$ 44.81 € 51.72 zł 12.03
+20° Kijów +15° Warszawa +28° Waszyngton
Rosja buduje własną wersję Starlink: co wiadomo o projekcie „Rassvet” i dlaczego internet satelitarny staje się nową bronią państw

Rosja buduje własną wersję Starlink: co wiadomo o projekcie „Rassvet” i dlaczego internet satelitarny staje się nową bronią państw

11 sierpnia 2026 15:00

Jeszcze kilka lat temu internet satelitarny pozostawał technologią stosowaną w dość wąskim zakresie — służył do podłączenia do sieci statku na środku oceanu, stacji badawczej lub odległej wsi, do których poprowadzenie światłowodu byłoby zbyt kosztowne. Pełnoskalowa wojna Rosji przeciwko Ukrainie faktycznie przekształciła tę technologię w infrastrukturę strategiczną.

Starlink umożliwił ukraińskim żołnierzom utrzymanie łączności tam, gdzie sieci komórkowe zostały zniszczone lub zakłócone. Za pośrednictwem satelitów przekazywane są współrzędne, nagrania z dronów, mapy, dane wywiadowcze oraz zapewniana jest komunikacja między oddziałami. Okazało się, że tysiące małych anten mogą być dla współczesnej armii nie mniej ważne niż stacje radiowe, a nawet niektóre rodzaje uzbrojenia.

Rosja dostrzegła tę przewagę i obecnie próbuje stworzyć własny system.

10 sierpnia zastępca szefa Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy Wadym Skibicki oświadczył, że Moskwa przyspiesza wdrażanie sieci satelitów niskobieżnych „Rassvet”. Według niego rosyjski program rozwija się szybciej, niż oczekiwano w Kijowie.

Według szacunków Skibickiego, obecnie w systemie znajduje się 16 satelitów. Na razie to za mało, by zapewnić nieprzerwaną łączność nad Ukrainą: sieć działa tylko w momentach, gdy jeden z satelitów przelatuje nad danym obszarem. 

UA.News wyjaśnia, czym jest rosyjski „Rassvet”, w jakim stopniu jest on w stanie konkurować ze Starlinkiem, jakie inne kraje budują własne sieci satelitarne oraz dlaczego kontrola nad internetem w kosmosie stopniowo staje się kwestią nie tylko technologii, ale także bezpieczeństwa narodowego.

Czym jest rosyjski „Rassvet”

„Rassvet” jest rozwijany przez rosyjską firmę „Biuro 1440”, założoną w 2020 roku w ramach „IKS Holding”. Koncepcja ta w dużej mierze nawiązuje do modelu Starlink: zamiast kilku dużych satelitów geostacjonarnych na wysokości około 36 tysięcy kilometrów tworzona jest rozległa sieć znacznie mniejszych satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej.

Zaletą takiego podejścia jest mniejsze opóźnienie sygnału. Informacja musi pokonać setki lub nieco ponad tysiąc kilometrów, a nie dziesiątki tysięcy. Właśnie dlatego nowoczesne systemy niskobieżne umożliwiają korzystanie z wideokonferencji, usług w chmurze i innych aplikacji, dla których dotychczasowy internet satelitarny był zbyt powolny.

image

Rosyjski projekt rozpoczynał się stopniowo. W czerwcu 2023 roku na orbitę wysłano trzy eksperymentalne satelity misji „Rassvet-1”. W maju 2024 roku pojawiły się kolejne trzy aparaty „Rassvet-2”.

Na tych satelitach Rosjanie testowali kluczowe technologie przyszłej sieci. W szczególności „Biuro 1440” poinformowało o łączności między satelitą a terminalem abonenckim z wykorzystaniem 5G NTN — standardu, który pozwala na integrację naziemnych sieci komórkowych i satelitarnych.

 Firma ogłosiła również przeprowadzenie testów łączności laserowej między satelitami z prędkością do 10 Gbit/s.

23 marca 2026 roku nastąpił znacznie ważniejszy etap: na orbitę wystrzelono pierwsze 16 satelitów należących już do docelowej konstelacji. A 20 lipca „Biuro 1440” poinformowało o drugim wystrzeleniu partii satelitów, choć nie podało publicznie liczby aparatów w tej partii.

I właśnie w tym momencie „Rassvet” przestaje być zwykłym eksperymentem.

Dlaczego Rosja potrzebowała własnego Starlink

Główną lekcję Moskwa otrzymała właśnie na Ukrainie.

Po rozpoczęciu pełnej inwazji Starlink stał się jednym z kluczowych rezerwowych kanałów łączności Ukrainy. Według stanu na kwiecień 2025 roku kraj otrzymał już ponad 50 tysięcy terminali, z których część została przekazana przez SpaceX, Polskę, Stany Zjednoczone, Niemcy i innych partnerów.

