Brytyjski system polityczny ponownie wkracza w okres zawirowań. 22 czerwca premier Kir Starmer oficjalnie ogłosił, że rezygnuje ze stanowiska i odchodzi ze stanowiska.
Decyzja ta uruchomiła proces poszukiwania nowego przywódcy, a spośród wszystkich potencjalnych kandydatów najgłośniej rozbrzmiewa nazwisko Andy’ego Bernama — charyzmatycznego burmistrza Wielkiego Manchesteru. W zeszłym tygodniu odniósł triumfalne zwycięstwo w wyborach uzupełniających w okręgu Makerfield, a następnie złożył przysięgę jako poseł do Izby Gmin, formalnie powracając do wielkiej polityki po dziesięcioletniej przerwie.
W szeregach Partii Pracy coraz częściej mówi się o tak zwanej „koronacji” Bernama. Jest to scenariusz, w którym stanie się on jedynym uzgodnionym kandydatem na stanowisko lidera partii i bez wyczerpującej walki wewnętrznej automatycznie stanie na czele rządu.
Jeśli elity partyjne nie przedstawią poważnej alternatywy, Bernam może zostać nowym premierem już tej jesieni, podczas corocznej konferencji Partii Pracy. Dla szerokiej opinii publicznej będzie to wyglądało niemal jak formalność: jeden się wycofał, wyznaczono innego i na tym koniec.
Ale kim właściwie jest Andy Burnham? Dlaczego jego poglądy określa się niemal jako socjalistyczne, a samego go oskarża się o „lewicowość”? I co najważniejsze – czy polityka Londynu wobec Ukrainy ulegnie zmianie wraz z dojściem tego polityka do władzy? Komentator polityczny UA.News Mykyta Trachuk przyjrzał się tej kwestii.
Od kibica „Evertonu” do przywódcy narodowego: droga Burnama
Andrew Murray „Andy” Burnham urodził się w 1970 roku w robotniczym miasteczku Enfield niedaleko Liverpoolu. Jego dzieciństwo upłynęło w atmosferze postindustrialnego kryzysu, który w latach 80. dotkliwie dotknął północną Anglię. Jego ojciec pracował jako inżynier telekomunikacyjny, a matka była sekretarką, więc rodzina żyła skromnie, odczuwając na własnej skórze wszystkie konsekwencje bardzo kontrowersyjnej polityki gospodarczej Margaret Thatcher.
Bernam kształcił się w zwykłej państwowej szkole katolickiej, a następnie na Uniwersytecie Cambridge, na który dostał się dzięki własnym zdolnościom, studiując literaturę angielską. To połączenie robotniczych korzeni z klasycznym wykształceniem ukształtowało jego wyjątkowy styl: mówi z akcentem z Liverpoolu, kibicuje klubowi piłkarskiemu „Everton” i nie stroni od prostych sformułowań.
Jego przyszła kariera rozpoczęła się nie w gabinetach politycznych, lecz w mediach. Przed przybyciem do Westminsteru pracował jako dziennikarz, a następnie został specjalnym doradcą ministra spraw wewnętrznych w rządzie Partii Pracy.
Prawdziwy przełom nastąpił w 2001 roku, kiedy Burnham został posłem z okręgu Lee. Następnie pełnił szereg funkcji ministerialnych w rządach Tony’ego Blaira i Gordona Browna: odpowiadał za służbę zdrowia, kulturę i media. To właśnie jako minister zdrowia polityk zapisał się w pamięci głośnymi oświadczeniami o konieczności walki z reklamami alkoholu i fast foodów.
Po porażce w wyborach na przywódcę partii w 2015 roku (gdzie przegrał z lewicowym kandydatem Jeremym Corbynem) Burnham wykonał nieoczekiwany ruch. Opuścił Westminster, aby zająć się polityką regionalną, oświadczając, że chce być „bliżej ludzi”. W 2017 roku został burmistrzem Wielkiego Manchesteru. I to właśnie ta funkcja sprawiła, że z prostego posła stał się, jak się okazało, politykiem o zasięgu ogólnokrajowym.

Poglądy polityczne Burne’a: lewicowy reformator czy populista?
W spektrum ideologicznym Partii Pracy Burnham zawsze plasował się na jej lewym, społecznym skrzydle. Często nazywa się go socjalistą, choć dokładniej byłoby określić go mianem socjaldemokraty.
Jego głównym przesłaniem jest decentralizacja władzy i zasobów. Od lat podkreśla, że Londyn „wysysa” możliwości z regionów, a Wielka Brytania potrzebuje fundamentalnej redystrybucji budżetu. Polityk krytykuje nadmierną finansjalizację gospodarki i wzywa do zakrojonej na szeroką skalę reindustrializacji północy.
Z czego zasłynął Burnham jako burmistrz Manchesteru? Przede wszystkim z rewolucji transportowej. Przekazał sieć autobusową pod kontrolę publiczną, tworząc system „Bee Network” na wzór londyńskiego, w którym burmistrz reguluje taryfy i trasy. Dla Wielkiej Brytanii, gdzie transport autobusowy przez dziesięciolecia pozostawał na łasce chaotycznego rynku prywatnego (sytuacja bardzo znana Ukraińcom), była to prawdziwa rewolucja.
Polityka społeczna Bernema rzeczywiście ma w sobie pewien „posmak lewicowości”. Podczas pandemii COVID-19 wszczął on bezpośrednią publiczną konfrontację z rządem Borisa Johnsona, domagając się wsparcia finansowego dla najbiedniejszych warstw społeczeństwa, które były zmuszone do przebywania na kwarantannie. Ta zasadniczość sprawiła, że stał się bardzo popularny na tle zdezorientowanych ministrów rządu centralnego.
Burnam aktywnie opowiada się również za rozwiązaniem kryzysu mieszkaniowego poprzez budowę na dużą skalę mieszkań socjalnych. Jego podejście do bezdomności – „mieszkanie przede wszystkim” – przyniosło wymierne rezultaty w Manchesterze, gdzie liczba osób bezdomnych na ulicach znacznie spadła w trakcie jego kadencji. Krytykuje on obecny system świadczeń socjalnych (Universal Credit), nazywając go zbyt biurokratycznym i pchającym ludzi w pułapkę zadłużenia.
W kwestii migracji Burnham prezentuje pragmatyczne stanowisko: opowiada się za kontrolowaną, legalną migracją zarobkową, która jest niezbędna dla gospodarki, ale jednocześnie ostro krytykuje retorykę skrajnej prawicy, podkreślając, że problemów związanych z infrastrukturą i wynagrodzeniami nie można zrzucać na barki imigrantów.
Jednak krytycy z prawej strony zarzucają Burne'owi skłonność do populizmu. Przypominają, że jego projekty społeczne w Manchesterze były finansowane z podatków, które w tym mieście są ogólnie wyższe niż średnia krajowa, oraz że zrównoważenie takiego modelu w skali całej Wielkiej Brytanii, borykającej się z chronicznym deficytem budżetowym, będzie znacznie trudniejsze. Inwestorzy nerwowo reagują na jego retorykę dotyczącą „odzyskania kontroli nad kluczowymi aktywami”, dostrzegając w tym echa nacjonalizacji, choć sam Bernem unika tego terminu, zastępując go pojęciem „municipalizacji”.

Potencjalna kadencja Bernema na stanowisku premiera dla Ukrainy: stabilność bez niespodzianek
Dla Kijowa najważniejsze pytanie brzmi: czy Londyn utrzyma dotychczasowy poziom wsparcia wojskowego, finansowego i politycznego w przypadku objęcia urzędu przez Andy’ego Bernema? Odpowiedź jest jednoznaczna: tak, nie należy spodziewać się zasadniczych zmian.
W ciągu ostatnich dziesięciu lat Wielka Brytania miała sześciu premierów. Byli to zarówno konserwatyści (David Cameron, Theresa May, Boris Johnson, Liz Truss, Rishi Sunak), jak i laburzyści (Keir Starmer). Każda zmiana władzy wiązała się z pewnym niepokojem w Kijowie, ale ani razu nie doprowadziło to do zmniejszenia pomocy. Wręcz przeciwnie, w tym czasie Wielka Brytania przeszła drogę od dostawcy hełmów do strategicznego lidera w dostarczaniu broni śmiercionośnej, w szczególności rakiet dalekiego zasięgu Storm Shadow.
Andy Burnham zdecydowanie wpisuje się w główny nurt brytyjskiej polityki zagranicznej, jeśli chodzi o Rosję. Jego retoryka wobec Moskwy zawsze była twarda.
Był on jednym z pierwszych przywódców regionalnych, którzy otwarcie poparli Ukrainę po rozpoczęciu pełnej inwazji. Urząd miasta Manchester natychmiast zerwał partnerstwa z rosyjskimi miastami i aktywnie wspierał przyjmowanie ukraińskich uchodźców. Burnam osobiście spotykał się z ukraińskimi społecznościami, podkreślając, że „to wojna nie tylko o terytorium, ale o demokratyczny sposób życia”. W tym kontekście jest on pełnym ideologicznym następcą Starmera.

Jedyną różnicą, jaką teoretycznie można przewidzieć, jest nacisk na agendę wewnętrzną. Ponieważ Burnham startuje w wyborach z mandatem do przeprowadzenia szeroko zakrojonych reform społecznych, będzie zmuszony szukać równowagi między wydatkami na obronę a programami społecznymi. Jednak biorąc pod uwagę obecną sytuację bezpieczeństwa w Europie, żaden brytyjski przywódca nie odważy się na ograniczenie pomocy wojskowej dla Kijowa.
Tak więc, choć polityka wewnętrzna Wielkiej Brytanii pod rządami Bernema może ulec poważnym zmianom w kierunku lewicowym – od nacjonalizacji kolei po większą regulację rynku mieszkaniowego – kierunek polityki zagranicznej pozostanie niezmieniony. Ukraina nadal będzie miała w Londynie jednego z największych, kierujących się zasadami partnerów, który będzie przeciwstawiał się Moskwie tak samo, jak jego poprzednicy. Dla Bernama będzie to kwestia autorytetu politycznego: pokazania, że lewicowa socjaldemokracja potrafi być stanowcza w sprawach międzynarodowych. Dlatego oficjalnemu Kijowowi raczej nie należy się spodziewać zmian, a raczej stabilnej kontynuacji ogólnego brytyjskiego kursu zagranicznego.
Czytaj nas na Telegram i Sends