
Europejscy przywódcy pilnie omawiają scenariusze zawieszenia broni lub powojennego uregulowania sytuacji w Ukrainie. Jednym z nich jest utworzenie strefy buforowej między wojskami rosyjskimi i ukraińskimi w ramach potencjalnego porozumienia pokojowego. W tym przypadku kontrolę nad przestrzeganiem zawieszenia broni miałyby sprawować wielonarodowe siły rozjemcze – kontyngent pokojowy.
UA.News analizuje, na ile utworzenie strefy buforowej może zapewnić ciszę na froncie i dlaczego format wszystkich dotychczasowych misji pokojowych nie sprawdza się w realiach wojny w Ukrainie.

Pomysł strefy buforowej na terytorium Ukrainy nie jest nowy
Koncepcja utworzenia strefy zdemilitaryzowanej była już omawiana podczas negocjacji dotyczących zakończenia wojny. Kreml deklarował wówczas zamiar utworzenia stref buforowych wzdłuż granic rosji z Ukrainą, aby oddalić się od zasięgu ukraińskiej artylerii i dronów.
Europejscy dyplomaci również brali pod uwagę ten pomysł, choć unikali porównań do strefy buforowej między Koreą Północną a Południową, ponieważ oba państwa wciąż pozostają w stanie wojny. Zamiast tego sytuację w Ukrainie częściej porównuje się do podziału Niemiec w okresie zimnej wojny.
Zgodnie z zamysłem europejskich polityków, 40-kilometrowa strefa buforowa miałaby oddzielać pozycje armii ukraińskiej i rosyjskiej. Nie zdecydowano jeszcze, jakie terytoria obejmie strefa ani ilu żołnierzy będzie liczył kontyngent pokojowy. Wstępne plany przewidują udział od 4 do 60 tysięcy wojskowych. Oczekuje się, że siły pokojowe będą odpowiedzialne zarówno za patrolowanie strefy zdemilitaryzowanej, jak i za szkolenie ukraińskich żołnierzy.
Otwarte pozostaje również pytanie, które państwa zgodzą się wysłać swoich żołnierzy do Ukrainy w ramach kontyngentu pokojowego. Polska i Niemcy kategorycznie odmówiły udziału, natomiast Estonia zadeklarowała gotowość do wysłania odpowiednich oddziałów. Według europejskich urzędników sojusznicy oczekują, że większość sił w pobliżu strefy zawieszenia broni zapewni sama Ukraina.
Stany Zjednoczone nie biorą udziału w rozmowach z Europejczykami na temat utworzenia strefy zdemilitaryzowanej na terytorium Ukrainy. Wcześniej prezydent Donald Trump oświadczył jednak, że USA przyłączą się do „koordynacji” gwarancji bezpieczeństwa w powojennej Ukrainie, aby zapobiec rosyjskiemu atakowi po podpisaniu porozumienia pokojowego. Podano, że Waszyngton zapewni strategiczne środki wywiadu, rozpoznania (ISR), obserwacji i dowodzenia, a także systemy obrony przeciwlotniczej dla ochrony kontyngentu wojskowego, który znajdzie się pod europejskim dowództwem.

W sierpniu „Koalicja chętnych”, w skład której wchodzi 30 państw pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii i Francji, ogłosiła gotowość do rozmieszczenia na terytorium Ukrainy sił odstraszania.
„Ponownie podkreślili gotowość do rozmieszczenia sił gwarantujących bezpieczeństwo po zakończeniu działań wojennych, a także do udzielenia pomocy w zapewnieniu bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej i morskiej Ukrainy oraz w odbudowie Sił Zbrojnych Ukrainy” – czytamy w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej rządu brytyjskiego.
Jednocześnie, jak przyznali prywatnie europejscy urzędnicy w rozmowach z zachodnimi mediami, rozmieszczenie wielonarodowych sił odstraszania mogłoby nastąpić jedynie przy wsparciu Stanów Zjednoczonych.

Perspektywy polityczne utworzenia strefy buforowej i reakcja Ukrainy
„Chwytają się ostatniej deski ratunku. rosjanie nie boją się Europejczyków. Jeśli sądzą, że kilku brytyjskich i francuskich obserwatorów powstrzyma ich przed inwazją na Ukrainę, to się mylą” – skomentował rozmowy o strefie buforowej rozmówca z kręgów dyplomatycznych w wywiadzie dla Politico.
W kontekście obecnych prób prezydenta USA skłonienia putina do negocjacji inny europejski urzędnik stwierdził: „Wszyscy starają się jak najszybciej uzgodnić gwarancje bezpieczeństwa, aby Trump nie zmienił zdania”.
W Kijowie podkreślono, że de facto taka strefa już istnieje na froncie, ponieważ obie strony wycofały swój sprzęt na odległość 10 km od linii starć. Ponadto sam pomysł utworzenia strefy nie jest nowy. Jak zaznaczył prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, słyszał o nim wielokrotnie zarówno od Europejczyków, jak i Amerykanów.
„Tylko ci, którzy nie rozumieją, w jakim stanie technologicznym toczy się obecnie wojna, proponują strefę buforową o szerokości 40–50–60 km. Słyszałem nawet propozycję 100 km. To zupełnie inna historia. Dziś nasz ciężki sprzęt wojskowy i tak już znajduje się ponad 10 km od siebie, ponieważ wszystko jest niszczone przez drony. Ta strefa buforowa – którą ja nazywam martwą strefą, a inni szarą strefą – już istnieje” – wyjaśnił Zełenski.
Głowa państwa zauważyła, że skuteczne wykorzystanie dronów już powstrzymuje zbliżanie się pojazdów opancerzonych, „dlatego to tylko zbędne dyskusje”. Kreml z kolei jest zainteresowany odsunięciem ukraińskich sił obronnych od linii starć, ponieważ dałoby to okupantom większą swobodę działania na tymczasowo okupowanych terytoriach w pobliżu frontu.
Czego nie uwzględnia idea strefy buforowej — ocena eksperta wojskowego
Strefy buforowe istnieją po to, aby rozmieścić w nich siły rozjemcze, które kontrolują przestrzeganie zawieszenia broni w zależności od mandatu. Strefa o szerokości 30–40 km (po 15–20 km na każdą stronę) jest tradycyjna w takich przypadkach, aby chronić przed ostrzałem artyleryjskim. Jednak dziś drony działają już na dystansie do 40 km, co — jak podkreśla analityk wojskowy Denys Popowycz — potwierdza nieaktualność dawnych formatów rozgraniczenia.

„Strefy śmierci (kill zones) sięgają obecnie 15–20 km, gdzie nic nie może się przebić — żaden sprzęt. Obecnie dochodzi nawet do polowania na pojedynczych żołnierzy, dlatego samo dotarcie do linii starcia jest już problemem. Walka to jedno, a dotarcie »na zero« to zupełnie inna kwestia. Tak właśnie dziś działają drony” – wyjaśnia Popowycz.
Tworzenie stref buforowych to rozwiązanie znane z historii. Ale szczerze mówiąc, jestem dużym sceptykiem wobec udziału sił europejskich w zapewnieniu bezpieczeństwa Ukrainie po zawarciu traktatu pokojowego. Załóżmy, że powstanie strefa buforowa. Będzie to 40-kilometrowy pas, w którym zostaną rozmieszczone siły rozjemcze, mające w jakiś sposób kontrolować przestrzeganie zawieszenia broni. Powstaje jednak pytanie: na 1200 km linii frontu, gdzie ścierają się milionowe armie (posiadające ogromne doświadczenie bojowe i rozwijające nowe doktryny wojskowe), jaka musi być liczebność i jakość sił, by skutecznie oddzielić walczące strony? Ilu żołnierzy mogą wystawić kraje europejskie, aby wprowadzić ich do takiej strefy ziemi niczyjej?
W końcu, gdy wcześniej dyskutowano o rozmieszczeniu sił w ramach „Koalicji chętnych”, wszyscy zgodzili się, że w Europie po prostu nie ma wystarczającej liczby wolnych żołnierzy do takiego zadania.
Denys Popowycz nie wyklucza powstania strefy buforowej, jeśli będzie ku temu wola polityczna i przeznaczone odpowiednie zasoby. Ale jak na razie — to tylko polityczne deklaracje, których realizacja jest bardzo trudna.
„Na razie widzimy jedynie oświadczenia polityczne, także ze strony Stanów Zjednoczonych. Co dzieje się za kulisami, tak naprawdę nikt nie wie. Być może istnieją już jakieś konkretne plany i wizja tego, jak miałoby to zostać zrealizowane” – dodał ekspert.
Czytaj również:
Terytoria w zamian za pokój: jak przesuwa się linia frontu w kontekście negocjacji z rosją
Gwarancje bezpieczeństwa: USA i UE obiecują Ukrainie więcej broni