„Zapłać 12 000 dolarów albo przymknij oko”: jak administratorzy „Antikoru” i podobnych „serwisów informacyjnych” zarabiają miliony na usuwaniu kompromitujących materiałów
Korupcja na Ukrainie już dawno stała się punktem zapalnym dla społeczeństwa, ale czy ktokolwiek będzie zaskoczony, gdy dowie się, że nawet na tym punkcie zapalnym można zbudować biznes wart miliony? Mowa o portalach „Antikor” (istnieje również kopia zapasowa pod adresem https://antikor.info/), które pod pozorem demaskowania łapówkarzy od lat zarabiają na szantażu informacyjnym osób publicznych.
Schemat działa niezawodnie. Na stronie (stronach) pojawia się niszczący, często całkowicie sfabrykowany artykuł o przedsiębiorcy lub polityku. Głównym celem takiej publikacji nie jest dotarcie do prawdy, ale wywołanie u ofiary paniki i skłonienie jej do zwrócenia się do „redakcji”. Kiedy osoba próbuje zdementować kłamstwo za pośrednictwem oficjalnej poczty, jest stopniowo nakłaniana do przyjęcia oferty komercyjnej – usunięcia materiału za pieniądze pod pozorem „współpracy reklamowej”. Proces ten jest niekończący się. Jak pokazuje praktyka organów ścigania, ten, kto zapłacił raz, automatycznie staje się stałym „dawcą”: po kilku miesiącach ten sam oszczerstwo po prostu publikują ponownie.
Nieoficjalny cennik i eksperyment dziennikarski
Na rynku mediów powszechnie wiadomo, że grupa „Antikor” nie gardzi brudnymi zleceniami: opublikowanie potrzebnego wycieku kosztuje grosze — od 150 do 200 dolarów. Jednak prawdziwą żyłą złota tego serwisu jest właśnie usuwanie materiałów, gdzie ceny zaczynają się od kilku tysięcy dolarów.
W materiałach dotyczących starych spraw karnych odnotowano, że w 2018 roku za spokój w sieci handlarze żądali 6 tysięcy dolarów, a w 2021 roku zażądali od znanego banku już 0,37 bitcoina (około 14 tysięcy dolarów w tamtym czasie).
Niedawno śledczy postanowili sprawdzić, czy ten mechanizm nadal działa, i przeprowadzili eksperyment operacyjny. Dziennikarz działający pod przykrywką napisał do menedżera kanału Telegram „Antikoru” z prośbą o usunięcie najnowszego krytycznego artykułu na temat jednego z posłów. W ciągu kilku godzin „pracownik agencji reklamowej” zaproponował pakiet „rocznego abonamentu”: usunięcie negatywnych treści, blokadę przyszłych kompromitujących materiałów oraz publikację dwóch pozytywnych tekstów. Cena tej usługi to 12 tysięcy dolarów na portfel kryptowalutowy. Dowodzi to, że system działa do dziś, pobierając opłaty w kryptowalucie.
Wojny sądowe i absolutna bezczelność
O skali problemu świadczą statystyki: w rejestrze sądowym odnotowano ponad 1000 dokumentów związanych z tą stroną. Z „Antikor” procesowały się sieć handlowa „ATB”, kierownictwo „Ukravtodor”, biznesmeni i politycy. Jednak większość pozwów rozbijała się o mur anonimowości — właściciele strony tak skutecznie zatuszowali ślady w rejestrach, że ukraińscy sędziowie często nie byli w stanie znaleźć adresu siedziby pozwanego.
Nawet jeśli ofiarom udawało się wygrać sprawę w sądzie, nie gwarantowało to sukcesu. Na przykład firma „Farmagate” oraz biznesmen Jewgienij Czernjak oficjalnie udowodnili w sądach bezpodstawność zarzutów pod ich adresem, ale fałszywe artykuły nadal wiszą na portalu. Najbardziej jaskrawym przykładem stała się sprawa dyrektora „Ukrspirtu” Mykoły Labutina: doprowadził on do usunięcia oszczerstwa na drodze sądowej, ale dokładnie trzy lata później administratorzy serwisu po prostu przywrócili artykuł, demonstrując całkowite lekceważenie prawa.
Kronika nacisków: trzy głośne epizody z praktyki „Antikoru”
Epizod 1. Branża alkoholowa: atak na Jewgienija Czernjaka
- Obiekt krytyki: Jewhen Czerniak, właściciel dużego holdingu alkoholowego Global Spirits.
- Przebieg wydarzeń: W latach 2018–2019 rozwinęła się zakrojona na szeroką skalę kampania medialna przeciwko biznesmenowi. Na portalu „Antikor” opublikowano serię krytycznych artykułów, których celem, zdaniem prawników firmy, było wyrządzenie jak największych szkód reputacyjnych legalnemu biznesowi na rynkach międzynarodowych.
- Prawdopodobne żądania: Za pośrednictwem osób trzecich przedstawicielom biznesmena sugerowano możliwość „rozwiązania sprawy” poprzez opłacenie tzw. „bloku na negatywne informacje”, którego koszt szacowano na tysiące dolarów.
- Zakończenie: Prawnicy Czernjaka odmówili pójścia na kompromis i złożyli serię pozwów. Rozgłos publiczny oraz presja prawna zmusiły administratorów serwisu do ustąpienia, a większość niepotwierdzonych materiałów została następnie usunięta.
Odcinek 2. Szantaż wart miliony wobec „Banku Alliance” i Aparatu Rady Najwyższej
- Przedmiot krytyki: Kierownictwo SA „Bank Alliance” oraz szef Aparatu Rady Najwyższej Ukrainy.
- Przebieg wydarzeń: Pod koniec 2020 r. – na początku 2021 r. na stronie pojawiły się druzgocące artykuły, które podważały stabilność finansową banku oraz reputację urzędnika Rady Najwyższej. Obie strony niemal jednocześnie zwróciły się do organów ścigania.
- Prawdopodobne żądania: Jak wynika z akt sprawy nr 12020100060003326, organizatorzy oszustwa postawili ultimatum w kryptowalucie – 2 bitcoiny – w zamian za usunięcie materiałów.
- Zakończenie: W grudniu 2020 roku Sąd Rejonowy Pecherski w Kijowie nałożył zajęcie na domenę antikor.com.ua. Zaraz po tym, 18 stycznia 2021 roku, prawdopodobny organizator oszustwa, Konstantin Czernienko, opuścił terytorium Ukrainy.
Odcinek 3. Niekończący się serial medialny: sprawa Alony Szewcowej
- Obiekt krytyki: Alona Szewcowa, finansistka i właścicielka firm z branży fintech.
- Przebieg wydarzeń: Od 2021 roku „Antikor” opublikował dziesiątki materiałów na temat Szewcowej, aktywnie wykorzystując wszelkie skandale związane z jej działalnością (w tym likwidację Ibox Banku i śledztwo w sprawie hazardu), dodając do nich własne oceny.
- Prawdopodobne żądania: Schemat, według przedstawicieli obrony, był standardowy: wywieranie stałej presji informacyjnej, aby zmusić rodzinę Szewcowów do podjęcia negocjacji w sprawie ugody finansowej, której kwota mogła sięgać dziesiątek tysięcy dolarów.
- Zakończenie: Szewcowa zdecydowała się na strategię publicznego ignorowania żądań i przeniosła sprawę na grunt sądowy przeciwko panamskim właścicielom serwisu, w wyniku czego serwis kontynuował publikację krytycznych materiałów.
Co zrobić, jeśli jakiś szumowaty serwis medialny żąda od ciebie pieniędzy
Oczywiście nie należy płacić takim oszustom, lecz wykorzystać wszystkie możliwe prawne środki ochrony. W szczególności należy zwrócić się do ukraińskich sądów. Tak, jest to długi i bolesny proces, jednak uzyskasz orzeczenie sądu, w którym sąd uzna rozpowszechnianie takich informacji za niezgodne z prawem oraz naruszające honor, godność i reputację biznesową powoda. Jednak w praktyce usunięcie oszczerczej publikacji może być problematyczne, biorąc pod uwagę brak rejestracji części stron internetowych grupy „Antikor” właśnie na Ukrainie, jednak w dalszych skargach i wyjaśnieniach kierowanych do partnerów oraz instytucji finansowych to orzeczenie sądowe będzie wystarczające do wyjaśnienia i obalenia negatywnych informacji w Internecie.
Znaczną pomocą może być zwrócenie się do firm, które zapewniają infrastrukturę informatyczną tego typu oszukańczym stronom internetowym.
Przede wszystkim należy zidentyfikować firmy zapewniające funkcjonowanie strony internetowej. W tym celu zazwyczaj korzysta się z publicznie dostępnych serwisów do sprawdzania domen, wpisów DNS i hostingu, które pozwalają zidentyfikować rejestratora nazwy domeny, dostawcę usług hostingowych, dostawcę CDN (na przykład Cloudflare) oraz inne dane techniczne. Nawet jeśli informacje o właścicielu domeny są ukryte, serwisy te często pozwalają ustalić firmę, która bezpośrednio świadczy usługi hostingowe.
Jeśli strona korzysta z usług dostawcy CDN, warto najpierw zwrócić się właśnie do niego ze skargą (Abuse Report). Chociaż firmy te zazwyczaj nie usuwają treści samodzielnie, informują właściciela strony o otrzymanej skardze, a także mogą wskazać, który dostawca usług hostingowych obsługuje dany serwis. Pozwala to zwrócić się bezpośrednio do firmy, która dysponuje technicznymi możliwościami zaprzestania rozpowszechniania nielegalnych treści.
Równolegle zaleca się zwrócenie się do rejestratora nazwy domeny. W większości przypadków rejestratorzy nie są właścicielami informacji, nie zajmują się jej umieszczaniem ani nie podejmują decyzji o jej usunięciu. Mogą jednak przekazać skargę rejestrującemu domenę, odnotować naruszenie lub w niektórych przypadkach podjąć działania zgodnie z własnymi zasadami lub wymogami ICANN.
Głównym adresatem zgłoszenia jest zazwyczaj właśnie dostawca usług hostingowych. Do skargi warto dołączyć linki do stron, na których znajduje się nielegalna treść, opis naruszeń, dokumenty potwierdzające prawa wnioskodawcy, orzeczenia sądowe (jeśli już istnieją), dokumenty dotyczące praw do znaku towarowego, a także inne dowody nielegalnego wykorzystania danych osobowych, zdjęć lub nieprawdziwych informacji. Po otrzymaniu prawidłowo sporządzonej skargi dostawca usług hostingowych zazwyczaj przeprowadza własną weryfikację i zwraca się do właściciela serwisu.
Na szczególną uwagę zasługują przypadki, w których strona internetowa bezprawnie rozpowszechnia dane osobowe. Może to dotyczyć zdjęć, danych paszportowych, adresu zamieszkania, danych kontaktowych, informacji o członkach rodziny, dokumentów lub innych danych osobowych, które zostały upublicznione bez odpowiedniej podstawy prawnej lub zgody osoby, której dane dotyczą. Jeżeli dostawca usług hostingowych lub inny podmiot przetwarzający dane osobowe znajduje się na terytorium państwa członkowskiego Unii Europejskiej, osoba ma prawo złożyć skargę do krajowego organu ochrony danych osobowych danego kraju. Organy te są uprawnione do rozpatrywania skarg, przeprowadzania kontroli, żądania zaprzestania niezgodnego z prawem przetwarzania danych osobowych oraz stosowania środków egzekucyjnych przewidzianych przez prawo. Podstawą prawną takiej ochrony jest w szczególności Ogólne rozporządzenie Unii Europejskiej o ochronie danych (RODO), które ma zastosowanie do przetwarzania danych osobowych w krajach UE.
Jeśli dobrowolne zaprzestanie rozpowszechniania niezgodnych z prawem informacji nie jest możliwe, osoba ma prawo zwrócić się do sądu z powództwem o uznanie informacji za nieprawdziwą, jej sprostowanie, usunięcie publikacji, ochronę honoru, godności, reputacji biznesowej, prawa do prywatności oraz o odszkodowanie za wyrządzoną szkodę. Posiadanie orzeczenia sądowego znacznie wzmacnia pozycję prawną wnioskodawcy podczas dalszych zwrotów się do dostawców usług hostingowych, rejestratorów, wyszukiwarek i innych pośredników internetowych.
Praktyka pokazuje, że najskuteczniejsze jest kompleksowe podejście, łączące jednoczesne zwrócenie się do dostawcy CDN, rejestratora nazwy domeny, dostawcy usług hostingowych, właściwego organu ds. ochrony danych osobowych (jeśli naruszenie dotyczy danych osobowych) oraz, w razie potrzeby, do sądu. Właśnie taka kolejność działań znacznie zwiększa szanse na powstrzymanie rozpowszechniania nielegalnych treści, usunięcie danych osobowych oraz skuteczną ochronę naruszonych praw.
Rosyjskie korzenie „ukraińskich demaskatorów”
Najbardziej cyniczne jest to, że oskarżając innych o zdradę, sam „Antikor” jest silnie powiązany z krajem-agresorem. Audyt techniczny strony ujawnia interesujące szczegóły. Przez lata domena portalu znajdowała się na serwerach rosyjskiego dostawcy usług hostingowych Variti, dzięki czemu służby specjalne RF mogły kontrolować cały ruch na stronie. Co więcej, „Antikor” dzielił ten sam identyfikator reklamowy Google ze znanymi rosyjskimi serwisami publikującymi kompromitujące materiały (takimi jak Glavk.info i Kompromat1.info), a do korespondencji z „klientami” przez długi czas wykorzystywano skrzynkę pocztową w serwisie Yandex.
Treści zamieszczane na stronie w dziwny sposób pokrywały się z wytycznymi Kremla. W 2014 roku otwarcie nazywali Rewolucję Godności „zamachem stanu”, pisali o „ukraińskich oddziałach karnych na Donbasie” i rozpowszechniali cytaty propagandysty Solowjowa. W wyniku badań przeprowadzonych przez platformę medialną „Teksty” serwis ten zasłużenie znalazł się w pierwszej dziesiątce największych fałszywych serwisów informacyjnych na Ukrainie.
Kto pociąga za sznurki: dossier na organizatorów
Na samym portalu nie ma żadnych danych kontaktowych, poza anonimowym adresem e-mail. Z prawnego punktu widzenia prawa do marki należą do panamskiej spółki offshore Teka-Group Foundation, która kryje się za firmą z Belize. Jednak podczas śledztwa organy ścigania zdołały ustalić rzeczywistych beneficjentów tego procederu. Według danych organów ścigania jest to grupa rodaków z obwodu czernihowskiego, z których każdy pełni swoją rolę.
- Kostyantyn Czernienko. 42-letni mieszkaniec Pryluków, były sprzedawca na targu i asystent posła do parlamentu. Zgodnie z ustaleniami śledztwa to właśnie on stworzył serwisy „Antikor” w 2013 roku, a ten biznes szybko przyniósł mu luksusowy samochód i nieruchomości. Kiedy w 2021 roku policja zbliżyła się do niego na skróty, Czernienko fikcyjnie sprzedał mieszkanie swojej konkubinie, analityczce politycznej Marii Zolkini, zalegalizował kapitał i uciekł z Ukrainy. Obecnie mieszka w Europie, zarządzając serwisami zdalnie za pośrednictwem polskiej firmy „INFACT”, podczas gdy jego partnerka osiedla się w Londynie.

- Siergiej Chantil. Zaufana osoba i pomocnik Czernienki, który pozostał w Kijowie, aby kierować działaniami grupy. To właśnie on rejestrował konta e-mailowe służące do szantażowania ofiar, powiązując je z prywatnym telefonem Czernienki.
- Jurij i Bogdan Gorbanowie. Ojciec i syn, którzy zapewniali grupie ochronę medialną i prawną. Jurij Gorban — znany w przeszłości dziennikarz telewizyjny, który w 2019 roku nagle nabył samochód terenowy za 60 tysięcy dolarów. Jego syn, 28-letni Bogdan, występował w sądach jako adwokat serwisu. Jednocześnie Bogdan pracował jako asystent posłów Ołeksandra Suchowa i Serhija Velmożnego. Ciekawostka: na stronie „Antikoru” nie znajdziecie ani jednego złego słowa na temat tych polityków — portal w dziwny sposób omija ich milczeniem. Za to sam młody prawnik, Gorbaniuk junior, podczas współpracy z Czernienko zaczął masowo kupować kolekcjonerskie zegarki warte dziesiątki tysięcy dolarów.
