Siedem godzin trwało posiedzenie w Wyższym Sądzie Antykorupcyjnym, podczas którego wybierano środek zapobiegawczy wobec byłego ministra energetyki Hermana Hałuszczenki. Procesowi towarzyszyły dwie przerwy techniczne: pierwsza była spowodowana koniecznością ogłoszenia przez sędziego Wiktora Nohaczewskiego wyroku w innej sprawie, druga — ogłoszonym zagrożeniem użycia rakiety balistycznej „Oresznik”.
Herman Hałuszczenko pojawił się na sali rozpraw w tym samym garniturze, w którym został zatrzymany w ubiegłą niedzielę na przejściu granicznym. Rozmawiając z dziennikarzami zaznaczył, że ma możliwość zmiany jedynie koszul, ponieważ warunki w celi aresztu śledczego nie pozwalają na prasowanie odzieży wierzchniej. Mimo okoliczności oskarżony był w dobrym humorze i chętnie odpowiadał na pytania mediów.

Kwota 425,9 mln hrywien, o którą wnioskowała strona oskarżenia jako alternatywę dla aresztu, spotkała się ze sprzeciwem Hałuszczenki. Oświadczył on, że taka suma jest dla niego nieosiągalna.
„Jeśli nie znajdę takich pieniędzy — będę siedział” — podsumował krótko były minister.
Oskarżenia SAP
Prokurator Specjalizowanej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP) Iwan Diaczuk podczas rozprawy w Wyższym Sądzie Antykorupcyjnym (WAKS) przedstawił rozszerzone uzasadnienie wniosku o zastosowanie środka zapobiegawczego wobec byłego ministra Hermana Hałuszczenki. Według śledztwa Hałuszczenko był kluczową postacią w rozległej organizacji przestępczej, która przez lata pasożytowała na strategicznych przedsiębiorstwach państwowych.
Struktura „Midasa”: od biznesmenów do ministrów
Zgodnie z danymi SAP, nie później niż w grudniu 2020 roku biznesmen Tymur Mindicz, mając na celu nielegalne wzbogacenie się, polecił swojemu partnerowi Cukermanowi utworzyć skład organizacji przestępczej. Na współpracę zgodzili się Ustymenko, Zorina oraz inne osoby figurujące w sprawie pod kryptonimem „Midas”. Ważnym etapem było wciągnięcie do schematu Hermana Hałuszczenki, a za jego pośrednictwem — zaufanych osób Myroniuka i Basowa.
Śledztwo ustaliło wyraźną trójstopniową hierarchię kierownictwa:
- Pierwszy poziom: Mindicz — Cukerman.
- Drugi poziom: Cukerman — Myroniuk.
- Trzeci poziom: Myroniuk — Hałuszczenko — Basow.
W przestępczej hierarchii Herman Wałerijowycz był nie tylko ministrem, lecz częścią „trzeciego poziomu” wraz z Basowem i Myroniukiem, którzy bezpośrednio „doili” Enerhoatom.
Konspiracja i pseudonimy
\Członkowie grupy ściśle przestrzegali zasad tajności. W wewnętrznej korespondencji Hałuszczenko występował pod pseudonimami. Przydomek „Zygmunt” nadał mu Cukerman, natomiast Myroniuk i Basow nazywali go również „Profesorem”. O poziomie cynizmu organizacji świadczy cytat z przechwyconej korespondencji jednego z figurantów: „Jeśli klient ma odpowiedź na pytanie, skąd i gdzie zapłacił podatki — to już nie jest nasz klient”.
Tabela „Manhattan”
Gdy Hałuszczenko pracował jako wiceprezes Enerhoatomu, pieniądze od kontrahentów szerokim strumieniem trafiały do „zaplecza”. Cała „czarna gotówka” (ponad 112 mln dolarów) była skrupulatnie wpisywana do tabeli o patetycznej nazwie „Manhattan”.
Podczas podziału „zysków” Hałuszczenko otrzymywał 30% z pozostałej kwoty. Łącznie uzbierało się u niego 9 mln dolarów. Pieniądze były konwertowane w Szwajcarii i rozprowadzane po offshore’ach na Karaibach.
Szwajcarskie wakacje na koszt „klientów”
Szczególne poruszenie wywołała część wystąpienia prokuratora dotycząca dzieci Hałuszczenki. Edukacja potomstwa ministra w Szwajcarii kosztowała 546 tys. franków. Płatności te nie pochodziły z wynagrodzenia w Ministerstwie Sprawiedliwości, lecz były realizowane przez fundację Hamilton Development Foundation (śledztwo potwierdziło, że za legalizację odpowiadał Ajvar Omson). Środki figurowały jako „opłaty pokrywane przez klientów funduszu”. Żona Hałuszczenki, pani Bohdanowa, również nie cierpiała niedostatku — jej karty były regularnie zasilane z przestępczej „kasy wspólnej”. Łączna kwota zalegalizowanych środków figurująca w sprawie sięga 426,3 mln hrywien.
„Ręczny” Enerhoatom i scenariusze dla GTS
Prokurator podkreślił, że nawet po przejściu z Ministerstwa Energetyki do Ministerstwa Sprawiedliwości Hałuszczenko nie utracił kontroli nad sektorem energetycznym. Nadal koordynował schemat „Szlaban” w Enerhoatomie i lobbował interesy spółki w rządzie. Na przykład w czerwcu 2025 roku przyczynił się do wyłączenia przedsiębiorstwa z listy podmiotów, wobec których nie można egzekwować długów, szybko przekazując pisma innym ministrom.
Co więcej, Hałuszczenko próbował „ulokować” swoją byłą doradczynię Oksanę Krywenko w „Operatorze GTS”. Wysłał jej nawet szczegółowy scenariusz nominacji: kiedy zakończyć „formalny” konkurs i kiedy przyjść na finałową rozmowę kwalifikacyjną. Schemat został przerwany dopiero przez NABU, które zaczęło stawiać zarzuty w listopadzie 2025 roku.
„Człowiek Derkacza” i marzenia o ucieczce
„Wisienką na torcie” były powiązania. W rozmowach Cukerman wprost mówi: „Zygmunt to człowiek Derkacza”. Tego samego zdrajcy, który obecnie zasiada w rosyjskim Senacie.
Ryzyko ucieczki prokurator uzasadnił prosto: Hałuszczenko 58 razy wyjeżdżał za granicę w czasie wojny, a na nagraniach figuranci otwarcie się śmieją: „Zygmunt marzy, żeby zwiać... marzy, żeby gdzieś wyjechać jako ambasador”.
Żądania prokuratury
Za zarzucane czyny (w tym na podstawie art. 255 Kodeksu karnego Ukrainy) Hermanowi Hałuszczence grozi od 7 do 12 lat pozbawienia wolności z konfiskatą mienia.
Uwzględniając ciężar przestępstwa oraz skalę szkód, prokurator SAP wniósł o zastosowanie wobec podejrzanego środka zapobiegawczego w postaci aresztu tymczasowego z alternatywą w postaci kaucji w wysokości 425 mln 984 tys. hrywien.

Jak Hałuszczenko „przyjaźnił się” z SBU
Jak wynika z wystąpienia prokuratora SAP, Herman Hałuszczenko wykazał się zadziwiającą szybkością adaptacji: wystarczyło mu zaledwie sześć dni w fotelu ministra sprawiedliwości, aby zacząć zajmować się „aranżacją więzienną” dla oponentów.
Według ustaleń śledztwa 21 lipca 2025 roku wiceminister sprawiedliwości Jewhen Pikałow napisał do Hałuszczenki w komunikatorze z delikatną propozycją:
„Dzień dobry. Wpłynęła prośba od SBU, aby popracować nad warunkami w areszcie śledczym wobec zatrzymanego kierownika jednostki NABU” — pisał Pikałow. Chodziło o detektywa Rusłana Mahamedrasułowa, wobec którego następnego dnia miano wybrać środek zapobiegawczy. SBU miała bardzo specyficzne „życzenia” dotyczące zatrzymanego: „Proszą o bezpłatną celę z nieprzyjemnymi współosadzonymi”.
Tego samego dnia Pikałow przesłał Hałuszczence zdjęcia celi w areszcie śledczym w Łukjaniwce. Odpadający tynk, grzyb na ścianach, zardzewiałe prycze i ogólna atmosfera beznadziei — to były właśnie te „wstępne warunki”, które przygotowano dla detektywa NABU.

Minister sprawiedliwości, którego bezpośrednim obowiązkiem jest nadzór nad przestrzeganiem praw człowieka w miejscach pozbawienia wolności, odpowiedział jedynie: „+”.
Nawiasem mówiąc, Jewhen Pikałow, który tak sumiennie dobierał „nieprzyjemnych współosadzonych” dla pracownika NABU, nadal pracuje na stanowisku wiceministra.
Ajwar Omson: kim jest i komu służy
Człowiek, którego nazwisko do niedawna znali tylko wybrani informatorzy, oficjalnie „wypłynął” w zarzutach NABU jako „obywatel Seszeli”. Za tym skromnym określeniem kryje się jeden z najpotężniejszych specjalistów od legalizacji brudnych pieniędzy na świecie.
Śledczy wskazują na jego wieloletnie powiązania z Siemionem (Sewą) Mogilewiczem, „ojcem chrzestnym” rosyjskiej przestępczości, oraz z Dmytrem Firtaszem — ukraińskim oligarchą, który od lat oczekuje na ekstradycję w Wiedniu.
To właśnie Omson poprzez cypryjską strukturę Avril Ventures Limited pomagał utrzymywać aktywa medialne w Ukrainie (kanały NewsOne, 112 i inne). Jest profesjonalistą, który od dziesięcioleci świadczy usługi „parkowania” kapitału na rynku WNP.
W sprawie „Midas”, według NABU, Omson zawodowo świadczył usługi prania pieniędzy. Jego schemat działania był prosty i genialny:
- Utworzenie trustu (luty 2021 r.): zaraz po objęciu przez Hałuszczenkę wysokich stanowisk na Seszelach pojawia się trust zamknięty na wszelkie zapytania.
- Konwersja w kryptowalutę: gotówkowe „pakiety”, które wspólnicy Mindicza zbierali w Kijowie, Omson zamieniał na kryptowalutę, a następnie „parkował” na kontach funduszu Hamilton Development Foundation.
- Wyjście do waluty fiat: gdy ministrowi potrzebne były pieniądze na szwajcarskie szkoły czy utrzymanie rodziny, Omson legalizował te kwoty, zamieniając je z powrotem na realną walutę za granicą.
Ciekawy szczegół: biura firm Mindicza (Mailer Global), firm Mużela oraz struktur powiązanych z Mogilewiczem i Omsonem są zarejestrowane pod jednym adresem — w ogromnym centrum biznesowym na obrzeżach Londynu. To prawdziwy węzeł, przez który przechodziły miliardy dolarów wyprowadzonych z ukraińskiej energetyki.
Fakt, że NABU zdołało zajrzeć do wnętrza tego trustu w sprawie Hałuszczenki, oznacza, że w zapleczu administracyjnym figurantów znaleziono pierwotne dokumenty.
Wystąpienie „Docenta”: jak bronił się Hałuszczenko
Były minister postanowił zmienić rolę z „przestępczego geniusza” na doświadczonego państwowca, którego po prostu „źle zrozumiano”.
Najbardziej, jak się wydaje, dotknęły go nie zarzuty o pranie pieniędzy, lecz nieścisłość dotycząca jego tytułu naukowego w nagraniach Mindicza.
— „Tam pojawia się ‘Profesor’ i ‘Zygmunt’. A ja, nawiasem mówiąc, nie jestem profesorem, tylko docentem” — doprecyzował z uśmiechem.
Zarzuty o lobbowanie interesów „Enerhoatomu” poprzez schemat „Szlaban” Hałuszczenko odpierał twierdząc, że zakaz egzekwowania długów od spółki w czasie wojny to nie korupcja, lecz ochrona.
— „Różni spryciarze zaczęli pozywać, gdy Zaporoska Elektrownia Jądrowa znalazła się pod okupacją. Przez sądy ściągali długi na prawie miliard hrywien. My po prostu ratowaliśmy pieniądze przedsiębiorstwa” — wyjaśniał były minister.
Skarżył się również na „zablokowany” kontrakt z Bułgarią na zakup reaktorów. Twierdził, że gdyby nie sprawy karne, Ukraina już w przyszłym roku miałaby działający trzeci blok Chmielnickiej Elektrowni Jądrowej.
Wersję, że jego kariera była efektem „protekcji” biznesmena Tymura Mindicza u prezydenta, Hałuszczenko odrzucił jako absurdalną.
— „Dlaczego tu w ogóle pojawia się prezydent w tych zarzutach? Mówi się, że Mindicz, korzystając z przyjacielskich relacji z prezydentem Zełenskim, bla-bla-bla, a Hałuszczenko uzyskał osobiste korzyści dzięki protekcji Mindicza u Zełenskiego.
Eee… Szczerze mówiąc, nawet nie rozumiem pojęcia ‘protekcja’ w moim przypadku. To by znaczyło, że ktoś jest niekompetentny, nie radzi sobie i ktoś prosi: ‘Słuchaj, podejdź, żeby mnie nie zwolnili’. No jakoś tak.
Naprawdę nie rozumiem, po co miałaby mi być potrzebna taka protekcja, bo z prezydentem byłem w stałym kontakcie, zwłaszcza od początku wielkiej wojny i podczas masowych ostrzałów energetyki. On stale się tym interesował. Dlatego wydaje mi się to jakąś dziwną konstrukcją. Nie wiem, dlaczego w tej sprawie pojawiło się nazwisko Zełenskiego” — oświadczył, podkreślając, że Mindicz nie ma z tym nic wspólnego.
Gdy rozmowa zeszła na detektywa NABU Mahamedrasułowa oraz „nieprzyjemnych współosadzonych” w areszcie śledczym, Hałuszczenko stanął w obronie swojego zastępcy Pikałowa.
— „Tam były normalne warunki, nic takiego. On (Pikałow — przyp. red.) zachowywał się poprawnie” — zapewniał były minister.
Prokurator natychmiast przypomniał jednak o jeszcze jednym interesującym szczególe: Pikałow proponował Hałuszczence przekazywanie informacji dotyczących „kontrolnych figurantów” w areszcie śledczym w Łukjaniwce nie przez komunikatory, lecz „w formie papierowej”. Oczywiście po to, by nie tworzyć dodatkowych dowodów.
Gdy sędzia wprost zapytał, jaką kwotę kaucji Hałuszczenko jest gotów wpłacić, ten — choć jeszcze rano narzekał na brak środków — odpowiedział żartobliwie:
— „No, nie wiem… jakieś 30 milionów bym znalazł, albo 20”.
Zdjęty z pociągu
Przypomnijmy, że 15 lutego, w niedzielę, były minister energetyki został zatrzymany podczas próby przekroczenia granicy. Dzień wcześniej Hałuszczenko wyjechał pociągiem nr 67/68 relacji Kijów–Warszawa. O godzinie 4:00 rano, podczas kontroli granicznej w Jagodzinie, uruchomił się alert zakazu wyjazdu. System Straży Granicznej zablokował „pasażera”.
Na miejsce natychmiast przybyli detektywi NABU oraz prokuratorzy SAP. Hałuszczenkę zdjęto z pociągu i zatrzymano na podstawie art. 208 Kodeksu postępowania karnego Ukrainy (bez decyzji sądu, na okres do 72 godzin).
Zatrzymanie nastąpiło w ramach śledztwa w sprawie „Midas”. Były minister próbował wyjechać jako ojciec wielodzietnej rodziny (ma troje niepełnoletnich dzieci mieszkających w Szwajcarii).
Zarzuty wobec Hałuszczenki
16 lutego detektywi NABU oraz prokuratorzy SAP oficjalnie przedstawili Hermanowi Hałuszczence zarzuty. Byłemu urzędnikowi zarzuca się naruszenie dwóch poważnych artykułów Kodeksu karnego Ukrainy:
- Art. 255: tworzenie, kierowanie organizacją przestępczą lub udział w niej.
- Art. 209: legalizacja (pranie) mienia uzyskanego w drodze przestępstwa.
Śledztwo szacuje łączną kwotę domniemanej legalizacji na ponad 400 mln hrywien. Jednym z kluczowych dowodów oskarżenia ma być opłacanie nauki dzieci Hałuszczenki w Szwajcarii.
Dane dotyczące pobytu i edukacji dzieci zostały potwierdzone oficjalnymi odpowiedziami władz szwajcarskich na zapytania NABU.

Osadzony w areszcie śledczym
Sąd częściowo uwzględnił wniosek prokuratorów SAP. Hałuszczenko będzie przebywał w areszcie przez 60 dni — do 15 kwietnia 2026 roku włącznie — lub wpłaci kaucję w wysokości 200 mln hrywien.
W przypadku wpłacenia środków były minister będzie zobowiązany do noszenia elektronicznej bransoletki oraz oddania paszportów zagranicznych.
Sam Herman Hałuszczenko przyjął decyzję sądu bez entuzjazmu i oświadczył, że kwota kaucji pozostaje dla niego nieakceptowalna.
„Nie jestem zadowolony z decyzji. Będę zbierał nie na kaucję, lecz na adwokatów, aby złożyli apelację” — skomentował bezpośrednio po ogłoszeniu postanowienia.