26 kwietnia 2026 roku mija dokładnie 40 lat od dnia, w którym wybuch w czwartym reaktorze elektrowni jądrowej w Czarnobylu na zawsze zmienił świat. Data ta to nie tylko upamiętnienie katastrofy technologicznej, ale także okazja do wspomnienia tych, którzy jako pierwsi rzucili się w ogień, wodę i piekło promieniowania, aby powstrzymać nieszczęście.
Nazywani są likwidatorami. Byli to strażacy, inżynierowie, wojskowi, górnicy, lekarze i inni. Ich wyczyn często porównuje się do wyczynu na wojnie, ale z jedną istotną różnicą: walczyli z całkowicie niewidzialnym wrogiem, który nadal zabija nawet dziesięciolecia później.
Dzisiaj temat ochrony socjalnej likwidatorów z Czarnobyla po raz kolejny nabiera szczególnej aktualności. Czy państwo dotrzymało obietnic, które złożyło im jeszcze w 1986 roku? Jak zmieniał się system wsparcia już w czasach niepodległości? Jak żyją ci ludzie obecnie, ilu ich pozostało i czy można uznać, że troska o nich jest wystarczająca? Obserwator polityczny Mykyta Trachuk rozmawiał z bohaterami-likwidatorami i zgłębił tę kwestię. Więcej szczegółów — w materiale UA.News.
Obietnice z 1986 roku: słowa, które rozpłynęły się w promieniowaniu
W pierwszych dniach po awarii kierownictwo radzieckie, które do ostatniej chwili w sposób zbrodniczy ukrywało skalę tragedii, stanęło przed koniecznością skierowania ogromnych zasobów ludzkich do likwidacji skutków katastrofy. Do Czarnobyla zaczęto masowo wysyłać poborowych, pracowników przedsiębiorstw, cywilnych specjalistów itp. Łączna liczba likwidatorów wynosi około 600 tysięcy osób. Wtedy obiecano im „bohaterskie” przywileje: podwyższone emerytury, pierwszeństwo w przydziale mieszkań, bezpłatną opiekę medyczną, leczenie sanatoryjne, rekompensaty pieniężne za utracone zdrowie... Na papierze wyglądało to jak troska państwa o swoich ratowników. Jednak rzeczywistość okazała się nieco inna.
Świadectwa tych, którzy przeszli przez piekło Czarnobyla, rysują ponury obraz: zamieszanie z dokumentami, brak kontroli dozymetrycznej, biurokratyczne przeciągnięcia przy uzyskiwaniu statusu itp. Wiele osób nie otrzymało nawet tego minimum, które przewidywały rozporządzenia rządowe. A wraz z rozpadnięciem się ZSRR większość tych obietnic w ogóle stała się mrzonką.

Kronika zmian: jak Ukraina próbowała (nie) wywiązywać się ze swoich zobowiązań
Po uzyskaniu niepodległości Ukraina znalazła się w trudnej sytuacji. Z jednej strony to właśnie na jej terytorium doszło do katastrofy i to ona poniosła główny ciężar jej skutków. Z drugiej strony kryzys lat 90. uniemożliwił pełne finansowanie wszystkich programów socjalnych. W 1991 roku uchwalono podstawową ustawę „O statusie i ochronie socjalnej obywateli poszkodowanych w wyniku katastrofy czarnobylskiej”, która miała stać się prawną podstawą wsparcia dla poszkodowanych. Rzeczywiście deklarowała ona szeroki zakres ulg: od 50% zwrotu kosztów usług komunalnych aż po priorytetowe zapewnienie mieszkania. Jednak, jak to często bywa, różnica między deklaracjami a rzeczywistością okazała się ogromna.
W okresie prezydentury Leonida Kuczmy wydatki na programy czarnobylskie były stale sekwestrowane. W latach 2000. sytuacja nieco się poprawiła, ale system nadal pozostawał skrajnie nieefektywny. Lwia część środków była „pochłaniana” przez administrację, a do samych likwidatorów docierały znikome kwoty. Szczególnie dotkliwy był problem zabezpieczenia emerytalnego. Pomimo tego, że prawo gwarantowało minimalną emeryturę dla inwalidów-likwidatorów na poziomie 10 minimalnych emerytur wiekowych dla grupy I, 8 – dla grupy II i 6 – dla grupy III, rzeczywiste wypłaty były znacznie niższe. Fundusz Emerytalny stosował rozporządzenia rządowe, które ustalały wysokość wypłat niezgodną z normami ustawowymi — jednak sądy w większości przypadków opowiadały się po stronie likwidatorów.
W latach 2010., za prezydentury Janukowycza, wydatki socjalne ponownie znalazły się pod presją. Programy wsparcia dla osób z Czarnobyla były finansowane na zasadzie rezydualnej, a niektóre ulgi zostały zniesione lub zawieszone. Po 2014 r. podejmowano próby systemowego przeglądu podejścia do zabezpieczenia społecznego. W 2021 roku wprowadzono zmiany w ustawie, które miały podnieść poziom zabezpieczenia emerytalnego, wiążąc minimalne świadczenia ze średnim wynagrodzeniem w kraju. Jednak pełna inwazja Rosji w 2022 roku ponownie postawiła pod znakiem zapytania wszystkie programy socjalne.

Życie osób dotkniętych katastrofą w Czarnobylu dzisiaj
Według stanu na kwiecień 2026 roku w Ukrainie zarejestrowanych jest ponad 1,25 mln osób, które ucierpiały w wyniku katastrofy w Czarnobylu. Jeśli jednak chodzi bezpośrednio o likwidatorów, dokładna liczba tych, którzy dożyli 40. rocznicy, nie jest znana. Według różnych szacunków, z 600 tysięcy likwidatorów pozostała przy życiu jedna trzecia. Przy tym, na przykład, tylko w Chmielnickim mieszka prawie 800 uczestników likwidacji, a w obwodzie winnickim zarejestrowanych jest ponad 5,5 tysiąca osób spośród likwidatorów i poszkodowanych. Świadczy to o tym, że problem ma znaczny wymiar regionalny.
Jakie wsparcie zapewnia dziś państwo ofiarom katastrofy w Czarnobylu, a w szczególności likwidatorom? W budżecie państwa na rok 2026 na zabezpieczenie społeczne osób poszkodowanych w wyniku katastrofy w Czarnobylu przewidziano 2,2 mld UAH, a na emerytury – ponad 24 mld. Są to znaczne kwoty, ale jeśli podzielić je przez liczbę poszkodowanych, obraz staje się mniej optymistyczny. Na przykład emerytura likwidatora bez orzeczenia o niepełnosprawności w 2024 roku wynosiła zaledwie około 6,7 tys. UAH.
Od 1 marca 2026 roku minimalne emerytury dla osób, których niepełnosprawność jest związana z katastrofą w Czarnobylu, zostały zindeksowane. Po podwyżce wynoszą one: dla grupy I — 11 048,25 UAH, dla grupy II — 8 838,60 UAH, dla grupy III oraz dzieci z niepełnosprawnością — 6 813,09 UAH. Jednocześnie dla likwidatorów, którzy mają status inwalida wojennego i otrzymują emeryturę na podstawie ustawy „wojskowej”, minimalne wypłaty mogą być znacznie wyższe, jednak zdecydowana większość cywilnych likwidatorów otrzymuje właśnie te kwoty, które są ustalone w specjalnym ustawodawstwie „czarnobylskim” — czyli w najlepszym razie nieco ponad 11 tysięcy hrywien dla najcięższej grupy niepełnosprawności. Jest to przykład tej samej kolizji prawnej, która zmusza likwidatorów do wieloletnich sporów sądowych z państwem.
Ponadto od 1 stycznia 2026 r. podwyższono dodatek dla niepracujących emerytów mieszkających w strefie skażenia promieniotwórczego do 2595 UAH. Taką pomoc otrzymuje prawie 45 tysięcy mieszkańców samego tylko obwodu rówieńskiego. Oprócz emerytur likwidatorzy mają prawo do szeregu ulg. Jednak w praktyce dostęp do tych ulg jest często utrudniony przez biurokratyczne przeszkody, a faktyczne finansowanie jest całkowicie niewystarczające.

„Chcemy szacunku, wdzięczności i godnego życia”: opowieści likwidatorów
Redakcja UA.News osobiście rozmawiała z bohaterami-likwidatorami, pytając ich o ich życie, potrzeby i problemy w 2026 roku. Publikujemy ich wypowiedzi, aby każdy mógł sam ocenić, w jakim stopniu państwo pomaga takim ludziom.
Opowiada Siergiej Akulin, były pracownik elektrowni w Czarnobylu:
„Pracowałem w elektrowni od 1977 roku. Kiedy doszło do awarii, mieliśmy właśnie zmianę. Byliśmy w pracy i widzieliśmy, jak to się działo. Bierzemy udział w pracach związanych z ewakuacją personelu, ustalaniem, co stało się ze sprzętem itp. Wszyscy, którzy pracowali w Czarnobylu przez długi czas, mają duży staż emerytalny. Jestem na emeryturze już od 24 lat. Mamy maksymalną możliwą emeryturę – 25 950 UAH. Jak na Ukrainę to wysoka emerytura. Kiedy elektrownia została ponownie uruchomiona, personel zakwaterowano w Sławutyczu – najmłodszym mieście na Ukrainie. Tam starano się stworzyć dla nas wszystkie warunki: nowoczesne domy, infrastrukturę, sklepy, kompleks rekreacyjny. Jednak ostatnio, zwłaszcza w czasie wojny, wszystko, co dotyczyło likwidatorów, zostało odłożone na później… 40 lat temu doszło do awarii. Kiedy to się stało, miałem 32 lata. W ostatnich latach wszystko, co dotyczy opieki medycznej, stanowi jeden z największych problemów. Brakuje lekarzy. Jeśli chodzi o opiekę nad uczestnikami likwidacji awarii – w Kijowie dosłownie w zeszłym roku zlikwidowano szpital czarnobylski, a teraz ma on profil ogólny. I trzeba przejść całą procedurę: uzyskać skierowanie itp.
Jeśli chodzi o leczenie sanatoryjno-kurortowe – zostało ono zniesione bardzo dawno temu. Mogą się tam dostać tylko osoby posiadające I kategorię niepełnosprawności. Wtedy mogą tam jeździć raz na rok lub dwa lata. Dla osób z I i II kategorią inwalidztwa opłacany jest przejazd tylko raz. Likwidatorom, którzy nadal pracują w elektrowni jądrowej, jest nieco łatwiej – zajmują się tym komitety związkowe. Jednak ogólnie sytuacja w zakresie opieki medycznej nie jest zbyt dobra. Dzisiaj likwidatorzy szczególnie pilnie potrzebują leczenia, rehabilitacji i odnowy biologicznej. Jeśli chodzi o emerytury: osoby z I–III grupą inwalidztwa otrzymują pewne dodatki, ale tylko wtedy, gdy emerytura jest niewielka. Jednocześnie w likwidacji w taki czy inny sposób uczestniczyło prawie 600 tysięcy osób, a emerytury są tam oczywiście bardzo niskie.
W 2025 roku obowiązywały jeszcze ulgi na media — obecnie już ich nie ma. Nie ma już również zniżek na opłaty za media. Jeśli nie masz orzeczenia o niepełnosprawności, nie otrzymasz również wyjazdu sanatoryjnego. Wcześniej można było ubiegać się o powiększenie mieszkania – obecnie wszyscy już o tym dawno zapomnieli. W Sławutyczu, gdzie mieszkam, odsetek uczestników likwidacji awarii jest bardzo wysoki, ponieważ wielu z nich pracowało w elektrowni w Czarnobylu. Kiedyś bardzo szybko docieraliśmy do pracy, bo na elektrowni wciąż jest praca. Teraz, z powodu wojny, zniszczonych mostów i innych rzeczy, ludzie pracują na zmianach, a droga to 360 km. To też koszty.
Niedawno w Radzie Najwyższej jeszcze dyskutowano, że trzeba rozszerzyć ulgi dla likwidatorów. To, co było wcześniej, a to, co jest teraz – to ogromna różnica. Ulg dla likwidatorów zdecydowanie brakuje, a życie stało się znacznie bardziej niepokojące. Potrzebujemy kuracji, opieki medycznej, rehabilitacji itp. Kiedy byłeś młody, byłeś jeszcze zdrowy, ale pracowałeś w ekstremalnych warunkach. Konsekwencje tego wszystkiego są teraz bardzo poważne”.
Opowiada Ihor Kiczko, przewodniczący organizacji społecznej osób niepełnosprawnych „Związek Czarnobylski” w rejonie Chłodnogórskim w Charkowie:
„Przed wojną dużo współpracowaliśmy z parlamentem i rządem, aby zgodnie z prawem naliczano nam emerytury. W końcu je podwyższono, ale nie do poziomu przewidzianego przez prawo. Jednak życie nieco się poprawiło: podniesiono wypłaty dla likwidatorów i ich wdów. Ale pozytywów jest naprawdę bardzo mało. Problemów jest znacznie więcej.
Pierwszą rzeczą, która nas niepokoi, jest dodatek na żywność. Od wielu lat przeznacza się na to 400–500 UAH. Sami rozumiecie, co to za pieniądze. Według obliczeń specjalistów potrzeba 5000 UAH. Po drugie – w zeszłym roku odebrano ulgi na media, i to we wszystkich kategoriach. Przyznaje się je tylko wtedy, gdy dochód wynosi mniej niż 4200 UAH na jedną osobę. To bardzo niepokoi. Po trzecie – emerytury. Są cięcia, zmniejszają się dodatki. Po czwarte – u nas prawie nie ma osób, które otrzymują pełną emeryturę zgodnie z prawem. Trzeba zwracać się do sądów. Ale dług państwa nadal wynosi około 70 mld UAH, i to tylko wobec tych, którzy zwrócili się do sądu. Po piąte – to wypoczynek. Wyjazdów już dawno nie ma, to już rozumiemy. Ale na wypoczynek – wydają 120 UAH rocznie! Cóż, to nie wymaga komentarza. Jeśli chodzi o leczenie, zgodnie z prawem powinny istnieć specjalistyczne przychodnie. Jednak od wielu lat dochodzi do „rozmycia”: do tych szpitali trafiają wszyscy, i zdarza się, że likwidator przychodzi, aby poddać się leczeniu, a mu mówią — nie, trzeba poczekać 1–2 miesiące, nie ma miejsc, brakuje specjalistów. Wydatki na wyżywienie w tych ośrodkach są również nieproporcjonalnie niskie. Jest też bardzo bolesna kwestia: gdy umiera likwidator z Czarnobyla, zwłaszcza niepełnosprawny, jego wdowa ma prawo do połowy jego emerytury. Jednak w ustawie zapisano konieczność zaświadczenia, że przyczyna śmierci jest związana właśnie z pobytem w Czarnobylu. A jeśli napiszą, że zmarł z innego powodu, wdowa pozostanie bez tych środków.
Problem polega na tym, że podczas likwidacji wszyscy pracowaliśmy razem, nie zważając na niebezpieczeństwo. Ale potem część z nas wielokrotnie leczyła się w szpitalach i otrzymała orzeczenie o niepełnosprawności – to kategoria I. Jednak wielu, choć chorowało, bało się utraty pracy i obecnie nie ma orzeczenia o niepełnosprawności – to II kategoria likwidatorów. To bardzo smutne i przykre, ich emerytura wynosi obecnie 4–5 tysięcy! Czyli jest wielokrotnie niższa niż w I kategorii. Nieustannie prosimy zarówno Radu Najwyższą, jak i Kabinet Ministrów oraz Fundusz Emerytalny o ustalenie sprawiedliwej wysokości emerytury. Ale dodatek dla nich to grosze. A dla nas najważniejsze są szacunek, wdzięczność i godne życie, które państwo powinno zagwarantować. Oto nasze żądania i problemy”.
Kolejny likwidator poprosił, aby nie podawać jego nazwiska, ponieważ nie chce rozgłosu w tych trudnych czasach. Jednak krótko stwierdził naszemu wydawnictwu, co następuje: „W
rzeczywistości nie ma żadnej opieki medycznej. Zniesiono ulgi, a emerytury naliczane są nie zgodnie z ustawą o statusie likwidatorów, lecz na podstawie uchwały Rady Ministrów, co skutkuje niedopłatą około 25%. Pieniądze na leczenie, podobnie jak obowiązkową 13. pensję, ostatni raz otrzymałem w 1994 roku, a coroczny bon wypoczynkowy – w 1992 roku. Nawiasem mówiąc, zrównanie likwidatorów z ofiarami awarii jest ogólnie obraźliwe, ponieważ wypełnialiśmy swój żołnierski obowiązek”.
Podsumowując, 40 lat później państwowe wsparcie dla likwidatorów Czarnobyla na Ukrainie to skomplikowana mozaika deklaratywnych gwarancji, pozwów sądowych, okresowych waloryzacji i chronicznego niedofinansowania. Z całą pewnością nie można powiedzieć, że bohaterowie z Czarnobyla zostali całkowicie pozostawieni samym sobie: regularnie otrzymują emerytury, pewne dodatki, mają przyznane ustawowo ulgi itp. Jednak poziom tej troski pozostaje niestety głównie formalny i nie odpowiada ani skali ich wyczynu, ani rzeczywistym potrzebom.
Państwo do dziś nie zdołało stworzyć jednolitego, przejrzystego i sprawiedliwego mechanizmu wsparcia dla likwidatorów. Sprzeczności prawne zmuszają osoby starsze, często już bardzo schorowane, do wydawania ostatnich sił i pieniędzy na sądowe przepychanki. Obietnice, które złożono im w odległym 1986 roku, pozostały w większości tylko na papierze.
W przededniu 40. rocznicy tragedii w Czarnobylu warto pamiętać: prawdziwa wdzięczność mierzy się nie tylko patetycznymi wpisami władz w mediach społecznościowych raz w roku, ale także godnymi czynami. A czas na nie upływa wraz z życiem tych, którzy 40 lat temu uratowali świat przed zagrożeniem nuklearnym.