15 września prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w wywiadzie dla CBS News stwierdził, że w tej wojnie nie może już być mowy o tak zwanej sytuacji „win-win”, czyli zwycięstwie obu stron. Zwycięstwo dla wszystkich zakończyło się już pierwszego dnia wojny. Oznacza to, że w rzeczywistości wszyscy już dawno przegrali z powodu ogromnej liczby ofiar i zniszczeń. Zamiast tego Zełenski nakreślił jedyne, jego zdaniem, realistyczne wyjście – pokój, czyli zawieszenie ognia na linii starcia, wstrzymanie działań wojennych „w celu ocalenia życia” oraz dalszy proces dyplomatyczny przy pośrednictwie partnerów.
Co to oznacza? Czy chodzi o zmianę stanowiska Ukrainy — czy też być może o uznanie tego, co już dawno stało się oczywiste? A co najważniejsze: jeśli zwycięstwo jest niemożliwe dla obu stron, to co w takim razie należy uznać za zwycięstwo Ukrainy? Komentator polityczny UA.News Mykyta Trachuk wraz z ekspertami analizował tę kwestię.
„Nie będzie rozwiązania korzystnego dla obu stron”: co dokładnie powiedział Zełenski
Oświadczenie prezydenta padło w wywiadzie dla CBS News. Zełenski podkreślił, że po rozpoczęciu pełnej inwazji i ogromnych stratach po obu stronach nie ma mowy o jakimkolwiek „wzajemnie korzystnym” wyniku.
„Szczerze mówiąc, nie będzie sytuacji typu win-win, czyli zwycięstwa dla obu stron. Tak się nie stanie. Ponieważ straty po obu stronach są niezwykle duże. Szansa na zwycięstwo dla obu stron zakończyła się już pierwszego dnia wojny” – zaznaczył Zełenski.
Prezydent jasno zaznaczył, że drogę do pokoju widzi w całkowitym zawieszeniu ognia na linii starcia, po czym można by rozpocząć proces dyplomatyczny. Zełenski zaznaczył, że Ukraina jest gotowa na taki krok, jeśli strona rosyjska zgodzi się na zawieszenie ognia bez stawiania warunków.
W wywiadzie prezydent ponownie uznał rzeczywistość: bez wątpienia prędzej czy później dojdzie do negocjacji, ponieważ Putin nie jest w stanie okupować całej Ukrainy, a Ukrainie brakuje sił, by odzyskać całe swoje terytorium. To zdanie jest w istocie kwintesencją obecnego stanowiska Kijowa: nie ma militarnej drogi do całkowitej deokupacji, ale nie będzie też uznania okupowanych terytoriów za rosyjskie. Jedyną drogą jest zaprzestanie działań wojennych.
„Najważniejszym zwycięstwem dla wszystkich – nie tylko dla Ukrainy i Rosji – jest pokój. Trzeba powstrzymać tę wojnę. Dla świata zwycięstwem jest pokój… I jest to zwycięstwo dla ludzkiego życia” – zaznaczył Zełenski.
Czy chodzi o zmianę stanowiska?
Krótka odpowiedź: nie. Przynajmniej nie o zasadniczą zmianę. To, co obecnie słyszymy od Zełenskiego, to raczej publiczne sformułowanie tego, co kształtowało się w ciągu ostatnich lat, kiedy stało się ostatecznie jasne: Ukraina nie jest obecnie w stanie odzyskać wszystkich terytoriów drogą militarną z czysto fizycznego punktu widzenia.
Częściowa zmiana retoryki publicznej rozpoczęła się wraz z powrotem Donalda Trumpa do władzy. Od około połowy lub końca 2024 roku stała się ona szczególnie zauważalna. Zełenski coraz częściej zaczął mówić o tym, że Ukraina nie ma obecnie siły, by powrócić do granic z 1991 roku. Nie była to już nowość: chodziło raczej o uznanie rzeczywistości, o to, o czym wielokrotnie mówili sami wojskowi i eksperci w tej dziedzinie.
Jednocześnie należy rozróżniać stan faktyczny (de facto) od stanowiska prawnego (de jure). Oficjalne stanowisko Ukrainy nie uległo zmianie: państwo nie uznaje okupacji swoich terytoriów i nadal deklaruje dążenie do ich odzyskania – jeśli nie drogą militarną, to dyplomatyczną. W tym samym wywiadzie dla CBS News Zełenski podkreślił to osobno. Jednak w rzeczywistości prezydent już od dawna mówi o gotowości do omówienia zawieszenia ognia według warunkowego „scenariusza koreańskiego”, w którym każda strona zatrzymuje się tam, gdzie się znajduje. Taka retoryka jest charakterystyczna dla głowy państwa już od kilku lat, jednak za każdym razem powołuje się on na to, że Rosja nie zgadza się na takie stanowisko. Dlatego obecne oświadczenie nie jest „zdradą”, „kapitulacją” itp. To po prostu stwierdzenie obiektywnej rzeczywistości.

Zwycięstwo Ukrainy – co to właściwie jest?
I tu dochodzimy do najtrudniejszego pytania: co w ogóle należy uznać za zwycięstwo w tej wojnie? Tragedia polega na tym, że cele obu stron są zaskakująco rozmyte, niejasne, a do tego regularnie się zmieniają. O Rosji teraz nawet nie wspominamy: ich tak zwane „cele operacji specjalnej” to czysta abstrakcja, po prostu pretekst do prowadzenia niekończącej się wojny w przyszłości. A co z Ukrainą?
Czy za zwycięstwo należy uznać fakt, że Ukraina przetrwała jako państwo? Zdecydowanie tak. Co więcej: jeśli ktoś tego nie zauważył, rok 2022 miał miejsce cztery lata temu. Ukraina przetrwała już wtedy. Ten etap wojny Kijów wygrał jeszcze wiosną 2022 roku, kiedy Rosjanie wycofali się ze stolicy. Od tego czasu zagrożenie egzystencjalne, jeśli nie zniknęło, to przynajmniej zeszło na dalszy plan. Wychodzi więc na to, że jeśli chodzi o przetrwanie jako państwo, zwycięstwo miało miejsce już w 2022 roku.
Czyżby dla Ukrainy zwycięstwem były właśnie te same granice z 1991 roku? Być może. Ale kto powiedział, że wojna na tym się skończy? Dlaczego Rosja nie będzie mogła dalej ostrzeliwać Ukrainy, dlaczego nie będzie w stanie zebrać sił i przejść do nowej ofensywy? A w końcu granice z 1991 roku są oficjalnym celem wyłącznie w tym sensie, że są to po prostu granice państwowe, a państwo nie uznaje ich okupacji. To normalne i naturalne. Jednak jednocześnie wszyscy, od zwykłych żołnierzy po ekspertów i samego prezydenta, mówią, że granice z 1991 roku w obecnej sytuacji są celem nierealistycznym. Dlatego po prostu nie ma sensu o tym mówić.
A w ogóle: z jakiegoś powodu bardzo dużo mówi się u nas o terytoriach, ale bardzo mało – o ludziach. O tym, ilu już zginęło, ilu jeszcze zginie i tak dalej. Sytuacja demograficzna na Ukrainie jest katastrofalna. Ile w ogóle pozostało nam ludności – nikt nie wie, ale oczywiste jest, że już dawno nie jest to 42 miliony. Śmiertelność czterokrotnie (!) przewyższa przyrost naturalny. Ukraina w żadnym wypadku nie może sobie pozwolić na pochowanie kolejnych milionów ludzi w imię granic z 1991 roku. Po prostu dlatego, że w ramach tych granic po prostu nie będzie już kogo, kto mógłby tam mieszkać.

Może zwycięstwo Ukrainy to przystąpienie do UE i NATO albo powrót ludzi z zagranicy? Ale to są cele pośrednie, nie można ich uznać za fundamentalny cel wojny, bo inaczej dojdzie w pewnym stopniu do zamiany pojęć.
