$ 44.79 € 51.77 zł 12.04
+19° Kijów +17° Warszawa +24° Waszyngton
81 lat po Hiroszimie: dlaczego zagrożenie nuklearne dla Ukrainy i świata jest dziś realniejsze niż kiedykolwiek

81 lat po Hiroszimie: dlaczego zagrożenie nuklearne dla Ukrainy i świata jest dziś realniejsze niż kiedykolwiek

06 sierpnia 2026 17:17

6 sierpnia 1945 roku doszło do pierwszego w historii ludzkości ataku nuklearnego. Na japońskie miasto Hiroszimę, w którym mieszkało około 350 tysięcy osób, amerykański bombowiec zrzucił bombę atomową o cynicznej nazwie „Little Boy”. 

W jednej chwili zginęło nawet 80 tysięcy osób. Dosłownie wyparowały, zamieniły się w popiół, w cienie wypalone na kamiennych ścianach budynków — a to był dopiero początek horroru. Do końca 1945 roku liczba ofiar wzrosła do 150 tysięcy z powodu urazów, oparzeń, ostrej choroby popromiennej oraz obrażeń niepozwalających na przeżycie. Przez kolejne lata ludzie nadal umierali na nowotwory i mutacje genetyczne spowodowane skażeniem promieniowaniem. Ostateczna liczba ofiar samego tego ataku przekroczyła 200 tysięcy: z powodu jednej-jedynej bomby, która według dzisiejszych standardów była bardzo słaba i prymitywna. Dla porównania: współczesna amunicja termojądrowa jest setki, a nawet tysiące (!) razy silniejsza od hirosimskiego „Małego”.

Wydawałoby się, że to wszystko już za nami, że wszystko pozostało gdzieś w 1945 roku, w archiwach historyków, na kartach podręczników o „zimnej wojnie” itp. Wydawałoby się, że ludzkość, przeżywając kryzys kubański z 1962 roku, wyciągnęła wnioski i na zawsze potępiła broń jądrową jako absolutne, niedopuszczalne tabu – ale nie.  Od 2022 roku retoryka nuklearna i bezpośrednie groźby użycia broni masowego rażenia powróciły do dyskursu publicznego. Powróciły one z inicjatywy Rosji, która rozpoczęła pełną inwazję na Ukrainę. 

Dlaczego dziś jest to ponownie niezwykle niebezpieczne i na ile realne jest zagrożenie atakiem jądrowym dla Ukrainy i całego świata? Komentator polityczny UA.News Mykyta Trachuk wraz z ekspertami zgłębiał tę kwestię. 

„Jaśniejsze niż tysiąc słońc”: anatomia jednego wybuchu

 

Aby uświadomić sobie skalę zagrożenia, należy najpierw zrozumieć, czym właściwie jest wybuch jądrowy. Relacje ocalałych z Hiroszimy oraz naukowe rekonstrukcje wydarzeń z 6 sierpnia 1945 roku tworzą obraz wykraczający daleko poza granice jakiegokolwiek doświadczenia wojskowego.

O godz. 8:15 rano bombowiec B-29 zrzucił bombę „Little Boy” nad centrum Hiroszimy. Bomba wybuchła na wysokości około 600 metrów — zrobiono to celowo, aby zmaksymalizować niszczycielski efekt fali uderzeniowej. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyli ci, którzy znajdowali się w stosunkowo bezpiecznej odległości, był błysk. Naoczni świadkowie opisywali go jako „światło jaśniejsze niż tysiąc słońc”, jako ogień, który wypełnił całe niebo. W promieniu jednego kilometra od epicentrum każda osoba przebywająca na ulicy natychmiast doznała oparzeń trzeciego stopnia: skóra ulegała zwęgleniu, ubrania zapalały się, oczy wypływały, zanim mózg zdążył „zarejestrować” ból. Temperatura w epicentrum wybuchu osiągnęła na sekundę kilka milionów stopni — taką samą jak na powierzchni Słońca. Powstała kula ognia o średnicy około 280 metrów, która promieniowała energią cieplną, wypalającą wszystko, co żywe, w promieniu setek metrów. Ludzie znajdujący się bliżej epicentrum po prostu wyparowali. Drzewa, budynki, ulice — wszystko zamieniło się w piekło w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Атомные бомбардировки Хиросимы и Нагасаки — Википедия


