Wielki wyścig o sztuczną inteligencję: Chiny kontra Stany Zjednoczone
25 czerwca 2026 19:05Wyobraźcie sobie dwie ekipy, które budują ten sam most. Pierwsza to państwo. Działa powoli, ale dysponuje niemal nieograniczonymi środkami finansowymi, mnóstwem czasu i ma decydujący głos we wszystkim. Druga to kilka prywatnych firm. Są bogatsze od niektórych krajów i działają błyskawicznie, ale muszą co kwartał składać sprawozdania inwestorom. I cały czas obawiają się, że ci wycofają swoje pieniądze.
Właśnie tak wygląda obecnie główna bitwa technologiczna na świecie. Chiny przygotowują państwowy plan o wartości 295 miliardów dolarów, aby zbudować własną podstawę dla sztucznej inteligencji. Amerykańscy giganci technologiczni robią to samo i inwestują nawet więcej, tylko z własnej kieszeni. Kto wygra, ten będzie decydował, jak będzie wyglądała sztuczna inteligencja już za kilka lat. I nie chodzi tu o język komunikacji. Chodzi o to, czyje zasady staną się nadrzędne dla całego świata.

Centra danych i chipy w prostych słowach
Najpierw najważniejsze: czym jest ta infrastruktura? Aby sztuczna inteligencja, taka jak ChatGPT, mogła odpowiadać na pytania, rysować obrazki lub pisać teksty, potrzebna jest ogromna moc obliczeniowa. To nie magia, tylko fizyka. Gdzieś stoją gigantyczne budynki, przypominające magazyny, wypełnione tysiącami potężnych komputerów. Takie budynki nazywane są centrami danych. Działają one przez całą dobę, zużywają tyle energii elektrycznej, co całe miasto, i to właśnie tam „mieszka” każda sztuczna inteligencja.
Sercem każdego takiego komputera jest specjalny chip. W rzeczywistości jest to maleńki procesor wielkości dłoni. Najlepsze na świecie chipy do sztucznej inteligencji produkuje amerykańska firma Nvidia. I właśnie wokół tych chipów rozwinęła się cała ta historia.
Jak kształtował się ten wyścig
Wszystko zaczęło się od zakazu. Jeszcze kilka lat temu Stany Zjednoczone zdecydowały, że Chiny nie powinny otrzymywać najpotężniejszych amerykańskich chipów. Logika była prosta. Kto kontroluje najlepsze układy, ten kontroluje również przyszłość sztucznej inteligencji, a co za tym idzie – armię, gospodarkę i naukę. Dlatego Waszyngton zablokował Chinom dostęp do najnowocześniejszych procesorów Nvidii.
Pekin stanął przed wyborem między dwiema opcjami. Pierwsza – zatrzymać się i na zawsze pozostać w tyle. Druga – budować wszystko od podstaw, co Chiny właśnie wybrały.
Wynik tego wyboru zobaczyliśmy wiosną 2026 roku. Agencja Bloomberg poinformowała, że chiński rząd przygotowuje wielki plan. Kraj zamierza wydać około 295 miliardów dolarów w ciągu pięciu lat, aby zbudować na całym swoim terytorium sieć centrów danych i połączyć je w jeden wielki system obliczeniowy. System ten ma działać na własnych, chińskich chipach, przede wszystkim firmy Huawei. Amerykańskiej firmie Nvidia nie przewidziano miejsca w tym planie.
Decyzja ta nie pojawiła się nagle. Najpierw, jesienią 2025 roku, Chiny zobowiązały swoje centra danych do wykorzystywania co najmniej połowy lokalnych chipów. Następnie w projektach państwowych całkowicie zakazano zakupu chipów zagranicznych. Tym, którzy zdążyli już zainstalować amerykański sprzęt, nakazano go zdemontować. Teraz tę samą logikę rozszerza się na cały kraj.
Należy jednak zaznaczyć, że chiński plan budowy własnego ekosystemu sztucznej inteligencji jest na razie szkicem przygotowywanym przez chińskich urzędników. Ostateczne liczby i terminy mogą się jeszcze zmienić. Jednak sam zamiar jest już jasny i bardzo poważny.
Po drugiej stronie tego wyścigu stoją Amerykanie. Już na początku 2025 roku ogłosili własny projekt o nazwie Stargate, o wartości 500 miliardów dolarów na cztery lata. Różnica polega jedynie na tym, że tamtejsze fundusze pochodzą głównie ze środków prywatnych, a nie państwowych.

Kto ma większe szanse
To najciekawsze pytanie, a odpowiedź na nie nie jest oczywista.
Na pierwszy rzut oka Amerykanie wydają się nie do pokonania. Liczby mówią same za siebie. Chiny planują zainwestować 295 miliardów dolarów w ciągu pięciu lat. Czterej amerykańscy giganci (Microsoft, Google, Amazon i Meta) tylko w 2026 roku zainwestują łącznie około 725 miliardów w infrastrukturę sztucznej inteligencji. Microsoft zainwestuje około 190 miliardów, Amazon – 200, Google około 185, a Meta – 125–145. Ich roczne nakłady przewyższają cały chiński plan pięcioletni dwuipółkrotnie.
Wydawałoby się, że spór został rozstrzygnięty. Nie wyciągajmy jednak pochopnych wniosków.
Po pierwsze, w Chinach budowa jest tańsza. Siła robocza, beton, sprzęt i sama ziemia kosztują tam znacznie mniej. Ponadto modułowe centra danych Huawei powstają w ciągu około pół roku, podczas gdy podobne obiekty w USA wymagają co najmniej roku. Dlatego za te same 295 miliardów Chiny uzyskają znacznie większe rzeczywiste moce obliczeniowe niż Stany Zjednoczone za taką kwotę. Biorąc pod uwagę różnicę w cenach i sile nabywczej, rzeczywista waga tych pieniędzy w Chinach jest znacznie większa, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.
Po drugie, państwo i korporacje kierują się odmienną logiką. Amerykańskie firmy muszą wykazywać zyski. Gdy tylko inwestorzy zaczną się obawiać, że pieniądze zostały zainwestowane na próżno, akcje spadają, a kierownictwo spotyka się z krytyką. Tak właśnie stało się wiosną, kiedy Meta jedynie zasugerowała ogromne wydatki. Wówczas jej akcje natychmiast spadły o sześć procent. Państwo nie myśli w ten sposób. Jeśli Pekin postanowił coś budować, będzie to robił przez dziesięć, a nawet dwadzieścia lat, nie zwracając uwagi na raporty kwartalne.
I ma na co czekać. Według szacunków samego chińskiego rządu do 2030 roku cała branża związana ze sztuczną inteligencją w kraju ma być warta ponad 1,4 biliona dolarów.
Po trzecie, państwo dysponuje środkami przymusu. Chiński plan wyraźnie wymaga, aby co najmniej 80 procent całego sprzętu pochodziło z chińskiej produkcji. A to gwarantowane zamówienia dla własnych firm. Na przykład Huawei otrzyma miliardy przyszłych kontraktów po prostu na polecenie z góry. Żadna gospodarka wolnorynkowa nie jest w stanie tego zrobić.
Jest jednak i druga strona medalu. Główną słabością Chin są same chipy. Jak dotąd chińskie procesory ustępują amerykańskim pod względem mocy obliczeniowej. Pieniądze nie rozwiązują problemu natychmiast, ponieważ nauczenie się produkcji najlepszych na świecie chipów jest bardzo trudne. W tej kwestii przewagę zachowuje Dolina Krzemowa i może ona utrzymać się jeszcze przez kilka lat.
Na to właśnie zwracają uwagę eksperci. Nawet jeśli Huawei gwałtownie zwiększy produkcję, w najbliższych latach i tak nie zbliży się do wielkości produkcji Nvidii. Oznacza to, że same pieniądze to za mało, ponieważ potrzebne są również chipy, których brakuje. Najtrafniej ujął to szef największego chińskiego producenta chipów, firmy SMIC. Według niego firmy chcą skompresować dziesięcioletni zapas centrów danych do dwóch lat, choć nie jest do końca jasne, czy taka ilość jest potrzebna.
Obecnie Amerykanie dysponują większymi środkami finansowymi i lepszymi układami scalonymi. Chiny mają przewagę w zakresie czasu, niskich kosztów i wsparcia ze strony państwa. To maraton, a nie sprint. Zwycięża w nim zazwyczaj ten, kto ma największą wytrzymałość.

Jakie mogą być tego konsekwencje dla reszty świata
Na razie trudno to przewidzieć. Można jednak z całą pewnością stwierdzić, że wyścig dwóch gigantów może dotknąć kraje, które w nim nie uczestniczą.
Świat sztucznej inteligencji stopniowo dzieli się na dwie części, niczym dwie odrębne sieci energetyczne z różnymi gniazdkami. W pierwszej wszystko opiera się na amerykańskich technologiach, chipach Nvidii i znanych serwisach, takich jak ChatGPT. W drugiej dominuje chińska technologia, od procesorów po oprogramowanie. Systemy te będą coraz bardziej tracić kompatybilność i podobieństwo.
Co to oznacza dla zwykłego kraju? Być może prędzej czy później będzie musiał opowiedzieć się po jednej ze stron. Firma, która będzie chciała działać zarówno na Zachodzie, jak i w Chinach, ryzykuje konieczność stworzenia dwóch odrębnych wersji swojego produktu. A to jest kosztowne i skomplikowane.
Osobno warto wspomnieć o Europie. Podczas gdy dwaj giganci rywalizują ze sobą, ona ryzykuje, że zostanie w tyle za obydwoma. Nie dysponuje ani takimi miliardowymi środkami państwowymi jak Chiny, ani takimi prywatnymi gigantami jak Stany Zjednoczone. Szef ASML, Christophe Fouquet (firmy, bez której trudno wyobrazić sobie produkcję nowoczesnych chipów), przyznał, że Europa wyraźnie pozostaje w tyle i określił ją raczej jako konsumenta sztucznej inteligencji niż jej twórcę.
Dla Ukrainy wniosek jest dość prosty. Przyszłość sztucznej inteligencji będzie prawdopodobnie w coraz większym stopniu zależała nie tylko od technologii, ale także od polityki i położenia geograficznego. To, z jakiej sztucznej inteligencji będziemy korzystać, może zależeć od tego, które państwo będziemy wspierać. Nie należy jednak zapominać o naszych własnych możliwościach i rozwoju ukraińskiej sztucznej inteligencji.
Czy zatem zobaczymy dwa równoległe internety? Nie należy wykluczać takiego scenariusza. Całkiem możliwe, że każda strona będzie rozwijać własne centra danych, własne chipy i własne zasady, a dane w większości pozostaną w kraju – chińskie w Chinach, zachodnie na Zachodzie. Prawdopodobnie nie dojdzie do całkowitej izolacji, ponieważ zarówno ludzie, jak i przedsiębiorstwa będą nadal szukać sposobów współpracy ponad granicami. Jednak znany nam dotychczas jednolity świat cyfrowy może z czasem ulec zmniejszeniu.
Będziemy dalej obserwować rozwój branży cyfrowej.
Czytaj nas na Telegram i Sends