Aparat kontroli ideologicznej im. Lubow Wieliczko: jak Władysław Smirnow odpowiedział „pseudodziennikarce”
Znana z kontrowersji korespondentka serwisu Texty.org.ua, finansowanego z dotacji, oraz rzekoma badaczka dezinformacji, Liubow Weliczko, została oskarżona o przekształcanie dziennikarstwa w narzędzie policyjnego nadzoru i wywierania presji na obywateli pod pozorem działalności medialnej. O tym napisał na swoim profilu na Facebooku przedsiębiorca, publicysta i działacz społeczny Władysław Smirnow, komentując swoją korespondencję z dziennikarką.

Według autora, powodem publikacji była wiadomość od Wieliczko, w której – nie podając zlecenia redakcyjnego – od razu postawiła mu zarzut rozpowszechniania „treści antymobilizacyjnych” i zażądała wyjaśnień.
Na poparcie swojego wpisu Smirnow opublikował fragmenty korespondencji z dziennikarką. Jak twierdzi, rozmowa rozpoczęła się od wiadomości od Wieliczko, która przedstawiła się jako dziennikarka i zadała mu pytania dotyczące jego publicznych wpisów.

„Witam. Natknęłam się na pański profil, przejrzałam pańskie treści i mam pytanie jako dziennikarka. Co motywuje pana do tak regularnego rozpowszechniania treści antymobilizacyjnych?” — zapytała Weliczko.
Właśnie sformułowanie „treści antymobilizacyjne” stało się dla Smirnowa kwestią zasadniczą. Uważa on, że dziennikarka jeszcze przed otrzymaniem jego odpowiedzi faktycznie określiła swoje stanowisko wobec jego działalności, a same pytania bardziej przypominały nie wywiad dziennikarski, a próbę uzyskania od niego wyjaśnień dotyczących jego poglądów.

„Żadnych prób zrozumienia lub wysłuchania innego zdania — od razu gotowy wyrok skazujący, zamaskowany pod dziennikarskim zainteresowaniem” — napisał Smirnow.
Stwierdził również, że kolejne pytania Wieliczko odebrał jako próbę poddania jego wypowiedzi ewentualnej ocenie z punktu widzenia prawa karnego.
„Cel tego wywiadu jest oczywisty: zmusić mnie, bym sam się obciążył i podpisał protokół przesłuchania na podstawie artykułu 114-1 lub 109 Kodeksu karnego Ukrainy” – twierdzi Władysław Smirnow i podkreśla, że problem nie polega dla niego wyłącznie na konkretnej korespondencji. — Zainteresował mnie mechanizm, za pomocą którego na Ukrainie próbuje się dziś postawić człowieka w sytuacji, w której musi się on usprawiedliwiać tylko za to, że zadaje państwu niewygodne pytania” — zauważył.
„Wniosek — dopasowanie twoich sformułowań do artykułu”
Zdaniem Władysława Smirnowa w tej sytuacji praktycznie zabrakło dziennikarskiego podejścia.
„Kolejność zdrowego dziennikarstwa została odwrócona: nie „fakt — pytanie — wniosek”, ale „wniosek — dobór twoich wypowiedzi do artykułu — pytanie o motyw””.
Samo sformułowanie pytania o motywację rozpowszechniania „treści antymobilizacyjnych” zawiera już pewną ocenę jego działalności. Autor wpisu zadaje również pytanie, gdzie przebiega granica między dziennikarskim śledztwem a sprawdzaniem obywatela pod kątem lojalności politycznej.
„W demokratycznej republice obywatel nie powinien przechodzić testu ideologicznego ani udowadniać swojej »politycznej posłuszeństwa«, aby mieć prawo krytykować władzę” — napisał i ponownie podkreślił, że obowiązek obywateli do obrony państwa nie oznacza automatycznego zniesienia innych praw konstytucyjnych.
„Porozmawiaj z Zełenskim, Budanowem i zbadaj sektor obronny”
Zamiast oczekiwanych odpowiedzi Liuba Wieliczko otrzymała od Smirnowa kontrpropozycję — zbadanie decyzji i działań przedstawicieli władz, sytuacji związanej z mobilizacją, wykorzystania środków w sektorze obronnym, funkcjonowania instytucji państwowych oraz ewentualnych nadużyć. Ponadto Władysław Smirnow zaproponował zbadanie kwestii związanych z działalnością Kirilla Budanowa, zamówieniami w sektorze obronnym oraz wykorzystaniem środków budżetowych.
„W sprawie malwersacji w Siłach Zbrojnych Ukrainy: zbadajcie czarną dziurę kompleksu wojskowo-przemysłowego i Ministerstwa Obrony. Gdzie trafiają miliardy hrywien zamiast rzeczywistych wynagrodzeń, dodatków bojowych i wyposażenia żołnierzy?” – pyta Smirnow.
Jako kolejny kierunek wskazał system przeciwdziałania raiderom oraz działalność urzędników, którzy wcześniej sami pracowali w odpowiednich strukturach państwowych.

Osobne zarzuty dotyczą działalności serwisów „Texty” i ICWR
Jak można było się spodziewać, Władysław Smirnow zainteresował się działalnością zawodową Wieliczko oraz organizacjami, z którymi jest ona powiązana. Na przykład w odniesieniu do pracy dziennikarki w dziedzinie badań nad dezinformacją oraz jej współpracy z Instytutem Badań nad Wojną Cybernetyczną (ICWR).
Autor wpisu uważa, że taka działalność zawodowa wymaga wyraźnego rozróżnienia między dziennikarskim śledztwem, analizą a pracą, która może być postrzegana jako gromadzenie informacji o konkretnych obywatelach.
„Oficjalnie pracuje Pani w ICWR pod kierownictwem generała policji. Czy nie uważa Pani, że pisanie artykułów opartych na błędnych założeniach nie jest gromadzeniem informacji ważnych dla społeczeństwa, ale pełnieniem funkcji nieformalnego agenta służb specjalnych?” – zwrócił się do Wieliczko.
„Zabrakło panu dni w kalendarzu?”
Na końcu wpisu Smirnow zwrócił uwagę na jeszcze jeden szczegół w korespondencji – termin, do którego Wieliczko rzekomo prosiła o udzielenie odpowiedzi.
„W swoim stanowczym wezwaniu zażądała Pani ode mnie udzielenia odpowiedzi do „31 września włącznie”. Powiedz, ile jeszcze dziesiątek takich szablonowych, skopiowanych i wklejonych wezwań wysłałaś do obywateli Ukrainy, blogerów, publicystów i aktywistów?”
Publicysta zakończył swój wpis stwierdzeniem, że krytyka polityki państwowej nie powinna być automatycznie traktowana jako działalność wroga, a dziennikarstwo ma pełnić funkcję kontroli władzy.
„Niewygodne pytanie nie staje się wrogie tylko dlatego, że władzom nieprzyjemnie jest na nie odpowiadać” – zauważył Władysław Smirnow.

Z czego znana jest Łuba Wieliczko
Przypomnijmy, że publiczne zarzuty dotyczące rzetelności i metod pracy Wieliczko pojawiały się na długo przed obecną sprawą. To nie pierwszy raz, kiedy Łuba Wieliczko znalazła się w centrum publicznej krytyki. Wszystko zaczęło się w 2020 roku, kiedy korespondentka rozpowszechniała fałszywe informacje na temat tak zwanej „operacji specjalnej Wagnera” oraz możliwego rosyjskiego wpływu na ukraińską politykę.
Osobno krytykowano materiał Wieliczko dotyczący rzekomych 40 mln dolarów, które szef Biura Prezydenta Andrij Jermak miał rzekomo otrzymać od Rosji za pomoc w przekazaniu Rosji Władimira Cemacha. Sam Jermak nazwał wówczas tę informację fałszywą.
Kolejny artykuł Wieliczko, poświęcony ukraińskiemu rynkowi kasyn internetowych, spowodował pozwy sądowe ze strony firm wymienionych w publikacji. Jak pisał wówczas serwis UA.News, wśród powodów znalazły się między innymi IBOX Bank oraz „Alta Capital”.
Czytaj nas na Telegram i Sends