Działalność charytatywna na rzecz emerytów, Cartier dla siebie: styl życia otoczenia skandalicznego byłego prokuratora Dmytroja Werbyckiego na zdjęciach
Bardzo trudno jest być osobą objętą śledztwem antykorupcyjnym, gdy godzinami przekonuje się dziennikarzy, a miesiącami udowadnia sędziom, że jest się uczciwym obywatelem, ale jedno zdjęcie swojej dziewczyny w mediach społecznościowych niweczy całą ofensywną strategię obrony.
Właśnie w taką kłopotliwą sytuację wpadł skandaliczny były zastępca prokuratora generalnego Dmytro Werbycki. Po prostu zabrał swoją partnerkę, Ksymenę Ilnycką, do restauracji, a ta krótkowzroczna influencerka przy okazji pochwaliła się ekskluzywnym zegarkiem i bransoletką, których wartość przekracza 40 tysięcy euro.
Zdjęcia opublikowane przez społeczność cats_and_watches uchwyciły na ręce przewodniczącej organizacji pozarządowej „Młodzież Ojczyzny” prawdziwą kolekcję biżuterii:
- Rolex Datejust 36 (model z oliwkową tarczą i złotymi wykończeniami) o wartości około 20 200 euro.
- Cartier Montre Baignoire (elegancki model w kopercie z żółtego złota) za 21 000 euro.

Ten publiczny pokaz luksusu miał miejsce w najbardziej nieodpowiednim dla Werbyckiego momencie – tuż po jego szeroko zakrojonej kampanii medialnej, podczas której próbował on oczyścić swoją reputację.

Wywiad o tacie-kapitanie
Dosłownie w zeszłym tygodniu Werbycki udzielił obszernego wywiadu telefonicznego, w którym przez ponad godzinę przekonywał, że nie jest korupcjonistą. Cały majątek rodzinny tłumaczył zamożnością rodziny, twierdząc, że ojciec był kapitanem statku dalekomorskiego i zarabiał 10 tysięcy dolarów miesięcznie. Jednocześnie dokumenty dotyczące majątku, według słów byłego prokuratora, „matka po prostu wyrzuciła podczas sprzątania”. Korzystanie z elitarnego Porsche Macan należącego do Ilnyckiej Verbycki nazwał „zasadami etykiety” („po prostu siadam za kierownicą”), a za wszystkie błędy w obliczeniach obwinił NAKZ, która „nie umie posługiwać się kalkulatorem”.
Sądy i manewry polityczne
Te wyjaśnienia, przedstawione za pośrednictwem dziennikarzy, pojawiły się na tle trwających batalii sądowych. Wcześniej Kijowski Okręgowy Sąd Administracyjny oddalił pozew Werbyckiego przeciwko NAZK, potwierdzając prawo agencji do monitorowania stylu życia prokuratora i jego bliskich. Obecnie Szósty Administracyjny Sąd Apelacyjny wszczął postępowanie w sprawie skargi Werbyckiego, aby ponownie rozpatrzyć tę decyzję.
Równolegle z postępowaniami sądowymi były prokurator, którego NABU podejrzewa o nielegalne wzbogacenie się, postanowił rozpocząć karierę polityczną i oficjalnie wstąpił do partii VO „Batkivszczyna”. Jednak nowe zdjęcia jego dziewczyny z zegarkami, których łączna wartość rynkowa przekracza 1,8 miliona hrywien, wyraźnie pokazują coś zupełnie przeciwnego.
„Kraina Dobra” w akcesoriach marki Hermès
Szczególnego sarkazmu zachowaniom tej pary dodaje fakt, że próbują oni opakować swoje elitarne bogactwo w patriotyczną otoczkę i troskę o osoby w trudnej sytuacji materialnej. Na swoich profilach w mediach społecznościowych Dmytro Werbycki i Khrystyna Ilnytska aktywnie informują o pomocy udzielanej osobom starszym. Oboje prowadzą po jednej fundacji charytatywnej: fundację „Kraina Dobra” Werbyckiego oraz Fundację Khrystyny Ilnytskiej. Razem rozdają emerytom podstawowe apteczki z najtańszymi lekami, wielkanocne bułeczki i jeszcze kilka drobiazgów.

Ilnycka sporządza swoje relacje z pomocy osobom w trudnej sytuacji materialnej na najnowszym modelu iPhone’a 17 Pro Max. Na najnowszych selfie z logo własnej fundacji „filantropka” pozuje w czarnym kostiumie, ze skórzanym paskiem marki Hermès ze złotą klamrą (cena w butikach za cienkie paski Hermès Kelly lub Constance wynosi średnio 1 050–1 300 dolarów), a na jej ręce błyszczy rozpoznawalna bransoletka z domu jubilerskiego Van Cleef & Arpels (seria Alhambra), której wartość sięga 5 tysięcy euro.

W ten sposób sam skromny „zestaw do selfie” Kseni kosztuje tyle, ile wynosi roczny budżet niewielkiego klubu wiejskiego.
Przypomnijmy, że redakcja UA.NEWS zwróciła się z oficjalnym zapytaniem do Kijowskiego Okręgowego Sądu Administracyjnego (KOAS). Dziennikarze próbują ustalić, dlaczego akta głośnej sprawy byłego zastępcy prokuratora generalnego Dmytroja Werbyckiego nadal nie zostały przekazane do sądu apelacyjnego, co może świadczyć o próbach przeciągania procesu.
Rozprawa doktorska przeciwko korupcji i wynajem mieszkania od przyjaciela: kontrowersyjny Dmytro Werbycki opowiedział, jak ukrywa się przed mobilizacją i sądami
Zamiast stawiać się w sądzie, kontrowersyjny były urzędnik spokojnie pije dziś kawę i buduje karierę polityczną, użalając się przed kamerami dziennikarzy śledczych: „Nie prowadzę luksusowego życia, ale też nie żyję źle”. Co więcej, okazuje się, że luksusowe mieszkanie w stolicy to po prostu akt niesamowitej przyjacielskiej hojności. Komentując śmiesznie niską cenę wynajmu domu w elitarnej dzielnicy domków letniskowych, Werbycki z błyskiem w oku przekonuje dziennikarzy: „Wynajmuję go od mojego przyjaciela. Cóż, to nie jest ulga, to są średnie rynkowe ceny wynajmu domów, hm, w tym regionie. I zostało to ustalone, hm, przez pracowników NAKZ”.
Podczas gdy NABU i NAZK, jak się wydaje, już trzeci rok z rzędu szukają drogi do sądu, były prawnik znalazł niezawodny sposób na uniknięcie mobilizacji – został doktorantem i przygotowuje pracę doktorską. Temat pracy naukowej osoby posiadającej milionowe, nieuzasadnione aktywa jest po prostu kpiąco piękny: „ustawodawstwo antykorupcyjne”. Zapewniając, że „całe życie się uczę”, były prokurator, za pięć minut wykładowca, nakreślił już plany na przyszłość: „Chcę dalej pracować na jakimś uniwersytecie i przekazywać dalej swoją wiedzę”. A rzeczywiście jest tam co przekazać — na przykład unikalny schemat tego, jak oficjalnie zarabiać w prokuraturze około 2 000 dolarów, a jednocześnie otrzymywać dodatki od krewnych.
„Cóż, pomagali mi, dawali prezenty na urodziny i to były moje oszczędności… No cóż, matka mogła mi podarować 5 000 dolarów” – oświadcza bez cienia zakłopotania przyszła gwiazda nauki.
Kiedy jednak mowa pada o pochodzeniu rodzinnego kapitału, do akcji wkracza klasyczna, żelbetowa legenda ukraińskiej biurokracji o zamożnych krewnych.
„Mój ojciec był kapitanem statku dalekomorskiego. Myślę, że rozumiecie, ile zarabia kapitan statku dalekomorskiego. Cóż, od 10 000 dolarów miesięcznie” – chwali się Werbycki. Jednak z jakiegoś powodu odmówił pochwalenia się przed kamerą swoim nowym Audi SQ8 za 100 tysięcy zielonych, natychmiast przechodząc do agresywnej obrony:
„Proszę posłuchać, ten samochód jest zarejestrowany na mnie. Możecie to sprawdzić w Internecie. Jeśli chcecie, przyjadę do waszego studia, udzielę wam wywiadu, pokażę wam dokumenty. Pokażcie mi pytania, które chcecie zadać. Odpowiem na nie. Pokażę wam dokument. Przeprowadźcie to obiektywnie. Nie lubię takich prowokacji, jak ta, którą teraz robicie”. Cały ten „antykorupcyjny” sukces Werbycki planuje teraz wykorzystać w wielkiej polityce – stanął na czele okręgowego oddziału partii Julii Tymoszenko. Co prawda, i tutaj logika gdzieś się zgubiła, bo jak sam powiedział ten świeżo upieczony członek partii: „Na dzień dzisiejszy, jeśli chodzi o to, czy iść do polityki, czy nie, to nie jestem jeszcze, powiedzmy tak, w pełni gotowy, by to zrobić. Obecnie jestem członkiem partii i pełnię funkcję szefa oddziału w rejonie Chadżibejowskim. Nie, nie sponsoruję partii”.
Na jakich dokładnie warunkach partia „Batkivszczyna” przyjęła pod swoje skrzydła tak kontrowersyjną postać – to pytanie pozostaje otwarte. Na razie Dmytro Anatolijowycz czuje się na tyle pewnie i bezkarnie, że zamiast zasiadać na ławie oskarżonych, sam atakuje organy ścigania: „Obecnie właśnie toczę spór sądowy z NAZK, ponieważ NAZK wyraźnie zaznaczyła w publikacji, że wykryła u mnie nielegalne wzbogacenie się, że stwierdziła składnik przestępstwa oraz że wszystko to zostało nabyte na moje zlecenie”.
Były prokurator aktywnie chwali się swoimi sporami sądowymi na Facebooku, osobiście generując setki repostów pod własnymi wpisami, aby stworzyć iluzję poparcia. Jednak społeczeństwu wcale nie jest do śmiechu, ponieważ za fasadą tych absurdalnych usprawiedliwień i partyjnych manipulacji wyraźnie widać smutny fakt: sprawa Werbyckiego może być po prostu banalnie i sztucznie hamowana w kuluarach organów antykorupcyjnych.
Ponadto byłego zastępcę prokuratora generalnego Dmytro Werbyckiego powiązano z mechanizmami wywierania wpływu, które pojawiają się w tak zwanych „nagraniach Mindicha”. O tym mowa w wpisie polityka Borysława Berezy, opublikowanym w kontekście nowych dyskusji na temat nagrań, na których padają nazwiska urzędników, biznesmenów oraz omawiane są decyzje kadrowe w strukturach państwowych.
Czytaj nas na Telegram i Sends