A potem nadeszła fala uderzeniowa. W promieniu do 2 km od epicentrum wszystkie budynki zostały całkowicie zniszczone. Tych, którzy cudem przeżyli błysk światła, zabiła fala uderzeniowa: rozrywała ich na kawałki, zasypywała gruzem, wyrzucała przez okna itp. Okna, nawiasem mówiąc, wyleciały na odległość do 15 km. Huk wybuchu słychać było setki kilometrów dalej, a grzybowatą chmurę, która wzbiła się na wysokość ponad 12 km, widziano w sąsiednich prefekturach Japonii. Następnie spadł radioaktywny deszcz. Ci, którzy przeżyli wybuch, rzucali się do rzek, próbując ugasić pragnienie i złagodzić ból poparzeń — a wraz z wodą otrzymywali kolejną dawkę promieniowania. W ciągu kolejnych dni i tygodni choroba popromienna zaczęła zbierać żniwo: nudności, krwawa biegunka, wypadanie włosów, niewydolność narządów wewnętrznych, a w końcu – powolna i bolesna śmierć.

Hiroszima została zmieciona z powierzchni ziemi w ciągu zaledwie kilku sekund. Jej całkowita odbudowa zajęła 20 lat. A całe to przerażenie spowodowała jedna-jedyna bomba: bomba, której moc jest jedynie bladym cieniem tego, co dziś znajduje się w gotowości bojowej mocarstw nuklearnych. 

Відродження міста для багатьох стало несподіванкою»: Як Хіросіма  оговтувалася від ядерного бомбардування — Bird In Flight


Renesans retoryki nuklearnej: jak świat powrócił do epoki strachu

 

Po zakończeniu zimnej wojny wydawało się, że broń jądrowa stała się czysto ceremonialnym atrybutem wielkich mocarstw, czymś w rodzaju eksponatu muzealnego w arsenale polityki międzynarodowej. Jednak luty 2022 roku zburzył tę iluzję. Kilka dni przed pełną inwazją na Ukrainę Putin odbył naradę z kierownictwem Ministerstwa Obrony, po czym rosyjskie siły jądrowe zostały postawione w specjalnym trybie gotowości bojowej. Moskwa dawała do zrozumienia, że jakakolwiek ingerencja Zachodu w „konflikt ukraiński” może sprowokować atak nuklearny. 

Владимир Путин:


Od tego czasu retoryka ta tylko się nasilała. Bezpośrednie groźby nuklearne pod adresem suwerennego państwa i jego sojuszników stały się rutynowym elementem rosyjskiego krajobrazu politycznego. Od 2022 roku rosyjskie państwowe kanały telewizyjne stały się nieustannym strumieniem szantażu nuklearnego. Propagandziści rozważają, jaki cel wybrać na „demonstracyjny” atak nuklearny, dyskutując o tym z taką swobodą, jakby chodziło o wybór mebli. Rosyjscy eksperci wojskowi omawiają czas lotu rakiet do Londynu, Berlina czy Warszawy tak, jakby mówili o prognozie pogody.

Szczególną i niezwykle niepokojącą rolę w tym „renesansie” retoryki nuklearnej odgrywają rosyjscy pseudointelektualiści — osoby posiadające poważne stopnie naukowe, które legitymizują ideę użycia broni jądrowej. Na przykład znany naukowiec i politolog Siergiej Karaganow nieustannie i wprost wzywa rosyjskie władze do zadania prewencyjnego uderzenia nuklearnego na Ukrainę lub kraje Europy, aby „powstrzymać staczanie się świata w kierunku globalnej katastrofy” i „złamać wolę Zachodu”. Jego teksty to nie marginalne wpisy w mediach społecznościowych, lecz publikacje w czołowych rosyjskich czasopismach naukowych, które są cytowane, omawiane i które kształtują światopogląd części rosyjskiej elity. Karaganowowi sekunduje Aleksander Dugin, znany filozof i ideolog, który równie regularnie mówi o wojnie nuklearnej jako o „świętej bitwie” i „oczyszczeniu” ludzkości przed „odnową”. Żadna przy zdrowych zmysłach osoba nie jest w stanie traktować takich wypowiedzi poważnie; jest to raczej zadanie dla specjalistów z odpowiednich dziedzin. 

Cykliczność tej retoryki jest również znamienna. Mniej więcej raz na pół roku lub rok w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej pojawia się fala „rozgrzewania” tematu nuklearnego. Propagandziści zaczynają zgodnie mówić o tym, że „czerwone linie” zostały przekroczone, że „cierpliwość Moskwy nie jest bezgraniczna”, że „jądrowa pałka” to nie metafora, a całkiem realny argument i tak dalej. Potem fala opada, jakby jej w ogóle nie było. Taki rytm nie jest przypadkowy: przyzwyczaja zarówno odbiorców wewnętrznych, jak i zewnętrznych do myśli, że wojna nuklearna nie jest absolutnym tabu, lecz „tematem do dyskusji” lub „ceną, którą trzeba zapłacić”.

Решится ли Путин применить ядерное оружие в Украине? Этот риск невелик — но  его нельзя исключать Самый подробный разбор самого страшного сценария войны  — Meduza


Jak prawdopodobny jest scenariusz eskalacji konfliktu nuklearnego 

 

Najszczersza odpowiedź na to pytanie brzmi: nikt tego nie wie. Żaden analityk ani ekspert, żadna służba wywiadowcza na świecie nie jest w stanie z całą pewnością stwierdzić, czy Putin lub ktoś inny odważy się przekroczyć granicę między groźbą a działaniem. Istnieje jednak szereg wskaźników, które skłaniają do postrzegania tej sytuacji z najwyższym niepokojem.

Najbardziej znanym symbolem tego niepokoju jest „Zegar Dnia Sądu Ostatecznego” — projekt zainicjowany w 1947 roku przez naukowców, którzy tworzyli pierwszą bombę atomową. Zegar ten nie wskazuje rzeczywistego czasu, lecz stopień zbliżenia ludzkości do globalnej katastrofy. Północ symbolizuje apokalipsę nuklearną. W 2026 roku wskazówki Zegara ustawiono na „85 sekund przed północą” – najbliżej fatalnej granicy w całej historii obserwacji. Oznacza to, że środowisko ekspertów ocenia sytuację jako krytyczną.

Liczne raporty analityczne, komentarze ekspertów wojskowych oraz publikacje w czołowych światowych wydawnictwach wyraźnie wskazują, że prawdopodobieństwo ataku nuklearnego z czysto hipotetycznego scenariusza przekształciło się w mało lub nawet średnio prawdopodobne. Jest to absolutnie bezprecedensowa zmiana, której nie obserwowano od lat 60. I jest to bardzo zła tendencja. Im dłużej bowiem trwa szantaż nuklearny, tym bardziej staje się on czymś zwyczajnym dla świadomości społecznej. Działa tu mechanizm „okna Overtona”: idee, które kiedyś uważano za całkowicie niedopuszczalne, stopniowo stają się częścią publicznej debaty, potem – dopuszczalne, a z czasem wręcz w pełni akceptowalne. 

Ciągłe oświadczenia Federacji Rosyjskiej właśnie to robią: poszerzają granice tego, co dopuszczalne. To, co jeszcze 10–15 lat temu wywołałoby jednogłośne potępienie całego świata, dziś jest poważnie rozważane jako jeden z możliwych scenariuszy. To właśnie ten proces jest najniebezpieczniejszy spośród wszystkich zachodzących obecnie zjawisk.

Що відбувається з людиною в момент ядерного вибуху — Цікaвинки


Opinie ekspertów 

 

Politolog, dyrektor Instytutu Polityki Światowej Jewhen Magda przypomina: dla Ukrainy kwestia zagrożenia jądrowego nie jest sprawą błahą. Ukraina przeżyła już katastrofę w Czarnobylu, a obecnie doświadcza również szantażu jądrowego ze strony Rosji. 

„Dla nas to realne zagrożenie, a kiedy w Rosji mówi się o tym publicznie – oznacza to, że kwestia ta jest poważnie rozważana przez rosyjski establishment polityczny. Jednocześnie Ukraina już w 2022 roku udowodniła, że nawet użycie broni jądrowej przeciwko niej nie oznacza zakończenia walki. Rosja jednak doskonale rozumie, że świat obawia się katastrofy jądrowej, takiej jak ta po Czarnobylu i po Fukushimie, więc Kreml umiejętnie to wykorzystuje. Zagrożenie jądrowe – niestety – nie jest bynajmniej błahostką. Istnieje od dziesięcioleci, a Rosja zręcznie nią manipuluje. 

My natomiast musimy szukać możliwości, by reagować na to w sposób asymetryczny. Dlatego musimy mówić o Czarnobylu, o tym, że Ukraina była pierwszym państwem na świecie, które dobrowolnie zrezygnowało z arsenału jądrowego – w tamtym czasie trzeciego pod względem mocy wśród wszystkich. I że będziemy bronić naszej niepodległości pomimo wszelkich zagrożeń, niezależnie od tego, jaką bronią nam będą grozić. Należy również podkreślać, że kraj, który użyje broni jądrowej, po prostu znajdzie się poza prawem w oczach całej społeczności międzynarodowej. Trzeba zrozumieć, że obecnie broń jądrowa pozostaje w dużej mierze środkiem wywierania presji. Nie możemy jednak pomijać tego czynnika i musimy zrobić wszystko, aby chronić kraj nawet przed ewentualnym użyciem broni masowego rażenia ze strony Federacji Rosyjskiej” — jest przekonany Jewgienij Magda. 

Politolog Maksym Gonczarenko zauważa: ryzyko użycia broni jądrowej jest dziś najwyższe od czasów kryzysu kubańskiego w 1962 roku — nie oznacza to jednak, że świat stoi u progu wojny jądrowej. Od początku pełnej inwazji Rosja wielokrotnie posługiwała się retoryką nuklearną. Jednak ekspert dostrzega od razu kilka powodów, dla których należy odrzucić taki scenariusz.

„Zastosowanie broni jądrowej nie zapewni Rosji znaczącej przewagi strategicznej. Nie dojdzie do miażdżącego ciosu w przemysł: najniebezpieczniejsza dla przeciwnika ciężka technika pochodzi z Zachodu i jest naprawiana przez producentów, a lokalną produkcję dronów można ponownie uruchomić w krótkim czasie. Straty dla Rosji będą większe i trwalsze. Przede wszystkim będzie to miało negatywny wpływ nie tylko na Zachód, ale także na kraje Globalnego Południa, od których zależy obecnie dyplomacja i handel Rosji. W ten sposób Rosja zraża do siebie ostatnie lojalne kraje, staje się poważnym, niekontrolowanym kryzysem dla Chin i sprawia, że każda reakcja ze strony Zachodu staje się uzasadniona. Nawet jeśli ta reakcja nie będzie miała charakteru nuklearnego, Rosja staje się państwem stanowiącym problem dla wszystkich. Wobec braku ugruntowanej autarkii, stabilnego uzależnienia od „zasobów naturalnych” oraz perspektywy załamania handlu konsekwencje będą gorsze niż dziesiątki bomb jądrowych.

