Podczas gdy uwaga Ukraińców skupia się na wiadomościach dotyczących frontu, korupcji i zbliżającej się mroźnej zimy, w samym sercu Europy miało miejsce wydarzenie, które bez przesady można nazwać tektonicznym przesunięciem w polityce. W niemieckim kraju związkowym Saksonia-Anhalt odbyły się wybory, których wyniki podważają wszystkie powojenne fundamenty RFN. Skrajnie prawicowa partia „Alternatywa dla Niemiec” (AdN), którą przeciwnicy otwarcie nazywają neonazistowską, odniosła bezprecedensowe zwycięstwo, zdobywając prawie 44% głosów. To nie tylko regionalna sensacja — w rzeczywistości mowa o rewolucji w niemieckiej polityce. Rewolucji, której na Ukrainie prawie nie zauważono w natłoku codziennych niepokojów, ale której konsekwencje mogą być niezwykle bolesne: zarówno dla Kijowa, jak i dla Berlina, i dla całej Europy.
Co więc wydarzyło się w Saksonii-Anhalt? Czym jest ta partia – AfD – i dlaczego jest tak niebezpieczna? Dlaczego jej sukces nie jest przypadkiem, lecz logicznym wyrokiem wydanym na stary system polityczny? Analizował tę kwestię komentator polityczny UA.News Mykyta Trachuk.
Polityczna burza na wschodzie Niemiec: liczby i kontekst zwycięstwa AdO
Saksonia-Anhalt to kraj związkowy we wschodniej części Niemiec, który do niedawna był uważany za bastion Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) – partii rządzącej, która przez wiele lat stała na czele lokalnego rządu. Tym razem jednak „Alternatywa dla Niemiec” uzyskała rekordowe dla siebie 43,8% głosów, co przełożyło się na 39 mandatów w lokalnym parlamencie – landtagu – spośród 83 możliwych. Do uzyskania bezwzględnej większości skrajnej prawicy zabrakło zaledwie trzech mandatów. To oszałamiający wynik, choć socjologowie ostrzegali o prawdopodobieństwie takich wyników już co najmniej tydzień temu.
Wynik poparcia na poziomie 43,8% niesie ze sobą absolutnie przerażającą symbolikę. Dosłownie niemal dokładnie tyle samo – 43,9% – uzyskała nazistowska partia NSDAP w wyborach do Reichstagu w marcu 1933 roku. Oczywiście bezpośrednie porównania partii AdN z NSDAP są raczej polityczną hiperbolą, ponieważ współczesne Niemcy to silna demokracja instytucjonalna z rozwiniętym społeczeństwem obywatelskim. Jednak taka zbieżność jest zbyt interesująca i wymowna, by ją zignorować. To właśnie ten przypadek, w którym statystyka wygląda jak zły żart historii.

Ważne jest również zrozumienie specyfiki regionalnej. Saksonia-Anhalt to wschodnia część RFN, dawna NRD i radziecka strefa okupacyjna. Mentalność „Ossi” – mieszkańców wschodnich Niemiec – znacznie różni się od mentalności „Wessi” z zachodnich landów. Ludzie, którzy dorastali w warunkach dyktatury socjalistycznej i absolutnej władzy funkcjonariuszy Stasi, często ostrzej odczuwają niesprawiedliwość społeczną, są bardziej sceptyczni wobec globalizmu i liberalnych wartości, które kojarzą się z oficjalnym Berlinem. Właśnie na tej żyznej glebie nieufności wobec „zachodnich elit” wyrosły trujące kwiaty skrajnie prawicowego populizmu. CDU, która do niedawna dominowała w tym regionie, uzyskała żałosne 17,2%, tracąc 25 mandatów. To całkowita klęska. Obecny premier kraju związkowego Sven Schulze przegrał z kandydatem partii AfD nawet w swoim własnym okręgu wyborczym w Magdeburgu! Świadczy to o całkowitej utracie zaufania lokalnej społeczności niemieckiej do tradycyjnych polityków.
