Sprawa Werbyckiego znalazła się w impasie: dlaczego NABU nie wnosi zarzutów, a Sąd w Pechersku zmusza NAZK do milczenia
Sprawa bezpodstawnego wzbogacenia się byłego zastępcy prokuratora generalnego Dmytroja Werbyckiego przybrała ostatnio nieoczekiwany obrót. Postępowanie karne dotyczące wielomilionowego majątku i nieruchomości byłego urzędnika od trzech lat utknęło na „etapie gromadzenia dowodów”, a teraz Sąd Rejonowy Pecherski w Kijowie nakazał Narodowej Agencji ds. Zapobiegania Korupcji (NAZK) usunięcie ze swojej strony internetowej informacji o wykrytych u niego nieuzasadnionych aktywach o wartości 29 mln UAH oraz opublikowanie sprostowania.
Orzeczenie wydał sędzia Jewhen Hajnaczkij, opierając się na tym, że nie zapadł jeszcze wyrok w sprawie Werbyckiego, a sformułowania Agencji były „zbyt kategoryczne” (co potwierdziła ekspertyza lingwistyczna przedstawiona przez obronę). NAZK może jeszcze złożyć apelację, ale fakt ten jest dość nieoczekiwany, ponieważ organy ścigania wciąż „gromadzą dowody”, choć trwa to już dość długo.
To samo potwierdził szef NABU Krywołos dziennikarzowi UA.News podczas briefingu na początku sierpnia: „śledztwo znajduje się na etapie gromadzenia dowodów”.
Według dyrektora NABU, Semiona Krywonos, w ramach postępowania zlecono szereg ekspertyz, wysłano wnioski o międzynarodową pomoc prawną, a śledztwo trwa. Podkreślił również, że samo postępowanie karne niekoniecznie kończy się postawieniem zarzutów – może zostać umorzone, jeśli dowodów do dalszego ścigania będzie za mało.
Formalnie taka odpowiedź nie jest sprzeczna z przepisami prawa karnego procesowego. Jednak w sprawie Werbyckiego istnieje okoliczność, która sprawia, że dwuletnie oczekiwanie na postawienie w stan oskarżenia staje się kwestią interesu publicznego: postępowanie zostało wszczęte nie na podstawie mało znanego zgłoszenia czy anonimowej informacji, ale w wyniku szeroko zakrojonych śledztw dziennikarskich, które zawierały konkretne dane dotyczące majątku i sposobu jego nabycia.
Od czego wszystko się zaczęło
W maju i czerwcu 2024 roku, kiedy serwis „Schemy” („Radio Swoboda”) opublikował śledztwo dotyczące domu szeregowego w kompleksie mieszkaniowym „Konik” za pół miliona dolarów (zakupiony przez siostrzeńca za cenę sześciokrotnie niższą od rynkowej), zakup Porsche, salon kosmetyczny oraz majątek kochanki Khrystyny Ilnyckiej o wartości 48 mln hrywien, dla organów ścigania wszystko układało się znakomicie.
Przed opublikowaniem tych materiałów detektywi z NABU doskonale znali stan faktyczny: na przykład, że pani Ilnycka nie miała możliwości nabycia domku letniskowego nawet za symboliczne 2 mln hrywien, ponieważ jej oficjalny dochód w ciągu 10 lat wyniósł zaledwie 360 tys. hrywien.
Następnie do sprawy włączyła się NAKZ, która w trakcie monitoringu wykryła aktywa o nieuzasadnionym pochodzeniu o wartości początkowo 29 mln hrywien (Lexus, Porsche, działki, kryptowaluty, nieruchomości w Turcji), a następnie dodało kolejne 30,2 mln hrywien nielegalnego wzbogacenia się oraz 2,3 mln hrywien nieprawdziwych informacji zawartych w zeznaniu podatkowym z 2023 roku. Wszystkie te dokumenty zostały oficjalnie przekazane do NABU.
I tak minął już trzeci rok. Nasuwa się pytanie: gdzie podziały się wszystkie te dowody, z którymi tak energicznie rozpoczęto sprawę w 2024 roku, że teraz detektywi znów muszą „gromadzić materiały” i czekać na odpowiedzi z zagranicy?
Sprawa w „stronie”: przyjaźń, prośby i oczekiwania
Wśród dziennikarzy śledczych ta nagła utrata zainteresowania sprawą Werbyckiego wywołała kilka wersji wydarzeń.
Z jednej strony dobrze poinformowane źródła wspominają o ciekawym szczególe: za najbliższego przyjaciela Werbyckiego uważa się syna Borisa Indyczenki – szefa supertajnej jednostki D2 w NABU. Czyżby więc z tej sprawy wydobyto już całą możliwą „wydajność informacyjną i procesową”, po czym sprawa płynnie przeszła w stan zawieszenia?
Z drugiej strony prawnicy ostro komentują tę sytuację. Jak zauważył w wywiadzie dla UA.News prawnik Stanisław Bronewicki:
„Tą sprawę się tuszuje! I szczerze wątpię, czy kiedykolwiek trafi ona do sądu – zarówno w zakresie postawienia zarzutów, jak i samego procesu. Z moich informacji wynika, że ówczesny prokurator generalny Kostin osobiście zwrócił się do Klymenki z prośbą dotyczącą swojego zastępcy, Werbyckiego. A Klymenko stosuje się do tych – cóż, powiedzmy – próśb czy poleceń. Ogólnie rzecz biorąc, prośba dotyczyła dwóch osób: Werbyckiego i Kowala (byłego przewodniczącego Rady Administracji Obwodowej w Równie oraz byłego szefa Federalnego Funduszu Majątkowego Ukrainy). W sprawie Kowala toczy się postępowanie cywilne, które z trudem dotarło do WAKS, a tam znów dzieją się z nim niezrozumiałe rzeczy”.

Prawnik, były prokurator Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP) Stanisław Bronewicki
Broniewicki dodaje, że podobne sprawy podważają sam mit o „idealności” nowo utworzonych organów:
„Często jestem pytany: »Dlaczego nie piszesz o Biurze Śledczym (DBR) czy Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU)?« Bo ci ludzie nigdy nie nazywali siebie aniołami i nie mówili: »Jesteśmy przykładem tego, jak powinni działać niezależni, nieprzekupni stróże prawa«. Okazuje się, że jest dokładnie odwrotnie: ci, którzy nazywają się całkowicie niezależnymi, okazują się zupełnie inni”.
Z boku wydaje się, że dyrektor NABU Semen Krywonos i szef SAP Oleksandr Klymenko po prostu czekają na jakieś globalne zmiany polityczne – na przykład na zmianę władzy. Prawdopodobnie właśnie wtedy z półek okazałego budynku przy ulicy Denisa Monastyrskiego wyciągną pokryte kurzem akta sprawy Werbyckiego i setki innych postępowań. A na razie znacznie ciekawsze jest organizowanie efektownych „performansów antykorupcyjnych” i narzekanie na powszechną korupcję w kraju.
Być może nadszedł czas na przeprosiny
A jeśli wsłuchać się w obecną retorykę antykorupcjonistów, wyłania się dość zabawny obraz. Okazuje się, że wiosną 2024 roku Krywonos i Klymenko, przekazując materiały mediom, w rzeczywistości oczernili „prawie uczciwego człowieka”, którego z powodu tego skandalu wyrzucono z Biura Prokuratora Generalnego „miotłą toaletową”.
Wynika z tego, że kierownictwo NABU powinno teraz: przeprosić Werbyckiego za ujawnione przez „Radio Swoboda” szczegóły dotyczące jego majątku; przeprosić w imieniu NAZK, która ośmieliła się oszacować jego majątek i ogłosić 29 mln hrywien wątpliwych dochodów; zainicjować przywrócenie Dmytro Anatolijowicza na stanowisko zastępcy prokuratora generalnego wraz z wypłatą odszkodowania za utracone korzyści za wszystkie miesiące „przymusowej nieobecności”.

Były zastępca prokuratora generalnego Dmytro Werbycki
Podstawy rzekomo również istnieją: jak wskazują działania procesowe (a dokładniej – ich brak), kluczowy dowód rzeczowy – ten sam domek letniskowy w kompleksie „Konik” – do tej pory nie został nawet zajęty. A to pomimo faktu, że już 29 maja 2024 roku (już po wszczęciu postępowania) przyjaciółka Werbyckiego, Chrystina Ilnycka, bez problemu podarowała ten domek swojej matce, Lubowi Skrypnik. A teraz pani Skrypnik ma pełne prawo do odsprzedania lub podarowania tej nieruchomości „działającemu w dobrej wierze nabywcy”, skąd żadna instytucja antykorupcyjna już jej nie wycofa.
Podsumowując
Na stan na sierpień 2026 roku mamy do czynienia z dość niezwykłą sytuacją. W maju 2024 roku dziennikarze ujawnili informacje dotyczące majątku Werbyckiego. Następnie NABU wszczęło postępowanie karne. NAZK z kolei wykryła oznaki nieuzasadnionych aktywów oraz nieprawdziwych informacji w oświadczeniu majątkowym. Materiały z kontroli przekazano detektywom. Jednak po ponad dwóch latach nie postawiono żadnych zarzutów.
NABU tłumaczy to koniecznością dalszego gromadzenia dowodów, przeprowadzania ekspertyz i składania zapytań międzynarodowych. Równolegle sąd nakazał NAZK usunięcie ze swojej strony internetowej części informacji dotyczących wyników kontroli.
Czy oznacza to, że sprawa Werbyckiego faktycznie znalazła się w impasie? Na razie – nie. Czy oznacza to, że hipotezy dziennikarzy dotyczące możliwego wpływu na dochodzenie znalazły potwierdzenie? Również nie. Jednak sam czas trwania śledztwa, brak postawienia zarzutów oraz tocząca się jednocześnie walka sądowa o jawność wniosków NAZK stanowią wystarczające podstawy, by zadać NABU i SAP całkiem konkretne pytania.
Jedno z nich jest bardzo proste: co dokładnie ustalili w sprawie Dmytroja Werbyckiego w ciągu tych dwóch lat – i co konkretnie uniemożliwia im zakończenie tego śledztwa? Społeczeństwo ma prawo wiedzieć, jakich dowodów wciąż szukają i dlaczego zajęło to ponad dwa lata. A jeśli dowodów jest za mało – wówczas pojawia się kolejne pytanie: dlaczego postępowanie karne do tej pory nie zostało zakończone orzeczeniem procesowym?
To właśnie dalszy przebieg tej sprawy pokaże, czy mamy do czynienia ze zwykłym, długotrwałym śledztwem przedprocesowym, czy też sprawa Werbyckiego miała od początku inne podłoże i będzie miała zupełnie inny dalszy przebieg.
Czytaj nas na Telegram i Sends