Może zwycięstwo Ukrainy polega na rozgromieniu Rosji? Tak, wydaje się to całkiem logiczne. Jednak osiągnięcie tego na drodze militarnej jest obecnie niemożliwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę status nuklearny Federacji Rosyjskiej. Moskwa teoretycznie może sama wycofać wojska z Ukrainy – ale scenariusz, w którym Siły Zbrojne Ukrainy szturmują Kreml, niczym Reichstag w 1945 roku, i nad jego ruinami wywieszą żółto-niebieską flagę, nie wydaje się jednak prawdopodobny. Rosja może załamać się od wewnątrz – owszem – ale może też nie załamać się. Jak dotąd wysiłki Ukrainy nie doprowadziły do wewnętrznej destrukcji, a liczenie wyłącznie na to jest bardzo niebezpieczną strategią.
Wychodzi na to, że Ukraina również nie ma jednej, jednolitej wizji zwycięstwa. Zwycięstwo w tym społeczeństwie jest jak prawda: każdy ma swoją własną. I tutaj, nawiasem mówiąc, nie sposób nie zgodzić się z prezydentem – o ile oczywiście mówi szczerze – że prawdziwym zwycięstwem Ukrainy będzie pokój: pokój, rozwój i życie, a nie wojna, degradacja i śmierć.
Właśnie to, i nic innego, można naprawdę uznać za zwycięstwo. A szansa na takie zwycięstwo w Ukrainie wciąż istnieje. Natomiast szanse na wszystko inne są, niestety, w obecnej sytuacji bardzo mało prawdopodobne.

Opinie ekspertów
Politolog, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik uważa, że zwycięstwo jest nadal możliwe, a kluczem do niego jest wewnętrzna destabilizacja Rosji. Trzeba jednak przyznać, że taki scenariusz jest obecnie mało prawdopodobny.
„Jeśli Rosja, obciążona wojną i ograniczeniami, w związku ze zbliżającym się okresem, w którym konieczne będzie zorganizowanie przekazania władzy – w końcu Putin i całe jego otoczenie to już ludzie, powiedzmy, w bardzo sędziwym wieku – więc jeśli Rosja ulegnie destabilizacji, Ukraina będzie w stanie wygrać tę wojnę, a nawet odzyskać wszystkie okupowane terytoria. Jednak prawdopodobieństwo takiego scenariusza pozostaje niskie. Modele matematyczne szacują je na 7% do około 20%. Z perspektywy najbliższych pięciu lat prawdopodobieństwo to pozostaje niskie.
Zwycięstwo jest możliwe nie tylko dzięki wewnętrznej destabilizacji. Jest ono możliwe w przypadku, gdyby do tej wojny wkroczyły poważne siły międzynarodowe po stronie Ukrainy. Oczywiście jest to również mało prawdopodobne… Ale jeśli chodzi o sytuację typu „win-win”, „wygrali-wygrali”, to uważam, że każdy pokój będzie korzystny dla obu stron, ponieważ pozwoli zgromadzić ogromne zasoby, które obecnie są przeznaczane na obronę i wojnę. Na Ukrainie stanowi to ponad 40% PKB, w Rosji – ponad 8% PKB. Pozwoli to przeznaczyć je na rozwój, przywrócić przepływy gospodarcze itp.” – jest przekonany Rusłan Bortnik.
Ekspert podkreśla: oczywiście wszystko zależy od tego, jak zakończy się wojna. Jeśli wojna zakończy się porozumieniem pokojowym, będzie to sytuacja korzystna dla obu stron, ponieważ zarówno Ukrainę, jak i Rosję czeka szybki rozwój, szybka odbudowa, znaczne inwestycje oraz uwolnienie kapitału, który trafi do realnego sektora gospodarki. Jeśli natomiast wojna zakończy się po prostu niczym, na wzór koreańskiego rozejmu, prognozy na dłuższą metę będą gorsze.
„Jednak nawet taki pokój – bez ostatecznego rozwiązania, z zablokowanymi przepływami handlowymi, z kryzysem wynikającym z ryzyka nowej wojny, ale długotrwały, trwający 10 i więcej lat, również doprowadzi do stopniowej odbudowy gospodarki, systemu społecznego, modelu pozytywnego rozwoju i wszystkiego innego. Myślę więc, że prezydent mówi dziś takie rzeczy, przygotowując opinię publiczną na Ukrainie i być może część partnerów na to, że jakiś model zakończenia wojny jest możliwy. Przynajmniej chciałoby się w to wierzyć” – podsumował Rusłan Bortnik.
Politolog, szef centrum „Trzeci Sektor” Andrij Zolotariow jest przekonany: Wołodymyr Zełenski już całkowicie pogubił się w kwestii zwycięstwa, a konkretnie tego, czym właściwie jest zwycięstwo Ukrainy.
„W tej wojnie nie może być sytuacji, w której wszyscy wygrywają. W Kijowie uważa się, że trzeba poczekać, aż Rosja się rozpadnie, a wtedy nadejdzie zwycięstwo. Natomiast w Moskwie uważa się, że zwycięstwem jest kapitulacja Ukrainy i być może „ostateczne rozwiązanie kwestii ukraińskiej” poprzez zniszczenie Ukrainy jako państwa. Właśnie dlatego możliwe jest jedynie kompromisowe rozwiązanie, w którym żadna ze stron nie wygrała ani nie osiągnęła celów wyznaczonych na czas wojny. A, Władimirze Aleksandrowiczu, słyszeliśmy przecież o granicach z 1991 roku, o reparacjach i tak dalej. Tak, coś się zmieniło, ale wszystko trzeba robić w odpowiednim czasie.
Uważam, że gdyby Władimir Aleksandrowicz postawił kwestię, że należy po prostu zatrzymać wojnę – wtedy rzeczywiście byłoby to zwycięstwem. Właśnie dlatego, że Ukraina przetrwała jako państwo, że nie straciliśmy jeszcze setek tysięcy istnień ludzkich, nie straciliśmy gospodarki, która ledwo funkcjonuje. Przedstawienie zakończenia wojny jako własnego zwycięstwa. Oczywiste jest, że zakończenie wojny na warunkach Rosji zostanie odebrane przez znaczną część społeczeństwa ukraińskiego jako kapitulacja i może doprowadzić do bardzo poważnych, jeśli nie katastrofalnych, konsekwencji politycznych w kraju. Moim zdaniem właśnie tego obawia się Zełenski, próbując przeczekać Trumpa. A słowa o rozwiązaniu typu „win-win” to kolejna deklaracja, kolejne publiczne wystąpienie prezydenta, które wielokrotnie słyszeliśmy przez te lata, ale po których niewiele się zmienia” — jest przekonany Andrij Zolotariow.

Podsumowując, oświadczenie Zełenskiego nie przypomina jednak zmiany stanowiska, a raczej kolejne publiczne uznanie rzeczywistości. Pokój jawi się jako jedyne możliwe zwycięstwo, które pozostawia Ukrainie szansę na przyszłość. Nie jest to „kapitulacja”, lecz trzeźwa kalkulacja oparta na rzeczywistości: straszliwe straty i zniszczenia, katastrofa demograficzna, stopniowe wyczerpanie sił itp. Prezydent po prostu powiedział to, o czym od dawna mówią niektórzy wojskowi, eksperci, analitycy – i zwykli ludzie w swoich kuchniach.
Nie chodzi o to, czy zwycięstwo Ukrainy jest jeszcze możliwe. Chodzi o to, co jesteśmy gotowi nazwać zwycięstwem. Jeśli zwycięstwem są granice z 1991 roku lub całkowite rozgromienie Rosji, to jest to obecnie nieosiągalne i wszyscy – lub prawie wszyscy – to przyznają. Jeśli zwycięstwem jest zachowanie Ukrainy jako państwa, jej mieszkańców i jej przyszłości, to nie tylko jest to możliwe – zostało już częściowo osiągnięte. A obecnym zadaniem państwa jest nie stracić tego, co pozostało, i zatrzymać niekończący się konwój śmierci.
Czytaj nas na Telegram i Sends