Teraz kraj związkowy stoi przed trudnym zadaniem utworzenia koalicji. Bez partii AfD sformowanie rządu w Saksonii-Anhalt będzie niezwykle trudne. CDU, socjaldemokraci (SPD) i „Zieloni” mają łącznie zaledwie 31 mandatów. Nawet wraz z wszystkimi ośmioma posłami Partii Lewicy daje to tylko 39 głosów – dokładnie tyle, ile ma AfD.
Kluczowym graczem nieoczekiwanie staje się „Sojusz Sary Wagenknecht” (BSW) – nowa partia, która uzyskała 5,3% głosów i pięć mandatów. BSW to lewicowi konserwatyści, którzy – podobnie jak AdN – kategorycznie sprzeciwiają się pomocy wojskowej dla Ukrainy i opowiadają się za zniesieniem sankcji wobec Rosji. To właśnie głosy BSW mogą stać się „złotymi akcjami” przy tworzeniu większości. I choć BSW wciąż waha się co do bezpośredniej koalicji z AdN, sam fakt, że taki sojusz jest teoretycznie możliwy (44 mandaty na dwie partie), stanowi bezprecedensowe złamanie niepisanej zasady, która obowiązywała w Niemczech przez całą ich najnowszą historię: nigdy nie współpracować z skrajną prawicą.

Dlaczego jest to rewolucja w polityce niemieckiej i europejskiej
Jeszcze 10–15 lat temu sama myśl o tym, że skrajnie prawicowa partia mogłaby nie tylko wygrać wybory w kraju związkowym, ale choćby zbliżyć się do takiego wyniku, wywołałaby w niemieckim społeczeństwie jedynie nerwowy śmiech. Po 1945 roku Niemcy budowały swoją państwowość w oparciu o zasadę „nigdy więcej”. Cały system polityczny RFN został skonstruowany tak, aby nie dopuścić do powtórzenia błędów przeszłości. Przez dziesięciolecia u władzy zmieniały się siły centrystyczne: chrześcijańscy demokraci, socjaldemokraci, liberałowie, Zieloni itp. Radykałowie z obu skrzydeł zostali zmarginalizowani, a skrajna prawica została praktycznie wyrzucona poza granice legalnej sceny politycznej.
Dzisiaj ten paradygmat pęka w szwach. Zwycięstwo partii AfD w Saksonii-Anhalt to pierwszy przypadek w historii współczesnych Niemiec, kiedy skrajna prawica stała się największą siłą polityczną całego regionu. To załamanie fundamentalnego konsensusu. I jest to, bez przesady, rewolucja nie tylko dla Niemiec, ale i dla całej Europy.
Tak, przyzwyczailiśmy się do sukcesów prawicowych populistów w wielu krajach UE. Jednak gdy słyszy się wiadomość o zwycięstwie skrajnej prawicy gdzieś na Słowacji czy w Holandii — odbiera się to wprawdzie z niepokojem, ale jako część tamtejszego krajobrazu politycznego. Kiedy jednak czytamy: „skrajna prawica zwyciężyła w Niemczech” – od razu przychodzą na myśl zupełnie inne, znacznie bardziej przerażające historyczne analogie.
Niemcy to kraj, który zrodził nazizm. Kraj, który wywołał najkrwawszą wojnę w historii ludzkości i dopuścił się Holokaustu. Właśnie dlatego sukces polityczny sił, które flirtują z tą spuścizną lub próbują ją zrewidować, jest odbierany szczególnie dotkliwie. Dla społeczeństwa niemieckiego, które przez dziesięciolecia odpokutowywało za historyczną winę, jest to szok kulturowy. To załamanie tożsamości narodowej, która budowała się na zaprzeczaniu własnej krwawej przeszłości.
Projekt europejski, który – bądźmy szczerzy! – opiera się na osi niemiecko-francuskiej, również znajduje się w niebezpieczeństwie. AdN to partia, która de facto opowiada się przeciwko UE, za całkowitą dominacją państw narodowych i przeciwko wspólnej integracji. Jej sukces inspiruje podobne siły na całym kontynencie, legitymizując ich program. Skoro już w Niemczech, najbogatszym i najbardziej stabilnym kraju Europy, ludzie masowo głosują na radykałów o reputacji neofaszystów, to co dopiero powiedzieć o krajach o słabszej gospodarce i mniej stabilnych instytucjach demokratycznych? To kolejny sygnał, że liberalno-demokratyczny konsensus w Europie przechodzi głęboki kryzys.

