Dziś, gdy do wyborów parlamentarnych na Węgry pozostało mniej niż dwa tygodnie, napięcie polityczne w kraju osiągnęło szczyt. Już 12 kwietnia 16-letnie rządy premiera Viktor Orbán mogą dobiec końca — albo otrzymać nowy mandat polityczny. Nigdy w tym czasie urzędujący węgierski przywódca nie mierzył się z tak poważnym wyzwaniem: opozycja w postaci partii „Tisa” i jej lidera Péter Magyar depcze po piętach rządzącej partii „Fidesz” — a według niektórych sondaży nawet wyraźnie ją wyprzedza.
Jednak wybory te mają znaczenie daleko poza granicami Węgier. Uważnie obserwuje się je zarówno w Bruksela, jak i w Kijów.
Dla Ukraina stały się one wręcz prawdziwym frontem politycznym. Wizerunek prezydenta Wołodymyr Zełenski, umieszczony na billboardach w całym kraju, w towarzystwie haseł o wojnie, pokoju i „ukraińskim zagrożeniu”, to nie tylko element kampanii. To odzwierciedlenie tego, jak głęboko kwestia ukraińska jest ważna dla węgierskiego społeczeństwa oraz jak desperacko Orbán wykorzystuje obraz zewnętrznego wroga w próbie utrzymania władzy. Polityczno-dyplomatyczny konflikt między Kijowem a Budapesztem, który w ostatnich miesiącach ponownie się zaostrzył, również ma bezpośredni związek z datą wyborów — 12 kwietnia.
Co mówią socjologowie przed wyborczym wyścigiem? Dlaczego ulice Węgier są pełne ukraińskiej symboliki i wizerunków Zełenskiego? Co czeka relacje Ukrainy i Węgier po wyborach? Tymi pytaniami zajął się komentator polityczny UA.News Mykyta Traczuk.
Układ sił wyborczych przed wyborami na Węgrzech
Ostatnie sondaże rysują obraz, który jeszcze kilka lat temu wydawał się niemożliwy: partia Viktora Orbána ustępuje miejsca opozycji. Jednak ta przewaga nie jest stała, a największe pytania budzi dynamika ostatnich tygodni.
Zgodnie z danymi ośrodka 21 Research Centre z 11 marca, wśród wyborców zdecydowanych opozycyjna partia „Tisa” prowadzi z wynikiem 53%, podczas gdy „Fidesz” popiera 39%. Różnica 14% jest znacząca, choć nieco zmniejszyła się w porównaniu ze styczniem (16%). Według prognoz pozwoliłoby to „Tisie” zdobyć około 115 miejsc w 199-osobowym parlamencie, pozostawiając „Fideszowi” jedynie 78 mandatów.
Jednak wyniki innych ośrodków badawczych pokazują zmienność, co tylko zwiększa napięcie. Zavecz Research w badaniu przeprowadzonym na przełomie lutego i marca odnotował przewagę „Tisy” na poziomie 12% (50% wobec 38%). Z kolei Publicus Institute podaje nieco inne dane: 47% dla „Tisy” i 39% dla „Fideszu”.
Istotną cechą tych wyborów pozostaje wysoki odsetek niezdecydowanych wyborców. Według Zavecz około 20% respondentów wciąż nie wie, na kogo odda głos. To bardzo dużo — rezerwa wyborcza, która na dwa tygodnie przed głosowaniem może diametralnie zmienić układ sił.
Warto także zauważyć wzrost poparcia dla skrajnie prawicowej partii „Nasza Ojczyzna”, która przekracza próg 5% i według różnych danych uzyskuje od 5% do 7% głosów. Jej obecność w parlamencie może utrudnić tworzenie koalicji, choć obie główne siły — „Tisa” i „Fidesz” — na razie wydają się wystarczająco samodzielne.
Główna niewiadoma polega na tym, czy Orbán zdoła zmobilizować swój tradycyjny elektorat w ostatnich dniach, odwołując się do obaw związanych z wojną, czy też Magyarowi uda się skonsolidować elektorat protestu oraz zwolenników proeuropejskiego kursu. Istnieją także pewne obawy dotyczące wykorzystania przez obecną władzę zasobów administracyjnych w celu osiągnięcia „pożądanego” wyniku.



