$ 43.92 € 51.74 zł 12.2
+21° Kijów +16° Warszawa +10° Waszyngton
„Konflikt zbliża się ku końcowi”: czy Putin rzeczywiście zapowiedział koniec wojny?

„Konflikt zbliża się ku końcowi”: czy Putin rzeczywiście zapowiedział koniec wojny?

11 maja 2026 16:17

W sobotę, 9 maja, w Moskwie odbyła się jednak parada z okazji Dnia Zwycięstwa – w okrojonej wersji. Nie wydarzyło się nic szczególnie interesującego: ponieważ w tych dniach obowiązywało zawieszenie broni, nie doszło do żadnych prowokacji, których tak bardzo obawiano się w Kremlu. Jednak jedno zdanie Putina wywołało burzliwą reakcję w przestrzeni informacyjnej: rosyjski dyktator oświadczył, że „konflikt z Ukrainą zbliża się do końca”. 

Te oświadczenia poruszyły media i wywołały falę ostrożnego optymizmu. Bukmacherzy natychmiast zareagowali na zmianę retoryki, a akcje zachodnich firm zbrojeniowych gwałtownie spadły. Wszystko dlatego, że przez wszystkie lata wojny przywódca RF nie pozwalał sobie na podobne wypowiedzi. U wielu osób wywołało to niestety błędne przekonanie, że wojna rzeczywiście dobiega końca. 

Jeśli jednak oddzielimy emocje od suchych faktów i spojrzymy na pełny obraz sytuacji, staje się oczywiste: obecnie nie ma realnych podstaw do odczuwania „odprężenia”. To, co usłyszeliśmy, nie jest przełomem dyplomatycznym, a raczej próbą manewru sytuacyjnego na tle rosnącego napięcia wewnętrznego w Rosji.

Dlaczego tak naprawdę Putin nie chciał i nadal nie chce zawrzeć pokoju jak najszybciej, a mowa jest jedynie o manipulacjach i retoryce politycznej? Komentator polityczny UA.News Mykyta Trachuk wraz z ekspertami analizował tę kwestię. 

Zwodnicze tło trzydniowego „rozejmu”

 

Ogólne tło, na którym zabrzmiały słowa rosyjskiego dyktatora, rzeczywiście wyglądało stosunkowo nieagresywnie, co odegrało kluczową rolę w tworzeniu iluzji szybkiego zakończenia działań wojennych. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie byliśmy świadkami eskalacji retoryki, a sytuacyjnego spadku napięcia. Przez cały 9 maja, wbrew oczekiwaniom na masowe ataki, a nawet uderzenia na Moskwę, strony w miarę przestrzegały zawieszenia broni (przynajmniej nie było ataków dalekiego zasięgu). Wiele osób odebrało tę trzydniową przerwę, która była wynikiem bezpośredniej presji ze strony USA, jako zapowiedź „wielkich porozumień”.

Jednak to zawieszenie broni było niezwykle kruche i ograniczone w swojej istocie. Dotyczyło wyłącznie ataków dalekiego zasięgu, ale nie zatrzymało wojny jako takiej. Starcia na froncie trwały, podobnie jak ataki na miasta przyfrontowe, takie jak Chersoń, Charków, Kramatorsk, Słowiańsk i inne. 

Znaczący jest sam mechanizm osiągnięcia rozejmu: aby zmusić Kijów i Moskwę do wyrażenia zgody na ten krok, konieczna była bezpośrednia interwencja Waszyngtonu. Wzmacnia to pozycję prezydenta USA przed jego wizytą w Chinach i pokazuje, że wpływ Donalda Trumpa na Zełenskiego i Putina się utrzymuje, ale jednocześnie pokazuje, jak trudno przychodzą im nawet czysto deklaratywne ustępstwa taktyczne. Jeśli do krótkiej przerwy potrzebna była taka presja, to wyobrażenie sobie poziomu przymusu niezbędnego do podjęcia przez strony fundamentalnych ustępstw jest dziś po prostu niemożliwe.

Właśnie w tym tkwi główna pułapka. Społeczeństwa obu państw, zmęczone wojną, chwytają się każdego sygnału i aluzji, każdego oświadczenia jako dowodu, że koniec tego bezsensownego, samobójczego rozlewu krwi jest już bliski. Ale w rzeczywistości sytuacja wygląda inaczej. 

Війна в Україні - конфлікт отримав офіційну назву Війна на Незалежність  України - 24 Канал


Retoryka bez działań: co tak naprawdę powiedział Putin

 

Oświadczenie Putina, że wojna „zbliża się do końca”, rzeczywiście bardzo odbiega od poprzedniego agresywnego tonu. Podczas uroczystości 9 maja 2026 roku widzieliśmy nieco innego przywódcę Rosji niż ten sprzed lat. Jeśli wcześniej retoryka była przepełniona patosem „nieuniknionego zwycięstwa”, to teraz można w niej dostrzec nuty pewnego zmęczenia i utraty zainteresowania. Jednak wypowiedzi polityków zawsze warto analizować nie pod kątem sensu i treści, ale pod kątem działań, które następują lub nie następują po tych oświadczeniach. 

Zaraz po głośnych słowach Putina jego najbliżsi rzecznicy – sekretarz prasowy Dmitrij Pieskow i doradca Jurij Uszakow – po raz kolejny wyjaśnili wszystko do końca, kierując dyskusję na twardą ścieżkę ultimatum. Aby nastąpił pokój, Kijów musi podjąć „jedną decyzję, dobrze mu znaną” – mówią w Moskwie. Chodzi oczywiście o całkowite wycofanie ukraińskich wojsk z Donbasu.

I tu pojawia się kluczowa sprzeczność logiczna, która niweczy wszelkie nadzieje na szybki pokój. Jeśli Putin naprawdę uważa, że wojna się kończy – co doprowadziło go do tego wniosku? Czy Ukraina zamierza dobrowolnie wycofać wojska z Donbasu? Raczej nie. A może Rosja wkrótce całkowicie zajmie Donieck obwód siłą militarną? To jeszcze mniej prawdopodobne.

Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której słowa o „zakończeniu konfliktu” nie są poparte żadnym realistycznym scenariuszem zawieszenia broni, akceptowalnym dla obu stron. Nikt nie chce iść na kompromisy, wszyscy nadal trzymają się swoich maksymalistycznych stanowisk. Z jakiego powodu wojna miałaby się zatem „zbliżać do końca” — jest to całkowicie niezrozumiałe. 

Aby Kijów zmienił swoje zasadnicze stanowisko, potrzebna jest bezprecedensowa presja ze strony Stanów Zjednoczonych i, opcjonalnie, Europy. Na razie nie wygląda to na coś realistycznego: Trump wywiera na Ukrainę presję od czasu do czasu, i to głównie retorycznie, a UE w pełni wspiera Kijów we wszystkich jego przedsięwzięciach. 

„Zrezygnowanie” z Ukrainy oznaczałoby uznanie globalnej porażki polityki zachodniej, co uderzyłoby w pozycję USA na świecie znacznie bardziej boleśnie niż kontynuacja wojny. Poza tym Kijów znajduje się obecnie, jeśli nie w pozycji siły, to na pewno nie w pozycji słabości – gdzieś pośrodku. Ofensywa Rosjan zwolniła, ukraińskie uderzenia na tyły RFS stają się coraz bardziej bolesne, a napięcie społeczno-polityczne w samej Rosji rośnie, a to wszystko są obiektywne fakty.

Podobnie, aby Rosja poszła na kompromis, potrzebna jest na nią bardzo silna presja. Jednak Stany Zjednoczone, a tym bardziej Europa, po prostu nie mają odpowiednich środków nacisku. Teoretycznie mogłyby to zrobić Chiny, ale one również czerpią korzyści z konfrontacji między Moskwą a Zachodem. W ten sposób dochodzimy do tej samej sytuacji, co rok, dwa, a nawet trzy lata temu: aby strony zmieniły swoje podejście i sprawa ruszyła z martwego punktu, musi wydarzyć się coś absolutnie niezwykłego, musi „przylecieć czarny łabędź”. A na horyzoncie na razie go nie widać.

Парад у Москві 9 травня 2026 — як пройшов скорочений захід із Путіним і  військовими КНДР — Forbes.ua


Wewnętrzny front Putina

 

Aby zrozumieć prawdziwą przyczynę zmiany tonu Kremla, warto przyjrzeć się dynamice społeczno-politycznej wewnątrz samej Rosji, „wewnętrznemu frontowi” Władimira Putina. Już dawno minęła euforia związana z „podnoszeniem się z kolan” z 2014 roku, a nawet z 2022 roku. Stan moralno-psychologiczny rosyjskiego społeczeństwa stopniowo, ale nieustannie staje się coraz bardziej nerwowy. Wojna się przedłuża, nie widać jej końca, rośnie irytacja z powodu ciągłych zakazów, ograniczeń w internecie i zaostrzania kontroli cyfrowej, a co najważniejsze – nie znika permanentny strach przed potencjalną nową falą mobilizacji.

Do tego dochodzi odnotowany nawet przez prorządowych rosyjskich socjologów spadek osobistej popularności Putina i ogólnego zaufania do władzy. Społeczeństwo RF zmęczyło się bezowocnymi obietnicami i chce zrozumieć, kiedy skończy się ten „specjalno-operacyjny” koszmar. A przed Kremlem w ogóle stoją jeszcze wybory do Dumy Państwowej jesienią 2026 roku, w których „Jedna Rosja”, której poparcie nawet według najbardziej optymistycznych sondaży wynosi nie więcej niż 30%, będzie musiała uzyskać większość konstytucyjną wynoszącą 60–70%. Sytuacja, jednym słowem, nie jest jeszcze katastrofalna, ale z pewnością nie jest też „stabilna i bezchmurna”.

Właśnie w tym miejscu pojawia się ta ostrożna retoryka o „zakończeniu konfliktu”. Jest to próba uspokojenia zdenerwowanego i zmęczonego elektoratu, dania mu nadziei, nie udzielając przy tym żadnych konkretnych gwarancji ani obietnic. Putin wyjaśnia Rosjanom, że „sytuacja jest poważna, zagrożeń jest wiele, dlatego trzeba przygotować się na długotrwałą walkę”. To nie są słowa rozjemcy, ale starzejącego się, niezmiennego przywódcy-autokraty, który przygotowuje naród do kolejnego zaciskania pasa – „poczekajcie jeszcze, a potem, może kiedyś, nadejdzie koniec”. Nie więcej i nie mniej. 

Файл:Vladimir Putin at a military parade on Red Square on May 9, 2024.jpg —  Википедия


Opinie ekspertów

 

Politolog, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik zauważa: w większym stopniu jest to retoryka mająca na celu uspokojenie Rosjan. Nie należy wyciągać z tego żadnych globalnych wniosków. 

„Sociologia pokazuje, że ponad 70% mieszkańców Rosji chce zakończenia wojny w takiej czy innej formie. Dlatego jest to retoryka mająca na celu ich uspokojenie, ponieważ nie wygląda na to, aby Rosja była dziś gotowa zrezygnować ze swoich kluczowych celów wojennych, aby była gotowa pójść na kompromis z Ukrainą. Poza tym jest to nawet retoryka groźby: rzekomo, jak tylko uderzymy, zebraliśmy wszystkie siły i wkrótce rozwiążemy to wszystko siłą. No i jest to retoryka mająca na celu przyciągnięcie uwagi Zachodu i zademonstrowanie rzekomej gotowości Moskwy do negocjacji. Ponieważ oświadczenie to było powiązane z wyraźnymi aluzjami o konieczności negocjacji między Rosją a Europą. 

Nie jest to zresztą nowa teza, nie oznacza ona również zmiany rosyjskiego stanowiska ani rezygnacji RF z jej celów. Jest to raczej rodzaj narzędzia technologicznego służącego do kierowania wewnętrzną opinią publiczną i procesami negocjacyjnymi, a także do budowania reputacji. U nas również często wydawano takie oświadczenia. Putin mówi teraz to, co ludzie chcą usłyszeć, chociaż pod tymi słowami kryje się coś zupełnie innego niż sądzą na Zachodzie, a nawet w rosyjskim społeczeństwie” — jest przekonany Rusłan Bortnik. 

Polityk, szef Centrum Stosowanych Badań Politycznych „Penta” Włodzimierz Fesenko również podziela tę opinię. Ekspert zapewnia: przyczyną z pewnością nie są zbliżające się wybory do Dumy Państwowej — mają one miejsce dopiero pod koniec roku, a poza tym nie są to wybory, lecz zwykła procedura administracyjna. 

„W tym przypadku chodzi o pewną taktykę retoryczną. O niewielkie zmiany w niej, ale nic więcej. Z jednej strony jest to skierowane do Trumpa – że Moskwa jest gotowa do rozmów – a z drugiej strony Putin musi uspokajać własne społeczeństwo, w którym nastroje się obecnie zmieniają. Coraz więcej Rosjan jest niezadowolonych zarówno z wojny, jak i jej skutków oraz z wielu problemów, które ona wywołuje. Putin musi wysyłać jakieś uspokajające sygnały, ale nie ma rzeczywistej gotowości do zakończenia wojny. Co następnie powiedział Uszakow, który jest faktycznym negocjatorem ze Stanami Zjednoczonymi? Że negocjacje są wstrzymane, a stanowisko RF nie ulega zmianie: domaga się ona wycofania Sił Zbrojnych Ukrainy z Donbasu. Ale w zamian za to – nawet nie zakończenie wojny, a „zawieszenie” działań wojennych. To kluczowe słowo – zawieszenie. A dalej, moim zdaniem, pojawią się takie same żądania dotyczące wycofania wojsk już z Chersoniu i Zaporoża… No i jeśli chodzi o spotkanie z Zełenskim, u Putina nie widać żadnych zmian w stanowisku. Tak więc, niestety, nie ma żadnych fundamentalnych zmian w stanowisku Kremla” – zauważył Wołodymyr Fesenko. 

Podsumowując, wygląda na to, że fala informacji wokół „zakończenia konfliktu” okazała się bańką mydlaną, która pęka przy pierwszej analizie i zetknięciu z faktami. Tak, ze strony Putina padły wyraźnie nowe oświadczenia, których wcześniej nie było, i tak, w wojnie nastąpiło bardzo krótkie i bardzo względne załamanie. Ale to wszystko – tylko forma, za którą kryje się niezmienna istota. Prawdziwe stanowisko Kremla, przedstawione przez Uszakowa i Pieskowa, nie pozostawia miejsca na kompromis, a ultimatum dotyczące wycofania Sił Zbrojnych Ukrainy z Donbasu pozostaje żądaniem bez alternatywy.

Nie obserwujemy również żadnych realnych działań, które świadczyłyby o gotowości Moskwy do prawdziwego pokoju. Co więcej, analiza zachowania Putina wskazuje, że nadal przygotowuje on społeczeństwo psychicznie do długotrwałej wojny na wyniszczenie, licząc, że problemy gospodarcze Europy i wewnętrzne napięcia na Ukrainie będą mu sprzyjać. Cele Kremla dotyczące „zmielenia” państwa ukraińskiego najwyraźniej również się nie zmieniły.

Dlatego wiara w to, że rosyjski prezydent nagle postanowił zakończyć wojnę na warunkach akceptowalnych dla wszystkich, oznacza mylenie pragnienia z rzeczywistością. Polityków zawsze należy oceniać na podstawie ich czynów, a nie deklaracji. A jak dotąd nie widzimy żadnych działań pokojowych ze strony Rosji. 

Czytaj nas na Telegram i Sends

Завантажуй наш додаток