$ 44.72 € 51.37 zł 11.79
+19° Kijów +16° Warszawa +30° Waszyngton
Kto odbuduje Ukrainę: dlaczego po wojnie niedobór kadr tylko się pogłębi

Kto odbuduje Ukrainę: dlaczego po wojnie niedobór kadr tylko się pogłębi

17 września 2026 13:30

W Ukrainie doszło do paradoksalnej sytuacji. Miliony osób w wieku produkcyjnym z różnych powodów pozostają poza aktywnym rynkiem pracy, ale jednocześnie firmy coraz częściej nie mogą znaleźć pracowników.

Szczególnie dotkliwy jest niedobór pracowników tam, gdzie wymagane są konkretne kwalifikacje: w produkcji, budownictwie, energetyce, transporcie, medycynie i zawodach technicznych. Znalezienie pracownika biurowego na Ukrainie nadal jest możliwe stosunkowo szybko. Znalezienie dobrego spawacza, elektryka, mechanika lub operatora skomplikowanego sprzętu jest już znacznie trudniejsze.

Wojna pogłębiła ten problem. Część Ukraińców wyjechała za granicę, część służy w Siłach Obronnych, a niektórzy zmienili zawód lub miejsce zamieszkania. Jednocześnie zmieniła się sama gospodarka: znacznie wzrósł popyt w sektorach produkcji, przemysłu obronnego, budownictwa, logistyki i energetyki.

A wszystko to dzieje się jeszcze przed rozpoczęciem zakrojonej na szeroką skalę powojennej odbudowy.

UA.News wyjaśnia, dlaczego niedobór kadr stał się już problemem strukturalnym ukraińskiej gospodarki, jakich pracowników brakuje dziś w biznesie i kto może stać się najbardziej poszukiwany po zakończeniu wojny.

Niedobór kadr przestał już być problemem tymczasowym

image

Jeszcze przed wybuchem wojny na pełną skalę ukraiński rynek pracy w znacznym stopniu pozostawał rynkiem pracodawcy. Firma mogła opublikować ogłoszenie o pracy, otrzymać dziesiątki CV i wybierać spośród kandydatów z odpowiednim doświadczeniem.

W ciągu kilku lat równowaga zaczęła się zmieniać. Według danych przedstawionych przez Work.ua w badaniu rynku pracy na rok 2026, 54% ankietowanych firm planowało zwiększyć zatrudnienie. Jednocześnie serwis wskazuje niedobór kadr jako jeden z kluczowych trendów na ukraińskim rynku pracy. 

Jednocześnie rośnie koszt zatrudnienia pracownika. Według danych Work.ua w ciągu 2025 roku średnia pensja w ogłoszeniach o pracę wzrosła o około 22%, a w kategorii „Zawody robotnicze, produkcja” – o około 25%.

To ważny szczegół. Największa presja kadrowa stopniowo skupia się nie tylko wokół kadry kierowniczej czy drogich specjalistów IT. Niedobór jest coraz bardziej odczuwalny wśród osób, bez których produkcja fizycznie nie może funkcjonować: elektryków, mechaników, kierowców, operatorów maszyn, budowlańców, spawaczy.

Dyrektor generalna agencji rekrutacyjnej FERM, Oksana Pugaczowa, powiedziała, że ukraiński biznes powinien stopniowo odchodzić od przekonania, iż na rynku zawsze można szybko znaleźć w pełni przygotowanego, silnego specjalistę.

Pugaczowa uważa, że w takich warunkach firmy mają w rzeczywistości dwie opcje: kosztownie konkurować o ograniczoną liczbę gotowych profesjonalistów lub zacząć systematycznie szkolić pracowników wewnątrz firmy.

To już inny model rynku pracy. Wcześniej szkolenie pracownika mogło być postrzegane jako dodatkowy bonus. Teraz stopniowo staje się po prostu sposobem na pozyskanie potrzebnego specjalisty.

Ludzi formalnie jest wielu, ale ich umiejętności nie odpowiadają potrzebom gospodarki

Właśnie tutaj pojawia się główny paradoks ukraińskiego rynku pracy. Bezrobocie nie zniknęło. Są ludzie poszukujący pracy. Jednak biznes i tak mówi o niedoborze kadr.

Przyczyną jest nierównowaga strukturalna. Ukraińska gospodarka coraz częściej potrzebuje osób o konkretnych kwalifikacjach, których nie da się przygotować w ciągu kilku tygodni.

Spawacz musi umieć pracować z różnymi typami konstrukcji. Elektryk – posiadać wiedzę i uprawnienia. Operator maszyny – rozumieć działanie sprzętu. Inżynier – posiadać wykształcenie i doświadczenie praktyczne.

Nawet jeśli na rynku jest osoba gotowa do pracy, nie oznacza to, że od razu może obsadzić takie stanowisko.

Właśnie na tę zmianę zwraca uwagę rekruterka IT Marina Torbina. Jej zdaniem liczba kandydatów na rynku może rosnąć, ale konkurencja o najlepszych specjalistów nie znika.

Według Torbiny rynek coraz mniej można opisać jako zwykły „niedobór pracowników”. Problem przekształca się w niedobór odpowiedniego doświadczenia, a dla pracodawców kluczowe znaczenie ma umiejętność oceny potencjału danej osoby, a nie tylko poszukiwanie kandydata, który w pełni odpowiada gotowej liście wymagań.

Jest to szczególnie ważne dla rynku po zakończeniu wojny. Jeśli pracodawcy nadal będą szukać wyłącznie osób, które już posiadają kompletny zestaw umiejętności, część wakatów może pozostawać nieobsadzona przez wiele miesięcy.

Dlatego problem kadrowy w coraz mniejszym stopniu dotyczy wyłącznie działu HR. Staje się on problemem modelu biznesowego.

Po wojnie Ukraina będzie potrzebowała ludzi, których już teraz trudno znaleźć

image

Szczególnie poważnym problemem może stać się sytuacja po zakończeniu aktywnej fazy wojny. Ukraina będzie musiała jednocześnie odbudowywać mieszkania, drogi, mosty, elektrownie, sieci energetyczne, wodociągi, szkoły, szpitale, fabryki i pozostałą infrastrukturę.

A do tego nie potrzeba abstrakcyjnych „milionów pracowników”. Potrzebni są ludzie o konkretnych kwalifikacjach zawodowych. Instytut KSE przeanalizował ponad 200 tysięcy aktywnych ofert pracy i osobno zbadał segment zawodów związanych z odbudową.

Zgodnie z tymi danymi około 8% ofert pracy w sektorze cywilnym jest już teraz bezpośrednio związanych z przyszłą odbudową kraju. Jednak obsadzanie tych stanowisk przebiega znacznie trudniej niż w przypadku średniej rynkowej.

Po dwóch miesiącach około 45,7% ofert pracy związanych z odbudową pozostaje nieobsadzonych. Średnia rynkowa wynosi około 35%

Najbardziej oczywisty przyszły niedobór dotyczy zawodów budowlanych. Operatorzy dźwigów, operatorzy koparek, betoniarze, zbrojarze, monterzy, spawacze, hydraulicy.

Problem nie ograniczy się jednak tylko do nich. Odbudowany budynek trzeba podłączyć do sieci elektrycznej, wodociągowej, grzewczej oraz telekomunikacyjnej. Potrzebni są więc elektrycy, monterzy instalacji elektrycznych, specjaliści ds. energetyki i inżynierowie.

Odbudowane przedsiębiorstwo będzie potrzebowało operatorów maszyn, technologów, mechaników, konserwatorów. System transportowy – kierowców, maszynistów, pracowników kolei. Służba zdrowia – lekarzy, pielęgniarek, rehabilitantów.

Wszystkie te branże będą ze sobą konkurować o ten sam ograniczony zasób – ludzi.

Właśnie dlatego po wojnie Ukraina może znaleźć się w bardzo nietypowej sytuacji: są pieniądze na budowę, materiały zakupione, projekt gotowy, ale nie da się rozpocząć prac w odpowiednim tempie, ponieważ brakuje wystarczającej liczby specjalistów.

Trzeba będzie zaprzestać poszukiwania „gotowych” pracowników

Jedna z głównych konsekwencji niedoboru kadr może być mniej oczywista. Zmieni się sam sposób, w jaki ukraińskie firmy zatrudniają pracowników. Według dyrektor ds. HR firmy Bazhane, Galyny Leszczenko, standardowe wymaganie „gotowy specjalista z co najmniej trzyletnim doświadczeniem” coraz mniej odpowiada rzeczywistości.

„Nie możemy już po prostu zatrudniać gotowych pracowników” – mówi.

Przyczyny są te same: wojna, migracja, sytuacja demograficzna oraz zmniejszenie dostępnej siły roboczej. Zdaniem Leszczenko firmy będą coraz częściej musiały zatrudniać osoby bez pełnego zestawu niezbędnego doświadczenia i szkolić je już w ramach firmy.

Z ekonomicznego punktu widzenia może to okazać się bardziej opłacalne niż wielomiesięczne oczekiwanie na idealnego kandydata.

Na przykład, jeśli przedsiębiorstwo produkcyjne przez trzy miesiące nie może znaleźć odpowiedniego mechanika, jego obowiązki rozdzielane są między pozostałych pracowników. Pracownicy otrzymują dodatkowe obciążenie, wzrasta ryzyko błędów i wypalenia zawodowego, a część zadań może w ogóle nie zostać wykonana.

W pewnym momencie taniej jest zatrudnić osobę z podstawowym wykształceniem technicznym i ją przeszkolić. Właśnie dlatego szkolenia korporacyjne, przekwalifikowanie i prawidłowy proces wdrażania nowych pracowników mogą stać się jednym z głównych narzędzi konkurencyjnych ukraińskiego biznesu.

Dotyczy to nie tylko dużych firm. Jeśli mała fabryka, firma budowlana lub operator logistyczny nie będzie w stanie szkolić pracowników, będzie zmuszony konkurować pod względem wynagrodzeń z dużymi korporacjami.

I nie zawsze będzie w stanie wygrać tę rywalizację.

Wynagrodzenia będą rosły, ale po wojnie dla pracownika ważne będzie już nie tylko to

Niedobór pracowników logicznie oznacza jedno: praca staje się droższa. NBU prognozuje, że nawet z uwzględnieniem inflacji realne wynagrodzenia będą nadal rosły. W 2026 roku – o około 7%, w kolejnych dwóch latach – o około 6% rocznie

Jednak pieniądze mogą okazać się nie jedynym sposobem na zatrzymanie pracownika. Badanie przeprowadzone przez Gradus i European Business Association pokazuje, jak silny wpływ na stosunek pracowników do pracodawcy mają już teraz warunki pracy. Wśród pracowników firm należących do EBA 68% jest zadowolonych ze swojej obecnej pracy. W całej populacji tylko 29% ocenia swoją pracę pozytywnie.

Jeśli chodzi o zatrzymanie pracowników, 61% przedstawicieli środowiska biznesowego wskazuje na możliwość pracy zdalnej jako ważny czynnik, 44% — przyjazną atmosferę, 36% — dobre relacje z przełożonym, a 33% — komfortowe i bezpieczne warunki pracy. 

image

To ważna wskazówka dotycząca tego, jak może wyglądać rynek pracy po zakończeniu wojny. Gdy brakuje pracowników, pracownik ma większe możliwości wyboru. A jeśli dwie firmy oferują mniej więcej takie samo wynagrodzenie, wygra ta, która zapewnia lepsze warunki.

Dla pracowników biurowych może to być praca zdalna lub hybrydowa. Dla pracowników produkcyjnych — transport firmowy, zakwaterowanie, ubezpieczenie zdrowotne, wyżywienie, szkolenia. Dla młodych rodzin — pomoc w zakresie przedszkoli lub elastyczny grafik pracy.

Dla weteranów – dostosowane stanowisko pracy i przejrzysty program powrotu do pracy cywilnej.

W rezultacie konkurencja między pracodawcami może przejść od pytania „ile płacimy” do pytania „dlaczego ktoś w ogóle miałby chcieć pracować właśnie u nas”.

Powrót Ukraińców pomoże, ale sam w sobie nie rozwiąże problemu

Oczywistym źródłem przyszłej siły roboczej są Ukraińcy przebywający za granicą. Narodowy Bank Ukrainy (NBU) w swojej prognozie bazowej przewiduje, że stopniowy, netto powrót migrantów może rozpocząć się w 2027 roku, a w 2028 roku proces ten może ulec przyspieszeniu. 

Jednak powrót ludzi nie oznacza automatycznego obsadzenia wolnych stanowisk. Osoba, która wróciła z Polski lub Niemiec, niekoniecznie posiada kwalifikacje wymagane przez konkretny zakład lub firmę budowlaną.

Ponadto po latach życia za granicą miliony Ukraińców otrzymują już lokalne wynagrodzenia, korzystają z opieki zdrowotnej, posyłają dzieci do szkół i stopniowo integrują się z lokalnymi społecznościami.

Dlatego po zakończeniu wojny Ukraina będzie musiała faktycznie konkurować o własnych obywateli z państwami UE. Samo wezwanie „wracajcie do domu” nie wystarczy. Potrzebna jest praca, mieszkanie, bezpieczeństwo, edukacja dla dzieci i jasna perspektywa.

image

A jeśli liczba powracających okaże się mniejsza niż potrzeby gospodarki, nieuchronnie pojawi się kolejna kwestia – pozyskiwanie zagranicznej siły roboczej. Ukraina, która przez dziesięciolecia sama była źródłem migrantów zarobkowych dla Polski, Czech, Niemiec i innych krajów, może po raz pierwszy stanąć przed koniecznością masowego pozyskiwania pracowników z innych państw.

Jednak nawet to nie będzie szybkim rozwiązaniem. Migrant pracowniczy również potrzebuje mieszkania, legalizacji pobytu, opieki medycznej, adaptacji językowej oraz normalnych warunków życia dla rodziny.

Dlatego najtańszym i najbardziej realistycznym źródłem pozostaną ludzie, którzy już są na Ukrainie. Kobiety w zawodach, które wcześniej uważano za głównie męskie. Weterani. Osoby z niepełnosprawnością. Pracownicy w starszym wieku. Młodzież bez doświadczenia.

Jednak w tym celu przedsiębiorstwa będą musiały przebudować nie tylko system zatrudniania, ale także same stanowiska pracy.

Po wojnie problem kadrowy może okazać się znacznie bardziej złożony niż tylko brak ludzi.

Będzie to kwestia tego, jak szybko Ukraina będzie w stanie wyszkolić miliony ludzi w nowych zawodach, sprowadzić część obywateli z zagranicy, dostosować miejsca pracy dla weteranów oraz sprawić, by edukacja techniczna znów stała się atrakcyjna.

Bo pieniądze na nową fabrykę można zdobyć w ciągu kilku miesięcy. Zakupić sprzęt – również. Jednak nie da się w jeden dzień wyszkolić elektryka, spawacza, inżyniera, mechanika czy technologa.

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację