Europa wkracza w największy cykl zbrojeń od czasu zakończenia zimnej wojny. To, co jeszcze kilka lat temu wydawało się politycznie niemal niemożliwe — wydatki na obronę na poziomie 3–5% PKB, nowe fabryki czołgów, zakup setek samolotów i systemów obrony powietrznej, zwiększenie liczebności armii oraz powrót do masowej produkcji amunicji — stopniowo staje się nową normą.
Rosyjska inwazja na Ukrainę stała się głównym katalizatorem tych zmian, ale teraz doszedł do tego jeszcze jeden problem: niepewność Europejczyków co do tego, jak długo Stany Zjednoczone są gotowe pozostać głównym gwarantem bezpieczeństwa kontynentu. Pod koniec sierpnia Pentagon dał sojusznikom jasno do zrozumienia, że Waszyngton chce, aby obrona Europy w coraz większym stopniu znajdowała się pod kierownictwem samych Europejczyków.
W rezultacie nie chodzi już tylko o zwiększenie budżetów wojskowych. Polska buduje największą armię lądową w UE, Niemcy wydają ponad 100 mld euro rocznie na obronę, Francja zwiększa program zbrojeniowy o kolejne dziesiątki miliardów, kraje bałtyckie przekraczają próg 5% PKB, a Grecja tworzy nową, wielopoziomową tarczę przeciwrakietową.
UA.News opowiada, w jaki sposób Europa się zbroi, ile to kosztuje, jaką broń kupują największe kraje i czy kontynent będzie w stanie w przyszłości bronić się bez krytycznej zależności od USA.
Od 2% do 5% PKB: jak wojna na Ukrainie zmieniła europejskie budżety wojskowe

Jeszcze dziesięć lat temu nawet wymóg NATO, by przeznaczać na obronę 2% PKB, był dla wielu krajów europejskich raczej polityczną rekomendacją niż rzeczywistą zasadą. Niemcy, Hiszpania, Włochy, Belgia i szereg innych państw przez lata pozostawały poniżej tego poziomu.
Po 2022 roku sytuacja uległa radykalnej zmianie. Według najnowszych danych Europejskiej Agencji Obrony w 2025 roku 27 krajów UE wydało na obronę 418 mld euro — o około 20% więcej niż rok wcześniej. W 2026 r. kwota ta ma wzrosnąć już do 454 mld euro.
Stanowi to około 2,4% łącznego PKB Unii Europejskiej. Przy czym prawie 115 mld euro w 2025 roku przeznaczono bezpośrednio na zakup sprzętu wojskowego. W 2026 r. około 36% wszystkich wydatków obronnych UE ma już stanowić inwestycje — czyli zakup uzbrojenia, budowa infrastruktury, modernizacja armii oraz opracowywanie nowych technologii.
Liczba ta może rosnąć jeszcze szybciej. Podczas szczytu NATO w Hadze w 2025 roku sojusznicy uzgodnili, że do 2035 roku będą przeznaczać na obronę i kwestie związane z bezpieczeństwem do 5% PKB. Z tej kwoty co najmniej 3,5% ma być przeznaczone bezpośrednio na podstawowe potrzeby wojskowe, a kolejne 1,5% — na infrastrukturę, cyberbezpieczeństwo, odporność i inne powiązane obszary. NATO informuje, że już w 2026 roku pięciu sojuszników ma osiągnąć próg 3,5% wyłącznie w zakresie podstawowych wydatków na obronę.
W rzeczywistości Europa stopniowo przechodzi od modelu niewielkich, profesjonalnych armii w czasie pokoju do systemu, który ma być w stanie prowadzić długotrwały, bardzo intensywny konflikt.
A to oznacza zapotrzebowanie nie tylko na nowoczesne myśliwce czy kilkadziesiąt nowych czołgów. Potrzebne są ogromne zapasy rakiet i pocisków, rezerwy, zakłady naprawcze, drogi wojskowe i linie kolejowe, nowe magazyny, systemy obrony przeciwlotniczej, drony oraz możliwość szybkiego wytwarzania tego wszystkiego już w trakcie wojny.
Polska buduje największą armię lądową w Unii Europejskiej
Jednym z najbardziej wymownych przykładów stała się Polska. Warszawa faktycznie opiera się na założeniu, że potencjalna wielka wojna z Rosją może wybuchnąć nie gdzieś daleko od polskich granic, ale bezpośrednio w Europie Środkowej i Wschodniej.
Na rok 2026 polskie władze przeznaczyły około 200 mld złotych na obronność — około 4,8% PKB. Ministerstwo Finansów Polski określa te wydatki jako rekordowe.
Bezpośrednie główne wydatki obronne Polski w 2026 r. wyniosą około 53 mld euro. Liczebność polskich sił zbrojnych przekroczyła już 220 tysięcy osób, a Warszawa planuje dalsze zwiększanie liczebności armii.
Szczególnie rozbudowany stał się program zakupów sprzętu wojskowego. Polska zamawia amerykańskie czołgi Abrams, południowokoreańskie K2, samobieżne haubice K9, systemy HIMARS, myśliwce F-35, kompleksy Patriot oraz inne uzbrojenie.
Obecnie jednak Warszawa stopniowo zmienia model działania. O ile po 2022 roku głównym zadaniem było jak najszybsze zakupienie gotowej broni tam, gdzie można ją było dostarczyć, o tyle obecnie Polska chce produkować coraz większą część sprzętu we własnym zakresie.
Od 2022 roku polskie zamówienia obronne w firmach krajowych i środkowoeuropejskich wzrosły niemal czterokrotnie — do 30,4 mld złotych. Polskie przedsiębiorstwa realizują wspólne projekty z firmami z Czech, Estonii i Niemiec w zakresie produkcji amunicji, dronów i systemów obrony przeciwlotniczej. Również firma Rheinmetall rozszerza swoją obecność w kraju.
Logika jest tu prosta: jeśli wybuchnie wielka wojna, nie wystarczy mieć umowę na dostawę amunicji za kilka lat. Trzeba mieć fabryki, komponenty, personel i technologie na miejscu lub jak najbliżej.
Niemcy powracają do roli głównej siły militarnej Europy
Jeszcze większe znaczenie symboliczne mają wydarzenia w Niemczech. Po zakończeniu zimnej wojny Berlin przez dziesięciolecia redukował armię i infrastrukturę wojskową. Obecnie polityka ta faktycznie zmieniła kierunek na przeciwny.
Według danych rządu niemieckiego w 2026 roku na potrzeby Bundeswehry, wraz ze środkami ze specjalnego funduszu obronnego, przewidziano około 108 mld euro. Środki te przeznaczone są na zakup samolotów F-35, nowych systemów obrony powietrznej, pojazdów opancerzonych, fregat, amunicji, dronów oraz modernizację sił lądowych.
Niemcy tworzą również pełnoprawną brygadę bojową na Litwie. Dla Berlina jest to historyczny krok: duża formacja Bundeswehry na stałe rozmieszczana jest poza granicami kraju, bezpośrednio przy wschodniej granicy NATO.

Jednocześnie zmienia się również sam niemiecki przemysł obronny. W sierpniu firma Rheinmetall ogłosiła inwestycję w wysokości około 270 mln euro w rozwój zakładu w Kassel, który ma stać się jednym z kluczowych ośrodków produkcji czołgów i logistyki wojskowej. Planuje się tam nie tylko rozszerzyć produkcję pojazdów opancerzonych, ale także opracowywać i testować drony.
2 września Niemcy przeprowadziły udane testy izraelskiej rakiety balistycznej LORA o zasięgu do 500 km. Dla Bundeswehry oznacza to zupełnie nowe możliwości – wcześniej Niemcy nie dysponowały własnymi rakietami balistycznymi tej klasy. Równolegle kraj pracuje nad zmodernizowaną wersją rakiety skrzydłowej Taurus.
Oznacza to, że Niemcy stopniowo tworzą środki do dalekosiężnych uderzeń, zakrojonej na szeroką skalę obrony przeciwlotniczej oraz długotrwałej wojny – czyli zdolności, którym po zakończeniu zimnej wojny poświęcano znacznie mniej uwagi.
Francja zwiększa liczebność armii, uzbrojenie rakietowe, drony oraz potencjał odstraszania nuklearnego
Francja ma inną pozycję wyjściową. W przeciwieństwie do Niemiec Paryż nigdy całkowicie nie zrezygnował z koncepcji strategicznej autonomii wojskowej. Francja dysponuje własną bronią jądrową, atomowymi okrętami podwodnymi, lotniskowcem, własnymi myśliwcami Rafale oraz potężnym kompleksem wojskowo-przemysłowym.
Jednak nawet Paryż uznał, że dotychczasowy program wojskowy jest niewystarczający. W sierpniu Francja ostatecznie zaktualizowała ustawę o planowaniu wojskowym na lata 2024–2030. Do przewidzianych już 413 mld euro planuje się dodać kolejne 36 mld euro. Tylko w latach 2026–2027 dodatkowe wydatki mają wynieść około 10 mld euro. Francuskie Ministerstwo Sił Zbrojnych tłumaczy to koniecznością przyspieszenia procesu modernizacji uzbrojenia w obliczu pogarszającej się sytuacji międzynarodowej.
W 2026 r. budżet francuskiej misji obronnej, bez uwzględnienia emerytur, wyniesie 57,1 mld euro — o 6,7 mld euro więcej niż w 2025 r. Prawie 14 mld euro planuje się przeznaczyć bezpośrednio na programy zbrojeniowe, a 2,4 mld euro – na amunicję.
Paryż kładzie szczególny nacisk na rakiety, drony, systemy kosmiczne, obronę przeciwlotniczą oraz odstraszanie nuklearne. Zaktualizowany program ma doprowadzić francuski budżet obronny do poziomu 76,3 mld euro w 2030 roku.
Dla Francji jest to również kwestia roli politycznej. Jeśli w przyszłości obecność wojskowa Stanów Zjednoczonych w Europie będzie mniejsza, to właśnie Francja pozostanie jedynym krajem UE posiadającym własny arsenał jądrowy. Z tego powodu dyskusja na temat francuskiego „parasola jądrowego” dla sojuszników coraz bardziej przechodzi z płaszczyzny teoretycznej do praktycznej.
Kraje bałtyckie już teraz wydają na obronę tyle, ile NATO wymaga dopiero w przyszłości
O ile Niemcy i Francja mogą sobie pozwolić na stopniowe zwiększanie potencjału, o tyle kraje bałtyckie zachowują się tak, jakby czasu było już prawie zero.
W 2026 roku Litwa przeznaczy na obronę 4,8 mld euro — około 5,38% PKB. To o prawie 1,6 mld euro więcej niż rok wcześniej i około 14% wszystkich wydatków budżetowych kraju, nie uwzględniając niektórych programów europejskich.
Główna część środków zostanie przeznaczona na utworzenie własnej dywizji, nowe uzbrojenie, poligony, koszary oraz przygotowanie infrastruktury do stacjonowania niemieckiej brygady. Łotwa również szybko zbliża się do poziomu 5%. Zgodnie z zaktualizowanymi danymi łotewskiego Ministerstwa Obrony w 2026 r. na obronę przewidziano ponad 2,15 mld euro, czyli około 4,73% PKB. Dla porównania: w 2020 r. wskaźnik ten wynosił zaledwie około 2,2%.
Estonia w 2026 roku przeznaczy na obronność około 5,4% PKB, pozostając jednym z krajów NATO o największych wydatkach na obronność w stosunku do wielkości gospodarki.
W przypadku krajów bałtyckich wydatki te mają specyficzną strukturę. Nie chodzi tu wyłącznie o czołgi czy samoloty, ale także o tworzenie linii obronnych na granicy, minowanie, przeszkody inżynieryjne, magazyny, środki przeciwpancerne, obronę przeciwlotniczą oraz możliwość jak najszybszego przyjęcia wojsk innych krajów NATO.
Oznacza to, że Estonia, Łotwa i Litwa przygotowują się nie tylko do posiadania własnych, zdolnych do walki armii, ale także do przekształcenia swoich terytoriów w gotowy teatr działań obronnych, do którego w razie wojny można szybko przetransportować duże siły sojuszników.
Grecja tworzy własną wielopoziomową „tarczę” przed rakietami i dronami
Przebudowa uzbrojenia objęła nie tylko wschodnią flankę. 31 sierpnia Izrael i Grecja zawarły umowę o wartości około 3 mld euro, czyli 3,5 mld dolarów, dotyczącą stworzenia nowego, wielopoziomowego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.
Projekt ten stanowi część greckiego programu „Achilles Shield”. Ma on obejmować systemy David’s Sling, SPYDER i BARAK MX, radary oraz jednolity system dowodzenia. Osobno Ateny otrzymają systemy Drone Dome do zwalczania dronów.

Całkowity koszt programu modernizacji greckich sił zbrojnych do 2036 roku szacuje się na około 28 mld euro. Oprócz systemów obrony powietrznej Grecja planuje zakup myśliwców F-35, nowych fregat i innego uzbrojenia.
Grecja już teraz przeznacza na obronność około 3,5% PKB, choć jej logika bezpieczeństwa różni się od polskiej czy bałtyckiej. Dla Aten kluczowym czynnikiem pozostaje tradycyjnie złożona rywalizacja wojskowo-polityczna z Turcją.
Jednak wojny na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie dostarczyły nowej lekcji: nawet kraj dysponujący nowoczesnymi myśliwcami i silną flotą pozostaje podatny na ataki bez dużych zapasów rakiet przeciwlotniczych oraz tańszych środków zwalczania masowych dronów.
Europa ponownie buduje fabryki czołgów, rakiet i milionów pocisków
Głównym problemem europejskiego zbrojenia pozostają nie tyle pieniądze, co możliwości produkcyjne. Przez dziesięciolecia europejskie zakłady zbrojeniowe działały głównie w oparciu o stosunkowo niewielkie zamówienia z czasów pokoju. Po prostu nie było potrzeby produkowania setek tysięcy czy milionów pocisków artyleryjskich rocznie.
Wojna na Ukrainie pokazała, jak niebezpieczny stał się ten model. Amunicja, która w czasie pokoju gromadzona była przez lata, podczas intensywnych działań wojennych może zostać zużyta w ciągu kilku miesięcy.
Obecnie firmy masowo zwiększają produkcję. Czeska firma CSG, jeden z największych producentów amunicji w Europie, w pierwszym półroczu 2026 r. zwiększyła przychody o ponad 17%, a jej portfel zamówień osiągnął 46 mld euro. Moc produkcyjna firmy wynosi już około 850 tysięcy sztuk amunicji rocznie i ma wzrosnąć do 1,1 mln do końca 2027 roku.
Rheinmetall równolegle rozszerza produkcję pocisków artyleryjskich, pojazdów opancerzonych i rakiet. Firma prowadzi nawet rozmowy z amerykańską firmą Lockheed Martin w sprawie produkcji pocisków ATACMS w Niemczech. Jednocześnie kierownictwo Rheinmetall przyznaje: zwiększenie skali produkcji rakiet i tak zajmie lata.

Właśnie ten problem wyjaśnia, dlaczego Europa stara się obecnie zawierać długoterminowe, wieloletnie kontrakty. Producentowi nie opłaca się budować fabryki za setki milionów euro, jeśli państwo zamówi pociski tylko raz. Aby stworzyć pełnoprawny przemysł zbrojeniowy, firmy potrzebują gwarancji popytu na kolejne dziesięciolecia.
Unia Europejska sama zaczęła pożyczać pieniądze na broń
Jeszcze kilka lat temu wspólne finansowanie zakrojonych na szeroką skalę zakupów wojskowych na szczeblu UE było tematem trudnym politycznie. Obecnie Bruksela faktycznie tworzy odrębne mechanizmy finansowe na potrzeby modernizacji uzbrojenia.
Jednym z głównych stał się instrument SAFE – Security Action for Europe. Dzięki niemu Unia Europejska może pozyskać na rynkach finansowych do 150 mld euro i udzielić państwom członkowskim długoterminowych kredytów na wspólne zakupy obronne. Komisja Europejska wyjaśnia, że środki będą pozyskiwane poprzez emisję wspólnych obligacji UE.

To istotna zmiana samego modelu europejskiej obrony. Wcześniej, hipotetycznie, Polska kupowała swoje czołgi, Niemcy – swoje systemy obrony przeciwlotniczej, Francja – swoje rakiety, a dziesiątki krajowych programów często się powielały. Teraz UE stara się zachęcić państwa do wspólnego zamawiania broni.
Powód nie jest wyłącznie polityczny. Duże zamówienie dla kilku krajów jednocześnie pozwala zwiększyć wielkość serii, obniżyć koszt własny, szybciej wykorzystać moce produkcyjne fabryk oraz zapewnić maksymalną kompatybilność sprzętu różnych armii.
Problem fragmentacji pozostaje poważny. W Europie istnieje wiele różnych modeli czołgów, pojazdów opancerzonych, artylerii i systemów rakietowych, podczas gdy Stany Zjednoczone tradycyjnie standaryzują znacznie większą część uzbrojenia.
Ukraina z odbiorcy broni stopniowo przekształca się w część europejskiego kompleksu zbrojeniowego

Wokół Ukrainy zachodzi szczególna zmiana. W pierwszych latach wojny na pełną skalę główny schemat był prosty: kraje europejskie produkowały lub kupowały uzbrojenie i przekazywały je Ukrainie.
Obecnie obserwujemy odwrotny proces – państwa europejskie zaczynają inwestować środki bezpośrednio w ukraińskie technologie i włączać ukraińskich producentów do własnego systemu obronnego.
Niemcy finansują już zakup 50 tysięcy dronów uderzeniowych Shrike ukraińskiej firmy SkyFall oraz program dostawy 15 tysięcy dronów przechwytujących. Niemiecka firma Quantum Systems i ukraińska WIY Drones utworzyły spółkę joint venture w celu rozwoju dronów przechwytujących i technologii obrony przeciwlotniczej.
Dla Europy ukraińskie doświadczenie ma szczególną wartość. Ukraińscy producenci tworzą uzbrojenie nie w oparciu o wyobrażenia o przyszłej wojnie, ale bezpośrednio w trakcie największej wojny w Europie od 1945 roku.
To właśnie tutaj przeszły masowe testy drony FPV, bezzałogowe statki powietrzne, tanie przechwytujące drony, systemy cyfrowego zarządzania polem bitwy oraz szybka aktualizacja oprogramowania dostosowana do nowych środków walki elektronicznej.
Dlatego Ukraina może potencjalnie stać się nie tylko nabywcą europejskiej broni po przystąpieniu do UE, ale także jednym z dużych ośrodków produkcyjnych nowego europejskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego.
Czy Europa będzie w stanie prowadzić wojnę bez USA
Pomimo rekordowych budżetów odpowiedź na to pytanie pozostaje na razie raczej negatywna. Kraje europejskie mogą wystawić duże siły lądowe, dysponują nowoczesnymi myśliwcami, okrętami podwodnymi, rakietami, artylerią oraz bronią jądrową Francji i Wielkiej Brytanii. Jednak w ciągu dziesięcioleci zależności od USA powstały krytyczne luki.
Amerykanie zapewniają znaczną część strategicznego wywiadu, możliwości satelitarnych, logistyki dalekiego zasięgu, tankowania samolotów w powietrzu, części systemów dowodzenia, obrony przeciwrakietowej oraz odstraszania nuklearnego NATO.
Zbudowanie tego wszystkiego w ciągu kilku lat jest niemożliwe, nawet przy dostępności środków finansowych. Właśnie dlatego obecne przebudowywanie potencjału obronnego Europy należy postrzegać nie jako przygotowanie do wyjścia USA z NATO, ale jako próbę zapewnienia, by europejska część Sojuszu mogła przejąć na siebie znacznie większą część obciążenia wojennego.
Waszyngton już teraz bezpośrednio nakłania sojuszników do przyjęcia tego modelu. Pod koniec sierpnia wiceminister obrony USA ds. polityki, Elbridge Colby, oświadczył przedstawicielom NATO, że Waszyngton dąży do „europejskiej obrony kontynentu”. Równolegle Pentagon dokonuje przeglądu amerykańskiego rozmieszczenia wojskowego w Europie.
I właśnie w tym tkwi główna różnica między obecnym procesem zbrojeń a poprzednimi falami zwiększania budżetów wojskowych. Europa nie opiera się już na założeniu, że wielka wojna na kontynencie jest praktycznie niemożliwa, a Stany Zjednoczone w każdej sytuacji szybko zapewnią wszystkie niezbędne siły i uzbrojenie.
Nie oznacza to jeszcze, że Europa jest już gotowa samodzielnie prowadzić wielką wojnę. Jednak kierunek zmian uległ ostatecznej zmianie: po dziesięcioleciach redukcji sił zbrojnych kontynent ponownie buduje gospodarkę wojskową, duże zapasy uzbrojenia oraz potencjał przemysłowy, przeznaczone nie tylko na odstraszanie, ale także na ewentualność długotrwałego konfliktu.
Czytaj nas na Telegram i Sends