Gotowy projekt reformy dotyczącej jasno określonych okresów służby, na który społeczeństwo czeka od państwa już trzeci rok z rzędu, jest celowo blokowany na szczeblu Rady Ministrów, — o tym podczas posiedzenia Tymczasowej Komisji Śledczej poinformował były wiceminister obrony Jewhen Mojsiuk i wyjaśnił, z jakiego powodu tak się dzieje.
Odpowiednie projekty ustaw i rozporządzeń zostały w całości opracowane i szczegółowo dopracowane przez Ministerstwo Obrony we współpracy z Sztabem Generalnym jeszcze pod koniec ubiegłego roku.
Istota gotowej koncepcji jest następująca:
- Wprowadzenie dobrowolnych kontraktów o jasno określonych terminach — na 18–24 miesiące.
- Gwarantowane prawo do odroczenia dalszej mobilizacji po upływie tego terminu.
- Możliwość zawierania takich umów dla tych, którzy już od czterech lat przebywają na froncie (przede wszystkim na deficytowych stanowiskach bojowych).
Dokumenty są w pełni gotowe, ale rząd zablokował ich wdrożenie. Głównym hamulcem są pieniądze. Uruchomienie systemu krótkich kontraktów wymaga kolosalnych dodatkowych wydatków, na które budżet państwa nie ma środków.
„Przede wszystkim – kwestia finansowa. Ta koncepcja wymagała zwiększenia finansowania Sił Zbrojnych Ukrainy. Cóż, przynajmniej za podpisanie umowy wypłata plus samo podpisanie umowy wymaga nieco większego finansowania. A to wszystko to wydatki. Myślę, że to również czynnik hamujący” – zauważył Mojsuk.
Oznacza to, że władze znalazły się w pułapce: reforma mobilizacji i okresów służby napotyka na deficyt budżetowy, który w znacznym stopniu zależy od zagranicznych zastrzyków finansowych. Zamiast przyznać się do braku środków, Rada Ministrów trzyma gotowe dokumenty „w szufladzie”, przeciągając kwestię demobilizacji, podczas gdy armia nadal opiera się na przymusie administracyjnym i „busyfikacji”.
12 tysięcy skarg i „nieposkromieni” żołnierze z frontu: zmiana kadrowa w TCK zakończyła się fiaskiem
Oleksij Honczarenko podczas posiedzenia podał liczbę, która odzwierciedla rzeczywistą skalę katastrofy na tyłach: do Rzecznika Praw Człowieka wpłynęło już około 12 000 skarg dotyczących naruszeń podczas mobilizacji.
Odpowiadając na pytanie, jak zmienić pracę komisji poborowych, aby uniknąć takiej fali naruszeń, Jewhen Mojsiuk próbował zrzucić odpowiedzialność na społeczeństwo, stwierdzając: „W rzeczywistości wszystko by się rozwiązało, gdyby nasi obywatele dobrowolnie zgłaszali się do TCC na wezwania i wstępowali do Sił Zbrojnych Ukrainy. To rozwiązałoby absolutnie wszystkie kwestie”.
Jednak dalej generał przyznał, że reforma kadrowa komisji poborowych zakończyła się poważną porażką. Próba zwalczania korupcji poprzez masowe przenoszenie do biur weteranów, którzy przeszli przez front, doprowadziła do fali agresji na ulicach. Według Moisiuka, weterani mają swoje silne przekonania, ale jednocześnie nie mają doświadczenia w takiej pracy. Z tego powodu „czasami nie są tak powściągliwi podczas wykonywania obowiązków, jak wymaga tego protokół. To również stwarza poważne problemy”.
Podsumowując ocenę obecnej mobilizacji, były wiceminister podał dość cyniczny wskaźnik skuteczności: „Jest ona wystarczająca, aby nasz kraj nadal istniał, abyśmy ponosili minimalne straty na polu bitwy, a nawet odzyskali trochę tego, co nasze”.
Tajny rozkaz Umerowa: komisarze wojskowi oficjalnie zlekceważyli polecenie ministra
Generał Mojsuk potwierdził, że w celu wykonania publicznego polecenia prezydenta, aby „uporać się z problemem busyfikacji”, jeszcze w lutym-marcu podpisano jasny rozkaz ministra obrony. Dokument oficjalnie określał wszystkie problemy:
„Zabrania się działania bez przedstawicieli Policji Narodowej. Zabrania się działania bez kamer, zabrania się działania w kominiarkach itp. Bez kamer zabrania się prowadzenia akcji informacyjnych” – wyliczył generał.
Jednak rozkaz jest otwarcie ignorowany w terenie, a generał praktycznie przyznał się do bezradności ministerstwa wobec własnych podwładnych. Moisiuk opowiedział, że osobiście wysłał dyrektora Departamentu Mobilizacji na kontrole do obwodu kijowskiego, gdzie ujawniły się szokujące fakty: wykonawcy świadomie dopuszczają się naruszeń, ponieważ boją się o siebie z powodu całkowitego braku zaufania w społeczeństwie.
Według byłego urzędnika „człowiek wie, że istnieje zakaz, ale i tak zakłada maskę, rozumie, że zostanie ukarany, straci premię, ale i tak to robi, ponieważ martwi się o siebie, o swoją rodzinę”.
W rezultacie Moisiuk stwierdził, że w obecnych warunkach „trudno jest kontrolować, a tym bardziej pociągnąć do odpowiedzialności wszystkich i za wszystko”.
Dlaczego Ministerstwo Obrony nie ma władzy nad komisjami wojskowymi
Główną przyczyną chaosu administracyjnego i ignorowania rozkazów jest sama architektura systemu, w którym Ministerstwo Obrony jest de facto pozbawione bezpośrednich środków oddziaływania na TCC. Moisiuk przyznał, że resort jedynie przekazuje ogólne zadania, ale nie kieruje procesem: „Nie miałem uprawnień, ani żaden z wiceministrów, aby bezpośrednio wyznaczać zadania, aby coś robić w dowolnym TCC. Tak właśnie jest”.
System zbudowany jest jako długi łańcuch biurokratyczny. Dokument podpisany przez ministra trafia najpierw do Sztabu Generalnego (gdzie za mobilizację odpowiada szef departamentu J1, pułkownik Gorbacz). Następnie Sztab Generalny przekazuje żądanie do Dowództwa Sił Lądowych jako „głównego interesariusza”, gdzie procesem kierują szef sztabu, generał dywizji Oleksandr Jakowec, oraz jego zastępca, pułkownik Realcew. Dopiero potem rozkaz trafia do dowództw operacyjnych, a stamtąd do konkretnego TCC. Na pytanie Goncharenko, czy taki skomplikowany model jest skuteczny, Moisiuk odpowiedział tylko krótko, że „jest miejsce na poprawę w 100%”.
W praktyce oznacza to, że wszelkie próby cywilnej kontroli ze strony Ministerstwa Obrony po prostu giną w gabinetach Sił Lądowych, pozostawiając obywateli samych na sam z niekontrolowaną bezprawia na ulicach.
Hiszpański impas: międzynarodowa rekrutacja rozbiła się o barierę językową
Plan pozyskania zagranicznych ochotników do Sił Obronnych na rok 2025 nie powiódł się z powodu banalnej niezdolności językowej armii. Zamiast planowanego trzy- lub czterokrotnego wzrostu liczby legionistów, rzeczywiste wskaźniki wzrosły jedynie dwukrotnie, ponieważ resort obrony okazał się całkowicie nieprzygotowany na profil językowy większości kandydatów.
„Największym problemem rekrutacji są nasze możliwości językowe. Wszyscy wiedzą, że większość obcokrajowców, którzy chcą służyć w Siłach Zbrojnych, to osoby hiszpańskojęzyczne. Natomiast dowódców na poziomie taktycznym, którzy mogliby szkolić i dowodzić hiszpańskojęzycznymi żołnierzami, mamy bardzo niewielu. To główny czynnik ograniczający” – wyjaśnił Moisiuk.
Były wiceminister obrony wskazał również na bezpośredni związek między barierą językową a wysokim wskaźnikiem samowolnego opuszczania jednostki (SZC) wśród obcokrajowców. Jeśli nawet ukraińskojęzyczni dowódcy szczebla taktycznego czasami nie potrafią znaleźć wspólnego języka z Ukraińcami, ponieważ „nie udaje się przekonać, pojawiają się konflikty itp.”, to w przypadku legionistów sytuacja jest krytyczna:
„A teraz dodajmy do tego problemu jeszcze całkowity brak kontaktu językowego, kiedy dowódca po prostu nie zna języka swojego podwładnego. To największa przeszkoda. Jeśli uda się ją pokonać, wskaźniki rekrutacji obcokrajowców znacznie się poprawią”.
Filologiczki i brak pieniędzy: jak ministerstwo szukało tłumaczy
Próby rozwiązania tego problemu przez ministerstwo zakończyły się niepowodzeniem, ponieważ pracownicy ministerstwa posługują się językiem, który nie jest poszukiwany wśród większości potencjalnych rekrutów.
Jewhen Mojsiuk zauważył: „Przeprowadziliśmy analizę naszych możliwości językowych i zidentyfikowaliśmy konkretne osoby. To zadanie zainicjowałem ja, a zakończyło się ono już po moim odejściu. Zidentyfikowano osoby, które potencjalnie są gotowe do służby w oddziałach z obcokrajowcami, ale niestety zdecydowana większość z nich zna język angielski. A anglojęzycznych obcokrajowców, którzy chcą u nas służyć, jest o rząd wielkości mniej niż hiszpańskojęzycznych, portugalskojęzycznych czy francuskojęzycznych”.
Na uwagę Oleksija Honczarenka, że w ciągu ponad czterech lat pełnej inwazji można było zorganizować kursy językowe i podnieść poziom językowy, generał odpowiedział, że rzeczywiste wskaźniki demograficzne i edukacyjne zaprzeczają takim oczekiwaniom.
„To tylko takie wrażenie. Zwróciliśmy się do Ministerstwa Edukacji i Nauki i uzyskaliśmy dane statystyczne dotyczące liczby filologów języka hiszpańskiego, którzy ukończyli studia w ciągu ostatnich 10 lat. Okazało się, że jest ich bardzo mało. Ponadto zdecydowana większość z nich to kobiety”.
Oprócz problemu językowego program skalowania napotkał na brak finansowania.
„Właśnie te dwa problemy są głównymi, przy czym problem językowy jest na pierwszym miejscu, nawet przed finansowym. Pozostałe kwestie są rozwiązywane. Z naszej strony nie ma żadnych poważnych przeszkód prawnych w zatrudnianiu obcokrajowców. Jednak ze strony innych państw jest to często postrzegane jako najemnictwo i wiąże się z ryzykiem prawnym dla samych obywateli. Dlatego wszystkie nasze wewnętrzne ustawy i akty wykonawcze muszą ściśle odpowiadać prawu międzynarodowemu, aby zminimalizować to ryzyko”.
Według generała, przy odpowiednim finansowaniu system mógłby funkcjonować poprzez już istniejące organy, ale obecnie jednostki po prostu nie dysponują zasobami niezbędnymi do przyjęcia takich żołnierzy.
Rekrutacja na własną rękę: dlaczego tylko trzy obwody przyjmują obcokrajowców
„Jeśli chodzi o mechanizmy rekrutacji: latem ubiegłego roku, kiedy premierem był jeszcze Denys Anatolijowycz Szmyhal, opracowaliśmy rozporządzenie, które pozwoliło wszystkim obwodowym komisjom rekrutacyjnym na przyjmowanie obcokrajowców ze środków publicznych (nawet jeśli nie pochodzą one z budżetu). Niektóre komisje z powodzeniem z tego korzystają — na przykład komisje w Zaporożu, Chmielnickim i Odessie”.
Jednak Dowództwu Sił Lądowych nie udało się przenieść tego doświadczenia na skalę całego kraju, ponieważ na miejscu, w sztabach komisji wojskowych, po prostu nie ma nikogo, kto mógłby prowadzić profesjonalną komunikację.
Kończąc swoje zeznania, były wiceminister obiecał, że nowe kroki mające na celu wyjście z tego impasu są już opracowywane w gabinetach resortu obrony.
„Myślę, że w najbliższym czasie minister Fedorow ogłosi je publicznie. Oczekujemy zmian w tym kierunku”.
Czytaj nas na Telegram i Sends