Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, jak się wydaje, nie zamierza ograniczać swoich geopolitycznych ambicji do Wenezueli i demonstruje gotowość do przekształcania istniejącego porządku światowego. Świadczy o tym jego retoryka po amerykańskiej operacji wojskowej w Caracas.
Amerykański prezydent przypomniał, że Waszyngton musi kontrolować Grenlandię ze względu na interesy bezpieczeństwa narodowego, a także zagroził interwencją wojskową wobec Kolumbii i Meksyku. W tych samych dniach w Białym Domu zasugerowano również trudną sytuację komunistycznego rządu Kuby.
UA.News analizuje, jak wysokie jest prawdopodobieństwo, że Stany Zjednoczone wykorzystają doświadczenia operacji w Caracas w innych regionach świata. Który kraj może stać się następnym po Wenezueli? I co na ten temat sądzą ukraińscy eksperci ds. stosunków międzynarodowych?

Wypowiedzi Trumpa na temat Kolumbii, Meksyku i Kuby
Podczas briefingu 3 stycznia prezydent USA Donald Trump oskarżył Meksyk oraz jego prezydentkę Claudię Sheinbaum o to, że faktyczną władzę w kraju sprawują kartele narkotykowe. Gospodarz Białego Domu stwierdził, że Sheinbaum „nie kontroluje sytuacji w państwie” i że rzekomo wielokrotnie proponował jej pomoc w likwidacji karteli, jednak spotykał się z odmową.
„To dobra kobieta, ale Meksykiem rządzą kartele. To nie ona rządzi Meksykiem. Meksykiem rządzą kartele. Wiecie, ona bardzo boi się karteli” – powiedział Trump.
Jednocześnie podkreślił, że Waszyngton nie może ignorować tego problemu, ponieważ z powodu narkotyków umiera wielu Amerykanów. Prezydent USA wygłosił również groźne uwagi pod adresem władz Kuby, zaznaczając, że „Kuba upadnie sama”.
„Myślę, że wszystko wydarzy się samo. Nie sądzę, aby potrzebne były jakiekolwiek działania z naszej strony” – ocenił Trump. W tych samych dniach sekretarz stanu USA Marco Rubio publicznie zalecił rządowi Kuby zachowanie ostrożności.

4 stycznia, podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie samolotu Air Force One, prezydent USA Donald Trump zasugerował możliwość działań wojskowych przeciwko Kolumbii.
„Kolumbia również jest bardzo chora. Rządzi nią chory człowiek, który lubi produkować kokainę i sprzedawać ją Stanom Zjednoczonym, i nie będzie mógł robić tego zbyt długo” – powiedział.
Trump dodał także: „Naszym zadaniem jest stworzenie wokół siebie stabilnych i odnoszących sukcesy państw, w których ropa naftowa może być swobodnie wydobywana. To obniża ceny. To jest dobre dla naszego kraju”.

Wszystkie te wypowiedzi, według ocen zachodnich mediów, są zgodne z założeniami Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, opublikowanej w grudniu 2025 roku przez administrację Donalda Trumpa. Dokument ten zakłada radykalną zmianę zasad polityki zagranicznej oraz odbudowę amerykańskiej dominacji na półkuli zachodniej, co stanowi kluczowy priorytet obecnej kadencji prezydenckiej.
W szczególności Strategia odwołuje się do tzw. „poprawek Roosevelta” jako uzasadnienia stosowania siły militarnej i ekonomicznej w celu amerykańskiej kontroli nad strefą Kanału Panamskiego. To właśnie na tych założeniach – zdaniem zachodnich analityków – Trump opiera swoją politykę wobec państw sąsiednich w regionie.
Trump ponownie wspomniał o Grenlandii
Wydarzenia w Wenezueli ponownie ożywiły obawy dotyczące ewentualnej amerykańskiej aneksji Grenlandii. Podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie prezydenckiego samolotu Donald Trump potwierdził, że Stany Zjednoczone potrzebują tej arktycznej wyspy.
„Obecnie ma ona znaczenie strategiczne. Grenlandia jest całkowicie otoczona przez rosyjskie i chińskie statki. Grenlandia jest nam potrzebna z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego, a Dania nie jest w stanie tego zapewnić” – oświadczył Trump.
Na pytanie, co działania amerykańskich sił zbrojnych w Wenezueli mogą oznaczać dla Grenlandii, Trump odpowiedział: „Będą musieli zobaczyć to sami. Naprawdę nie wiem”.