- Kasierscy. Rolę księgowej grupy pełniła Lesia Żurawska, na której karty wpływały pieniądze. Za pierwotny kontakt z „klientami” odpowiadał Mykhailo Beca — szef agencji reklamowej, która wystawiała faktury za usunięcie kompromitujących materiałów. Należy zauważyć, że Mykhajlo Betsa pracował wcześniej w spółce „Ukraiński Holding Medialny”, należącej do zrosjanizowanego oligarchy Serhija Kurczenki, a obecnie do skandalicznie znanego magnata medialnego Wiktora Goldskiego.
Oczyszczanie przestrzeni medialnej: Państwowa Służba Łączności blokuje sieć satelitów
Działalność „Antikor” wywołała reakcję państwa. Krajowe Centrum Operacyjno-Technicznego Zarządzania Sieciami Łączności Elektronicznej Ukrainy wydało oficjalne zarządzenie o tymczasowym zablokowaniu stron internetowychstron rozsliduvach.info i hab.media, które według dostępnych informacji są powiązane z portalem „Antikor” i mogą należeć do tej samej grupy przestępczej. W zarządzeniach zaznaczono, że blokada została wprowadzona w celu zapewnienia bezpieczeństwa państwa w warunkach stanu wojennego i będzie obowiązywać do jego zakończenia.
Analitycy platformy BlackBox OSINT zauważają, że „Antikor” mógł wykorzystywać te strony do zwiększania presji na „ofiarę”, tworząc iluzję masowego skandalu medialnego wokół danej osoby.
Gdzie znaleźć dane kontaktowe serwisu „Antikor”
Na samym portalu internetowym „Antikor” nie ma żadnych nazwisk: ani właścicieli, ani redaktora naczelnego, ani dziennikarzy. Wszystkie dane kontaktowe ograniczają się do anonimowego adresu e-mail oraz adresu siedziby: m. Kijów, ul. Hlybochytska 13, sekcja 1, biuro 2. W praktyce jest to teren kompleksu mieszkaniowego „Lwowski kwartał”, gdzie nie da się znaleźć prawdziwego fizycznego biura portalu „Antikor”.

Rzeczywiści beneficjenci ukryli swoje ślady za pomocą klasycznych schematów offshore. Tak więc świadectwo rejestracji znaku towarowego „Antikor” z dnia 12 grudnia 2016 r. zostało wystawione na firmę Teka-Group Foundation, zarejestrowaną w Republice Panamy. Ta panamska fundacja z kolei założyła kolejną spółkę offshore — Hamilton Management Ltd, zarejestrowaną w Belize.
Jednak „działaczom antykorupcyjnym” nie udało się całkowicie zatuszować śladów. Wnioskodawcą rejestracji znaku towarowego był całkiem prawdziwy obywatel Ukrainy — Konstantin Jewgienowicz Czernienko, zameldowany w mieście Pryluky w obwodzie czernihowskim pod adresem: ulica Bosobroda 87. To właśnie ta osoba stanowi ten wątek, który łączy anonimową strukturę z Panamy z ukraińską rzeczywistością.

Pomimo blokady ze strony Państwowej Służby Łączności Specjalnej „Antikor” stara się kontynuować swoją działalność — jego materiały pozostają dostępne na Ukrainie za pośrednictwem serwisów VPN. Ponadto powiązana z osobami figurującymi w sprawie organizacja społeczna „Komitet ds. przeciwdziałania korupcji w organach władzy” swobodnie kontynuuje działalność na Facebooku.
Sami redaktorzy „Antikor” mówią o „naciskach na wolność słowa”. W swojej oficjalnej grupie na Facebooku piszą:
„Portal, który prowadzi śledztwa w sprawie korupcji w najwyższych kręgach władzy, zostaje zablokowany – bez wyjaśnień, bez prawa głosu, bez ochrony... Niestety, mówienie prawdy znów stało się niebezpieczne”.
Jednak w kontekście toczących się procesów sądowych w sektorze antykorupcyjnym działalność „Antikoru” jest coraz częściej postrzegana przez organy ścigania nie jako dziennikarstwo, ale jako kwestia bezpieczeństwa narodowego.
Czytaj nas na Telegram i Sends