Niedawno prezydent Wołodymyr Zełenski oświadczył, że rosja zmienia priorytety w swoich masowych atakach. Na zewnątrz wyraźnie się ociepliło, więc pozostawienie Ukraińców bez ogrzewania nie jest już możliwe: przy +16°C za oknem takie działania po prostu nie mają sensu. Zamiast tego wróg planuje skupić się na niszczeniu systemów zaopatrzenia w wodę oraz odprowadzania ścieków. Za tymi słowami stoją nie przypuszczenia, lecz dane wywiadowcze oraz — co najważniejsze — rzeczywiste ataki, które już miały miejsce.
Luty 2026 roku stał się miesiącem, w którym wojna przeciwko infrastrukturze weszła na nowy poziom. Obwód kijowski, odeski, dniepropietrowski, charkowski — wszędzie odnotowywano nie tylko uszkodzenia sieci energetycznych, lecz także systemowe ataki, które prowadziły między innymi do zaniku wody w kranach u milionów ludzi w samym środku zimy.
Dlaczego więc obecnie wróg planuje wybrać właśnie wodę jako cel swoich ataków? Dlaczego może to być nawet bardziej niebezpieczne niż uderzenia w energetykę? Czy rzeczywiście wiosna i lato 2026 roku mogą stać się okresem poważnych wyzwań dla ukraińskich przedsiębiorstw wodociągowych? Redakcja UA.News przeanalizowała tę sytuację.
Uderzenia w energetykę i w wodę: na czym polega różnica
Przez długi czas (co najmniej od jesieni 2025 roku) głównym celem rosyjskich rakiet i dronów była infrastruktura energetyczna — od elektrowni cieplnych i elektrociepłowni po stacje transformatorowe. Wszystko to prowadziło do blackoutów, zatrzymywało gospodarkę oraz pogrążało miasta w ciemności i chłodzie. Jednak wojna to nieustanne poszukiwanie nowych słabości przeciwnika i Kreml najwyraźniej znalazł jeszcze bardziej bolesny punkt.
Współczesne miasto to bardzo złożony system, w którym wszystko jest ze sobą powiązane. Jeśli brak prądu można przez pewien czas kompensować generatorami, powerbankami, stacjami ładowania i latarkami w nocy, to brak wody oznacza faktyczny natychmiastowy paraliż, który bezpośrednio wpływa na życie ludzi, zwłaszcza jeśli chodzi o wodę w toalecie. Ludzie mogą siedzieć w ciemności przez tydzień, ale bez wody nie przetrwają nawet kilku dni.
Systemy scentralizowanego zaopatrzenia w wodę są krytycznie zależne od energii elektrycznej. Stacje pomp pierwszego stopnia, które pobierają wodę z Dniepru, Desny oraz studni artezyjskich, wymagają potężnego zasilania elektrycznego. Stacje pomp drugiego i trzeciego stopnia, które niejako „wpychają” wodę do wielopiętrowych budynków, również są bezsilne bez napięcia w sieci. Najgorszym scenariuszem jest jednak pozostanie bez systemu odprowadzania ścieków, czyli kanalizacji.
Kanalizacyjne stacje pomp oraz oczyszczalnie ścieków to potencjalna „bomba z opóźnionym zapłonem”. Jeśli przestają działać lub — co gorsza — zostają zniszczone, miasto w ciągu kilku dni może dosłownie utonąć we własnych nieczystościach. Nie jest to już kwestia komfortu — to kwestia katastrofy ekologicznej i epidemiologicznej.
Uderzenia w przedsiębiorstwa wodociągowe to uderzenia w higienę, przemysł spożywczy, szpitale oraz sektor społeczny. Bez wody nie mogą funkcjonować oddziały chirurgiczne, szpitale położnicze, szkoły, przedszkola ani przedsiębiorstwa. Infrastrukturę wodną można porównać do „układu krwionośnego” miasta i właśnie dlatego jest ona tak priorytetowym celem dla agresora.

Luty 2026: próba generalna przyszłych ataków
Wypowiedzi Zełenskiego, od których zaczyna się ten materiał, nie pojawiły się bez powodu. Ataki z lutego 2026 roku stały się właśnie tym „dzwonkiem alarmowym”, który już w marcu zmusił władze do podniesienia alarmu.
W nocy 12 lutego rosja przeprowadziła skoordynowany atak na obiekty wytwarzania ciepła w Kijowie, Odessie i Dnieprze. O ile stolica, mimo uszkodzeń elektrociepłowni, zdołała utrzymać sytuację z zaopatrzeniem w wodę pod kontrolą, o tyle Odessa znalazła się na granicy katastrofy humanitarnej. W wyniku przerw w dostawie energii elektrycznej spowodowanych uderzeniem zatrzymały się stacje pomp miejscowego przedsiębiorstwa wodociągowego. Około 300 tysięcy mieszkańców Odessy obudziło się rano w mieszkaniach, w których nie było nie tylko ogrzewania, ale również jakiejkolwiek wody. Miasto było zmuszone w trybie awaryjnym uruchamiać rezerwowe schematy zasilania, przerzucać generatory dieslowskie oraz doraźnie naprawiać system.
Jeszcze bardziej wymowny był jednak atak 22 lutego. Była to jedna z najbardziej masowych ofensyw w ciągu całej zimy. Jego główną cechą było to, że rosjanie uderzali nie tylko w energetykę. Celem stały się również obiekty infrastruktury kolejowej oraz bezpośrednio obiekty wodne. Po raz pierwszy na szczeblu oficjalnym ogłoszono, że rosjanie atakują nie abstrakcyjną „infrastrukturę krytyczną”, lecz konkretne węzły dostarczania wody.

Obiekty wodne: co dokładnie może znaleźć się na celowniku
Aby lepiej zrozumieć, na co należy się już teraz przygotować, warto jasno określić krąg obiektów, które z dużym prawdopodobieństwem mogą stać się celami wroga w najbliższych miesiącach — wiosną lub latem.
Pierwsza kategoria to stacje pomp poboru wody. Zazwyczaj znajdują się one z dala od osiedli mieszkaniowych, często nad brzegami rzek. Ich zniszczenie oznaczałoby, że woda przestałaby w ogóle trafiać do systemu. Są to najbardziej wrażliwe punkty, które powinny być chronione przez systemy obrony przeciwlotniczej.
Druga kategoria to stacje pomp podwyższających ciśnienie w osiedlach mieszkaniowych. Są to niewielkie budynki zapewniające odpowiednie ciśnienie wody w wysokich budynkach. Nawet jeśli główny wodociąg pozostanie nienaruszony, bez działania tych stacji mieszkańcy wszystkich pięter powyżej piątego i tak pozostaną bez wody. Zniszczenie takiego celu — na przykład jednym dronem kamikadze — jest znacznie łatwiejsze niż zniszczenie całej elektrociepłowni.
Trzecia kategoria — najbardziej niebezpieczna — to kanalizacyjne stacje pomp oraz oczyszczalnie ścieków. Zniszczenie kolektorów doprowadzi do wycieków nieczystości do gleby i zbiorników wodnych. Zatrzymanie oczyszczalni sprawi, że miasto będzie odprowadzało do rzek technicznie nieoczyszczoną wodę. Może to stworzyć strefę katastrofy ekologicznej na dziesiątki kilometrów w dół rzeki.
Osobno warto wspomnieć o stacjach chlorowych oraz magazynach reagentów chemicznych. Do dezynfekcji wody stosuje się niebezpieczne, toksyczne substancje chemiczne. Potencjalne trafienie w takie zbiorniki grozi chemicznym skażeniem terenu. To sprawia, że przedsiębiorstwa wodociągowe stają się nie tylko wrażliwymi obiektami, lecz także potencjalnymi źródłami zagrożenia w czasie wojny.

Czego można się spodziewać wiosną i latem
Jeśli wróg zdecyduje się jednak zrealizować swoją strategię (a nic na to nie wskazuje, by miało być inaczej) i okaże się ona choć częściowo skuteczna, Ukraina stanie przed wyzwaniami, na które obecnie nie jest przygotowana. Można oczekiwać nasilenia migracji, gdy ludzie będą uciekać nie tyle przed ostrzałami, ile przed niemożnością życia w mieście.
Jeśli w dużym mieście przez choćby miesiąc nie będzie w ogóle wody, będzie się ono stopniowo wyludniać. Wyjadą wszyscy, którzy tylko będą mogli to zrobić. Wpłynie to zarówno na gospodarkę, jak i na zaplecze kraju, a w konsekwencji także na front.
Odbudowa infrastruktury wodnej wymaga specjalistycznego sprzętu: potężnych pomp, rur o dużej średnicy, reagentów chemicznych i innych elementów. Nie jest to coś, co można szybko zrobić tu i teraz. Wszystko to trzeba będzie kupować za granicą, co oznacza konieczność opracowania nowych łańcuchów logistycznych oraz programów pomocy.
Bardzo duże pozostaje również ryzyko epidemii. W warunkach wojny, gdy infrastruktura medyczna już teraz znajduje się w trudnym stanie z powodu wrogich ataków, niedofinansowania oraz braku lekarzy, wybuch takich chorób jak cholera, zapalenie wątroby czy nawet masowe zatrucia pokarmowe może doprowadzić system do całkowitego załamania. Dlatego służby sanitarne muszą być przygotowane na najgorsze scenariusze.
Nie można też zapominać o presji psychologicznej. Gdy człowiek ma światło z generatora czy stacji zasilania, jego życie bez elektryczności — choć nadal bardzo trudne — nie jest aż tak beznadziejne, jak mogłoby się wydawać. Gdy jednak nie ma wody nawet do przygotowania jedzenia czy załatwienia podstawowych potrzeb fizjologicznych, bardzo silnie wpływa to na ogólny stan psychiczny ludzi. Woda jest bowiem podstawowym dobrem niezbędnym do normalnego życia. Już starożytni Rzymianie mówili: „in aqua sanitas”, co oznacza „w wodzie jest zdrowie”.
Dlatego władze nie powinny jedynie przedstawiać alarmujących prognoz, jeszcze bardziej traumatyzując i przerażając społeczeństwo, lecz pilnie przeanalizować i zaktualizować plany ochrony ludności cywilnej. Ochrona obiektów wodnych powinna stać się priorytetem — obok ochrony infrastruktury energetycznej.
Fizyczna ochrona obiektów, przyspieszenie rozwoju rezerwowych źródeł zasilania, tworzenie zapasowych punktów poboru wody oraz decentralizacja infrastruktury — wszystko to należy realizować już teraz, a właściwie należało zrobić „jeszcze wczoraj”.

Podsumowując, przed Ukraińcami stoją wiosna i lato, które przyniosą nie tylko ciepło, słońce i nadzieję, lecz także — niestety — nowe wyzwania i problemy. Przez całą zimę rosja starała się sprawić, aby ukraińskie miasta zamieniły się w zamarznięte betonowe pudełka pośród śniegów. Teraz najprawdopodobniej spróbuje zamienić miejscowości w pustynie z wysokimi budynkami pozbawionymi wody.
Od tego, jak szybko uda się dostosować system ochrony przedsiębiorstw wodociągowych oraz jak skutecznie zostaną zabezpieczone stacje pomp, będzie zależał nie tylko komfort życia, lecz fizyczne przetrwanie ludzi. Nie należy jednak zapominać, że najlepszym sposobem ochrony przed kolejnymi masowymi atakami, które niszczą życie milionów ludzi, jest zakończenie wojny i osiągnięcie postępów w sferze dyplomatycznej, podczas gdy w ostatnich tygodniach proces pokojowy praktycznie całkowicie się zatrzymał nawet na poziomie technicznym.