$ 43.94 € 51.34 zł 12.1
+4° Kijów +4° Warszawa +20° Waszyngton
Białoruskie zagrożenie: czy RB może przystąpić do wojny przeciwko Ukrainie

Białoruskie zagrożenie: czy RB może przystąpić do wojny przeciwko Ukrainie

21 kwietnia 2026 17:27

Kilka dni temu prezydent Wołodymyr Zełenski po raz kolejny wspomniał o zagrożeniu ze strony Białorusi. Według słów głowy państwa, w przygranicznych rejonach sąsiedniego kraju prowadzona jest obecnie aktywna budowa dróg w stronę Ukrainy, a także przygotowywane są stanowiska ogniowe dla artylerii. Zełenski wyciągnął takie wnioski, powołując się na raport Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy, Ołeksandra Syrskiego. Zdaniem ukraińskiego kierownictwa, Rosja po raz kolejny próbuje wciągnąć Białoruś do wojny.

Po tych oświadczeniach Zełenski przestrzegł białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenkę przed inwazją na Ukrainę. Zdaniem ukraińskiego prezydenta, w takim przypadku Łukaszenkę może czekać los byłego lidera Wenezueli, Nicolása Maduro, który został uprowadzony przez USA i jest obecnie przygotowywany do procesu. Prezydentowi RB te słowa się nie spodobały i w odpowiedzi zaczął grozić Ukrainie oraz innym sąsiadom bronią jądrową w przypadku, gdyby ktoś zaatakował Białoruś jako pierwszy.

Jednocześnie Państwowa Służba Graniczna Ukrainy (DPSU) nie potwierdza słów Zełenskiego. Resort zaznacza, że nie odnotowuje żadnej anomalnej czy szczególnie groźnej aktywności wojskowej ze strony RB. Pogranicznicy nie widzą również dużych przemieszczeń wojsk ani sprzętu.

Cała ta sytuacja wywołuje pewien dysonans i brak zrozumienia. Jedni mówcy twierdzą jedno, inni — coś zupełnie przeciwnego. Warto również zauważyć, że podobne sytuacje zdarzają się nie po raz pierwszy, a o zagrożeniu inwazją z Białorusi informuje się regularnie, z częstotliwością mniej więcej raz na pół roku.

Co zatem dzieje się wokół Białorusi i czy istnieje nowe zagrożenie inwazją z północy? Obserwator polityczny UA.News Mykyta Traczuk wraz z ekspertami analizował tę kwestię.

Retoryczna eskalacja z Białorusią: co się dzieje
 

Kolejny etap pogorszenia relacji z sąsiednią republiką (choć wydawałoby się, że gorzej już być nie może) rozpoczął się 17 kwietnia. Wtedy Zełenski opublikował post na swoim kanale w Telegramie, w którym zaznaczył, że wysłuchał raportu naczelnego dowódcy Syrskiego na temat sytuacji na froncie. Między innymi prezydent oświadczył o wzroście aktywności sił zbrojnych Białorusi.

„Według danych wywiadu, na pograniczu Białorusi trwa rozbudowa dróg do terytorium Ukrainy oraz przygotowywanie pozycji artyleryjskich. Uważamy, że Rosja po raz kolejny będzie próbowała wciągnąć Białoruś w swoją wojnę. Poleciłem odpowiednimi kanałami przestrzec faktyczne kierownictwo Białorusi o gotowości Ukrainy do obrony swojej ziemi i niepodległości. Charakter i skutki niedawnych wydarzeń w Wenezueli powinny powstrzymywać kierownictwo Białorusi przed błędami” — napisał ukraiński lider.

Oznacza to, że faktycznie Zełenski zagroził Łukaszence uprowadzeniem — analogicznie do tego, co spotkało Maduro. Co prawda nie jest do końca jasne, kto miałby porwać białoruskiego dyktatora w przypadku, gdyby taka decyzja zapadła. USA na pewno tego nie zrobią, a i Kijów raczej nie zaryzykowałby przeprowadzenia tak zuchwałej i wysokoryzykowej operacji specjalnej — choć w dzisiejszych czasach nie ma rzeczy niemożliwych.

Jakkolwiek by nie było, liderowi RB oczekiwanie nie spodobały się takie oświadczenia ze strony Zełenskiego. Łukaszenka zinterpretował je jako rzekome „zagrożenie agresją ze strony Ukrainy” i zagroził odpowiedzią, aż do użycia broni jądrowej włącznie. Jego orędzie było adresowane nie tylko do Ukrainy, ale także do pozostałych sąsiadów: państw bałtyckich i Polski.

Według słów prezydenta Białorusi, jego kraj nie chce z nikim walczyć (choć 24 lutego 2022 roku Mińsk najwyraźniej uważał inaczej). Łukaszenka zaznaczył również, że nie zamierza atakować pierwszy. Jednak w przypadku, gdyby ktoś zaatakował państwo białoruskie, odpowiedź będzie szybka i brutalna — aż do użycia broni masowego rażenia.

„Niech ich wszystkich Pan Bóg broni przed dokonaniem agresji przeciwko Białorusi. Nie chcemy wojny… Żadna wojna z terytorium Białorusi… nie jest możliwa. Nie zamierzamy tego robić… Chyba że będziemy musieli odpowiedzieć. Nie będzie to oznaczać, że już jutro, jeśli zacznie się konfrontacja, uderzymy bronią jądrową. Mamy wystarczająco dużo innej broni, by się temu przeciwstawić. Ale jeśli zobaczymy, że pojawi się zagrożenie dla istnienia Białorusi, to nie tylko my, ale i zgodnie z naszym traktatem z Federacją Rosyjską — użyjemy wszystkiego, co posiadamy. Tanio skóry nie sprzedamy” — oświadczył Aleksandr Łukaszenka.

Co ciekawe, w pewnym sensie sytuację udało się „załagodzić” DPSU (Państwowej Służbie Granicznej Ukrainy). Rzecznik służby granicznej Andrij Demczenko po oświadczeniach Zełenskiego i Łukaszenki zaznaczył, że jego resort nie obserwuje żadnych znaczących przemieszczeń sprzętu ani personelu w stronę granic z Ukrainą, które bezpośrednio zagrażałyby państwu. DPSU twierdzi, że Mińsk od 2022 roku utrzymuje na granicach jednostki wojskowe, które są regularnie rotowane, jednak nie są wzmacniane do tego stopnia, by wymagało to jakiejś szczególnej reakcji operacyjnej ze strony Kijowa.

„Oni podsycają informacje… Swego czasu ogłaszali utworzenie Południowego Dowództwa Operacyjnego właśnie w kierunku ukraińskiej granicy. W ramach tego mogą być przygotowywane pozycje, poligony i drogi dojazdowe… Białoruś nadal utrzymuje pewną liczbę swoich jednostek na pograniczu w kierunku naszej granicy, starając się takimi działaniami pokazać, że oczekuje jakiegoś zagrożenia właśnie z terytorium Ukrainy. Ale ogólnie rzecz biorąc, nie ma niestandardowych sytuacji na granicy z Białorusią” — zaznaczył Demczenko.

білоруська армія до кінця тижня перевірятиме сили ППО - останні новини на  Дивись.info


Jednocześnie rzecznik DPSU podkreślił, że nie należy tracić czujności, ponieważ prowokacje lub zmiana sytuacji operacyjnej pozostają całkiem prawdopodobne. Jednostki graniczne są gotowe na każdy rozwój wypadków i stale monitorują potencjalnego przeciwnika — doprecyzował Demczenko.

Zagrożenie z Białorusi: dlaczego znów o tym mowa
 

Warto od razu zaznaczyć ważny moment: białoruskie zagrożenie jest czynnikiem obiektywnym i nie pojawiło się ani dziś, ani wczoraj. Właściwie 24 lutego 2022 roku to właśnie między innymi z terytorium Białorusi rozpoczęła się inwazja RF na pełną skalę (ale bez bezpośredniego udziału samej armii białoruskiej). Od tego czasu Mińsk jest oczywistym, potencjalnym wrogiem.

Jednak przez wszystkie kolejne lata ze strony białoruskiej nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, poza stałymi eskalacjami retorycznymi. Strach przed powtórną inwazją z północy stał się stałym tłem tej wojny. Policzenie dokładnej liczby oświadczeń urzędników i ekspertów wojskowych z całego tego okresu jest niemożliwe, gdyż mowa nie o dziesiątkach, a dosłownie o setkach komunikatów. Nawet nasza redakcja regularnie pisała o hipotetycznej możliwości agresji ze strony Mińska podczas zaostrzeń sytuacji: w 2024, 2025, a nawet w bieżącym roku.

Co więcej: jeszcze przed rozpoczęciem inwazji na pełną skalę Białoruś była postrzegana jako potencjalny przyczółek do rozpoczęcia wojny. Mówiono o tym latami: na przykład w 2014 roku, w 2017 podczas ćwiczeń „Zapad-2017”, w 2020 podczas manewrów „Słowiańskie Braterstwo-2020” i tak dalej. Obecną sytuację odróżnia jedynie dziwny brak synchronizacji w oświadczeniach kierownictwa politycznego i wojskowego: Zełenski mówi jedno, a DPSU (Straż Graniczna) drugie.

Co zatem dzieje się właśnie teraz? Ewidentnie na terytorium Białorusi rzeczywiście prowadzona jest pewna aktywność wojskowa. Choć sama w sobie nie jest ona wystarczającym dowodem na to, że Mińsk planuje przystąpić do wojny. Armia RB jest dość nieliczna i niedoświadczona, więc nawet w przypadku powołania rezerwistów nie powinna stworzyć dla ZSU egzystencjalnego zagrożenia o sile nie do powstrzymania. Ponadto na granicach z Białorusią, według różnych szacunków, skoncentrowanych jest ponad 100 tysięcy ukraińskich żołnierzy – właśnie na wypadek możliwej inwazji lub innych prowokacji.

Istnieją zatem dwie wersje, które są równorzędne i nie wykluczają się wzajemnie. Po pierwsze, Białorusi (a patrząc szerzej – oczywiście Kremlowi) może zależeć na wywołaniu paniki lub co najmniej nerwowości w ukraińskim kierownictwie. W interesie Putina leży utrzymywanie permanentnej niepewności na północnych rubieżach, co uniemożliwia Ukrainie wycofanie znacznej liczby wojsk spod białoruskiej granicy. Jest to punkt zapalny, który stale odciąga uwagę i zasoby zarówno Kijowa, jak i partnerów (Polski oraz krajów bałtyckich). W tym kontekście Mińsk pełni raczej rolę swoistego przekaźnika i wykonawcy „globalnej operacji psychologicznej” (IPSO): regularnie podejmuje działania, które zmuszają do skupiania na nim uwagi.

Po drugie, prezydent Zełenski może mieć własne interesy polityczne, składając podobne oświadczenia dotyczące RB. W ostatnim czasie Łukaszenka ponownie zaczął odgrywać swoją tradycyjną rolę pośrednika między Zachodem a Rosją. Wyraźnie poprawił swoje relacje z USA i osobiście z Trumpem, uwolnił dużą liczbę więźniów politycznych, doprowadzając tym samym do zniesienia szeregu amerykańskich sankcji, co jest krytycznie ważne dla dotowanej białoruskiej gospodarki. Krążą również uporczywe plotki, że dyktator sąsiedniego kraju odegrał dość znaczącą rolę w organizacji rozmów pokojowych między Trumpem a Putinem — w tym słynnego szczytu na Alasce.

Doszło do tego, że prezydent USA zaprosił Łukaszenkę do swojej „Rady Pokoju”. Ewidentnie wszystko to zostało negatywnie odebrane w Kijowie, a ukraińskie kierownictwo zaczęło przeciwdziałać ociepleniu tych relacji, próbując udowodnić Amerykanom, że w rzeczywistości białoruski dyktator pozostaje sojusznikiem Putina i nie można mu ufać, nawet mimo wizerunku „pokojowego mediatora”. W tę linię polityczną w pełni wpisują się zarówno oświadczenia o możliwej agresji, jak i nowe sankcje przeciwko RB, a nawet sugestie dotyczące powtórzenia przez Łukaszenkę losu Nicolása Maduro.

I choć cel końcowy wydaje się w ogólnym zarysie zrozumiały, wciąż nie do końca jasne jest, w jaki sposób Kijów chce go osiągnąć. Trump jest bowiem człowiekiem „chodzącym własnymi drogami”, a w dodatku przejawia wyraźną sympatię do niektórych posowieckich dyktatorów. Jeśli postanowił zaprzyjaźnić się z Łukaszenką, to tak zrobi i mało prawdopodobne, by ukraiński prezydent zdołał go przekonać do zmiany zdania.

Jakkolwiek by nie było, zagrożenie ze strony Białorusi nadal pozostaje realne. Być może nie jest ono bezpośrednie i doraźne, ale z pewnością jest potencjalne. I bez wątpienia nie warto tracić czujności wobec „młodszego północnego sąsiada”.

Загроза з Білорусі - ДПСУ прокоментували наказ Лукашенка - 24 Канал


Opinia eksperta
 

Ekspert wojskowy, pułkownik SBU w stanie spoczynku Ołeh Starikow, w następujący sposób skomentował dla UA.News kwestię potencjalnego zagrożenia ze strony Białorusi:

„Zadaniem wywiadu każdego kraju na świecie jest wykrywanie faktów i oznak u sąsiadów świadczących o tym, że dany kraj przygotowuje się do agresji militarnej. Proces ten zawsze ma specyficzne znamiona wywiadowcze: postawienie wojsk w stan gotowości bojowej, rozpoczęcie działań mobilizacyjnych, uzupełnianie stanów osobowych, powoływanie rezerwistów etc. O ile rozumiem, informacje z Białorusi płyną jednym kanałem i są analizowane według jednego scenariusza eskalacyjnego. Jeśli Siły Zbrojne RB nagle zostałyby postawione w stan pełnej gotowości bojowej – to jedno. Jeśli nie, to zupełnie inna sprawa. Siły Zbrojne Republiki Białorusi liczą dziś 50–60 tysięcy osób w strukturze etatowej. My w ZSU mamy około miliona. Powtórzę: 60 tysięcy miałoby atakować milion? Cóż, trzeba by być, za przeproszeniem, idiotą” – stwierdził Ołeh Starikow.

Загроза з півночі: що стоїть за військовими приготуваннями Білорусі |  Європейська правда


Ekspert przypomina: sama doktryna wojenna Białorusi ma charakter obronny. Posiadają silne wojska lądowe i rakietowe, ale wyłącznie do obrony. 60 tysięcy białoruskich żołnierzy w obecnej wojnie nie może nikomu zagrozić, jest przekonany Starikow.

„Jest jeszcze kwestia topografii. Długość granicy Ukrainy i Białorusi to 1084 km, z czego większość to bagna. Jedyna normalna droga prowadzi przez strefę czarnobylską. Mam nadzieję, że od 2022 roku przeprowadzono tam niezbędne działania i obecnie jest to niemożliwe. Nawet przeniknięcie jakichś grup dywersyjno-rozpoznawczych (DRG) przez lasy i bagna ze strony Białorusi na Ukrainę nie przyniosłoby odczuwalnego zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego i suwerenności. To jest komponent wojskowy.

Jeśli zaś chodzi o komponent polityczny – nie wiem, co myślą na Bankowej [w biurze prezydenta]. Może mają jakieś informacje od agentów bezpośrednio z otoczenia Łukaszenki. A w ogóle proszę sobie wyobrazić: siedzi Łukaszenka, cieszy się życiem, a tu przywódca sąsiedniego kraju obiecuje mu los Maduro. Gdyby nie było wojny, można by na to nie zważać, ale mówi to przedstawiciel państwa toczącego wojnę. Przy czym armia ukraińska jest dziś najsilniejsza w Europie. Oczywiście Łukaszenka po czymś takim wezwał szefów bloku siłowego, a potem zaczął składać jakieś oświadczenia. Wydaje mi się, że to raczej oni boją się nas. Ponieważ nawet ustne deklaracje przywódców kraju mogą być odbierane jako stanowisko samego państwa. Musimy wzmocnić potencjał kadrowy MSZ, aby tłumaczyli władzom, że wszystkie wypowiedzi są traktowane poważnie i należy formułować je ostrożnie. Szczególnie jeśli dotyczy to kraju, z którym mamy bardzo złożone relacje” – podsumował Ołeh Starikow.

Czytaj nas na Telegram i Sends