$ 43.24 € 50.89 zł 12.05
-10° Kijów -10° Warszawa +5° Waszyngton
Wojna USA z Iranem: dlaczego na Bliskim Wschodzie oczekuje się nowego wielkiego konfliktu

Wojna USA z Iranem: dlaczego na Bliskim Wschodzie oczekuje się nowego wielkiego konfliktu

19 lutego 2026 17:23

Bliski Wschód ponownie zamarł w oczekiwaniu na wielką wojnę. Amerykańskie i światowe media informują o bezprecedensowej gotowości Stanów Zjednoczonych do przeprowadzenia w najbliższych dniach zakrojonych na szeroką skalę uderzeń na Iran. Data 21 lutego (czyli już w tę sobotę) rozpatrywana jest jako potencjalny moment rozpoczęcia operacji wojskowej, choć, jak podkreślają źródła, prezydent Donald Trump nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji.

W Białym Domu dokładnie analizowane są ryzyka eskalacji, ponieważ stawka jest niezwykle wysoka. Media sugerują, że operacja może potrwać kilka tygodni i przypominać nie ograniczone, punktowe działania, lecz pełnoskalową wojnę — prawdopodobnie w koalicji z Izraelem. Izraelskie służby bezpieczeństwa oraz służby ratunkowe zostały już postawione w stan najwyższej gotowości, a posiedzenie gabinetu bezpieczeństwa zostało pilnie przełożone.

W obliczu narastającego napięcia trwa również aktywne przerzucanie amerykańskich sił do regionu: lotniskowcowe grupy uderzeniowe zmieniają miejsca dyslokacji, satelity szpiegowskie są skierowane na irańskie obiekty nuklearne, a bezzałogowe statki rozpoznawcze wykonują loty wzdłuż całego wybrzeża Zatoki Perskiej. Premier Polski Donald Tusk wezwał nawet swoich obywateli przebywających w Islamskiej Republice do pilnego opuszczenia jej wszelkimi możliwymi sposobami.

Dlaczego USA i Izrael miałyby zdecydować się na taki krok, skoro kanały dyplomatyczne wciąż funkcjonują, a negocjacje trwają? I dlaczego właśnie teraz, po latach napięć, świat znalazł się na krawędzi kolejnego wielkiego konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie? Co się stanie, jeśli Trump zdecyduje się zaatakować Iran — i co będzie, jeśli ostatecznie Biały Dom zrezygnuje z agresywnych planów? Kwestii tej przyjrzał się komentator polityczny UA.News Mykyta Traczuk.

Historia wrogości: od rewolucji islamskiej do kolejnej wojny
 

Konflikt między Iranem a kolektywnym Zachodem w obecnym kształcie trwa już niemal pół wieku. Punktem zwrotnym była rewolucja islamska w 1979 roku, gdy radykałowie obalili prozachodni reżim szacha, który przez dziesięciolecia był głównym sojusznikiem Ameryki w regionie. UA.News już wcześniej szczegółowo analizowało przeszłość Iranu w osobnym materiale.

45 років після Ісламської революції: як Іран став частиною нової


Kulminacją tamtej konfrontacji było zajęcie ambasady USA w Teheranie, gdzie 52 dyplomatów przetrzymywano jako zakładników przez 444 dni. I choć od tamtych wydarzeń minęły dziesięciolecia, duch tej wrogości pozostaje żywy: co roku w Iranie odbywają się wielotysięczne wiece z hasłami „Śmierć Ameryce!” oraz paleniem flag USA i Izraela. W kolejnych dekadach konflikt nie wygasł, lecz jedynie zmieniał swoje formy.

W ostatnim czasie konfrontacja jednak regularnie przechodzi w gorącą fazę. Latem 2025 roku region wstrząsnęła 12-dniowa wojna, podczas której USA i Izrael przeprowadziły zmasowane naloty na irańskie obiekty nuklearne, powodując ich ogromne zniszczenia. Iran odpowiedział ostrzałem rakietowym amerykańskich baz w Iraku oraz terytorium Izraela, ale co najważniejsze — konflikt ten ostatecznie zniszczył i tak kruchy proces dyplomatyczny. Po tych wydarzeniach Iran faktycznie wymknął się spod kontroli MAEA, przerywając współpracę z międzynarodowymi inspektorami i kontynuując gromadzenie zapasów wzbogaconego uranu.

Po pewnym czasie, na tle kryzysu gospodarczego, w kraju ponownie wybuchły masowe protesty. Dziesiątki tysięcy ludzi wyszły na ulice Teheranu, Isfahanu, Szirazu, Meszhedu, Ahwazu i innych miast, domagając się poprawy sytuacji ekonomicznej oraz większych swobód politycznych. Reżim zareagował jednak niezwykle brutalnymi represjami, zabijając tysiące (!) demonstrantów. Wówczas Trump wystąpił z oświadczeniami o poparciu dla protestujących i obiecał im „pomoc”, choć oczywiste jest, że protesty były jedynie formalnym pretekstem, ponieważ kwestia demokracji w Iranie nigdy nie była dla Waszyngtonu decydującym elementem jego polityki zagranicznej. W rzeczywistości stoją za tym znacznie głębsze powody strategiczne.

Іран готовий передати уран Росії | РБК-Україна


Broń jądrowa jako przyczyna nieuniknionego uderzenia
 

Kluczową przyczyną, która skłania USA i Izrael do przygotowań do nowej wojny, jest zagrożenie, jakie irański reżim stanowi dla stabilności regionu. Przede wszystkim chodzi o jego program nuklearny. Dla Waszyngtonu nie jest to aż tak bezpośrednie zagrożenie, ponieważ Teheran obecnie nie jest w stanie opracować strategicznych międzykontynentalnych rakiet jądrowych zdolnych dosięgnąć terytorium USA. Jednak dla Tel Awiwu, który może zostać łatwo dosięgnięty nawet przez broń taktyczną, kwestia ta ma charakter egzystencjalny.

Jednym z ideologicznych filarów państwa ajatollahów jest kurs na zniszczenie Izraela, ogłoszony jeszcze przez ajatollaha Chomeiniego. Program nuklearny w tym kontekście postrzegany jest jako gwarancja bezpieczeństwa reżimu oraz narzędzie nacisku na cały świat zachodni. Dlatego głównymi celami potencjalnej operacji najprawdopodobniej stałyby się właśnie obiekty nuklearne w Natanzie, Fordo i Isfahanie, a także wojskowa i polityczna elita reżimu ajatollahów, w tym dowództwo Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Dane wywiadowcze wskazują, że Iran znacznie posunął się naprzód w pracach nad rakietami balistycznymi średniego zasięgu, zdolnymi dosięgnąć terytorium Izraela oraz amerykańskich baz w Katarze i ZEA. Mało prawdopodobne jest jednak, by Amerykanie czy Izraelczycy przy zdrowych zmysłach planowali pełne zajęcie i okupację Iranu — kraju o powierzchni ponad 1,6 mln kilometrów kwadratowych i liczącego ponad 93 mln mieszkańców.

Dla Trumpa sprawa ta ma również inny, znacznie bardziej pragmatyczny wymiar. Potrzebuje on „małej zwycięskiej wojny”, aby wzmocnić swoją pozycję wewnętrzną przed wyborami uzupełniającymi do Kongresu w listopadzie. Udana kampania wojskowa przeciwko Iranowi mogłaby odwrócić uwagę Amerykanów od problemów gospodarczych, inflacji oraz kryzysu migracyjnego. Operacja przeciwko Wenezueli najwyraźniej dodała mu pewności siebie, a teraz Iran może stać się logiczną, choć znacznie bardziej ryzykowną, kontynuacją jego agresywnej polityki zagranicznej, mającej na celu zademonstrowanie siły Ameryki na arenie międzynarodowej.

Ядерна програма Ірану має військову спрямованість - ЗМІ - Korrespondent.net


Alternatywny scenariusz: a jeśli wojny nie będzie?
 

Pomimo całej ostrości sytuacji i agresywnej, militarystycznej retoryki istnieje również inny scenariusz, w którym strony w ostatniej chwili wycofają się znad przepaści wojny. Historia zna wiele przykładów, gdy powody do inwazji się znajdowały (bo zawsze się znajdą, jeśli jest taka wola), lecz ostatecznie zwyciężała polityczna decyzja przywódcy lub elit i do rozlewu krwi nie dochodziło. Dlatego prawdopodobieństwo, że strony jednak się porozumieją, wciąż istnieje, choć jest ono niewielkie.

Problem polega jednak na tym, że obecna administracja amerykańska, w przeciwieństwie do poprzedników, nie jest gotowa wrócić do starego porozumienia nuklearnego, które sama zerwała kilka lat temu. Prestiż i wizerunek silnego przywódcy są dla Trumpa zbyt ważne. Jeśli atak nie nastąpi, wszystko pozostanie po staremu: Teheran będzie kontynuował rozwój programu nuklearnego, być może nieco spowalniając tempo, aby nie prowokować nowej eskalacji. Będzie też nadal zbroił swoich sojuszników zastępczych (proxy) w całym regionie, utrzymując stałe napięcie na granicach Izraela. Izrael z kolei będzie wzmacniał swój potencjał, przygotowując się do przyszłej wojny. A Trump, znany ze swojej nieprzewidywalności i skłonności do odwracania uwagi od tematów, które przestają go interesować, może po prostu skupić się na innych problemach.

Ostatecznie obecne status quo, choć wybuchowe i niebezpieczne, paradoksalnie jest czymś znanym dla regionu, w którym strony od dziesięcioleci żyją w stanie „ani wojny, ani pokoju”. Taki rozwój wydarzeń oznaczałby jednak, że Izrael nadal funkcjonowałby pod mieczem Damoklesa w postaci irańskiej bomby atomowej. Trumpowi najprawdopodobniej wybaczono by zapomnienie o jego twardych obietnicach wobec Iranu, bo wyborcy mają krótką pamięć, lecz regionalni sojusznicy raczej nie zapomną tej słabości.

Іран може заявити про свій ядерний статус до кінця року, - конгресмен  Тернер | РБК-Україна

Bliski Wschód stoi dziś przed wyborem między dwiema katastrofami: wielką wojną regionalną a niestabilnym pokojem pod stałym celownikiem irańskich rakiet i izraelskich bombowców. Ostatnie wydarzenia wskazują, że spirala eskalacji nabiera rozpędu: USA przerzucają do regionu dodatkowe zasoby wojskowe, w tym lotniskowcowe grupy uderzeniowe, co umożliwiłoby atak na Iran jednocześnie z kilku kierunków. Drony rozpoznawcze regularnie rejestrują ruchy irańskich okrętów wojennych w Cieśninie Ormuz, a u wybrzeży Jemenu nasiliły się prowokacje ze strony wspieranych przez Iran Huti.

Izrael z kolei przygotowuje się na nieuchronną odpowiedź: w przypadku amerykańskiego uderzenia na Iran Teheran najprawdopodobniej przeprowadzi zmasowany atak rakietowy na terytorium Izraela, jak miało to miejsce latem 2025 roku. Dlatego izraelskie dowództwo zostało postawione w stan najwyższej gotowości.

Paradoksalnie to właśnie strach przed wzajemnym zniszczeniem, ten balans grozy, może stać się czynnikiem powstrzymującym strony przed wykonaniem ostatniego kroku. Iran wielokrotnie groził atakiem nie tylko na Izrael, lecz także na amerykańskie bazy w regionie, których jest około dwudziestu, a także zablokowaniem Cieśniny Ormuz — kluczowego szlaku transportu ropy, przez który przechodzi około 20% światowej produkcji. Długotrwała wojna na wyniszczenie nie jest potrzebna ani Waszyngtonowi, ani jego sojusznikom, a tym bardziej reżimowi ajatollahów.

Najbliższe dni i tygodnie będą więc decydujące. Wybór, którego dokona Trump — czy będzie to rozkaz rozpoczęcia bombardowań, czy ostatnia próba ożywienia negocjacji poparta realnymi ustępstwami — określi oblicze Bliskiego Wschodu na lata.

Jeśli wybuchnie pełnoskalowa wojna, możemy stać się świadkami największego konfliktu w regionie od lat, którego konsekwencje trudno przewidzieć, ale łatwo naszkicować: setki tysięcy nowych uchodźców, globalny kryzys energetyczny ze skokiem cen ropy (na czym, nawiasem mówiąc, skorzysta rosja) oraz kolejny niekończący się cykl przemocy i terroryzmu, który ogarnie nie tylko Bliski Wschód, lecz także inne regiony świata. Czy naprawdę jest to potrzebne Trumpowi, Netanjahu, ajatollahom, a przede wszystkim zwykłym ludziom — to pytanie retoryczne.

Czytaj nas na Telegram i Sends