„Czy już nigdy nie zobaczymy taty?”
Właśnie to pytanie zadane przez dziecko poległego żołnierza Mykoła Udianski nazywa najstraszniejszym w swoim życiu. Człowiek zajmujący się dużymi projektami biznesowymi przyznaje: są rzeczy, wobec których żadne pieniądze nie mają mocy.
Milionowe inwestycje w przemysł obronny, budowa ukraińskiego ośrodka na górze Athos, pomoc dzieciom poległych żołnierzy oraz emerytom, którzy po opłaceniu rachunków muszą przeżyć za tysiąc hrywien. Zazwyczaj tematy te rzadko pojawiają się w jednej rozmowie. Jednak właśnie wokół nich buduje dziś swoją działalność biznesmen i przedsiębiorca zajmujący się technologią blockchain, Mykoła Udianski. Jest przekonany, że sukces ma sens tylko wtedy, gdy dzieli się nim z tymi, którzy potrzebują pomocy. Od wsparcia frontu i produkcji ukraińskiej techniki pancernej po zakrojone na szeroką skalę projekty społeczne dla dzieci — w rozmowie szczerze wyjaśnia, dlaczego działalność charytatywna już dawno przestała być dla niego jedynie dobrym uczynkiem.
Poniżej – wypowiedź Mykoły Udianskiego.
O łzach emerytów i bezgranicznym egoizmie biznesu
Całe moje życie, począwszy od młodości, było związane z biznesem, w którym dominują surowa kalkulacja i analityka. Jednak sześć lat temu w moim życiu miało miejsce wydarzenie, które całkowicie zmieniło moje wewnętrzne priorytety. Przyjechałem do jednej z placówek społecznych, gdzie bezpłatnie karmiono samotnych seniorów. Spojrzałem im w oczy, zobaczyłem łzy wywołane zwykłym talerzem gorącej zupy i coś we mnie po prostu „zaskoczyło”. Postanowiłem zostać z tymi starszymi ludźmi na dłużej. Podobny przełom nastąpił również po mojej pierwszej wizycie w domu dziecka.
Dobrze pamiętam dzień, kiedy wokół mnie stało kilkadziesiąt emerytów i postanowiłem przeprowadzić wśród nich krótką ankietę: ile pieniędzy pozostaje im na życie po opłaceniu wszystkich rachunków? Okazało się, że ci uczciwi, porządni ludzie, którzy całe życie pracowali i jako pierwsi sumiennie opłacają wszystkie rachunki za media, zostają z jedną tysiącem hrywien w kieszeni. Kiedy opowiedzieli mi o swoim miesięcznym racjonowaniu jedzenia – o tym, co jedzą po zakupie leków – szczerze mówiąc, popłynęły mi łzy. Długo nie mogłem się otrząsnąć z wrażenia wywołanego tą informacją. Właśnie wtedy dotarło do mnie: skoro Bóg dał mi możliwość osiągnięcia sukcesu i zgromadzenia kapitału, po prostu nie mam prawa nie stać się oparciem dla tych ludzi.
Szczerze mnie denerwuje, gdy ludzie, którzy mają ogromne majątki i mogą bez problemu zapewnić wsparcie słabej, starszej lub ubogiej osobie, po prostu to ignorują. To wygląda okropnie. Każdy ma swoją drogę i swoją liczbę przeżytych kryzysów. Ktoś miał zbyt łatwe dzieciństwo, łatwo zdobywał pieniądze i po prostu nie wie, czym są życiowe trudności, zimno czy głód. Nie zdają sobie sprawy, jak trudno jest innym wydostać się z trudnej sytuacji. Natomiast przedsiębiorcy, którzy sami kiedyś przeszli przez ciężkie próby, są znacznie bardziej skłonni do pomagania innym.
O zamarzającej Saltivce, kamizelce kuloodpornej dla biznesu i powrocie do domu
Przez ostatnie dziewięć lat mieszkałem za granicą, ale wróciłem na Ukrainę podczas pełnej inwazji – właśnie wtedy, gdy większość, wręcz przeciwnie, uciekała. Zdałem sobie jasno sprawę: jeśli zainwestuję w tworzenie przedsiębiorstw krajowego przemysłu obronnego, z pewnością przyniesie to efekty na polu bitwy. Do tej pory zainwestowałem w dwie spośród pięciu istniejących firm produkujących ukraińskie pojazdy opancerzone. Oznacza to, że 40% rynku naszej techniki opancerzonej zostało sfinansowane z moich środków, a pojazdy te już działają na linii frontu.
W czasie wojny zwiększyliśmy pomoc dla ludności cywilnej co najmniej dziesięciokrotnie. Pod koniec 2022 roku nasz zespół „Jedna Naród” po raz pierwszy dotarł do charkowskiej Saltówki, która dopiero co wyszła spod intensywnego ostrzału. Zobaczyliśmy przerażający obraz: z rozbitych, na wpół zniszczonych dziewięcio- i szesnastopiętrowych budynków, w lutowym mrozie schodzili dziadkowie i babcie, ubrani w dwie lub trzy kurtki. W budynkach nie było ani prądu, ani gazu, żadna infrastruktura w pobliżu nie działała. Ci ludzie byli praktycznie skazani na śmierć. Na własne ryzyko regularnie tam jeździliśmy, aby po prostu ich ogrzać i nakarmić. Równolegle ewakuowaliśmy z obszarów przyfrontowych wychowanków domów dziecka oraz maluchy, które dopiero co straciły rodziców. Były to straszne czasy, ale daliśmy z siebie wszystko.
Wtedy też zapadła inna, bardzo duchowa decyzja. Siedem lat temu po raz pierwszy odwiedziłem Athos i ogarnęło mnie poczucie wstydu: w tym świętym miejscu znajdują się świątynie praktycznie wszystkich narodów prawosławnych, a Ukrainy – nie ma. Podjęliśmy zdecydowaną decyzję i obecnie budujemy tam nasze własne ukraińskie centrum. Jest to krok, który zbliża nas do Boga i zaznacza naszą obecność w światowej historii duchowości.
O dzieciach bohaterów i najstraszniejszym pytaniu w życiu
Dzisiaj najbardziej bolesną dla mnie kwestią są dzieci poległych bohaterów. Niestety, często zdarza się u nas tak: ojciec ginie, przez miesiąc głośno o tym mówią, a potem wszyscy zapominają o rodzinie. To bardzo złe i okrutne. Uważam, że obowiązkiem każdego normalnego mężczyzny i każdego przedsiębiorcy jest wyciągnięcie pomocnej dłoni do dzieci, których ojcowie oddali życie na polu bitwy za naszą niepodległość i za nas wszystkich. Najtrudniejsze pytanie, jakie kiedykolwiek słyszałem od takiego dziecka, brzmi po prostu: „Czy już nigdy nie zobaczymy taty?”. Żadne miliony nie są w stanie temu przeciwdziałać. Kiedy mowa o nieuleczalnych chorobach lub utracie bliskich, uświadamiasz sobie, że pieniądze nie rozwiązują wszystkiego.
Często nawet niewielka lub udzielona w odpowiednim czasie pomoc może radykalnie zmienić los konkretnego dziecka. Największe wrażenie i poruszenie wywarło na mnie kiedyś to, że w kardiologii dziecięcej po prostu brakowało sprzętu do leczenia serc maluchów z rodzin o niskich dochodach. Po prostu kupiliśmy ten sprzęt, dając im szansę na życie.
Takie dzieci potrzebują kompleksowego wsparcia. Na pierwszym miejscu jest stabilność materialna, ale zaraz po niej idzie poważna rehabilitacja psychologiczna. Systematycznie zabieramy je w piękne, bezpieczne miejsca, gdzie pracują z nimi profesjonalni pedagodzy i psychologowie. Staramy się ponownie napełnić je energią życiową. Widzę wyraźne rezultaty: dzieci wyjeżdżają w jednym stanie, a wracają jako zupełnie inne osoby. Nawet krótki wypoczynek w świetnym towarzystwie rówieśników i pod opieką odpowiednich specjalistów przywraca im uśmiechy.
Jednocześnie nigdy nie biorę na siebie więcej, niż jestem w stanie unieść, i nigdy nie rozpraszam sił. To główna zasada mojej skuteczności. Jeśli zbieram grupę stu dzieci na rehabilitację — skupiam się wyłącznie na tym projekcie i doprowadzam go do perfekcji. Jeśli organizuję świąteczną kolację z zestawami żywnościowymi dla osób starszych – pracuję tylko nad tym. Nauczyć dziecko miłosierdzia można wyłącznie własnymi czynami: dzieci z łatwością odczytują właściwe zachowanie i je naśladują.
O gwarancjach państwowych i megaprojekcie w Bukowelu
Po wojnie wsparcie dla rodzin żołnierzy musi stać się automatyczne i zinstytucjonalizowane. Ludzie sami to zrozumieją, gdy na własne oczy zobaczą powojenną sytuację społeczną. Oczywiste jest, że w każdym obwodzie muszą powstać specjalne państwowe organy społeczne, które będą ściśle kontrolować te procesy. Dzieci naszych obrońców powinny mieć żelazne gwarancje socjalne na przyszłość, zapewniające im komfortowe życie: całkowicie bezpłatną edukację, godziwe emerytury i regularne świadczenia. Musi to nastąpić w sposób naturalny.
Gdybym miał możliwość zrealizowania jednego zakrojonego na szeroką skalę projektu społecznego bez żadnych ograniczeń w zakresie zasobów, zbudowałbym ogromny, ultranowoczesny obóz dla dzieci w Bukowelu. Miałby to być rozległy kompleks w najpiękniejszym miejscu Karpat, gdzie dzieci naszych żołnierzy mogłyby na stałe, w ramach jasno określonych programów, spędzać swoje wakacje lub weekendy, regenerując siły.
Najważniejsze, co chcę dziś powiedzieć dzieciom ukraińskich żołnierzy: zawsze bądźcie dumni ze swoich rodziców. W niezwykle trudnym czasie bronili naszej ojczyzny i musimy to doceniać. Za dziesięć lat chcę widzieć Ukrainę jako kraj, w którym nie ma wojny. To jest najważniejsze. Wszystko inne odbudujemy, biznes stworzy miejsca pracy, a dzieci dorosną ze świadomością, że ich rodzice nie zginęli na próżno — wywalczyli silne i wolne państwo.
Czytaj nas na Telegram i Sends