Na kilka dni przed wyborami uzupełniającymi w USA poparcie dla prezydenta Donalda Trumpa spadło do rekordowo niskiego poziomu. Większość Amerykanów jest niezadowolona ze stanu gospodarki, a politykę prezydenta popiera około jednej trzeciej społeczeństwa.
Osłabienie poparcia nastąpiło w szczególności w kontekście zbliżenia Białego Domu z Kremlem. Porozumienie z Rosją w sprawie oleju napędowego, zniesienie „piekielnych sankcji Lindseya Grahama” oraz ustalenia z dyktatorem Władimirem Putinem wywołały nową falę sprzeciwu wobec polityki Trumpa w samych Stanach Zjednoczonych.
Ustępstwa wobec Moskwy szczególnie boleśnie odebrali ustawodawcy, którzy po długich debatach we wrześniu uchwalili ustawę o zaostrzeniu sankcji, a Donald Trump natychmiast ją uchylił. Przedstawiciele Partii Republikańskiej i Demokratycznej łączą się obecnie w koalicję i próbują określić dalsze działania, jeśli Trump nie zmieni kursu wobec Rosji.
Od polityków republikańskich po gwiazdy Hollywood coraz częściej mówi się o zagrożeniu dla interesów narodowych i katastrofie dla reputacji Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej.
UA.News opisuje, jak czynnik rosyjski wpływa na notowania Trumpa, a także o próbach jego przeciwników, by powstrzymać zbliżenie Waszyngtonu i Moskwy oraz przywrócić wsparcie dla Ukrainy.

Republikanie „zbuntowali się” przeciwko Trumpowi
16 października z żądaniem unieważnienia „umowy o oleju napędowym” z Putinem wystąpiła koalicja ponadpartyjna, w skład której weszło 22 przedstawicieli Kongresu. Domagali się oni od Trumpa natychmiastowego wykonania „ustawy Lindseya Grahama” oraz unieważnienia wydanej przez Departament Skarbu USA licencji na zakup rosyjskiego oleju napędowego.
„Wzywamy administrację do unieważnienia tej licencji i zaprzestania wydawania w przyszłości licencji ogólnych, które ponownie otwierają rosyjskie operacje energetyczne i zasilają budżet wojskowy Kremla” – czytamy w liście opublikowanym przez kongresmana Jima Costę.
Administracja Trumpa zignorowała zarówno to oświadczenie, jak i stanowisko Kongresu w kwestiach dotyczących Ukrainy i polityki zagranicznej. To spotęgowało dotychczas ukryte niezadowolenie przedstawicieli Partii Republikańskiej. Zaczęli oni zdawać sobie sprawę, że nie mają wpływu na stanowisko Trumpa nawet w kwestiach strategicznych.
Z powodu „umowy dotyczącej oleju napędowego”, zamrożenia sankcji wobec Rosji oraz zakłóceń w dostarczaniu danych wywiadowczych na rzecz Kijowa nowy kurs Trumpa zaczął być coraz głośniej krytykowany przez jego partyjnych kolegów. Wpływowi politycy z Partii Republikańskiej publicznie potępili ustępstwa wobec rosyjskiego dyktatora i stanęli w obronie Ukrainy.
Wśród osób, które wypowiedziały się na temat złagodzenia presji na Moskwę, znalazł się przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson. Powiedział dziennikarzom, że ostrzegał Biały Dom przed możliwymi „nieprzewidywalnymi konsekwencjami” porozumień z Kremlem oraz zawieszeniem sankcji na mocy „ustawy Lindseya Grahama”.

„Kongres podjął w tej sprawie zdecydowaną decyzję zaledwie kilka tygodni temu i rozumiemy, że Putinowi nie można ufać…Powiedziałem zespołowi Białego Domu, że musimy to omówić i, jak sądzę, dokładnie przemyśleć nieprzewidziane konsekwencje, które mogą z tego wynikać” — oświadczył Johnson w stacji telewizyjnej Fox News.
Decyzję Trumpa o zawieszeniu sankcji wobec Rosji publicznie skrytykowali: kandydat na senatora ze stanu Michigan Mike Rogers; senatorowie ze stanu Teksas Ted Cruz i John Cornyn; republikański polityk z Ohio Mike Turner oraz inni.
Przeciwko nowemu kursowi polityki zagranicznej Trumpa wypowiedział się senator z Karoliny Północnej Tom Tillis.
„To niedopuszczalne, że ta administracja kapituluje przed rosyjskim dyktatorem, który bezprawnie najechał Ukrainę i codziennie zabija niewinnych cywilów” — oświadczył, dodając, że Trump mógłby rozwiązać problem drogich surowców energetycznych, rozwiązując konflikt z Iranem, a nie „wyświadczając przysługę Putinowi”.
Członek Izby Reprezentantów, republikanin Don Bacon, również publicznie potępił porozumienia Trumpa.
„To absolutnie haniebne, że nasz prezydent jest moralnie ślepy w tej wojnie. Opowiedział się po stronie dyktatora i zbrodniarza wojennego, wykazuje okrucieństwo i podważa demokrację w kraju, który chce być częścią Zachodu, częścią UE, chciałaby być częścią NATO, chciałaby być naszym sojusznikiem” – powiedział Bacon w wywiadzie dla CNN, omawiając ustępstwa wobec Władimira Putina.
„Putin nas nienawidzi. Prezydent tego nie dostrzega. Ale twierdzenie, że Rosja ma dobre stosunki z Ukrainą, podczas gdy co noc bombarduje miasta — byłem tam miesiąc temu. Bombardują stacje benzynowe, restauracje, centra handlowe. Popełniają akty terrorystyczne przeciwko Ukraińcom” — podkreślił amerykański polityk.
Jednocześnie senatorka z Karoliny Południowej Darlin Graham, która zastąpiła na tym stanowisku swojego zmarłego brata Lindseya Grahama, ma bardziej wyważone stanowisko wobec polityki Donalda Trumpa. „Prezydent i ja mamy ten sam cel — położyć kres wojnie i obniżyć ceny benzyny oraz oleju napędowego” — skomentowała zamrożenie sankcji wobec Rosji Darlin Graham.

Reakcja gwiazd Hollywood na politykę Trumpa
W konfrontacji z administracją Donalda Trumpa od początku jego sprawowania władzy liderami opinii publicznej byli przedstawiciele Hollywoodu. Jednak w drugiej połowie 2026 roku obserwatorzy zauważyli nowy trend – zmęczenie i strach przed konsekwencjami. Wielu młodych aktorów, takich jak Jennifer Lawrence czy Sydney Sweeney, odmawia komentowania działań prezydenta, tłumacząc to tym, że „nie chcą dolewać oliwy do ognia, który rozdziera kraj”.
Jednocześnie konsekwentni krytycy Trumpa nie zwalniają tempa, zwłaszcza przed wyborami. Ustępstwa wobec Moskwy uważają za kapitulację przed dyktaturą. Jeden z najzagorzalszych przeciwników Białego Domu – Robert De Niro – wielokrotnie nazywał działania Trumpa „grą na korzyść Kremla” i podkreślał, że jego fascynacja autorytarnymi metodami Putina jest katastrofą dla Ameryki.

Zbliżenie z Rosją i „politykę ustępstw” wobec agresora potępiali również tacy hollywoodzcy aktorzy i filmowcy, jak Mark Ruffalo, Alec Baldwin, John Cusack i inni.
Na otwarty konflikt odważył się George Clooney, który oskarżył Trumpa o wywieranie presji na media i próby manipulowania opinią publiczną.
Ostatnia głośna runda konfrontacji miała miejsce na początku października 2026 roku podczas wiecu ruchu „Hands Off Our Vote” („Ręce precz od naszego głosu”) w Nowym Jorku, poświęconej obronie praw wyborczych w przededniu wyborów uzupełniających do Kongresu. Wystąpili tam Robert De Niro i Mark Ruffalo.
„Musimy sprawić, by stał się kulawym kaczorem. Musimy powstrzymać jego politykę już teraz… Wiem, że wszyscy jesteśmy zmęczeni. Jesteśmy bardzo zmęczeni, ale nie możemy się poddawać” – oświadczył Mark Ruffalo przed zgromadzonym tłumem.

Znane amerykańskie osobistości, takie jak pisarz Stephen King, stały się twarzami ruchu społecznego „No Kings!”, który od prawie dwóch lat organizuje protesty przeciwko ogólnej polityce Trumpa, atakom na wartości demokracji oraz zagrożeniu autorytarnym zwrotem w USA.
Gwałtowny zwrot Stanów Zjednoczonych po wieloletniej presji na Moskwę w związku z atakiem na Ukrainę stał się jedną z kwestii skierowanych do administracji Trumpa, z którymi aktywiści wyszli na wiece „No Kings!”, które odbyły się 17 października w całym kraju. W proteście wzięło udział około siedmiu milionów osób.

Czynnik
rosyjski a poparcie dla Trumpa
Wygląda na to, że w Białym Domu liczyli, że „porozumienie o oleju napędowym” z Rosją pomoże Trumpowi i Partii Republikańskiej w przededniu wyborów. Zamiast tego poparcie dla Trumpa spadło do rekordowo niskiego poziomu – 31%. Świadczy o tym sondaż Reuters/Ipsos opublikowany 19 października.

Jeszcze przed spotkaniem Donalda Trumpa z Władimirem Putinem w Anchorage (Alaska) w sierpniu 2025 roku socjologowie zaczęli badać stosunek Amerykanów do Rosji oraz do ewentualnych porozumień. Sondaż Pew Research Center wykazał, że 59% Amerykanów nie jest przekonanych o zdolności Trumpa do podejmowania mądrych decyzji dotyczących wojny rosyjsko-ukraińskiej. Jednocześnie czterech na dziesięciu wyraziło mu zaufanie w tej kwestii.
W tym samym czasie większość respondentów stwierdziła, że Trump jest bardziej przychylny Rosji (33%) niż Ukrainie (6%). Około trzech na dziesięciu (28%) stwierdziło, że Trump zachowuje właściwą równowagę, a 32% nie było przekonanych co do jego obiektywności.

Jednocześnie sondaż opinii publicznej przeprowadzony w sierpniu 2026 roku wykazał bezprecedensowy spadek zaufania do urzędującego prezydenta. Wskaźnik poparcia dla Trumpa w drugim roku jego kadencji jest najniższy w porównaniu z większością innych prezydentów USA w tym samym okresie sprawowania urzędu.

Co
znamienne, największy dystans wobec Trumpa zachowali głównie republikanie oraz wyborcy sympatyzujący z Partią Republikańską: 69% z nich popierało działania Trumpa, w porównaniu z 84% w lutym 2025 roku.
Wśród demokratów i zwolenników Partii Demokratycznej spadek ten jest bardziej umiarkowany, ponieważ w większości nie popierali oni Trumpa od pierwszych dni jego rządów: obecnie zaledwie 6% pozytywnie ocenia działania Trumpa w porównaniu z 10% w lutym 2025 roku.
Socjologowie zwracają uwagę na niepokojące dane statystyczne: różnica w poparciu dla działań prezydenta między zwolennikami republikanów i demokratów wynosi 78 punktów procentowych. Takiej polaryzacji w amerykańskim społeczeństwie nie było od 70 lat. Podział poglądów w zależności od przynależności partyjnej jest jednym z największych w historii badań przeprowadzonych w USA.