$ 44.68 € 52.26 zł 12.11
+21° Kijów +18° Warszawa +20° Waszyngton
Wybory w czasie wojny: czy da się je przeprowadzić w 2026 roku?

Wybory w czasie wojny: czy da się je przeprowadzić w 2026 roku?

20 sierpnia 2026 17:27

Niedawno były minister obrony Mykoła Fiedorow, który obecnie należy do opozycji, wygłosił głośne oświadczenie: Ukraina potrzebuje wyborów nawet w czasie wojny. Jego argument jest dość prosty i sprowadza się do tego, że mechanizmy demokratyczne muszą funkcjonować nawet pomimo działań wojennych i ostrzałów, aby ukraińska demokracja „nie stała się zakładniczką Rosji”. 

Władze jednak najwyraźniej nie chcą i nie planują przeprowadzać wyborów. Regularnie dają to do zrozumienia. Chociaż prezydent Zełenski wielokrotnie mówił, że jest gotowy do walki wyborczej, nie ma żadnych konkretnych kroków w tym kierunku i najprawdopodobniej nie będzie. Wielu Ukraińców jest również przekonanych, że w czasie wojny nie można organizować wyborów. 

Ogólnie rzecz biorąc, stwierdzenie to – „w czasie wojny nie przeprowadza się wyborów” – już dawno stało się czymś w rodzaju aksjomatu. Często powołuje się również na Konstytucję, która rzekomo zabrania przeprowadzania wyborów w czasie stanu wojennego. W rzeczywistości nie są to jednak tyle fakty prawne, co ogólna narracja polityczno-ideologiczna. Jest ona wygodna dla jednych i działa „uspokajająco” na innych, ale rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona. 

Co więc tak naprawdę mówi o tym wszystkim Konstytucja, co uniemożliwia przeprowadzenie wyborów w czasie wojny i czy można to zrobić właśnie w 2026 roku? Analityk polityczny UA.News Mykyta Trachuk przyjrzał się tej kwestii. 

Co mówi Konstytucja, a co – ustawa

 

Najczęściej powtarzana teza brzmi: „Konstytucja zabrania przeprowadzania wyborów w czasie stanu wojennego”. Ale to nieprawda. Jeśli spojrzeć dosłownie, w tekście ustawy zasadniczej nie ma żadnego takiego sformułowania. Nie ma tam nic w rodzaju „wybory w czasie wojny są zabronione”. Jednak z punktu widzenia prawa konstytucyjnego stwierdzenie to również nie jest całkowicie trafne, ponieważ zakaz wynika nie z jednego słowa, ale z systemu wzajemnie powiązanych norm.

Najtrudniejsza sytuacja dotyczy parlamentu. Artykuł 83 Konstytucji wyraźnie stanowi, że uprawnienia Rady Najwyższej trwają do końca wojny, a nowe wybory wyznacza się po jej zakończeniu. Nie jest to zwykły opis procesu, lecz imperatywny, a więc obowiązkowy, prawny zakaz przeprowadzania wyborów poselskich do czasu zniesienia stanu wojennego. Innymi słowy, w przypadku wyborów parlamentarnych Konstytucja rzeczywiście stwarza barierę, ale czyni to nie poprzez słowo „zabrania się”, lecz poprzez konstrukcję przedłużenia uprawnień. Z prawnego punktu widzenia oznacza to, że dopóki trwa wojna, Rada jest legalna, a jej ponowny wybór jest niemożliwy bez zmiany Konstytucji. Zmiana Konstytucji w warunkach stanu wojennego jest zresztą wyraźnie zabroniona – i tu pojawia się słowo „zakaz”.

Z kolei w przypadku prezydenta sytuacja wygląda inaczej. Artykuł 108 Konstytucji stanowi, że prezydent Ukrainy sprawuje urząd „do momentu objęcia stanowiska przez nowo wybranego głowę państwa”. Oznacza to, że nie zawiera ona analogicznego, szczegółowego przepisu, który zabraniałby wyboru nowego prezydenta w czasie wojny. Pytanie dotyczy jedynie tego, jak i kiedy ma to nastąpić. To samo dotyczy, nawiasem mówiąc, wyborów samorządowych.

Istnieje natomiast ustęp pierwszy artykułu 19 ustawy Ukrainy „O reżimie prawnym stanu wojennego”. Przepis ten wyraźnie stanowi, że w warunkach stanu wojennego zabronione jest przeprowadzanie wyborów prezydenckich, do Rady Najwyższej oraz do organów samorządu lokalnego. Właśnie do tej ustawy zazwyczaj odwołują się wszyscy przeciwnicy wyborów. Na pierwszy rzut oka brzmi to niepodważalnie. Istnieją jednak dwa istotne niuanse.

Po pierwsze, Konstytucja a priori ma pierwszeństwo przed każdą ustawą. Oznacza to, że jeśli Konstytucja nie stwarza bezpośredniej przeszkody dla wyborów prezydenckich lub samorządowych, to znaczy, że nie ma czysto konstytucyjnego zakazu ich przeprowadzania.

Po drugie, zwykłą ustawę zawsze można zmienić. W tym celu wystarczy przegłosować poprawki w Radzie Najwyższej. Oznacza to, że konstrukcja prawna, która obecnie zakazuje wyborów, nie jest jakimś nienaruszalnym przykazaniem. Opiera się ona nie na Konstytucji, ale na konkretnej ustawie, którą parlament sam uchwalił – i którą sam może zmienić, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Zatem twierdzenie, że „Konstytucja zabrania wyborów”, jest – delikatnie mówiąc – niepoprawne z prawnego punktu widzenia. W przypadku parlamentu bariera ta jest rzeczywiście w pełni zgodna z Konstytucją, choć wynika z przepisu dotyczącego przedłużenia kadencji. W przypadku prezydenta i władz lokalnych bariera ta ma natomiast charakter wyłącznie ustawodawczy. A ustawa – podobnie jak same wybory – jest zawsze kwestią woli politycznej. Gdyby nie było takiej woli, ustawa nie zostałaby uchwalona. Gdy pojawi się wola – zostanie zmieniona, a wybory się odbędą.

Перші післявоєнні вибори: за якими правилами та як до них готуються вже  зараз | Політична партія «Слуга Народу»


Co tak naprawdę przeszkadza w przeprowadzeniu wyborów w czasie wojny

 

Jednak nawet gdyby wyobrazić sobie, że wszystkie bariery prawne zostały pokonane, i tak pojawiają się ogromne problemy organizacyjno-techniczne. Pierwszym i najbardziej oczywistym z nich jest fizyczne bezpieczeństwo obywateli. Przeprowadzenie wyborów wiąże się z masowym zgromadzeniem ludzi w lokalach wyborczych, pracą dziesiątek tysięcy członków komisji wyborczych, bezpiecznym transportem kart do głosowania i protokołów itp. Zapewnienie odpowiedniej ochrony na całym terytorium kraju, w tym w regionach przyfrontowych, jest niemożliwe ani pod względem technicznym, ani finansowym.

Istnieje jednak opcja głosowania online. Tutaj jednak od razu pojawia się mnóstwo nowych pytań dotyczących cyberbezpieczeństwa oraz całkiem możliwego „fałszowania” pożądanych wyników. Kontrolowanie tego procesu jest niezwykle trudne. Nie oznacza to jednak, że nie ma rozwiązania: głosowanie korespondencyjne jest aktywnie stosowane w Niemczech i Stanach Zjednoczonych, a dla Ukraińców przebywających za granicą można otworzyć lokale wyborcze w ambasadach i konsulatach lub stworzyć zabezpieczony system identyfikacji online w ramach głosowania elektronicznego. Nie chodzi o to, czy jest to możliwe. Chodzi o to, czy państwo jest gotowe zainwestować w to pieniądze i czy wyniki będą budzić zaufanie.

Drugi problem to podziały elektoratu. Miliony obywateli Ukrainy przebywają na terytoriach tymczasowo okupowanych, gdzie przeprowadzenie jakichkolwiek wyborów ukraińskich jest niemożliwe. Miliony wyjechały za granicę jako uchodźcy, a далеко nie wszyscy z nich mają dostęp do placówek konsularnych i możliwość oddania głosu. Setki tysięcy innych osób zostało zmobilizowanych i służy w Siłach Zbrojnych Ukrainy (SZU), gdzie dostęp do lokali wyborczych lub mobilnych komisji wyborczych jest niezwykle utrudniony lub niemożliwy. Jak zapewnić im prawo do głosowania? Na to pytanie nie ma dziś gotowych odpowiedzi, ale istnieją różne pomysły.

Na przykład dla żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy istnieje możliwość zorganizowania wyjazdowych komisji wyborczych. Takie podejście stosuje się w Izraelu: mobilne grupy udają się do miejsc stacjonowania i dają żołnierzom możliwość głosowania. Można również głosować elektronicznie za pośrednictwem zabezpieczonych wojskowych systemów łączności. W przypadku terytoriów okupowanych sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana: tam fizyczne przeprowadzenie wyborów jest niemożliwe. Bądźmy jednak szczerzy: od 2014 roku wybory odbywały się bez uwzględnienia Krymu i części Donbasu, a wszystkie z nich były uznawane zarówno w kraju, jak i przez społeczność międzynarodową – a nawet, nawiasem mówiąc, przez państwo-agresora! 

В Україні триває формування Ради ветеранів: як проходять вибори і хто вже  представляє області - Тарасенко Тарас Петрович

Należy również zaangażować jak największą liczbę zagranicznych obserwatorów z niezależnych organizacji – na przykład z OBWE. Nie gwarantuje to oczywiście idealnych wyborów, ale może zapewnić przynajmniej pewną równowagę. Poza tym wybory nie muszą odbywać się w jednym dniu. Mogą się rozciągać na kilka dni, a nawet tygodni. Na przykład wybory w Indiach w 2024 roku trwały 44 dni, a w niektórych stanach USA obywatel może zagłosować przedterminowo – prawie półtora miesiąca przed dniem wyborów. Gwarantuje to, że wszyscy, którzy tego chcą, zdążą oddać głosy. 

Trzeci problem ma charakter polityczny. Demokracja to nie tylko techniczny akt głosowania, ale także proces swobodnej, konkurencyjnej rywalizacji idei i programów. Wymaga to: wolności słowa, wolności zgromadzeń, wolności prasy, równego dostępu kandydatów do mediów itp. Stan wojenny w taki czy inny sposób ogranicza wszystkie te wolności. Przeprowadzenie prawdziwej, konkurencyjnej kampanii wyborczej w takich warunkach wydaje się wątpliwe, choć i tutaj można znaleźć pewną nową równowagę. 

Wreszcie istnieje – choć może nie zbyt oczywiste – ryzyko braku legitymizacji ostatecznego wyniku. Wybory przeprowadzone w ograniczonych warunkach, bez udziału znacznej części społeczeństwa, mogą zostać poddane w wątpliwość. Jednocześnie jednak rezygnacja z wyborów również ma swoją cenę, a jeśli nie odbędą się one przez wiele kolejnych lat, cena ta będzie rosnąć.

Oznacza to, że sytuacja jest rzeczywiście złożona, ale nie ma wyzwań, których nie dałoby się pokonać. Zapewnienie bezpieczeństwa oraz mniej więcej powszechnego prawa wyborczego jest możliwe dzięki głosowaniu online i/lub wielodniowemu, „rozciągniętemu” wyrażaniu woli wyborczej. Żołnierze mogą oddać swoje głosy za pośrednictwem internetu lub dzięki mobilnym zespołom wyborczym. Również w kwestii równego dostępu do mediów i konkurencji politycznej można znaleźć pewną równowagę. Jedynie kwestia terytoriów tymczasowo okupowanych wydaje się nierozwiązywalna – jednak od 2014 roku nie przeszkadzało to Ukrainie. 

Istnieje w końcu dość bogate doświadczenie międzynarodowe. Izrael przeprowadzał i regularnie przeprowadza wybory w warunkach ciągłych konfliktów zbrojnych, a nawet wojen na pełną skalę z sąsiadami. Stany Zjednoczone i Kanada również nie rezygnowały z wyborów w czasie wojen w przeszłości (choć należy przyznać, że ich terytorium było jednak dość bezpieczne). Nie tak odległa od Ukrainy Chorwacja przeprowadziła pełnoprawne wybory prezydenckie i parlamentarne w 1992 roku, w samym środku aktywnej fazy wojny o niepodległość i rozpadu byłej Jugosławii. Irak, Syria i Afganistan przeprowadziły wybory parlamentarne i prezydenckie w latach 2000–2010 w trakcie trwających konfliktów wewnętrznych i obecności obcych wojsk (choć legitymizacja i bezpieczeństwo tych procesów budzą wątpliwości). Dania przeprowadziła wybory w 1943 roku, w samym środku okupacji nazistowskiej (chociaż przestrzeń polityczna była wówczas skrajnie ograniczona). Podobnych przykładów jest w rzeczywistości wiele. 

Oczywiście potencjalne wybory w warunkach wojny i tak będą się rażąco różnić od zwykłego procesu wyborczego w czasie pokoju. Jednak dla stabilności systemu politycznego lepsza jest choćby jakakolwiek odnowa niż jej całkowity brak — to podstawowa zasada z każdego podręcznika politologii. Główna przeszkoda nie ma tu charakteru technicznego, lecz czysto politycznego.

Громадські організації проти проведення виборів в Україні під час війни -  Transparency International Ukraine


Czy wybory można przeprowadzić właśnie w 2026 roku

 

Kluczowe pytanie praktyczne: gdyby nagle, czysto hipotetycznie, jutro władze zechciały przeprowadzić wybory – czy zdążą to zrobić do końca 2026 roku? Odpowiedź brzmi raczej „nie”.

Po pierwsze, terminy. Zgodnie z ukraińskim prawem na przeprowadzenie pełnoprawnej kampanii prezydenckiej od dnia oficjalnego ogłoszenia kandydatury do dnia głosowania potrzeba co najmniej 90 dni. Gdyby wyobrazić sobie idealny scenariusz, w którym Rada Najwyższa jutro uchwali wszystkie niezbędne zmiany, ogłosi wybory i uruchomi proces, głosowanie mogłoby się odbyć nie wcześniej niż pod koniec listopada lub na początku grudnia 2026 roku. Ale i to jest bardzo hipotetyczna kalkulacja.

Po drugie, pieniądze. Pełnowartościowa kampania wyborcza kosztuje miliardy hrywien. Według informacji Centralnej Komisji Wyborczej w budżecie państwa na rok 2026 nie przewidziano środków na wybory. 

Po trzecie, poważne wątpliwości budzi sam stan infrastruktury wyborczej. Miliony ludzi zmieniły miejsce zamieszkania lub w ogóle opuściły kraj. Setki tysięcy, niestety, zginęło. Listy wyborców wymagają poważnej weryfikacji, a na znacznej części terytorium lokale wyborcze są zniszczone lub znajdują się pod stałym zagrożeniem ostrzału. 

Nie oznacza to jednak, że wybory są w zasadzie niemożliwe. Oznacza to, że wymagają one długotrwałych przygotowań. Dlatego na pytanie „czy można przeprowadzić wybory w 2026 roku” uczciwa odpowiedź brzmi: nawet gdyby decyzja polityczna została podjęta już teraz, pełne przygotowanie i przeprowadzenie wyborów do końca roku jest prawie niemożliwe, nawet przy największej chęci. 

Громадські організації закликали не проводити вибори під час війни - ЗМІ  для змін.


Podsumowując, czy można przeprowadzić wybory na Ukrainie w czasie wojny? Z prawnego punktu widzenia – tak, jest to całkowicie możliwe pod warunkiem spełnienia szeregu warunków. Ukraińska konstytucja nie zawiera bezpośredniego zakazu przeprowadzania wyborów prezydenckich i samorządowych, a ustawa o stanie wojennym może zostać zmieniona przez Radę Najwyższą. W przypadku wyborów parlamentarnych przeszkoda jest jednak rzeczywiście natury konstytucyjnej. Pod względem organizacyjnym – również tak, choć jest to bardzo trudne. Natomiast czy jest to możliwe politycznie, czy istnieje na to wola polityczna – odpowiedź brzmi jednoznacznie „nie”.

W tym właśnie tkwi główny wniosek. Cała dyskusja na temat „niemożliwości przeprowadzenia wyborów w czasie wojny” błędnie (świadomie lub nieświadomie) skupia się na podstawach prawnych i technicznych. Chociaż w rzeczywistości chodzi wyłącznie o brak woli politycznej. Na koniec można więc jedynie przytoczyć wspaniałe ukraińskie przysłowie, które wyjaśnia całą sytuację dosłownie jednym zdaniem: „kto nie chce żniw, temu sierp jest tępy”.

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację