Amerykańskie służby wywiadowcze nie wykluczają, że Rosja może przeprowadzić ograniczony atak na jeden z krajów NATO już tej jesieni. To podważa wszystkie dotychczasowe prognozy, zgodnie z którymi taka agresja miałaby nastąpić dopiero po 2029 roku lub po zakończeniu wojny na Ukrainie.
Do tej pory w krajach Sojuszu taki scenariusz uważano za mało prawdopodobny. Służby bezpieczeństwa informowały jedynie o pojedynczych przypadkach sabotażu. Chodziło o loty dronów zwiadowczych nad lotniskami, podpalenia w magazynach lub obiektach energetycznych oraz cyberataki na infrastrukturę krytyczną. Zatrzymani sprawcy zazwyczaj okazywali się amatorskimi najemnikami lub aktywistami ekologicznymi. Nie ogłaszano oficjalnie bezpośrednio o udziale rosyjskich służb specjalnych.
Jednak w ciągu ostatnich miesięcy w Europie zaczęto dostrzegać oznaki nasilenia się wojny hybrydowej. Już w sierpniu sytuacja przybrała nowy obrót. Na niemieckim lotnisku w Lipsku, przez które przechodzą dostawy broni dla Ukrainy, wykryto drona z ładunkiem wybuchowym, którego detonacja mogła spowodować poważne konsekwencje. Służby bezpieczeństwa RFN niemal po raz pierwszy przyznały, że mogła to być profesjonalnie zaplanowana akcja dywersyjna, co stanowi oznakę nowego poziomu zagrożeń dla bezpieczeństwa. Policja nie wykluczyła również wersji wskazującej na udział Rosji.
O przyspieszeniu eskalacji wojny i przeniesieniu jej na terytorium krajów Sojuszu, a także o tym, co ukraińscy eksperci sądzą o najbardziej wrażliwych punktach na wschodnich granicach NATO — w materiale UA.News.

Nowy poziom aktów
sabotażu
W nocy z 4 na 5 sierpnia na niemieckim lotnisku Lipsk-Halle miały miejsce od razu dwa incydenty związane z bezpieczeństwem. Najpierw na terenie terminalu cargo wykryto quadkopter w pobliżu ukraińskiego samolotu „Antonow”. Na miejsce przybyły służby specjalne i zbadały znalezisko za pomocą robota-saper. Badanie wykazało, że niewielki dron był wyposażony w ładunek wybuchowy z detonatorem.
W związku z tym natychmiast zamknięto południowy pas lotniska, co spowodowało, że samolot towarowy firmy DHL musiał odwołać lądowanie i wykonać drugie podejście. W powietrzu nad lotniskiem samolot zderzył się z innym nieznanym dronem. W wyniku zderzenia z dronem samolot transportowy doznał uszkodzeń, ale udało mu się wylądować w Hanowerze. Oba incydenty w Niemczech bada prokuratura ds. zwalczania terroryzmu. Organy ścigania sprawdzają hipotezę o zaplanowanym akcie sabotażu.

Lotnisko Lipsk-Halle jest uważane za jeden z kluczowych węzłów logistycznych służących do dostaw zachodniej broni na Ukrainę. Na jego terenie znajduje się również jeden z hubów niemieckiego koncernu DHL.

Szef niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Alexander Dobrindt zwołał w trybie pilnym spotkanie z kierownictwem kilku służb bezpieczeństwa, aby omówić niebezpieczne incydenty na lotnisku. Po spotkaniu minister publicznie ogłosił „nowy poziom zagrożenia” i nie wykluczył, że za wydarzeniami mogły stać obce państwa. Przyznał również, że za incydentem „nie stoją amatorzy”, lecz osoby, które „działały niezwykle profesjonalnie”.
W ciągu ostatnich miesięcy w Niemczech odnotowano już aktywność nieznanych dronów nad bazami wojskowymi, lotniskami, węzłami logistycznymi, portami morskimi i obiektami energetycznymi. W związku z tymi incydentami na niemieckich lotniskach ogłoszono stan podwyższonej gotowości.

Najnowsze dane amerykańskiego wywiadu
W ostatnich dniach amerykański wywiad ostrzegł zachodnich sojuszników, że Rosja może zdecydować się na ograniczony atak na jeden z krajów NATO jeszcze przed zakończeniem wojny przeciwko Ukrainie. W ten sposób Kreml chce sprawdzić determinację Sojuszu w zakresie ochrony swoich granic. W odróżnieniu od wcześniejszych prognoz dotyczących dalszych działań Kremla, obecny zaktualizowany raport przewiduje, że ewentualna agresja ze strony Rosji może nastąpić od jesieni bieżącego roku do 2029 roku.
Zgodnie z danymi wywiadu amerykańskiego przywódca Kremla może podjąć próbę rozszerzenia działań wojennych na terytorium Europy, aby wyjść z impasu w wojnie przeciwko Ukrainie. W raporcie wspomniano również o różnych możliwych scenariuszach ataku: od cyberataku po niewielką inwazję lądową.

Nowe oceny zagrożeń przedstawione przez amerykański wywiad pojawiły się w kontekście niedoboru niektórych krytycznie ważnych rodzajów amunicji, niezbędnych wojsku do stawienia czoła Rosji lub Chinom w potencjalnej przyszłej wojnie. W szczególności w Waszyngtonie oświadczono, że Stany Zjednoczone znacznie zmniejszyły swoje zapasy tej broni w wyniku dostaw na rzecz Ukrainy po rosyjskiej inwazji, a także z powodu wojny z Iranem. Według innych urzędników zagrożone są zapasy precyzyjnych pocisków dalekiego zasięgu i taktycznych systemów rakietowych armii, a także pocisków przeciwlotniczych krótkiego zasięgu typu Stinger.
Jednocześnie prawdopodobieństwo najbardziej niebezpiecznego scenariusza, a mianowicie ograniczonej inwazji lądowej, uznaje się na razie za niskie. Chociaż z upływem czasu, jak wynika z raportów, zagrożenie to rośnie.
Jak ukraińscy eksperci
oceniają możliwe działania Rosji

Igor Calenko: Rosja nie będzie czekać, aż Europa przygotuje się do obrony
Istnieje kilka scenariuszy czasowych ataku Rosji na kraje NATO, które są analizowane przez europejskie i amerykańskie służby wywiadowcze. Podejście konserwatywne zakłada jednak lata 2029–2030 — zauważył w komentarzu dla UA.News Ihor Calenko, politolog i dyrektor Centrum Analiz i Strategii. Takie podejście jest bardzo wygodne dla europejskiej biurokracji z punktu widzenia planów zwiększenia produkcji uzbrojenia oraz przeprowadzania licznych ćwiczeń w ramach NATO lub mniejszych organizacji wojskowo-politycznych. Jednak prawdopodobny może być inny scenariusz.
„Rzeczywiście, może to nastąpić znacznie szybciej — w latach 2026–2027. Uważam to za bardziej prawdopodobne. Rosja nie będzie czekać, aż Europa przygotuje się do obrony. Byłoby dziwne czekać, jeśli chcesz wywrzeć wpływ i przeprowadzić operację wojskową o charakterze lokalnym, która miałaby w przyszłości strategiczne konsekwencje. Oczywiste jest, że należy to zrealizować w momencie słabości przeciwnika” – twierdzi Ihor Chalenko.
Politolog przypomina, że informacje o potencjalnym zagrożeniu dla krajów NATO ze strony Rosji pojawiają się nieustannie. Rozważano już różne scenariusze rosyjskiej agresji, w szczególności dotyczące krajów bałtyckich, zajęcia szwedzkiej wyspy Gotlandii lub fińskich wysp, których terytorium jest zdemilitaryzowane. Federacja Rosyjska mogłaby z całą pewnością podjąć taki krok, i to nie tylko w ramach kontynuacji wojny rosyjsko-ukraińskiej.
„Putin znalazł się w impasie, z którego musi się wydostać. Właśnie otwarcie hipotetycznego drugiego frontu pomoże mu narzucić swoje żądania krajom Zachodu. W tej sytuacji Putin chce uzyskać nowe gwarancje bezpieczeństwa wraz z podziałem stref wpływów oraz przywróceniem pozycji, jakie niegdyś zajmował Związek Radziecki. Nie mówię tu o dosłownym podejściu, ale o statusie Federacji Rosyjskiej w tym aspekcie. Dlatego jednak ryzyko ataku ze strony Federacji Rosyjskiej istnieje” – uważa szef Centrum Analiz i Strategii.
Jednocześnie Ihor Calenko wątpi, by Federacja Rosyjska przeprowadziła zakrojoną na szeroką skalę operację wojskową z zaangażowaniem znacznych zasobów ludzkich. Zamiast tego mogą pojawić się inne warianty.
„Zwróćcie uwagę, że Federacja Rosyjska coraz rzadziej wykorzystuje przeciwko Ukrainie swoje klasyczne drony „Gerani-2”. A przecież są one produkowane. Nadal gromadzi się je na terytorium Federacji Rosyjskiej. Po co to wszystko się robi? To jeden z wariantów. Kolejny to broń balistyczna. „Oreshnik” oraz taktyczna broń jądrowa, którą Rosjanie straszą Europę, są rozmieszczone na terytorium Białorusi. To wszystko, w gruncie rzeczy, elementy jednej układanki” – mówi Ihor Chalenko.
Fakt, że kraje europejskie, w szczególności Wielka Brytania, Niemcy i Francja, próbowały otworzyć odrębny tor negocjacyjny z Rosjanami, świadczy o tym, że Europa stara się obecnie zrozumieć, gdzie znajduje się realny korytarz, którym Putin mógłby podążać na drodze do deeskalacji, uważa szef Centrum Analiz i Strategii. Jednocześnie negocjacje pokojowe i eskalacja wojny nie wykluczają się wzajemnie.
„Obecnie wydarzenia rozwijają się zgodnie z modelem drabiny eskalacyjnej strategów Thomasa Schellinga i Hermana Cana. Koncepcja – eskalacja w imię deeskalacji – znana jest od lat 60. ubiegłego wieku, kiedy to wybuchł kryzys kubański. W gruncie rzeczy słyszeliśmy już o tym podejściu od Kirilla Budanowa. Wspominał o tym również sekretarz stanu USA Marco Rubio” – przypomina Ihor Calenko. „Różnica polega na tym, że Ukraina dąży do eskalacji w celu deeskalacji. Natomiast Rosja eskaluje konflikt, aby zmusić Ukrainę do spełnienia ultimatum. I w tym właśnie tkwi największy problem. Nie ma bowiem wspólnego zrozumienia konieczności jak najszybszego zakończenia tej wojny. A wojna na wyczerpanie nie ma zwycięzców w żadnych okolicznościach. Dlatego wstrzymanie działań wojennych na linii starcia jest najbardziej adekwatnym rozwiązaniem, jakie można zastosować w obecnych okolicznościach”.

Oleksandr Krajev: jedyną opcją dla Putina jest rozszerzenie wojny
Putin ma coraz więcej problemów, a coraz mniej możliwości ich rozwiązania. Sytuacja gospodarcza Federacji Rosyjskiej nie poprawia się. Ukraińskie ataki uniemożliwiają zakup technologii potrzebnych rosyjskiej armii, które są dostarczane za pośrednictwem serwisu Wildberries i innych podobnych platform z innych krajów. Ponadto w Rosji pogarsza się sytuacja związana z ropą naftową – zwraca uwagę Oleksandr Krajev, dyrektor programu „Ameryka Północna” w Radzie Polityki Zagranicznej „Ukraińska Pryzma”.
„Fakt, że Donald Trump podjął decyzję o nałożeniu dodatkowych ceł i opłat na Indie w związku z ich zakupem rosyjskiej ropy, to dobry pierwszy krok. Pokazuje to, co czeka rosyjskich partnerów po wdrożeniu ustawy Grahama-Blumentala o dodatkowych sankcjach i cłach dla krajów wspierających Rosję.
Putin ma coraz więcej problemów i potrzebuje jakiegoś „zwycięstwa” lub przynajmniej musi pokazać, dlaczego i skąd wzięły się te problemy. Reżim moskiewski oczywiście nie może przyznać, że winę za wszystko ponosi wyłącznie Ukraina. Jedynym wariantem jest możliwość rozszerzenia tej wojny. W ten sposób Putin może potwierdzić tezę, że Rosja walczy z całym NATO. Nie trzeba w tym celu atakować NATO kolumnami czołgów, maszerować na Szaulaj (Litwa), oblegać Narwy (Estonia) ani bombardować Berlina. Wystarczy stworzyć scenariusz „Krym numer dwa” właśnie w Narwie: „obrona rosyjskojęzycznej ludności, zielone ludziki” i tak dalej. Takie scenariusze są od dawna dopracowane. W NATO doskonale zdają sobie sprawę z takich zagrożeń.
Rosja rzeczywiście może zrealizować coś podobnego: krótkotrwałe, prowokacyjne, ale całkowicie destabilizujące działanie. Co ostatecznie może potwierdzić, że artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego o zbiorowym bezpieczeństwie po prostu nie działa.
W tym kontekście Rosja może właśnie sprowokować i podjąć podobny krok przeciwko Sojuszowi. I w ten sposób wyjaśnić swoim obywatelom, skąd wzięły się ich problemy, a przy okazji pokazać słabość Zachodu. Jednocześnie Putin liczy na uzyskanie jeszcze większego wsparcia ze strony Chin, Indii i wszystkich innych krajów antyzachodnich” — wyjaśnia Aleksander Krajew.
Jeśli Rosja zrealizuje taki scenariusz, dalszy rozwój wydarzeń i ich wpływ na wojnę na Ukrainie będą zależały od reakcji NATO — podkreśla ekspert.
„Jeśli NATO zareaguje w pełni, jeśli NATO rzeczywiście będzie powstrzymywać Rosję i odciągać jej uwagę na siebie, będzie to dla nas wielka korzyść” – uważa Krajew. – Po pierwsze, nasi partnerzy będą z nami w tej samej łodzi, a zatem mogą poprawić pomoc dla Ukrainy. Nie powiem, że ją zwiększą, bo większość środków przeznaczą na własne potrzeby, ale mogą ją poprawić. Po drugie, co jest bardzo ważne, Rosja będzie przeznaczać dodatkowe zasoby nie na Ukrainę, ale na inne obszary”.
Czytaj nas na Telegram i Sends