Internet satelitarny ma zasadniczą przewagę w czasie wojny: przeciwnikowi nie wystarczy zniszczyć stacji bazowej operatora komórkowego ani przeciąć kabla. Terminal można przenieść w inne miejsce, podłączyć do generatora lub akumulatora i przywrócić kanał łączności.

Z czasem z systemu Starlink zaczęli korzystać również rosyjscy wojskowi – za pośrednictwem terminali nabytych na czarnym rynku.

Na początku 2026 roku firma SpaceX zaostrzyła procedury autoryzacji sprzętu, po czym nieautoryzowane rosyjskie terminale zaczęły się wyłączać. Agencja Reuters zauważa, że Kijów doprowadził do zablokowania takich urządzeń, co stało się jednym z czynników, które pogorszyły możliwości rosyjskich sił zbrojnych w zakresie łączności.

Dla Kremla sytuacja ta ujawniła oczywisty problem: armia wielkiego państwa faktycznie korzystała z infrastruktury telekomunikacyjnej zagranicznej prywatnej firmy, która w każdej chwili mogła zablokować dostęp.

„Rassvet” ma wyeliminować tę zależność.

„Rassvet” kontra Starlink: różnica jest na razie ogromna

Nazywanie rosyjskiego systemu pełnoprawnym konkurentem Starlink jest obecnie przedwczesne.

SpaceX ma już na orbicie ponad 10 tysięcy satelitów Starlink, podczas gdy według najnowszych szacunków Skibickiego rosyjski „Rassvet” – 16. Nawet rosyjski plan na rok 2035 przewiduje jedynie 924 satelity.

Różnica polega nie tylko na liczbie. Starlink to już ogromny ekosystem: seryjna produkcja satelitów, własne rakiety Falcon 9, wielokrotnego użytku pierwsze stopnie, stacje naziemne, dziesiątki tysięcy terminali w różnych krajach, rozwiązania morskie i lotnicze.

image

SpaceX może wystrzeliwać własne satelity za pomocą własnych rakiet i robi to nieustannie. To właśnie integracja pionowa stała się jedną z głównych przyczyn, dla których udało się tak szybko rozbudować sieć Starlink.

Rosja będzie musiała osobno rozwiązać problem masowej produkcji aparatów, elektroniki i startów. W przypadku sieci na niskiej orbicie nie wystarczy jednorazowo wysłać setki satelitów w kosmos: za kilka lat trzeba będzie je stopniowo wymieniać.

Oznacza to, że stworzenie konstelacji to nie jednorazowy projekt, lecz stale działający przemysł kosmiczny. Jednak Rosja nie musi koniecznie kopiować Starlink w skali jeden do jednego.

Jeśli głównym zadaniem „Rasswitu” jest zapewnienie pokrycia terytorium Federacji Rosyjskiej, Arktyki oraz obszarów prowadzenia operacji wojskowych, Moskwa może osiągnąć strategicznie użyteczny rezultat nawet przy znacznie mniejszej liczbie satelitów.

Po co wojsku setki satelitów

Najważniejszą cechą dużych grup satelitów jest ich rozproszenie.

W tradycyjnym systemie utrata jednego kosztownego satelity może stanowić poważny problem. W sieci składającej się z setek lub tysięcy niewielkich urządzeń znaczenie jednego konkretnego satelity jest znacznie mniejsze.

Co ważniejsze, łączność satelitarna pozwala zbudować sieć informacyjną praktycznie niezależną od infrastruktury naziemnej.

Za jej pośrednictwem można przesyłać materiały wideo z dronów, współrzędne celów, mapy satelitarne, dane wywiadowcze, telemetrię, a także zapewniać łączność wideo dowództwa oraz wymianę danych między jednostkami.

Dlatego pytanie „kto posiada własny system Starlink” stopniowo staje się podobne do pytania „kto posiada własny system nawigacyjny”. Stany Zjednoczone mają GPS, UE – Galileo, Chiny – BeiDou, Rosja – GLONASS. Obecnie podobna logika kształtuje się wokół internetu satelitarnego.

Stany Zjednoczone stawiają nie tylko na Starlink 

Stany Zjednoczone dysponują największym zapasem tego typu technologii.

Oprócz Starlink firma Amazon tworzy własną sieć na niskiej orbicie, która wcześniej nosiła nazwę Project Kuiper, a obecnie funkcjonuje pod marką Amazon Leo.

W 2026 roku firma aktywnie rozbudowuje swoją konstelację. Amazon informuje już o setkach satelitów na orbicie oraz o stopniowym testowaniu usługi z klientami korporacyjnymi. Cel jest mniej więcej ten sam — szybki internet w regionach, gdzie brakuje odpowiedniej infrastruktury naziemnej.

Oznacza to, że Stany Zjednoczone potencjalnie zyskają od razu kilka niezależnych komercyjnych sieci satelitarnych.

A dla państwa konkurencja między nimi stanowi dodatkowe zabezpieczenie: infrastruktura krytyczna nie jest skoncentrowana w jednym systemie technologicznym.

Chiny budują własne megakonstelacje

Jeszcze bardziej ambitne plany ma Chiny. Już w 2020 roku Pekin włączył internet satelitarny do listy strategicznej „nowej infrastruktury”.

Jednym z głównych chińskich projektów stał się system niskobieżny Qianfan, znany również jako Spacesail lub „Tysiąc Żagli”.

image

Według danych lokalnych władz Szanghaju na orbitę wysłano już 108 satelitów Qianfan, a długoterminowa konfiguracja może przekroczyć 15 tysięcy aparatów. To już skala tej samej kategorii, co Starlink.

Chiny mają jeszcze jedną zasadniczą przewagę: ogromny własny przemysł elektroniczny, telekomunikacyjny i kosmiczny. Dzięki temu Pekin może kontrolować praktycznie cały łańcuch — od produkcji satelitów i terminali po rakiety i infrastrukturę naziemną.

Dla Chin internet satelitarny stanowi również część szerszej walki o niezależność technologiczną od Stanów Zjednoczonych.

Europa ma już OneWeb i tworzy IRIS

Unia Europejska również nie chce pozostawać całkowicie zależna od amerykańskich prywatnych operatorów.

Jego odpowiedzią ma być IRIS – własny, zabezpieczony system satelitarny UE.

Zgodnie z aktualnym planem Komisji Europejskiej system ten będzie obejmował 348 satelitów na niskich i średnich orbitach okołoziemskich. System ma zapewniać bezpieczną łączność dla instytucji UE, rządów, placówek dyplomatycznych, sił zbrojnych i służb ratowniczych, a jednocześnie wspierać usługi komercyjne.

Sam fakt powstania IRIS dobrze pokazuje, jak bardzo zmieniło się podejście do internetu satelitarnego. Europa ma już dostęp do Starlink. Jednak Bruksela i tak wydaje miliardy na własną infrastrukturę, ponieważ dostęp do cudzego systemu a kontrola nad własnym to zupełnie różne rzeczy.

Osobnym przypadkiem jest Eutelsat OneWeb — obecnie najbliższy europejski konkurent Starlink spośród już działających sieci.

image

System składa się z ponad 600 satelitów na niskiej orbicie, krążących na wysokości około 1200 km. OneWeb jest skierowany przede wszystkim do biznesu, instytucji państwowych, lotnictwa, transportu morskiego oraz operatorów telekomunikacyjnych.

W styczniu 2026 roku firma Eutelsat zamówiła u Airbusa kolejne 340 satelitów, które uzupełnią poprzednią partię liczącą 100 satelitów. Mają one stopniowo zastępować pierwsze satelity sieci i zwiększać jej możliwości.

Jednak OneWeb nie dysponuje jeszcze główną zaletą Starlink — ogromną liczbą kompaktowych i stosunkowo przystępnych cenowo terminali użytkowników.

Właśnie dlatego nie da się po prostu stwierdzić: „W Europie mamy OneWeb, więc Starlink można zastąpić”.

Kanada również tworzy własny system

Kolejnym ważnym graczem jest Kanada. Firma Telesat wdraża system Lightspeed, skierowany do przedsiębiorstw, operatorów telekomunikacyjnych oraz sektora publicznego.

Szczególnie ważnym kierunkiem stała się Arktyka. Na początku sierpnia 2026 roku firma poinformowała o dużym kontrakcie na wojskową łączność satelitarną, w wyniku którego planuje się zwiększenie początkowej konstelacji Lightspeed ze 156 do 225 satelitów.

To kolejny przykład na to, że państwa postrzegają łączność z niskiej orbity już nie tylko jako rozwiązanie biznesowe dla odległych miejscowości. Coraz częściej staje się ona częścią infrastruktury obronnej.

Dlaczego państwa nie chcą być uzależnione od obcego satelitarnego internetu

Problem Starlink nie polega na tym, że system jest zły. Wręcz przeciwnie – to właśnie jego sukces pokazał skalę zależności, jaka może powstać.

W przypadku Ukrainy jest to szczególnie widoczne. Dziesiątki tysięcy terminali zapewniają łączność siłom zbrojnym, instytucjom państwowym, szpitalom, przedsiębiorstwom i zwykłym ludziom na obszarach, gdzie sieci naziemne mogą przestać działać.

Jednak infrastruktura ta należy do prywatnej amerykańskiej firmy.

image

W 2025 roku agencja Reuters pisała o dyskusjach dotyczących możliwości wykorzystania dostępu Ukrainy do Starlink jako politycznej karty przetargowej podczas negocjacji z Waszyngtonem. Polska podkreślała wówczas, że sama pokrywa część kosztów ukraińskich terminali i abonamentów.

I tu pojawia się nowy rodzaj zależności geopolitycznej. Wcześniej kraje obawiały się uzależnienia od cudzej ropy, gazu, procesorów czy broni. Teraz do tej listy dołączają telekomunikacja kosmiczna.

Właściciel sieci satelitarnej może teoretycznie decydować, gdzie sieć działa, komu wolno się do niej podłączać, które terminale są aktywne oraz na jakich terytoriach obowiązują ograniczenia.

Dla zwykłego użytkownika jest to kwestia dostępu do internetu. Dla armii – kwestia tego, czy w krytycznym momencie oddziały będą mogły widzieć się nawzajem na mapie cyfrowej i otrzymywać informacje z dronów.

Czy oznacza to, że internet naziemny stanie się zbędny?

Nie. Internet satelitarny raczej nie wyprze światłowodów ani sieci komórkowych w dużych miastach. Infrastruktura naziemna jest tańsza, może przesyłać znacznie więcej danych i obsługiwać miliony użytkowników na niewielkim obszarze.

Satelity są potrzebne przede wszystkim tam, gdzie nie ma sieci naziemnej lub gdzie może ona ulec zniszczeniu. Dlatego przyszły model najprawdopodobniej będzie hybrydowy.

Miasta będą nadal korzystać z sieci światłowodowych i 5G, a systemy satelitarne staną się warstwą rezerwową sieci — przeznaczoną dla statków, samolotów, odległych obszarów, wojska, służb ratowniczych oraz infrastruktury krytycznej.

Badanie z 2025 roku, w którym porównano Starlink, OneWeb i naziemne sieci 5G, wykazało jeszcze jedną interesującą prawidłowość: największą odporność uzyskuje się właśnie przy jednoczesnym wykorzystaniu kilku różnych systemów. W testach połączenie sieci satelitarnych znacznie zmniejszało prawdopodobieństwo całkowitej utraty łączności.

I to prawdopodobnie główna zasada przyszłej infrastruktury telekomunikacyjnej: nie jeden idealny kanał, ale kilka niezależnych.

„Rassvet” to na razie nie Starlink — ale problem dla Ukrainy może pojawić się już w 2027 roku

Obecnie 16 rosyjskich satelitów nie jest w stanie zapewnić armii RF stałego łączu szerokopasmowego na całej linii frontu.

Sam Skibicki twierdzi, że system działa tylko sporadycznie, gdy satelita przelatuje nad danym obszarem.

Jednak dla Ukrainy istotna jest nie tyle obecna liczba satelitów, co tempo, w jakim może ona rosnąć.

Jeśli w 2027 roku Rosja rzeczywiście zbliży się do deklarowanej liczby 292 satelitów, sytuacja będzie zupełnie inna. Rosyjskie siły zbrojne mogą zyskać własny kanał szybkiej łączności, którego nie da się wyłączyć zwykłym zgłoszeniem do SpaceX.

Utrudni to również walkę z tym systemem za pomocą środków technicznych. Zamiast jednego dużego satelity w kosmosie będą się nieustannie poruszać setki niewielkich satelitów, między którymi terminal będzie automatycznie przełączał się. Zagłuszenie takiej sieci na dużym obszarze jest znacznie trudniejsze.

Dlatego dyskusja na temat „Rassvetu” wykracza w rzeczywistości znacznie poza rywalizację między Rosją a SpaceX.

Świat wkracza w okres, w którym własna konstelacja satelitów staje się częścią suwerenności cyfrowej niemal tak samo, jak własny system energetyczny, centra danych czy przemysł zbrojeniowy.

Stany Zjednoczone mają już Starlink i budują Amazon Leo. Chiny tworzą od razu kilka dużych sieci. Unia Europejska inwestuje w IRIS i wspiera OneWeb. Kanada wdraża Lightspeed. Rosja stara się przyspieszyć realizację projektu „Rassvet”.

image

A wojna na Ukrainie stała się prawdopodobnie jednym z głównych katalizatorów tego procesu.

To właśnie tam świat przekonał się, że internet satelitarny może nie tylko pozwolić człowiekowi obejrzeć YouTube na środku pustyni. Może on wspierać funkcjonowanie państwa w obliczu ataków rakietowych, zapewniać łączność armii i dosłownie wpływać na sytuację na polu bitwy.

Dlatego kolejna globalna walka o kontrolę nad internetem może już nie toczyć się na ziemi, lecz na wysokości kilkuset kilometrów nad nią.

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację