W RPA migrantów wabiono do nielegalnych kopalń i trzymano w niewoli za długi — TimesLIVE
W nieformalnym osiedlu Mandleni w Ekurhuleni w RPA migranci z Lesotho, Mozambiku i Zimbabwe mieli być wabieni obietnicami pracy i godziwego wynagrodzenia, a następnie wciągani w nielegalne wydobycie poprzez zadłużenie. Poinformował o tym TimesLIVE, powołując się na śledztwo Southern Africa Accountability Journalism Project.
Jeden z rozmówców dziennikarzy, którego imię zmieniono, powiedział, że po przeprowadzce z Lesotho zabrano mu paszport rzekomo na przechowanie. Poinformowano go o długu w wysokości 6 tys. randów za podróż, odzież roboczą, zakwaterowanie i sprzęt. Mężczyzna oświadczył, że pracował pod ziemią na długich zmianach, a po prośbie o pozwolenie na powrót do domu został pobity i przez trzy tygodnie nie otrzymywał wynagrodzenia za pracę.
Długi za zakwaterowanie i paliwo
Inny rozmówca, który przybył z Mozambiku w wieku 17 lat, liczył na pracę jako murarz, lecz, jak twierdził, zamiast tego trafił do nielegalnego wydobycia. Utrzymywał, że koszty transportu i zakwaterowania zapisano jako dług, do którego dodawano opłaty za ochronę, generatory, paliwo i żywność.
Według jego relacji tygodniowa opłata za paliwo wynosiła 250 randów. Niezapłacone kwoty wpisywano do ewidencji i doliczano do długu. W śledztwie zaznaczono, że taki system płatności mógł utrzymywać pracowników w zależności od organizatorów nielegalnego wydobycia.
Więcej aktualnych wiadomości na kanale UA.News w Telegramie Telegram.
Dziennikarze rozmawiali także z 22-letnią kobietą z Lesotho, która miała zostać zrekrutowana przez kościelną grupę WhatsApp do pracy jako kucharka lub sprzątaczka w Carletonville. Oświadczyła, że w Mandleni doświadczyła przemocy seksualnej, a lider grupy powiedział jej, że dług można spłacić jedynie poprzez świadczenie usług seksualnych górnikom. Według jej relacji klienci płacili liderowi, a ona otrzymywała 450 randów tygodniowo.
Twierdzenia o możliwym udziale policji
Kilka przesłuchanych osób twierdziło, że policjanci współpracowali z organizatorami nielegalnego wydobycia. Ochroniarz jednej z kopalń powiedział, że miał zostać zrekrutowany przez policjanta z Benoni, a funkcjonariusze mieli rzekomo otrzymywać regularne płatności od górników i regionalnych nabywców.
Autor śledztwa widział w Mandleni oznakowane i nieoznakowane pojazdy policyjne, jednak celu wizyt nie ustalono, a twierdzenia o zmowie nie zostały niezależnie potwierdzone. Południowoafrykańska Dyrekcja ds. Priorytetowych Dochodzeń Kryminalnych oświadczyła, że nie może potwierdzić ani zaprzeczyć doniesieniom o pracy przymusowej, handlu ludźmi lub wykorzystywaniu dzieci bez dowodów odpowiednich przestępstw. Poinformowała również, że w tamtym czasie nie miała spraw, w których domniemane ofiary oficjalnie zgłosiły handel ludźmi lub wyzysk pracowniczy.
Czytaj nas na Telegram i Sends