Iran otworzył cieśninę, ale postawił własne zasady
Iran oświadczył, że po rozejmie otworzył Cieśninę Ormuz dla statków cywilnych. W praktyce jednak nie ma mowy o swobodnym przepływie — obecnie jest to kontrolowany korytarz wymagający zezwoleń i opłat. Żegluga gwałtownie spadła, a setki jednostek wciąż czekają w Zatoce Perskiej. O sprawie informuje The Epoch Times.
Pomimo oficjalnych komunikatów, Teheran faktycznie przejął pełną kontrolę nad cieśniną. Jak poinformował wiceminister spraw zagranicznych Iranu, Said Chatibzade, każdy statek — nawet amerykański — musi najpierw skontaktować się z irańskimi władzami i uzyskać zgodę na przejście.
Bez tego, według strony irańskiej, bezpieczeństwo nie jest gwarantowane. Powodem mają być miny, które rzekomo pozostały po działaniach wojennych. Na niektórych mapach irańskich instytucji cieśnina jest wręcz oznaczona jako „zaminowana”. Statkom proponuje się alternatywne trasy. Jedna z nich przebiega na północ od wyspy Larak i zyskała już nieoficjalną nazwę „pas opłat”. Za przepłynięcie tamtędy należy zapłacić. Iran wprowadził tak zwaną „opłatę za bezpieczną eskortę”, która może sięgać nawet 2 milionów dolarów za jeden duży tankowiec.
Sytuacja ta spotkała się z ostrą krytyką w branży naftowej. „Przejście warunkowe to nie jest przejście. To kontrola pod inną nazwą” — oświadczył szef firmy naftowej ADNOC, Sultan Al-Jaber.
Z powodu tych ograniczeń ruch statków drastycznie spadł. Według stanu na 9 kwietnia, przez cieśninę przepływa zaledwie od 3 do 8 jednostek na dobę. Dla porównania: przed eskalacją było to około 60 statków dziennie. Większość z tych, które obecnie przepływają, to irańskie tankowce lub statki towarowe. Tymczasem w Zatoce Perskiej pozostaje zablokowanych ponad 800 cywilnych jednostek. Czekają one na gwarancje bezpieczeństwa, zanim ruszą dalej.
Wpłynęło to już na rynki światowe. Po krótkim spadku ceny ropy ponownie poszły w górę. Baryłka ropy typu Brent zbliżyła się do poziomu 99–100 dolarów. Niepewność związana z przejściem przez cieśninę sprawia, że logistyka staje się trudna i ryzykowna dla wszystkich uczestników rynku.
Iran oświadczył, że po rozejmie otworzył Cieśninę Ormuz dla statków cywilnych. W praktyce jednak nie ma mowy o swobodnym przepływie — obecnie jest to kontrolowany korytarz wymagający zezwoleń i opłat. Żegluga gwałtownie spadła, a setki jednostek wciąż czekają w Zatoce Perskiej. O sprawie informuje The Epoch Times.
Pomimo oficjalnych komunikatów, Teheran faktycznie przejął pełną kontrolę nad cieśniną. Jak poinformował wiceminister spraw zagranicznych Iranu, Said Chatibzade, każdy statek — nawet amerykański — musi najpierw skontaktować się z irańskimi władzami i uzyskać zgodę na przejście.
Bez tego, według strony irańskiej, bezpieczeństwo nie jest gwarantowane. Powodem mają być miny, które rzekomo pozostały po działaniach wojennych. Na niektórych mapach irańskich instytucji cieśnina jest wręcz oznaczona jako „zaminowana”. Statkom proponuje się alternatywne trasy. Jedna z nich przebiega na północ od wyspy Larak i zyskała już nieoficjalną nazwę „pas opłat”. Za przepłynięcie tamtędy należy zapłacić. Iran wprowadził tak zwaną „opłatę za bezpieczną eskortę”, która może sięgać nawet 2 milionów dolarów za jeden duży tankowiec.
Sytuacja ta spotkała się z ostrą krytyką w branży naftowej. „Przejście warunkowe to nie jest przejście. To kontrola pod inną nazwą” — oświadczył szef firmy naftowej ADNOC, Sultan Al-Jaber.
Z powodu tych ograniczeń ruch statków drastycznie spadł. Według stanu na 9 kwietnia, przez cieśninę przepływa zaledwie od 3 do 8 jednostek na dobę. Dla porównania: przed eskalacją było to około 60 statków dziennie. Większość z tych, które obecnie przepływają, to irańskie tankowce lub statki towarowe. Tymczasem w Zatoce Perskiej pozostaje zablokowanych ponad 800 cywilnych jednostek. Czekają one na gwarancje bezpieczeństwa, zanim ruszą dalej.
Wpłynęło to już na rynki światowe. Po krótkim spadku ceny ropy ponownie poszły w górę. Baryłka ropy typu Brent zbliżyła się do poziomu 99–100 dolarów. Niepewność związana z przejściem przez cieśninę sprawia, że logistyka staje się trudna i ryzykowna dla wszystkich uczestników rynku.
Iran oświadczył, że po rozejmie otworzył Cieśninę Ormuz dla statków cywilnych. W praktyce jednak nie ma mowy o swobodnym przepływie — obecnie jest to kontrolowany korytarz wymagający zezwoleń i opłat. Żegluga gwałtownie spadła, a setki jednostek wciąż czekają w Zatoce Perskiej. O sprawie informuje The Epoch Times.
Pomimo oficjalnych komunikatów, Teheran faktycznie przejął pełną kontrolę nad cieśniną. Jak poinformował wiceminister spraw zagranicznych Iranu, Said Chatibzade, każdy statek — nawet amerykański — musi najpierw skontaktować się z irańskimi władzami i uzyskać zgodę na przejście.
Bez tego, według strony irańskiej, bezpieczeństwo nie jest gwarantowane. Powodem mają być miny, które rzekomo pozostały po działaniach wojennych. Na niektórych mapach irańskich instytucji cieśnina jest wręcz oznaczona jako „zaminowana”. Statkom proponuje się alternatywne trasy. Jedna z nich przebiega na północ od wyspy Larak i zyskała już nieoficjalną nazwę „pas opłat”. Za przepłynięcie tamtędy należy zapłacić. Iran wprowadził tak zwaną „opłatę za bezpieczną eskortę”, która może sięgać nawet 2 milionów dolarów za jeden duży tankowiec.
Sytuacja ta spotkała się z ostrą krytyką w branży naftowej. „Przejście warunkowe to nie jest przejście. To kontrola pod inną nazwą” — oświadczył szef firmy naftowej ADNOC, Sultan Al-Jaber.
Z powodu tych ograniczeń ruch statków drastycznie spadł. Według stanu na 9 kwietnia, przez cieśninę przepływa zaledwie od 3 do 8 jednostek na dobę. Dla porównania: przed eskalacją było to około 60 statków dziennie. Większość z tych, które obecnie przepływają, to irańskie tankowce lub statki towarowe. Tymczasem w Zatoce Perskiej pozostaje zablokowanych ponad 800 cywilnych jednostek. Czekają one na gwarancje bezpieczeństwa, zanim ruszą dalej.
Wpłynęło to już na rynki światowe. Po krótkim spadku ceny ropy ponownie poszły w górę. Baryłka ropy typu Brent zbliżyła się do poziomu 99–100 dolarów. Niepewność związana z przejściem przez cieśninę sprawia, że logistyka staje się trudna i ryzykowna dla wszystkich uczestników rynku.
Iran oświadczył, że po rozejmie otworzył Cieśninę Ormuz dla statków cywilnych. W praktyce jednak nie ma mowy o swobodnym przepływie — obecnie jest to kontrolowany korytarz wymagający zezwoleń i opłat. Żegluga gwałtownie spadła, a setki jednostek wciąż czekają w Zatoce Perskiej. O sprawie informuje The Epoch Times.
Pomimo oficjalnych komunikatów, Teheran faktycznie przejął pełną kontrolę nad cieśniną. Jak poinformował wiceminister spraw zagranicznych Iranu, Said Chatibzade, każdy statek — nawet amerykański — musi najpierw skontaktować się z irańskimi władzami i uzyskać zgodę na przejście.
Bez tego, według strony irańskiej, bezpieczeństwo nie jest gwarantowane. Powodem mają być miny, które rzekomo pozostały po działaniach wojennych. Na niektórych mapach irańskich instytucji cieśnina jest wręcz oznaczona jako „zaminowana”. Statkom proponuje się alternatywne trasy. Jedna z nich przebiega na północ od wyspy Larak i zyskała już nieoficjalną nazwę „pas opłat”. Za przepłynięcie tamtędy należy zapłacić. Iran wprowadził tak zwaną „opłatę za bezpieczną eskortę”, która może sięgać nawet 2 milionów dolarów za jeden duży tankowiec.
Sytuacja ta spotkała się z ostrą krytyką w branży naftowej. „Przejście warunkowe to nie jest przejście. To kontrola pod inną nazwą” — oświadczył szef firmy naftowej ADNOC, Sultan Al-Jaber.
Z powodu tych ograniczeń ruch statków drastycznie spadł. Według stanu na 9 kwietnia, przez cieśninę przepływa zaledwie od 3 do 8 jednostek na dobę. Dla porównania: przed eskalacją było to około 60 statków dziennie. Większość z tych, które obecnie przepływają, to irańskie tankowce lub statki towarowe. Tymczasem w Zatoce Perskiej pozostaje zablokowanych ponad 800 cywilnych jednostek. Czekają one na gwarancje bezpieczeństwa, zanim ruszą dalej.
Wpłynęło to już na rynki światowe. Po krótkim spadku ceny ropy ponownie poszły w górę. Baryłka ropy typu Brent zbliżyła się do poziomu 99–100 dolarów. Niepewność związana z przejściem przez cieśninę sprawia, że logistyka staje się trudna i ryzykowna dla wszystkich uczestników rynku.
Iran oświadczył, że po rozejmie otworzył Cieśninę Ormuz dla statków cywilnych. W praktyce jednak nie ma mowy o swobodnym przepływie — obecnie jest to kontrolowany korytarz wymagający zezwoleń i opłat. Żegluga gwałtownie spadła, a setki jednostek wciąż czekają w Zatoce Perskiej. O sprawie informuje The Epoch Times.
Pomimo oficjalnych komunikatów, Teheran faktycznie przejął pełną kontrolę nad cieśniną. Jak poinformował wiceminister spraw zagranicznych Iranu, Said Chatibzade, każdy statek — nawet amerykański — musi najpierw skontaktować się z irańskimi władzami i uzyskać zgodę na przejście.
Bez tego, według strony irańskiej, bezpieczeństwo nie jest gwarantowane. Powodem mają być miny, które rzekomo pozostały po działaniach wojennych. Na niektórych mapach irańskich instytucji cieśnina jest wręcz oznaczona jako „zaminowana”. Statkom proponuje się alternatywne trasy. Jedna z nich przebiega na północ od wyspy Larak i zyskała już nieoficjalną nazwę „pas opłat”. Za przepłynięcie tamtędy należy zapłacić. Iran wprowadził tak zwaną „opłatę za bezpieczną eskortę”, która może sięgać nawet 2 milionów dolarów za jeden duży tankowiec.
Sytuacja ta spotkała się z ostrą krytyką w branży naftowej. „Przejście warunkowe to nie jest przejście. To kontrola pod inną nazwą” — oświadczył szef firmy naftowej ADNOC, Sultan Al-Jaber.
Z powodu tych ograniczeń ruch statków drastycznie spadł. Według stanu na 9 kwietnia, przez cieśninę przepływa zaledwie od 3 do 8 jednostek na dobę. Dla porównania: przed eskalacją było to około 60 statków dziennie. Większość z tych, które obecnie przepływają, to irańskie tankowce lub statki towarowe. Tymczasem w Zatoce Perskiej pozostaje zablokowanych ponad 800 cywilnych jednostek. Czekają one na gwarancje bezpieczeństwa, zanim ruszą dalej.
Wpłynęło to już na rynki światowe. Po krótkim spadku ceny ropy ponownie poszły w górę. Baryłka ropy typu Brent zbliżyła się do poziomu 99–100 dolarów. Niepewność związana z przejściem przez cieśninę sprawia, że logistyka staje się trudna i ryzykowna dla wszystkich uczestników rynku.
Iran oświadczył, że po rozejmie otworzył Cieśninę Ormuz dla statków cywilnych. W praktyce jednak nie ma mowy o swobodnym przepływie — obecnie jest to kontrolowany korytarz wymagający zezwoleń i opłat. Żegluga gwałtownie spadła, a setki jednostek wciąż czekają w Zatoce Perskiej. O sprawie informuje The Epoch Times.
Pomimo oficjalnych komunikatów, Teheran faktycznie przejął pełną kontrolę nad cieśniną. Jak poinformował wiceminister spraw zagranicznych Iranu, Said Chatibzade, każdy statek — nawet amerykański — musi najpierw skontaktować się z irańskimi władzami i uzyskać zgodę na przejście.
Bez tego, według strony irańskiej, bezpieczeństwo nie jest gwarantowane. Powodem mają być miny, które rzekomo pozostały po działaniach wojennych. Na niektórych mapach irańskich instytucji cieśnina jest wręcz oznaczona jako „zaminowana”. Statkom proponuje się alternatywne trasy. Jedna z nich przebiega na północ od wyspy Larak i zyskała już nieoficjalną nazwę „pas opłat”. Za przepłynięcie tamtędy należy zapłacić. Iran wprowadził tak zwaną „opłatę za bezpieczną eskortę”, która może sięgać nawet 2 milionów dolarów za jeden duży tankowiec.
Sytuacja ta spotkała się z ostrą krytyką w branży naftowej. „Przejście warunkowe to nie jest przejście. To kontrola pod inną nazwą” — oświadczył szef firmy naftowej ADNOC, Sultan Al-Jaber.
Z powodu tych ograniczeń ruch statków drastycznie spadł. Według stanu na 9 kwietnia, przez cieśninę przepływa zaledwie od 3 do 8 jednostek na dobę. Dla porównania: przed eskalacją było to około 60 statków dziennie. Większość z tych, które obecnie przepływają, to irańskie tankowce lub statki towarowe. Tymczasem w Zatoce Perskiej pozostaje zablokowanych ponad 800 cywilnych jednostek. Czekają one na gwarancje bezpieczeństwa, zanim ruszą dalej.
Wpłynęło to już na rynki światowe. Po krótkim spadku ceny ropy ponownie poszły w górę. Baryłka ropy typu Brent zbliżyła się do poziomu 99–100 dolarów. Niepewność związana z przejściem przez cieśninę sprawia, że logistyka staje się trudna i ryzykowna dla wszystkich uczestników rynku.
Iran oświadczył, że po rozejmie otworzył Cieśninę Ormuz dla statków cywilnych. W praktyce jednak nie ma mowy o swobodnym przepływie — obecnie jest to kontrolowany korytarz wymagający zezwoleń i opłat. Żegluga gwałtownie spadła, a setki jednostek wciąż czekają w Zatoce Perskiej. O sprawie informuje The Epoch Times.
Pomimo oficjalnych komunikatów, Teheran faktycznie przejął pełną kontrolę nad cieśniną. Jak poinformował wiceminister spraw zagranicznych Iranu, Said Chatibzade, każdy statek — nawet amerykański — musi najpierw skontaktować się z irańskimi władzami i uzyskać zgodę na przejście.
Bez tego, według strony irańskiej, bezpieczeństwo nie jest gwarantowane. Powodem mają być miny, które rzekomo pozostały po działaniach wojennych. Na niektórych mapach irańskich instytucji cieśnina jest wręcz oznaczona jako „zaminowana”. Statkom proponuje się alternatywne trasy. Jedna z nich przebiega na północ od wyspy Larak i zyskała już nieoficjalną nazwę „pas opłat”. Za przepłynięcie tamtędy należy zapłacić. Iran wprowadził tak zwaną „opłatę za bezpieczną eskortę”, która może sięgać nawet 2 milionów dolarów za jeden duży tankowiec.
Sytuacja ta spotkała się z ostrą krytyką w branży naftowej. „Przejście warunkowe to nie jest przejście. To kontrola pod inną nazwą” — oświadczył szef firmy naftowej ADNOC, Sultan Al-Jaber.
Z powodu tych ograniczeń ruch statków drastycznie spadł. Według stanu na 9 kwietnia, przez cieśninę przepływa zaledwie od 3 do 8 jednostek na dobę. Dla porównania: przed eskalacją było to około 60 statków dziennie. Większość z tych, które obecnie przepływają, to irańskie tankowce lub statki towarowe. Tymczasem w Zatoce Perskiej pozostaje zablokowanych ponad 800 cywilnych jednostek. Czekają one na gwarancje bezpieczeństwa, zanim ruszą dalej.
Wpłynęło to już na rynki światowe. Po krótkim spadku ceny ropy ponownie poszły w górę. Baryłka ropy typu Brent zbliżyła się do poziomu 99–100 dolarów. Niepewność związana z przejściem przez cieśninę sprawia, że logistyka staje się trudna i ryzykowna dla wszystkich uczestników rynku.
Czytaj nas na Telegram i Sends