Od kilku lat do nieskończoności: jak długo jeszcze może trwać wojna w Ukrainie
Pełnoskalowa wojna rozpętana przez rosję przeciwko Ukrainie trwa już cztery lata — bez jednego tygodnia. Jeśli jednak spojrzeć na sytuację szerzej, nie ograniczając się wyłącznie do etapu wielkiej inwazji, to wojna z rosją trwa od kwietnia 2014 roku. Oznacza to, że żyjemy w warunkach konfliktu zbrojnego już prawie 12 lat. Dzieci, które poszły do pierwszej klasy w 2014 roku, zdążyły już ukończyć szkołę i rozpocząć studia. Całe swoje świadome życie spędziły w państwie, w którym trwa rozlew krwi. Wojna w kraju trwa całe pokolenie — to ogromny okres czasu, w którym dorastają nowi obywatele, dla których dźwięk syren i alarmów lotniczych stał się taką samą normą jak poranna kawa.
Ukraińskie władze, świadome zmęczenia społeczeństwa i dążąc do zachowania stabilności społecznej, nieustannie podtrzymują w narodzie oczekiwanie i „karmią nadziejami”, obiecując, że „już wkrótce, lada moment może nadejść pokój”. Jednak analiza treści takich wypowiedzi pokazuje, że ta retoryka stosowana jest przez cały okres pełnoskalowej wojny — czyli już cztery lata z rzędu. A im dłużej to trwa, tym częściej u wielu osób pojawia się subiektywne, wyczerpujące poczucie, że ta wojna nigdy się nie skończy, że stanie się stanem permanentnym, jak przewlekła, nieuleczalna choroba, która prędzej czy później cię zabije, i z którą nic nie da się zrobić — trzeba się po prostu przyzwyczaić i żyć, jak się da.
Czy jednak tak może być w rzeczywistości? Czy wojna może trwać wiecznie albo bardzo, bardzo długie lata, zmieniając pokolenie za pokoleniem? Czy wystarczy na to zasobów ekonomicznych, politycznych i społecznych? Publicysta polityczny UA.News Mykyta Traczuk wraz z ekspertami analizował to zagadnienie.
Wymiar ekonomiczny: logika możliwości kontra logika pragnień
Niektórzy przywódcy polityczni mogą chcieć prowadzić wojnę przez całe swoje życie, ponieważ staje się ona fundamentem ich legitymizacji, źródłem osobistej władzy oraz narzędziem mobilizacji społeczeństwa przeciwko wrogom. Istnieje jednak nie tylko logika pragnień, ale także nieubłagana logika możliwości. A możliwości — zarówno rosji, jak i tym bardziej Ukrainy — nie są nieograniczone.
Z ekonomicznego punktu widzenia wojna nie może trwać wiecznie choćby dlatego, że prędzej czy później wyczerpią się zasoby, pieniądze, a przede wszystkim ludzie — jako główny kapitał zarówno gospodarki, jak i wojny. Gospodarka czasu wojny przypomina ogromny piec, który z kolosalną prędkością spala narodowe bogactwo.
Pytanie „ale jak długo dokładnie” jest jednym z najtrudniejszych do prognozowania, a wszystkie oceny mają charakter przybliżony. Na początku 2026 roku oba państwa dysponują zasobami pozwalającymi na kontynuowanie działań bojowych, choć cena tej konfrontacji rośnie z każdym miesiącem. Analiza sytuacji gospodarczej w rosji wskazuje, że państwo-agresor zbliżyło się do recesji i stagflacji. Wydatki wojskowe sięgają ponad 40% budżetu, co jest najwyższym wskaźnikiem od czasu rozpadu ZSRR. rosyjska gospodarka coraz bardziej przypomina „gospodarkę rakiet i dronów”, w której dla produkcji uzbrojenia poświęca się wszystko inne.
Jednocześnie nawet przy takim obciążeniu rosja będzie w stanie finansować agresję jeszcze przez pewien czas. rosja jest krajem bardzo zasobnym w surowce, co pozwala jej kompensować straty gospodarcze. Jeśli chodzi o zasoby ludzkie, dotychczas nie ogłoszono tam powszechnej mobilizacji — poza jedną częściową falą jesienią 2022 roku. Nie oznacza to jednak, że Kreml nie może sięgnąć po przymusowy pobór, mimo napięć społecznych, jakie wywołałaby taka decyzja. Z punktu widzenia „mięsa armatniego” zasób Moskwy jest ogromny.

W Ukrainie sytuacja jest lustrzana, lecz z innymi akcentami. Ukraińska gospodarka ma swoje granice. Skala zniszczeń, zwłaszcza infrastruktury energetycznej, jest ogromna. Stałe ostrzały zmuszają biznes do funkcjonowania w nadzwyczajnych warunkach, a znaczną część budżetu trzeba przeznaczać na obronę. Wzrost PKB w 2025 roku okazał się gorszy od większości prognoz przede wszystkim z powodu systematycznego niszczenia infrastruktury wytwarzania energii.
Jednak Ukraina ma jedną potężną przewagę — bezprecedensowe wsparcie międzynarodowe. Pomoc finansowa zachodnich partnerów pozwala utrzymywać stabilność makroekonomiczną mimo ogromnego deficytu budżetowego. Rezerwy międzynarodowe Ukrainy niedawno osiągnęły historyczny rekord. Jeśli chodzi o zasoby ludzkie, jest to najbardziej bolesna i wrażliwa kwestia dla ukraińskiego społeczeństwa. Jednocześnie trzeba przyznać rzecz oczywistą: w Ukrainie wciąż nie zmobilizowano milionów mężczyzn, którzy albo mają odroczenie lub zwolnienie, albo przebywają za granicą, albo z różnych powodów unikają poboru. Istnieje również możliwość obniżenia wieku mobilizacyjnego, podwyższenia górnej granicy wieku powyżej 60 lat, a w razie skrajnej potrzeby, nawet teoretyczna mobilizacja kobiet, która na razie nie jest poważnie rozważana, lecz nie należy całkowicie wykluczać takiej ewentualności.
Zatem mimo wszystkich trudności gospodarczych i społecznego zmęczenia, obu stronom na razie wystarczy zasobów do prowadzenia wojny przez kolejne lata. Pytanie nie tyle dotyczy samej dostępności zasobów, ile gotowości społeczeństwa i kierownictwa politycznego do ponoszenia tej — coraz wyższej — ceny.
Jednocześnie ekonomista, kandydat nauk ekonomicznych Wadym Syrota jest przekonany, że Ukraina nie ma zasobów na długą wojnę. Własnych zasobów wystarczy nam na kilka miesięcy. rosji — na 3–4 lata. Jest to jednak bardzo powierzchowne spojrzenie, uważa ekspert.
„We wrześniu ubiegłego roku w komisji budżetowej Rady Najwyższej oświadczono, że jeden dzień wojny kosztuje 172 mln dolarów. I ta kwota rośnie, ponieważ wcześniej było to 140 mln dolarów. Ukraina jest najbardziej zmilitaryzowaną gospodarką świata: kolosalne wydatki na obronę w porównaniu z wielkością PKB. Zachodni eksperci twierdzą, że w 2024 roku światowe wydatki na zbrojenia były rekordowe i osiągnęły 2,7 bln dolarów. Wracając do Ukrainy: w 2024 roku Kijów wydał na obronę 64,7 mld dolarów. To mniej niż połowa wydatków federacji rosyjskiej. A jednocześnie to 34% PKB kraju. Nasza zmilitaryzowana gospodarka funkcjonuje wyłącznie dzięki wsparciu finansowemu Zachodu. W rosji wydatki wojskowe wynoszą 149 mld dolarów, co stanowi jedynie 7,1% PKB rosji. Czy jesteśmy w stanie w takich warunkach kontynuować wojnę, jeśli nagle zostanie nam zakręcony kurek z pomocą finansową? Pytanie retoryczne. Machina wojenna po prostu pożera zasoby finansowe społeczeństwa, nie mówiąc już o życiu i zdrowiu ludzi. Wojny wygrywa się nie PKB, lecz przepływami finansowymi, które są do dyspozycji” — uważa Wadym Syrota.

Wymiar polityczny: jak długo systemy wytrzymają pod ciężarem wojny
Wojna to potężny systemowy czynnik zagrożenia, który wystawia na próbę wszystkie instytucje państwowe. I jak dotąd oba systemy wykazują wysoką odporność, choć z zupełnie różnych powodów.
Wojna ma właściwość „jednoczenia wokół flagi”, czyli wokół wartości etatystycznych oraz postaci przywódcy. Częściowo to zjednoczenie jest dobrowolne i wymuszone okolicznościami, częściowo osiąga się je poprzez totalną propagandę, presję, a nawet represje. Faktem jednak pozostaje, że to działa i może działać bardzo długo, niezależnie od tego, kto jest agresorem, a kto ofiarą. Każdy reżim polityczny w czasie wojny zawsze wykorzystuje nadzwyczajne okoliczności do konsolidacji władzy, ponieważ w warunkach konfliktu każda wewnętrzna opozycja bywa niemal automatycznie zrównywana ze zdradą państwa. To swoiste politologiczne prawo.

Takie systemy polityczne z jednej strony stają się niezwykle podatne na nagłe „czarne łabędzie”: nieoczekiwane kryzysy wojskowe, problemy gospodarcze, gwałtowne wybuchy społeczne czy nagłą chorobę albo śmierć przywódcy. Z drugiej strony w stanie „oblężonej twierdzy” reżimy polityczne mogą istnieć zaskakująco długo — całymi dekadami! — skutecznie mobilizując społeczeństwo do walki z zewnętrznym wrogiem. Historia zna wiele przykładów systemów, które utrzymywały się wyłącznie dzięki idei oblężenia i wrogiego otoczenia.
Nie należy jednak zapominać o czynniku zmęczenia. Męczą się nie tylko żołnierze na froncie, lecz wszystkie warstwy społeczne. W Ukrainie narasta zmęczenie ciągłymi atakami wroga, permanentnymi problemami z podstawowymi dobrami cywilizacyjnymi, twardą mobilizacją uliczną, problemami gospodarczymi i społecznymi, brakiem rotacji elit oraz prawa do aktywności politycznej, ograniczeniami w swobodnym przemieszczaniu się (przede wszystkim dla mężczyzn i części kobiet podlegających obowiązkowi wojskowemu), zawężaniem praw i wolności itd. rosjanie, choć w znacznie mniejszym stopniu odczuwają ciężary wojny, również w rzeczywistości męczą się takim reżimem „stanu nadzwyczajnego”, co odnotowują badania opinii publicznej i wywiady pogłębione.
Na razie jednak wszystko to nie ma wyraźnych, bezpośrednich przejawów i nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla systemu. Dlatego sporządzanie dokładnych prognoz co do daty zakończenia wojny jest zadaniem wyjątkowo niewdzięcznym. Prognozowanie to w istocie bardzo wątpliwy gatunek politologii, aby było skuteczne, wymaga dużego doświadczenia praktycznego oraz operowania ogromnymi zbiorami danych analitycznych. Można jedynie stwierdzić, że stabilność polityczna może utrzymywać się latami, by następnie rozsypać się w ciągu kilku tygodni pod wpływem nieprzewidywalnych okoliczności.
Politolog, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik przypomina, że systemy polityczne mogą przez dziesięciolecia pozostawać w długotrwałym konflikcie. A konflikt systemów politycznych Ukrainy i rosji trwa już 12 lat. Według eksperta potencjał do takich konfrontacji jest niemal niewyczerpany.
„Tradycyjnie konflikty między systemami politycznymi trwają 30–50 lat, jeśli są to konflikty wysokiego rzędu. Dlatego takie wyliczenia nie są produktywne — nic nam nie dają. A wojna ukraińsko-rosyjska jest częścią globalnej konfrontacji geopolitycznej i polityczne przyczyny tego konfliktu nie wyczerpią się przez długi czas, dopóki USA i Chiny nie znajdą między sobą równowagi. Potencjalne oszacowanie właśnie politycznego wymiaru wskazuje na lata 2040–2045 jako możliwy moment stabilizacji sytuacji geopolitycznej i ewentualnego złagodzenia relacji w nowym świecie dwubiegunowym. Natomiast kalkulacja zasobowa, czyli to, jak długo strony będą w stanie wydatkować ogromne zasoby ludzkie, ekonomiczne i inne na prowadzenie wojny, wskazuje na okres 2028–2030, o ile wojna nie przekształci się w pełnoskalowy konflikt międzynarodowy lub światowy.
Kalkulacja zasobowa mówi, że z prawdopodobieństwem 75% wojna zakończy się w latach 2028–2030 z powodu wyczerpania zasobów stron. Jednak jeśli do wojny bezpośrednio i w pełnym zakresie przystąpią inni gracze (NATO, KRLD, Chiny), może ona potrwać dłużej. Mimo wszelkich ocen zarówno Ukraina, jak i rosja do tej pory prowadzą działania wojenne. rosja niemal w pełni opiera się na własnych zasobach, a Ukraina korzysta głównie z zasobów krajowych oraz zachodnich. Wyczerpanie stron może przypominać okres I wojny światowej, kiedy — mimo że nikt fizycznie nie wygrał na froncie, nikt nie zdobył stolicy przeciwnika ani nie zniszczył jego kierownictwa — jedna ze stron była tak wyczerpana, że została zmuszona do kapitulacji” — podsumował Rusłan Bortnik.

Lekcje historii: czy można prowadzić wojnę wiecznie?
Historia ludzkości zna wiele przykładów niezwykle długotrwałych wojen, które stały się tragicznym losem całych pokoleń. Te przykłady, jakkolwiek banalnie to brzmi, przekonująco dowodzą jednego: wojna jest bardzo niebezpiecznym procesem, który niezwykle łatwo rozpocząć, lecz niewiarygodnie trudno zakończyć.
Wystarczy wspomnieć wojnę stuletnią między Anglią a Francją, która trwała od 1337 do 1453 roku — 116 (!) lat. Innym wyrazistym przykładem jest wojna trzydziestoletnia (1618–1648), która wciągnęła niemal wszystkie państwa europejskie i pochłonęła życie nawet jednej trzeciej ludności samych Niemiec.
Jeśli chodzi o historię najnowszą, konflikty często przybierają długotrwały, „tlący się” charakter. Wojna domowa w Mjanmie (ówczesnej Birmie) trwała ponad 60 lat — od 1948 do 2012 roku — stając się jedną z najdłuższych na świecie. Kończyli ją wnukowie tych, którzy ją rozpoczęli. W Ameryce Łacińskiej wojna domowa w Gwatemali trwała 36 lat (1960–1996) i pochłonęła około 200 tysięcy ofiar. Konflikt w Kolumbii między rządem a partyzantką FARC rozciągnął się na ponad 50 lat, od 1964 do 2016 roku.
Bliski Wschód i Afryka również dostarczają smutnych przykładów tego, jak wojny stają się chroniczne. Wojna w Syrii trwa już ponad 15 lat. Zamieniła niegdyś bogaty i kwitnący kraj w ruiny, doprowadziła do katastrofy humanitarnej i wciągnęła wielu zewnętrznych graczy. Podobnie w Libii po obaleniu reżimu Kaddafiego w 2011 roku nie udało się ustanowić trwałego pokoju, a kraj rozpadł się na strefy wpływów walczących plemiennych klanów, stając się areną permanentnej wojny.
Wszystkie te historyczne przykłady dowodzą jednego: ludzkość w niczym nie osiągnęła takich „sukcesów” jak w masowym zabijaniu własnego gatunku. Wojny nigdy nie są wieczne. Mogą jednak trwać tak długo, że niszczą całe narody i przekreślają przyszłość wielu pokoleń.

Podsumowując, wojna w Ukrainie oczywiście również nie będzie trwać wiecznie. Nie potrwa też całego stulecia. Jednocześnie jednak rozlew krwi trwa już 12 lat i jak dotąd nie widać żadnych oczywistych zwiastunów jego zakończenia.
Doświadczenie historyczne podpowiada: jeśli konflikt przechodzi w fazę chroniczną, jeśli w społeczeństwach kształtuje się „kultura wojny”, a elity polityczne i biznesowe odnajdują w niej korzyści, to prowadzenie działań wojennych w taki sposób — z różną intensywnością, z okresami ciszy, zamrożenia i nowymi wybuchami — może, niestety, trwać jeszcze bardzo długo. Pytanie brzmi jedynie, czy społeczeństwu wystarczy siły i woli, by nie dopuścić do tego, aby wojna stała się wiecznością, oraz czy znajdzie w sobie odwagę do pokoju.
Czytaj nas na Telegram i Sends