„Alternatywa” dla zdrowego rozsądku: dlaczego tej partii nie lubią i się jej boją
Czym więc jest ta siła – „Alternatywa dla Niemiec”? Dlaczego wokół niej istnieje taka ściana wyobcowania (strategia „firewall”) i dlaczego jej sukces budzi taki strach?
AdN powstała w 2013 roku jako partia eurosceptyków, którzy sprzeciwiali się polityce ratowania euro. Jednak bardzo szybko, zwłaszcza po kryzysie migracyjnym z 2015 roku, przekształciła się w znacznie bardziej radykalną formację. Dzisiaj jest to skrajnie prawicowa, nacjonalistyczna, antyimigrancka, antyislamska i antysemicka siła polityczna. Co najważniejsze: nie ukrywa tego, a wręcz przeciwnie – chełpi się swoją „bezkompromisowością”.
Partia nieustannie wywołuje skandale. Jej przedstawiciele wielokrotnie pozwalali sobie na wypowiedzi usprawiedliwiające nazistowską przeszłość. Opowiadają się za zamknięciem granic, deportacją imigrantów (w tym nawet tych, którzy posiadają niemieckie obywatelstwo), wyjściem z UE, zniesieniem „zielonej” polityki i równości płci itp. Niemieckie służby specjalne oficjalnie klasyfikują młodzieżowe skrzydło partii oraz niektóre jej oddziały krajowe jako „potwierdzone jako skrajnie prawicowe”. Oznacza to, że państwo uznaje: działalność tych struktur jest skierowana przeciwko porządkowi konstytucyjnemu RFN.
Inne partie trzymają się z dala od AdN. Słynna „niemiecka zapora ogniowa” – niepisany zakaz jakiejkolwiek współpracy z ultraprawicą – przez długi czas była nienaruszalna. Jednak właśnie dlatego sukces AdN stawia Niemcy przed egzystencjalnym dylematem. Problem polega na tym, że demokracja jest wrażliwa. Pozwala swoim wrogom brać udział w wyborach i wygrywać. Na tym polega jej słabość. Wolne i uczciwe wybory mogą doprowadzić do władzy siły, które po jej przejęciu zlikwidują demokrację.
W historii Niemiec znany jest już taki przykład, kiedy to naziści doszli do władzy – co prawda, delikatnie mówiąc, nie do końca uczciwą drogą, ale wykorzystując całkowicie legalne mechanizmy systemu parlamentarnego. Dzisiejsza sytuacja jest oczywiście inna: w Niemczech istnieją silne instytucje, niezależne sądy i wolność słowa. Jednak sam fakt, że prawie co drugi wyborca w Saksonii-Anhalt jest gotów oddać głos na skrajnie prawicową partię, świadczy o głębokiej chorobie.
Warto tu być sprawiedliwym i spojrzeć na problem ze wszystkich stron. Sukces AfD to nie tylko historia o jakichś „zombie-wyborcach”. To naturalny skutek porażek tradycyjnych partii. CDU, SPD i inne siły systemowe przez lata ignorowały problemy wschodnich landów, kwestie migracji, kryzys energetyczny, wzrost kosztów życia itp. Wykazywały brak woli politycznej, zajmowały się samozadowoleniem i biurokratycznymi gierkami.
„Wszyscy jesteśmy głęboko poruszeni. Nie spodziewaliśmy się tego… Coś się zmieniło nie tylko w Saksonii-Anhalt, ale w całych Niemczech. A wyniki tych wyborów będą miały konsekwencje. W tym również osobiście dla mnie” – oświadczył kanclerz RFN Friedrich Merz.
Podczas gdy ludzie mieli poczucie, że ich problemy nie są słyszane, AdN proponowała proste odpowiedzi i wskazywała „winnych”: imigrantów, Brukselę, Berlin, „liberalne elity”, Ukraińców itp. Chrześcijańscy demokraci mogą mówić do woli o powiązaniach AfD z Kremlem i o tym, że „Alternatywa” to faszyści (i nawet jeśli to prawda). Jeśli jednak władze nie zaproponują realnych rozwiązań palących problemów, wyborca pójdzie za tymi, którzy wydają się bardziej zdecydowani. Aby powstrzymać AfD, nie wystarczy powiedzieć „oni są źli”. Trzeba samemu stać się lepszym i skuteczniejszym. W przeciwnym razie podczas następnych wyborów „zapora ogniowa” ostatecznie upadnie.

Co to oznacza dla Ukrainy
Dla Ukrainy, jeśli oceniać to trzeźwo, ta wiadomość nie ma na razie większego znaczenia. Saksonia-Anhalt to tylko jeden z 16 krajów związkowych. AdN wygrała wybory, ale nie utworzyła jeszcze rządu. Inne partie, pomimo presji, najprawdopodobniej nie zgodzą się na bezpośrednią koalicję z skrajną prawicą na szczeblu krajowym – choć sytuacja z „Sojuszem Sary Wagenknecht” budzi pewną intrygę. Najwięcej, czego można się spodziewać na szczeblu lokalnym, to pewne demonstracyjne działania: kraj związkowy może utrudnić przyjmowanie ukraińskich uchodźców, zmniejszyć wypłaty, próbować wprowadzić pewne ograniczenia, pojawią się ostre apele o powrót Ukraińców do domu itp. Będzie to nieprzyjemne, ale nie wpłynie na ogólnokrajową politykę wsparcia dla Kijowa, którą prowadzi rząd federalny.
Jednak zagrożenie strategiczne jest znacznie głębsze. AdN to partia o poglądach quasi-faszystowskich, która otwarcie sympatyzuje z Kremlem. Opowiada się ona za natychmiastowym zaprzestaniem pomocy wojskowej dla Ukrainy, zniesieniem wszystkich sankcji wobec Rosji, uznaniem rosyjskich zdobyczy terytorialnych itp. Jej przedstawiciele odwiedzają terytoria okupowane, a rosyjska propaganda aktywnie wykorzystuje retorykę AdN do dzielenia niemieckiego społeczeństwa. Jeśli wyobrazić sobie scenariusz, w którym za 5–10 lat AdO stanie się częścią rządu federalnego w Berlinie (a jej obecne poparcie na poziomie 25–28% w całym kraju sprawia, że nie jest to już fantazja), będzie to z oczywistych powodów katastrofą dla oficjalnego Kijowa.

Podsumowując, zwycięstwo skrajnie prawicowej partii „Alternatywa dla Niemiec” w Saksonii-Anhalt to nie tylko regionalna sensacja. To historyczny moment, który dokumentuje głęboką transformację niemieckiego i ogólnoeuropejskiego krajobrazu politycznego. To, co uważano za niemożliwe, stało się rzeczywistością: partia, którą otwarcie nazywa się neonazistowską i ekstremistyczną, legalnie i demokratycznie zdobywa prawie połowę głosów w kraju związkowym, gdzie niegdyś rozpoczęła się reformacja. To wyrok na politykę tradycyjnych partii, które straciły kontakt z wyborcami, a jednocześnie ogromne wyzwanie dla demokracji, która musi znaleźć sposób na ochronę przed swoimi wewnętrznymi wrogami, nie zdradzając przy tym własnych zasad.
Dla Ukrainy wydarzenie to wydaje się odległe i nie ma bezpośredniego wpływu na obecną sytuację. Jednak wyraźnie wskazuje kierunek, w którym może podążać Niemcy, jeśli stare elity nie ulegną zmianie. Czasy stabilności w Europie dobiegają końca, a od tego, jak Berlin poradzi sobie z demonami przeszłości, które ponownie podnoszą głowę pod nowymi sztandarami, zależy przyszłość całego kontynentu, w tym Ukrainy.
Historia dała nam przerażające przypomnienie: 43,8% poparcia dla AfD dzisiaj i 43,9% dla NSDAP w 1933 roku. Nie należy przeceniać takich zbieżności. Jednak ignorowanie podobnych sygnałów jest zbrodniczym zaniedbaniem.
Czytaj nas na Telegram i Sends