Zastosowanie nawet taktycznej broni jądrowej również nie przyniesie pożądanego rezultatu. Zadania, które tradycyjnie rozwiązuje się za pomocą artylerii lub dronów, nie będą powierzone broni z ubiegłego wieku, która przynosi więcej strat niż korzyści. Współczesna wojna to wojna „skalpela”, a nie „młota”. W 1945 roku ludzkość w pełni uświadomiła sobie konsekwencje uderzenia jądrowego; wszystkie państwa znają tę cenę. Właśnie ta świadomość jest dziś najważniejszym czynnikiem powstrzymującym. Nawet gdy mówimy o największych światowych kryzysach, pamiętamy, że broń jądrowa to groźba, która nigdy nie może zostać zrealizowana” – jest przekonany Maksym Gonczarenko. 

Експерт пояснив, що буде, якщо ядерна бомба вибухне в космосі. Читайте на  UKR.NET


Podsumowując, nikt nie wie, kiedy dojdzie do ataku nuklearnego i czy w ogóle do niego dojdzie. Bardzo chciałoby się mieć nadzieję, że to się nigdy nie wydarzy. Że lekcje z Hiroszimy i Nagasaki, w połączeniu z doświadczeniami zimnej wojny, okażą się wystarczająco silnym zabezpieczeniem. Nie można jednak zaprzeczyć istnieniu zagrożeń. One istnieją – zarówno dla Ukrainy, która znajduje się na pierwszej linii tej globalnej konfrontacji, jak i dla całego świata.

Gdyż jeśli katastrofa nuklearna rozpocznie się na Ukrainie, będzie miała dwa przerażające skutki dla całej społeczności międzynarodowej. Po pierwsze: usunie to barierę dla wszystkich pozostałych państw posiadających broń jądrową. Jeśli taki atak można przeprowadzić bez nieodwracalnych konsekwencji, to dlaczego Korea Północna, Izrael, Pakistan czy ktokolwiek inny nie miałby skorzystać z tej możliwości w swoich własnych konfliktach? Druga konsekwencja: państwa nieposiadające broni jądrowej, widząc, że jedynie posiadanie takiej broni gwarantuje choćby minimalne bezpieczeństwo, rzucą się na oślep do tworzenia własnych arsenałów. Reżim nierozprzestrzeniania przestanie istnieć, a świat bardzo szybko pogrąży się w prawdziwej apokalipsie.

Różnica między tą – niestety całkiem prawdopodobną – apokalipsą a tą opisaną w słynnej Apokalipsie św. Jana Teologa będzie polegać na jednej zasadniczej kwestii. W tekście biblijnym po katastrofie (zdejmowanie pieczęci, trąby aniołów, czasze gniewu, gwiazda Goryczki itp.) następuje Drugie Przyjście. Po końcu wszystkiego następuje odnowa, a świat staje się lepszy niż był wcześniej. W przypadku rzeczywistej wojny nuklearnej nie nastąpi żadne odrodzenie. Najprawdopodobniej po niej po prostu nie będzie już nic, poza być może radioaktywną pustką. 

Właśnie dlatego mocarstwa nuklearne – a zwłaszcza Federacja Rosyjska – muszą bardzo surowo i uważnie podchodzić do własnej retoryki. To, że ktoś ma w swoim arsenale „jądrowe pałki”, nie daje mu prawa ani pretekstu, by nieustannie nimi wymachiwać przed oczami całego świata. To broń, o której lepiej milczeć, broń, która nigdy nie powinna zostać użyta. To broń, której samo istnienie jest tragicznym świadectwem niedoskonałości naszego gatunku. A jeśli ludzkość liczy na jakąkolwiek przyszłość, to prędzej czy później broń jądrowa musi zostać całkowicie zniszczona lub przynajmniej zredukowana do takiego minimum ilościowego, przy którym przestanie stanowić egzystencjalne zagrożenie dla całej planety.

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację