo. Odstrasza on obcokrajowców, zakłóca międzynarodowe kontrole i blokuje realny miliard dolarów od arabskich inwestorów, który mógłby trafić na ukraińską broń. 

Przypomnijmy, że inżynier lotniczy, specjalista ds. dronów Jurij Kasjanow podczas zeznań na posiedzeniu tymczasowej komisji śledczej nazwał oświadczenia firmy FirePoint technicznym absurdem. Znany projektant twierdzi: na Ukrainie nie ma ani fabryk mikroelektroniki, ani dostępu do technologii rakietowych, a rynek dronów bojowych jest sztucznie zmonopolizowany przez handlarzy, którzy przedstawiają proste konstrukcje jako rewolucję naukową. 

Czytaj nas na Telegram i Sends

Завантажуй наш додаток