Zachodnie media zauważają, że Grenlandia jest Trumpowi potrzebna do skuteczniejszego powstrzymywania wojskowej obecności rosji i Chin w regionie Arktyki. Amerykański przywódca uzasadniał swoje stanowisko wobec wyspy niewystarczającymi – jego zdaniem – wydatkami Kopenhagi na obronę oraz porównał swoje ambicje do historycznego zakupu Alaski w 1867 roku, podkreślając, że jest to inwestycja w ochronę północnych granic USA.
Wcześniej gospodarz Białego Domu mianował specjalnym wysłannikiem na Grenlandię gubernatora Luizjany Jeffa Landry’ego, który ogłosił gotowość do wspierania integracji wyspy ze Stanami Zjednoczonymi. W tym celu planuje on prowadzić bezpośredni dialog z Grenlandczykami na temat ich potrzeb gospodarczych i bezpieczeństwa.
Rządy Danii i Grenlandii ostro zareagowały na te działania USA, wzywając amerykańskiego ambasadora w celu złożenia oficjalnych wyjaśnień. Wezwały również prezydenta USA Donalda Trumpa do zaprzestania gróźb przejęcia wyspy, która jest częścią Królestwa Danii.

Premier Danii Mette Frederiksen napisała w mediach społecznościowych, że „Stany Zjednoczone nie mają prawa anektować żadnego z trzech krajów wchodzących w skład Królestwa Danii”. Przypomniała również, że Dania jest członkiem NATO, a zatem Grenlandia objęta jest gwarancjami bezpieczeństwa Sojuszu.
„Kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych mówi, że «potrzebujemy Grenlandii», i łączy nas z Wenezuelą oraz interwencją wojskową, to jest nie tylko nieprawdziwe. To jest skrajnie niegrzeczne. Sojusze opierają się na zaufaniu, a zaufanie wymaga szacunku. Groźby, presja i rozmowy o aneksji nie mają miejsca między przyjaciółmi. Tak nie rozmawia się z narodem, który raz po raz udowadniał odpowiedzialność, stabilność i lojalność. Dość” – zwrócił się do Trumpa premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen.
Strategiczny cel „terytorialnych deklaracji” Trumpa – opinia eksperta
Porównywanie Danii i Wenezueli jest dość trudne, ponieważ Wenezuela to reżim typu „parias”, system polityczny, którego znaczna część świata nie uznała nie tylko za demokratyczny, ale wręcz za legalny – uważa ekspert Rady Polityki Zagranicznej „Ukraińska Pryzma” Ołeksandr Krajew. Poniżej jego wypowiedź w całości:

„Działanie przeciwko Wenezueli jest znacznie bezpieczniejsze, łatwiejsze i szybsze niż przeciwko uznanemu państwu europejskiemu, które dodatkowo pozostaje w relacjach sojuszniczych ze Stanami Zjednoczonymi.
W istocie, działanie obecnie przeciwko Grenlandii byłoby strzałem we własne kolano. Bo jeśli Trump tak traktuje sojuszników, to na co może liczyć Tajwan? Na co może liczyć ktokolwiek inny w Europie? Nie mówiąc już o tym, na co mogą liczyć Izrael czy Ukraina, która de facto nie ma formalnych relacji sojuszniczych ze Stanami Zjednoczonymi.
Moim zdaniem nie należy zakładać, że Trump będzie gotowy na radykalne działania wobec Grenlandii na poziomie porównywalnym z Wenezuelą. Na razie te groźby, w kontekście Wenezueli, stanowią wzmocnienie wcześniejszej narracji: że Grenlandia powinna wyrzucić chińskie firmy, zakazać ruchu rosyjskich statków i rosyjskich inwestycji, a w zamian otworzyć się szerzej i bezpłatnie na obecność amerykańskich wojsk, inwestować w obronność i podporządkować się Stanom Zjednoczonym.
W praktyce jest to wzmocnienie wcześniejszej presji ekonomicznej i politycznej. Po prostu w nowych warunkach taka presja wygląda znacznie groźniej. Rzeczywiście, dziś wszyscy się tym martwią i nasilają się dyskusje: czy coś wydarzy się z Grenlandią, czy nie. To po prostu nowy atut w talii „trumpowskich kart”, które wcześniej już miał”.
Czytaj także:
Specjalna operacja USA w Wenezueli: dlaczego Ukraińcy nie powinni się z tego cieszyć