$ 44.94 € 51.1 zł 11.84
+15° Kijów +16° Warszawa +26° Waszyngton

Pierwsze wrażenia mieszkańców okupowanego Krymu po pożarze w Wildberries

UA NEWS 24 lipca 2026 21:47
Pierwsze wrażenia mieszkańców okupowanego Krymu po pożarze w Wildberries

Pierwsze zdjęcia i filmy przedstawiające ogarnięte płomieniami budynki oraz zdezorientowanych sprzedawców mieszkańcy Krymu odebrali raczej jako spektakularny widok – do Moskwy i Tambowa jest daleko. Pożary w Krasnodarze i Nevinnomysku sprawiły, że niektórzy zaczęli się niepokoić. Dopiero spłonęły magazyn w Symferopolu przywrócił wielu do rzeczywistości.

Informują o tym dziennikarze, którzy zebrali informacje z okupowanego przez Rosjan półwyspu. 

 

„Dzisiaj złożyłam zamówienie, dostawa podobno za trzy dni. Nie wiem, na ile to realistyczne: punkt sortowania w Symferopolu wciąż dymi. Dlatego jakoś trudno mi uwierzyć w te trzy dni. Oczywiste jest, że następuje odpływ klientów, więc nie będą ich odstraszać długim czasem dostawy. Ale właśnie ta nieprzewidywalność jest stresująca, bo nie da się z całą pewnością zaplanować, jak postępować dalej” – narzeka przedsiębiorczyni z Sewastopola.

W tym, że zakłócenia są nieuniknione, jest przekonany również pracownik jednego z punktów wydawania Wildberries w Kerczu. Według niego cały region południowy obsługiwały trzy duże centra dystrybucyjne, z których obecnie przetrwało jedynie centrum w Rostowie. Centrum sortowania w Symferopolu to magazyn „drugiego szczebla”, jednak jego wyłączenie z eksploatacji nieuchronnie doprowadzi do zakłóceń w funkcjonowaniu całego systemu.

image

„Na południu sieć logistyczna znajduje się obecnie w stanie krytycznego przeciążenia. Klienci na całym Krymie powinni przygotować się na systemowe opóźnienia, a sprzedawcy – na surowe ograniczenia w przyjmowaniu towarów oraz wzrost kosztów logistyki. W końcu hub w Rostowie nie jest elastyczny, wiele towarów będzie kierowanych dalej, w głąb Rosji” – tak ocenił sytuację ekspert.

Dalszy wzrost kosztów logistyki może okazać się tą ostatnią kroplą, która przepełni czarę goryczy – twierdzą sprzedawcy. Ponieważ prowadzenie działalności staje się po prostu nieopłacalne.

„Najpierw podniesiono podatki. Potem opłaty za media. Wiosną prawie dwukrotnie podwyższono czynsz za lokale produkcyjne. Oto takie wsparcie dla biznesu na Krymie. A wszystko zaczęło się właśnie od paliwa: ceny surowców wzrosły kilkukrotnie. Z energią elektryczną w ogóle nic nie jest jasne – to jest, to jej nie ma. Mam zwalniać ludzi, czy płacić im z własnej kieszeni, skoro produkcja się zatrzymała. I właśnie w tym cudownym momencie pojawia się Wildberries i informuje, że będę mógł wystawić na sprzedaż o połowę mniej produktów, a za ich dostawę do ich magazynu zapłacić – prawie dwa razy więcej. A to wszystko przy tym, że jeszcze przed przylotami zaczęli wykręcać nam ręce swoimi haraczami na reklamę i promocje” – narzeka przedsiębiorca z Symferopola, który produkuje meble luksusowe.

Inny krymski biznesmen zwraca uwagę, że istnieje problem poważniejszy niż wzrost kosztów własnych czy limity przyjmowania produktów do sprzedaży. Nikt bowiem nie gwarantuje odszkodowania tym, których towar spłonie podczas kolejnego nalotu ukraińskich dronów.

‍„Mam tak niszowy asortyment, że trudno go sprzedawać w sklepach stacjonarnych. Naturalna kosmetyka roślinna to nie jest coś, co można znaleźć w każdym supermarkecie, ale chętnie zamawia się ją online. Już dawno zrezygnowaliśmy z promowania naszego sklepu internetowego, mediów społecznościowych, reklam i obsługi bazy klientów, bo platformy handlowe są zarówno tańsze, jak i wygodniejsze. „Ale jeśli to wszystko spłonie w ciągu jednego dnia, zbankrutuję. Teraz muszę dokonać wyboru — zaryzykować wszystko albo wrócić do starych schematów sprzedaży, które nie są w stanie pokryć kosztów” — narzeka przedsiębiorca z Biloheriska.

Jednak nie wszyscy mają taki wybór. Ile osób z Krymu faktycznie zbankrutowało lub znalazło się na skraju bankructwa po pożarach w Symferopolu, Krasnodarze i obwodzie stawropolskim – pozostaje tajemnicą. U wielu sprzedawców pozostałości na magazynach „Wildberries” w osobistym panelu użytkownika są oznaczone jako niedostępne, a dział obsługi klienta nie udziela żadnych dodatkowych informacji. Wielu przedsiębiorców twierdzi, że w myślach pożegnali się już z produktami, które znalazły się na platformie handlowej, i skupili wszystkie siły na minimalizacji strat.

‍„Straty są kolosalne. Miałem tam około trzech tysięcy pozycji, o wartości kilku milionów. A to tylko koszt własny, a przecież były jeszcze wydatki na reklamę, promocję, zobowiązania kredytowe. Oczywiste jest, że nie będziemy już współpracować z „Wildberries”. Obecnie staramy się wywieźć lub wyprzedać pozostałości. Ale nie mam pojęcia, co dalej, bo na pewno nie będzie żadnych odszkodowań, a nikogo nie obchodzą nasze problemy. Tysiące ludzi w ciągu jednego dnia straciło kapitał, biznes, pracę… A wszyscy udają, że tak właśnie powinno być” – oburza się przedsiębiorczyni z Teodozji, która straciła ponad połowę towaru podczas pożaru 22 lipca w Krasnodarze.

Mieszkańcy Krymu o nastawieniu prorosyjskim szczerze dziwią się skargom swoich rodaków i nazywają ogarnięte ogniem magazyny ukraińską propagandą.

„No cóż, obrazek jest ładny – słupy dymu sięgające nieba. Spłonęło kilka ton chińskiego badziewia, ale jaki to ma sens? Czy to jakoś powstrzyma rosyjskie rakiety, które dzień w dzień niszczą ukraińskie miasta? Nie ma mowy. Spalili „Wildberries” – przejdziemy na „Ozon” – stwierdza jeden z rozmówców SEMAAT z Symferopola.

Wymieniona przez niego platforma handlowa jest drugą co do wielkości w Rosji po „Wildberries”. Jednak na Krymie są z nim problemy: „Ozon” nie posiada własnego centrum sortowania na półwyspie, a kryzys paliwowy oraz ryzykowna trasa przez nowo okupowane regiony znacznie wydłużyły i tak już niezbyt krótkie terminy dostaw.

„Na samym początku lipca zamówiłem nasiona. Początkowo termin dostawy wynosił sześć dni. Potem dodano pięć dni. Potem kolejne pięć. A potem znowu pięć. Dzisiaj sprawdziłem — napisali, że dodali jeszcze pięć dni. Z harmonogramu sadzonek już wypadłem. Ale gdybym złożył zamówienie w „Wildberries”, raczej nie byłoby lepiej” — opowiada rolnik z rejonu Krasnogwardijskiego.

Obecnie 70 procent całej krymskiej sprzedaży internetowej odbywa się za pośrednictwem „Wildberries”. Większość przedsiębiorców ankietowanych przez SEMAAT jest przekonana, że już w sierpniu lub wrześniu trzeba będzie pożegnać się z tą platformą handlową.

Kontekst

W nocy z 24 na 24 lipca 2026 r. potwierdzono zniszczenie jedynego centrum dystrybucyjnego Wildberries, położonego na tymczasowo okupowanym Krymie w Simferopolu, o powierzchni około 13 220 m².

W wyniku ataku na obiekt wybuchł rozległy pożar. Dane z systemu satelitarnego NASA FIRMS również wskazują na pożar. Firma poinformowała o ewakuacji personelu.

To kolejny cios wymierzony w infrastrukturę logistyczną Wildberries w ciągu ostatniego tygodnia, zarówno w Rosji, jak i na terytoriach okupowanych.

Informacje zebrali dziennikarze projektu Cemaat.media.

Przypomnijmy, że uderzenia Sił Obronnych Ukrainy na magazyny rosyjskiej platformy handlowej Wildberries mogły spowodować dla Rosji bezpośrednie straty gospodarcze sięgające nawet 2 mld dolarów. Taką ocenę podało Centrum Wywiadowcze Sił Obronnych Estonii.

Rosyjski serwis Wildberries, który ostatnio znajduje się pod ostrzałem ukraińskich dronów, stał się w praktyce platformą umożliwiającą zakup towarów, które mogą być wykorzystywane w działaniach wojennych. Na platformie otwarcie sprzedawane są komponenty do dronów FPV, systemy zrzutu amunicji, sprzęt termowizyjny, osłony przeciwpancerne oraz inne wyposażenie taktyczne.

Sankt Petersburg został zaatakowany przez drony, które podpaliły magazyny Wildberries.
 

 

 

 

 

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację