$ 44.72 € 51 zł 11.89
+34° Kijów +27° Warszawa +31° Waszyngton
Północna granica: czy obwód czernihowski stanie się nową bazą wypadową do ofensywy na Kijów?

Północna granica: czy obwód czernihowski stanie się nową bazą wypadową do ofensywy na Kijów?

01 lipca 2026 17:18

Naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Oleksandr Syrskyi powiedział w niedawnym wywiadzie, że Putin zlecił swojemu Sztabowi Generalnemu rozważenie kilku wariantów nowej ofensywy na Kijów. Jeden z nich – rzekomo z terytorium Białorusi. Sam Syrski uważa jednak, że białoruskie władze nie zgodzą się na to. Natomiast drugi wariant – bezpośredni atak z Rosji przez obwód czernihowski – uznał za bardziej realny i dodał, że armia ukraińska już przygotowuje się na taki rozwój wydarzeń. 

To wszystko brzmi oczywiście dość niepokojąco. Jednak wojna uległa zmianie. Już dawno przekształciła się w walkę o potencjał, logistykę i rezerwy, w której żaden znaczący manewr nie jest możliwy bez ogromnych strat. 

Dlatego kluczowe pytanie nie brzmi, czy w rosyjskich sztabach narysują czerwone strzałki zmierzające w kierunku Kijowa, ale w tym, czy przeciwnik jest w stanie zrealizować cokolwiek więcej niż jedynie ograniczony przyczółek, który podzieli los majowej ofensywy RF w obwodzie charkowskim w 2024 roku. Właśnie ten „przypadek Charkowa” stał się papierkiem lakmusowym możliwości Rosji na pograniczu i właśnie na jego podstawie spróbujemy ocenić, na ile obiektywne jest obecnie zagrożenie dla Czernihowa i Kijowa.

Co tak naprawdę kryje się za oświadczeniem głównodowodzącego? Czy rzeczywiście istnieje obiektywne zagrożenie dla Czernihowa i Kijowa? Analityk polityczny UA.News Mykyta Trachuk wraz z ekspertami zgłębiał tę kwestię. 

Operacja charkowska 2024: ograniczony przyczółek jako wyrok na ambicje ofensywne

 

Majowa ofensywa Rosjan na północy obwodu charkowskiego w 2024 roku została tu wspomniana nie bez powodu. W rzeczywistości jest to klasyczny przykład tego, jak armia, która utraciła zdolność do głębokich przełomów, próbuje rozwiązać zadanie taktyczne ze szkodą dla siebie. 

Tak, wtedy Rosjanom udało się sforsować granicę i zająć niektóre miejscowości, ale dalszy postęp został zatrzymany. Zatrzymało się to nawet nie tyle z powodu samej ukraińskiej obrony, co raczej z powodu fizycznego braku sił, dronów, środków obrony przeciwlotniczej i, co najważniejsze, z powodu niemożności zapewnienia bezpiecznych dostaw przez otwartą przestrzeń, ostrzeliwaną ze wszystkich stron.

Ten przyczółek natychmiast przekształcił się w „szarą strefę”, w której wróg ponosi ciągłe straty, a przełamanie w kierunku Bogoduchowa, a tym bardziej Charkowa, nie jest nawet rozważane jako realistyczne.

Głównymi ograniczeniami są tu geografia i logistyka. Ofensywa od zera w głąb terytorium, nad którym nie ma się kontroli w powietrzu, dysponując jedynie polnymi drogami i przy całkowitej widoczności przemieszczania się dla wrogich dronów – to gwarantowana masakra. Ofensywa Rosji na Charków w 2024 roku stała się namacalnym dowodem na to, że nawet skoncentrowane, dość duże siły nie są w stanie przekształcić przygranicznego natarcia w sukces operacyjny bez zasadniczej zmiany samego charakteru wojny.

Как об стенку город. Российская армия очень хочет захватить украинский  Купянск и бросила туда большие силы. Но даже при таком натиске оккупация  города невозможна — как минимум сейчас — Новая газета Европа


Kijów ponownie w rosyjskich planach

 

Naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy zaznacza, że prawdziwym celem potencjalnej ofensywy Rosjan przez obwód czernihowski będzie stolica Ukrainy. Powrót Kijowa do publicznej dyskusji jako celu wojskowego ma kilka znaczeń. 

Pierwszy – polityczny. Putin potrzebuje takiego celu, który zmusi Zachód do niepokoju, a społeczeństwo ukraińskie – do poczucia bezbronności. Chociaż w rzeczywistości na chwilę obecną żadna ofensywa na Kijów nie jest obiektywnie możliwa, choćby z powodu braku personelu. Aby przeprowadzić taką ofensywę, Rosja musiałaby przynajmniej przystąpić do mobilizacji. 

Київ ✔️ Історія, цікаві факти


Drugi — wojskowo-gospodarczy. Wojna wyczerpuje, a rosyjskie dowództwo zmuszone jest regularnie wymyślać nowe kierunki działań, aby jeszcze bardziej rozciągnąć ukraińskie rezerwy. Atak z północy może zmusić Kijów do przeniesienia sił z Donbasu, nawet jeśli prawdziwym celem nie jest zajęcie stolicy, a osłabienie obrony na tym samym, dobrze znanym kierunku Słowiańsk–Kramatorsk. 

Jednak porównanie obecnej sytuacji z tym samym lutym 2022 roku z pewnością nie będzie możliwe. Po pierwsze, nie ma już i nie będzie żadnego elementu zaskoczenia. Ukraiński wywiad i zachodni partnerzy rejestrują każde poważne przemieszczenie wojsk wzdłuż granicy. Po drugie, w lutym 2022 roku Rosjanie zmierzali na Kijów praktycznie w odizolowanych kolumnach, licząc na szybki upadek państwa. Obecnie natomiast w przypadku próby przełamania linii obrony staną przed nimi echelonowe siły obronne. 

Po trzecie, nawet do ograniczonej ofensywy potrzebna jest przewaga sił, a Rosja dysponuje w tym kierunku krytycznie małymi wolnymi rezerwami. Zgrupowanie białoruskie, zgodnie z ocenami niemal wszystkich ekspertów, nie posiada potencjału uderzeniowego, a przetransportowanie połączonych jednostek z innych frontów wymaga tygodni, a nawet miesięcy przygotowań, których nie da się ukryć. Dlatego słowa Syrskiego należy postrzegać nie jako ostrzeżenie przed jakąś nieuchronną „wielką ofensywą Rosji”, ale raczej jako racjonalną ocenę najgorszego z możliwych scenariuszy, do którego również należy się przygotować. 

ТОП 15 цікавих фактів про Київ для дітей та дорослих


Kierunek czernihowski: geografia „korytarza śmierci”

 

Ogólnie rzecz biorąc, obwód czernihowski z wojskowo-geograficznego punktu widzenia stanowi prawdziwą pułapkę dla atakującego, o ile nie dysponuje on absolutną przewagą. 

Rosyjska granica przebiega tu wzdłuż linii przylegającej do rzek, lasów i bagnistych nizin, które utrudniają przemieszczanie się ciężkiego sprzętu o każdej porze roku, z wyjątkiem głębokiej zimy. Główne drogi prowadzące z obwodu briańskiego w kierunku Czernihowa są dobrze znane i od dawna wytyczone. Od granicy do Czernihowa jest mniej niż 100 km, ale te kilometry są pełne naturalnych i sztucznych przeszkód: rzek Snov i Desna, gęsta sieć kanałów, rozległe lasy itp.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jeden czynnik, którego nie było ani w 2022 roku, ani nawet na początku kampanii charkowskiej: zakrojone na szeroką skalę fortyfikacje. Północna granica Ukrainy stanowi obecnie, według raportów wojskowych, nieprzerwaną linię obiektów inżynieryjnych, pól minowych, betonowych stanowisk ogniowych itp.

Оборона Чернігівщини та Сумщини – поблизу кордону вибудовують додаткові  смуги оборони | головний сайт про політиків Слово і Діло


Przełamanie takiej obrony czołowo to zadanie wymagające kolosalnych zasobów, których wróg obecnie po prostu nie posiada. Wszystko to prowadzi do logicznego wniosku: nawet hipotetyczny sukces Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej w pierwszych dniach potencjalnej ofensywy przez obwód czernihowski będzie ograniczony do kilku kilometrów (lub maksymalnie dziesięciu–dwudziestu) terytorium – po czym wszystko po prostu się zatrzyma i utknie w martwym punkcie.

Nawiasem mówiąc, w swoim oświadczeniu Syrski bardzo wyraźnie oddzielił kierunek białoruski od, właściwie, rosyjskiego. Łukaszenko rzeczywiście nie chce być bezpośrednim uczestnikiem wojny, ponieważ zagraża to jego reżimowi znacznie bardziej niż cokolwiek innego. Nie oznacza to jednak, że Białoruś nie jest w ogóle czynnikiem militarnym. Obozy szkoleniowe, szpitale, transport kolejowy, rozmieszczenie rosyjskiego lotnictwa, instalacji rakietowych, a nawet broni jądrowej – wszystko to tam istnieje i funkcjonuje. Jednak na chwilę obecną inwazja lądowa z terytorium Białorusi jest bardzo mało prawdopodobna. Zatem białoruski przyczółek pozostaje raczej narzędziem demonstracji siły i odwrócenia uwagi. 

W tym kontekście kierunek czernihowski wydaje się jeszcze bardziej odizolowany. Jeśli ofensywa rozpocznie się z obwodu briańskiego, jej lewy flank pozostanie faktycznie nieosłonięty od strony terytorium białoruskiego, ponieważ stamtąd nie nastąpi skoordynowany „atak wsparcia”. Ukraińskie dowództwo zyskuje możliwość manewrowania rezerwami, nie obawiając się jednoczesnego przełamania z strony białoruskich lasów. 

To dodatkowo ogranicza głębokość operacyjną każdego potencjalnego rosyjskiego ataku z północy: bez pomocy Mińska nie będzie on tak zabójczy i przerażający, jak mógłby być. A Białoruś na razie najwyraźniej nie spieszy się z wciągnięciem się w wielką wojnę z Ukrainą. 

Навколо Чернігова нарощують нові фортифікації – ЧЕline |


Opinie ekspertów

 

Ekspert wojskowy, oficer rezerwy Izraelskiej Armii Obronnej Igal Levin przypomina: jego zdaniem Kijów jest miastem przyfrontowym ze wszystkimi z tego wynikającymi konsekwencjami.

„Ludzie z jakiegoś powodu ciągle o tym zapominają. Uważają, że obecnie trwa nowa operacja antyterrorystyczna (ATO) lub operacja na obszarze działań (OOS), że wojna toczy się gdzieś daleko na Donbasie, ponieważ Kijów jest oddalony od frontu. Nie. Kijów to miasto przyfrontowe. Cała granica państwowa z Rosją, a także z Białorusią – to również front. To, że nie ma tam obecnie działań wojennych, w rzeczywistości niczego nie rozstrzyga – nie ma ich z różnych powodów. Ale kiedy na północ od Kijowa, całkiem niedaleko, znajduje się Rosja – to oznacza, że mamy do czynienia z miastem przyfrontowym. Czy miasto przyfrontowe może być zagrożone? Oczywiście, że tak. Nie ma w tym więc nic nowego. I szef Sił Zbrojnych Ukrainy Syrski ma całkowitą rację: zagrożenie dla Kijowa zawsze istniało i nadal istnieje. Od momentu, gdy Rosjan wyparto spod stolicy wiosną 2022 roku, zagrożenie to i tak pozostało. Nie ma więc nic wyjątkowego ani nowego w oświadczeniu Syrskiego” – zauważył Igal Lewin. 

Polityk i dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik tak komentuje sytuację: 

„Nie wykluczam, że prędzej czy później w tej wojnie nastąpi »zwrot o 180 stopni«. Oznacza to, że Moskwa, zwłaszcza jeśli uda jej się zająć cały Donbas i zrealizować swoje minimalne cele, pod hasłem „zmuszenia Kijowa do pokoju” zacznie ponownie przesyłać wojska pod ukraińską stolicę. I nowa ofensywa na Kijów, niestety, w scenariuszu kontynuacji wojny jest całkiem prawdopodobna. Cokolwiek Rosja zajmie gdzieś na południu czy na wschodzie – wojna się nie zakończy, Kremlowi nie uda się w ten sposób zmusić Ukrainy do kapitulacji. Natomiast ofensywa na Kijów stanowi już krytyczne wyzwanie dla ukraińskiej państwowości. I niestety pozostaje ona prawdopodobna, jednak tylko w przypadku, gdy Rosjanom uda się zająć cały Donbas, a przede wszystkim aglomerację Słowiańsk–Kramatorsk. Obecnie nie ma na to zasobów, ale z czasem mogą się one pojawić” — jest przekonany Rusłan Bortnik. 

Podsumowując, czy istnieje obiektywne ryzyko dla Czernihowa i Kijowa? Tak, zawsze istnieje. Nie należy jednak mierzyć tego ryzyka prawdopodobieństwem zajęcia dużych ośrodków obwodowych, a tym bardziej stolicy. 

Istnieje całkiem realistyczne zagrożenie ograniczoną inwazją przygraniczną, która będzie miała od razu kilka celów: informacyjny, polityczny i wojskowy (odciągnięcie rezerw). Jednak ten sam „przypadek Charkowa” wyraźnie pokazuje, że nawet w sprzyjających warunkach wróg jest w stanie jedynie stworzyć niewielki przyczółek, który szybko zamienia się w pułapkę dla niego samego. Rosja nie dysponuje zasobami niezbędnymi do przekształcenia tego przyczółka w głębokie natarcie na Kijów. Wszystko sprowadza się do ukształtowania terenu, fortyfikacji, całkowitej przejrzystości pola walki oraz niemożności zapewnienia stałych dostaw pod ostrzałem.

Dlatego powtórzenie hipotetycznego scenariusza z „lutego 2022 roku” w obwodzie czernihowskim lub pod Kijowem jest obecnie niemożliwe. Zamiast kolumn bez przeszkód zmierzających w kierunku stolicy, w przypadku ponownej inwazji z północy Rosjan czeka korytarz ognia i perspektywa ugrzęźnięcia w kolejnej „szarej strefie”, co tylko przyspieszy wyczerpanie ich i tak już ograniczonych zasobów ofensywnych.

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację