$ 44.95 € 51.45 zł 12.03
+21° Kijów +27° Warszawa +32° Waszyngton
Blef czy nowa rzeczywistość: co kryje się za ultimatum Zełenskiego w sprawie białoruskich retransmiterów

Blef czy nowa rzeczywistość: co kryje się za ultimatum Zełenskiego w sprawie białoruskich retransmiterów

22 czerwca 2026 17:09

W miniony piątek, 19 czerwca, przestrzeń informacyjną wstrząsnęło oświadczenie, które – bez przesady – może radykalnie zmienić przebieg całej wojny. Prezydent Zełenski wystosował bezpośredni ultimatum pod adresem Mińska. Powodem miało być rzekome obecność na terytorium Białorusi (jak twierdzono, wzdłuż granicy z Ukrainą) tajemniczych nadajników na wieżach, które – zgodnie z oświadczeniami z Kijowa – pomagają armii rosyjskiej w korygowaniu uderzeń na Ukrainę. Zelenski dał Aleksandrowi Łukaszence tydzień na demontaż tego sprzętu. Jeśli białoruski dyktator sam nie usunie wrogiego sprzętu – zrobią to Siły Zbrojne Ukrainy – zapewnił prezydent Ukrainy. 

W rzeczywistości jest to publiczne ogłoszenie prawa do uderzenia militarnego na terytorium sąsiedniego kraju. Surowość i bezkompromisowość tego oświadczenia nie pasują do zwykłej retoryki, ponieważ wcześniej z Kijowa nieustannie dochodziły zupełnie przeciwne ostrzeżenia o przygotowywanej ofensywie ze strony Białorusi. Teraz jednak inicjatywa, jak się wydaje, przechodzi w ręce Ukrainy. 

Sytuacja dodatkowo zaostrza się na tle krwawego incydentu w obwodzie briańskim, gdzie kilka dni temu nieznany bezzałogowy statek powietrzny zaatakował autobus z białoruskimi dziećmi. Zginęła wówczas trenerka. Mińsk i Moskwa jednoznacznie oskarżyły stronę ukraińską o ten atak, ale Kijów stanowczo zaprzecza winie, nazywając tę tragedię prowokacją. Właśnie w tej atmosferze padł ultimatum, które postawiło Łukaszenkę przed bardzo trudnym wyborem. 

Nasuwa się logiczne pytanie: czy wybuchnie bezpośrednia wojna między Ukrainą a Białorusią, czy też obserwujemy wielką grę dyplomatyczną na granicy faulu? Serwis UA.News wraz z ekspertami przeanalizował tę kwestię. 

Repeatery jako pretekst: prawdziwe cele nacisków na Mińsk 

 

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy podczas analizy oświadczeń Zełenskiego, jest niejasność sformułowań dotyczących samych retransmulatorów. Nie ma żadnych konkretów dotyczących ich dokładnej lokalizacji, parametrów technicznych ani zasad działania. Stwarza to szerokie pole do interpretacji: od rzeczywistego istnienia utajnionych systemów wroga po wykorzystanie tej tezy wyłącznie jako pretekstu informacyjnego do legitymizacji dalszych działań. 

Nie należy również pomijać faktu, że wraz z żądaniem usunięcia sprzętu Zełenski wyraźnie wyraził niezadowolenie z dostaw białoruskiego paliwa do Rosji. I tu dochodzimy do, jak się wydaje, znacznie bardziej zrozumiałej i pragmatycznej płaszczyzny. 

Białoruskie rafinerie ropy naftowej, w szczególności rafinerie w Mozyru i Nowopolotsku, stanowią kluczowy element zaopatrzenia armii rosyjskiej w paliwa i smary. W przeciwieństwie do nie do końca jasnych nadajników retransmisyjnych fakt ten jest powszechnie znany i od dawna irytuje stronę ukraińską. Logika tego posunięcia może być znacznie głębsza niż tylko korekta toru lotu wrogich rakiet i bezzałogowych statków powietrznych. Jest całkiem prawdopodobne, że prawdziwym, choć nieogłoszonym wprost, celem Kijowa jest właśnie odcięcie białoruskiej gospodarczej arterii paliwowej, która zasila rosyjską machinę wojskową. Jest to szczególnie istotne w kontekście systematycznych ukraińskich ataków, których celem jest unieruchomienie całego przemysłu naftowego Federacji Rosyjskiej. 

Ponadto Białoruś od dawna dostarcza do Federacji Rosyjskiej nie tylko paliwo, ale także produkty przemysłu zbrojeniowego: podwozia do kompleksów rakietowych, optykę, elektronikę itp. Ultimatum dotyczące retranslatorów może być jedynie formalną wierzchołkiem góry lodowej, narzędziem zmuszającym Łukaszenkę do zerwania krytycznie ważnych powiązań handlowo-gospodarczych z Moskwą. 

Innymi słowy, Kijów mógłby ogłosić zwycięstwo bez oddania ani jednego strzału, gdyby Mińsk – nawet nie przyznając się do istnienia retransmiterów – poszedł na ustępstwa w dziedzinie, która faktycznie jest bolączką dla ukraińskich władz. W takim przypadku nie mamy do czynienia z przygotowaniami do wojny, lecz z klasycznym dyplomatycznym chwytem polegającym na „wywołaniu na pojedynek”, gdzie stawką jest nie tyle obiekty wojskowe, co sam model sojuszu gospodarczego Mińska z Moskwą.

Білорусь закриває кордон з Україною | головний сайт про політиків Слово і  Діло


Pułapka dla Łukaszenki: między Kremlem a Kijowem

 

Aleksander Łukaszenko znalazł się w sytuacji, którą bez przesady można nazwać egzystencjalnym kryzysem jego reżimu. Przez cały okres wojny na pełną skalę świadomie odgrywał rolę „obrońcy Białorusi przed konfliktem”. Jego legitymizacja polityczna w kraju po 2020 roku opiera się w znacznej mierze na obietnicy, że nie wciągnie Białorusinów w bezpośrednie starcia zbrojne. Ultimatum Zełenskiego burzy tę konstrukcję. Od Łukaszenki wymaga się w praktyce kapitulacji przed Kijowem oraz, co dla niego jeszcze gorsze, zerwania sojuszniczych stosunków z Rosją.

Spełnienie żądań Kijowa jest de facto niemożliwe ze względu na głęboką zależność białoruskiej gospodarki od Rosji. Po pierwsze, rafinerie działają na rosyjskim surowcu. Odmowa sprzedaży paliwa Moskwie oznaczałaby natychmiastowe wstrzymanie produkcji i załamanie się jednego z głównych źródeł wpływów walutowych do budżetu. Po drugie, system gospodarczy Białorusi jest tak ściśle zintegrowany z rosyjskim, że próba jego gwałtownego zerwania doprowadzi do katastrofalnego kryzysu – a Białorusini i tak żyją, delikatnie mówiąc, niezbyt zamożnie. Po trzecie, spełnienie żądań Zełenskiego oznaczałoby utratę kapitału politycznego „Batski” jako osoby postrzeganej jako groźny, silny i twardy przywódca. 

Z drugiej strony bezpośredni konflikt zbrojny z Ukrainą stanowi ucieleśnienie największego strachu białoruskich władz. Przez lata propaganda budowała wizerunek „oazy pokoju”, a teraz trzeba będzie wyjaśniać ludziom konieczność walki lub znoszenia ostrzałów. Ponadto stan białoruskiej armii, jej zdolność bojowa oraz, co najważniejsze, niski poziom motywacji personelu do walki z Ukraińcami są dobrze znane. 

Łukaszenko jest faktycznie w potrzasku. Spełnienie ultimatum oznacza podpisanie na siebie wyroku śmierci jako suwerennego polityka i narażenie się na gniew Putina. Nieprzestrzeganie ultimatum oznacza ryzyko otwarcia frontu, na który kraj nie jest gotowy ani militarnie, ani psychicznie.

Лукашенко извинился перед Зеленским, назвав его «молодым и неопытным» |  Евронью́с


Wojna powietrzna czy pełnoprawny drugi front: zagrożenia dla Ukrainy

 

Otwarcie drugiego frontu dla Sił Zbrojnych Ukrainy, które i tak już znajdują się pod ogromną presją na wschodzie i południu, wygląda w zasadzie jak wojskowo-polityczne samobójstwo. Rozciągnięcie ograniczonych rezerw na ponad 1000 km dodatkowej granicy byłoby fatalnym błędem. Najprawdopodobniej w Biurze Prezydenta doskonale to rozumieją. 

Jednak scenariusz, który może być rozważany w Kijowie, niekoniecznie zakłada klasyczną inwazję lądową. Znacznie bardziej prawdopodobna jest ta czy inna forma „wojny powietrznej”, czyli wykorzystanie dronów i rakiet. Chodzi o prewencyjne uderzenia na konkretne obiekty infrastruktury, węzły logistyczne, bazy paliwowe i zakłady produkujące na potrzeby rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. Taki scenariusz nie wymaga przenoszenia piechoty na dużą skalę i pozwala uniknąć wyczerpujących walk o terytorium.

Nie należy również lekceważyć stanu psychicznego ukraińskiego kierownictwa, które po serii udanych ataków na rosyjskie rafinerie, porty i obiekty wojskowe na Krymie wyraźnie znajduje się na fali pewności siebie. W przestrzeni medialnej z wyprzedzeniem zaczęto rozpowszechniać tezę, że Łukaszenko się boi i jest gotów przepraszać, co stwarza mylne wrażenie słabości przeciwnika. Podsyca to nastroje awanturnicze. 

Jednak takie założenie może okazać się zbyt niebezpieczne. Jeśli Kijów liczy na to, że niewielka liczebność białoruskiej armii nie pozwoli Mińskowi na wymierzenie odczuwalnego ciosu, może się poważnie mylić. Nawet nie angażując się w zakrojoną na szeroką skalę operację lądową, Białoruś w odpowiedzi na agresję jest w stanie stworzyć Ukrainie poważne problemy. Przede wszystkim chodzi o możliwość rozmieszczenia na swoim terytorium dodatkowych rosyjskich systemów uderzeniowych. Czas lotu rakiet i dronów z terytorium Białorusi do Kijowa lub zachodnich obwodów Ukrainy zostanie skrócony do minimum, co drastycznie obniży skuteczność obrony przeciwlotniczej (z czym i tak wiążą się obiektywne trudności). Pod stałym zagrożeniem znajdą się kluczowe szlaki logistyczne, w szczególności strategiczna trasa Kijów–Kowel, a także przejścia graniczne na zachodniej granicy, przez które przebiega główny transport broni. 

Ponadto nie można całkowicie wykluczyć hipotetycznego porozumienia Łukaszenki w sprawie przetransportowania do Białorusi dodatkowych sił z Rosji, a nawet z Korei Północnej, co całkowicie zmieni równowagę sił na północnym kierunku. Właśnie dlatego potencjalny atak na Białoruś nie jest „łatwą sprawą”, lecz niezwykle ryzykowną grą, w której stawki mogą okazać się nieproporcjonalnie wysokie.

Білорусь може ввести війська до України після провокації Росії | головний  сайт про політиків Слово і Діло


Opinia eksperta

 

Politolog, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik zauważa, że ryzyko przeprowadzenia ataków na Białoruś przeważa obecnie nieco nad prawdopodobieństwem, że do tego nie dojdzie. 

„Najwyraźniej Ukraina uważa, że Białoruś znajduje się obecnie w słabej pozycji. Ponadto Białoruś stara się pozycjonować jako platforma negocjacyjna między Rosją a Zachodem – Ukrainę również próbuje wykorzystać ten ruch Białorusi, aby maksymalnie oddalić Mińsk od Moskwy, a w idealnym przypadku – wyprowadzić Białoruś ze strefy wpływów Rosji. Oczywiście trudno to osiągnąć, ale Ukraina stara się wykorzystać tę sytuację przynajmniej po to, by wywalczyć od Białorusi dwie kluczowe rzeczy. Po pierwsze – zaprzestanie dostaw produktów naftowych, benzyny i oleju napędowego na terytorium Rosji, ponieważ Ukraina zadała skuteczne uderzenia na rafinerie ropy w Federacji Rosyjskiej, co doprowadziło do niedoboru paliwa w jej europejskiej części oraz na okupowanym Krymie. Ponadto, biorąc pod uwagę krótki łańcuch dostaw tej ropy, odgrywa ona znaczącą rolę w stabilizacji sytuacji na rynku produktów naftowych w Moskwie oraz w europejskiej części Rosji. Dlatego Ukraina chce, aby Białoruś zaprzestała dostarczania tych produktów naftowych na terytorium Rosji, pogłębiając w ten sposób kryzys paliwowy w Rosji.

Po drugie – Ukraina chce, aby Białoruś przestała udostępniać swoje terytorium do prowadzenia rozpoznania oraz kierowania rosyjskimi dronami i rakietami na terytorium Ukrainy. Biorąc pod uwagę te kwestie – sądzę, że Ukraina może przeprowadzić ataki na białoruskie rafinerie. Tym bardziej, że w swoim czasie armia rosyjska wkroczyła na terytorium Ukrainy między innymi właśnie z terytorium Białorusi, więc formalnie Ukraina uważa się za będącą w stanie wojny z Białorusią, mimo że ambasada ukraińska nadal działa w Mińsku. Wszystko to może pogłębić kryzys paliwowy w Rosji, ale może również doprowadzić do bezpośredniej konfrontacji zbrojnej między armią ukraińską a białoruską. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że białoruskie siły zbrojne będą odpowiadać atakami na terytorium Ukrainy, na ważne trasy samochodowe i kolejowe prowadzące na północ i zachód Ukrainy. Jednocześnie jednak mało prawdopodobne jest, by doszło do pełnowymiarowej kampanii lądowej. Żadne z tych państw nie dysponuje obecnie wystarczającymi siłami lądowymi do prowadzenia kampanii na dużą skalę — co najwyżej do jakichś przygranicznych zamieszek. Dlatego niestety wymiana ciosów jest obecnie prawdopodobna. Wszystko leży w rękach negocjatorów” — jest przekonany Rusłan Bortnik. 

Ілюзія нейтралітету. Чи готується Білорусь до війни?


Podsumowując, ultimatum Zełenskiego wyniosło ogólną konfrontację między Kijowem a Mińskiem na zasadniczo nowy poziom. Pomimo demonstracyjnej stanowczości charakter tego oświadczenia pozostaje dwojaki. Z jednej strony może to być blef mający na celu zmuszenie białoruskiego dyktatora do zaprzestania lub przynajmniej częściowego ograniczenia wsparcia gospodarczego dla rosyjskiej armii pod jakimś formalnym pretekstem. Z drugiej strony – całkiem realne są też przygotowania do scenariusza militarnego, który w Kijowie postrzega się jako możliwość „wyłączenia” kluczowego sojusznika Kremla za pomocą ataków powietrznych.

Bezpośrednia wojna na pełną skalę między Ukrainą a Białorusią nie wydaje się obecnie w stu procentach nieunikniona, ponieważ obie strony mogą w takim przypadku znacznie więcej stracić niż zyskać. Dla Ukrainy oznacza to ryzyko katastrofalnego rozciągnięcia frontu oraz uderzeń w kluczową logistykę na zachodzie i północy. Dla Łukaszenki – upadek jego wizerunku „obrońcy narodu” oraz wciągnięcie w wojnę, która zagraża jego władzy znacznie bardziej niż jakiekolwiek protesty liberalnie nastawionych Białorusinów. 

Jednak niebezpieczeństwo obecnej sytuacji polega na tym, że logika eskalacji często bierze górę nad racjonalną kalkulacją. Presja informacyjna i niejawność procesu podejmowania decyzji tworzą sytuację, w której jeden nieostrożny ruch – rzeczywisty atak na białoruski obiekt lub lustrzana prowokacja na granicy – może uruchomić niekontrolowany łańcuch wydarzeń. Jak to wszystko się skończy i jaką decyzję ostatecznie podejmie Łukaszenko, okaże się już za kilka dni. 

Czytaj nas na Telegram i Sends

Завантажуй наш додаток