$ 43.15 € 50.92 zł 12.06
-6° Kijów 0° Warszawa +1° Waszyngton
Nowe rozmowy w Abu Zabi: czy mają szanse na sukces

Nowe rozmowy w Abu Zabi: czy mają szanse na sukces

05 lutego 2026 18:08

W tych dniach, 4–5 lutego 2026 roku, w Abu Zabi (stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich) ponownie odbyły się rozmowy pomiędzy przedstawicielami Ukrainy, rosji oraz Stanów Zjednoczonych. Tematem spotkania było pokojowe uregulowanie wojny.

Ta runda dyplomatyczna odbyła się na tle kolejnych barbarzyńskich ataków na Kijów i inne miasta, podejmowanych w próbie „zamrożenia” Ukraińców we własnych domach. Skład delegacji w praktyce nie uległ zmianie: ze strony USA była to ta sama grupa negocjatorów, na czele ze Stevem Witkoffem i Jaredem Kushnerem; ze strony Ukrainy — blok wojskowo-polityczny; ze strony rosji — wyłącznie przedstawiciele wojska i służb wywiadowczych. Co ciekawe, wszystkie strony niemal nie komentują przebiegu rozmów, a w nielicznych, ostrożnych wypowiedziach pojawiają się takie określenia jak „konstruktywność” i „merytoryczność”. Daje to ostrożną nadzieję, że negocjacje rzeczywiście mają bardzo konkretny charakter i pewną — choć niewielką — szansę na powodzenie.

Nie należy jednak oszukiwać się co do rzeczywistości i trzeba przyznać, że ta szansa pozostaje bardzo mała i ulotna. Fundamentalne stanowiska stron nie uległy zmianie i nikt nie jest gotów ustępować. W związku z tym nadzieje na szybki pokój, niestety, pozostają jedynie nadziejami.

Co obecnie wiadomo o procesie negocjacyjnym w ZEA i dlaczego strony wciąż nie są w stanie zawrzeć porozumienia — tej upragnionej „peace deal”, o której tak marzy Donald Trump? Zagadnienie to przeanalizował komentator polityczny UA.News Mykyta Traczuk wraz z zaproszonymi ekspertami.

„Jest konstruktywność i porozumienia”: co wiadomo o rozmowach w Abu Zabi 4–5 lutego
 

Jak już wspomniano wcześniej, strony niemal nie komentują przebiegu procesu negocjacyjnego. A jeśli już to robią, bardzo ostrożnie dobierają słowa i przekazują mediom minimum informacji. Może to świadczyć o tym, że dyskusja rzeczywiście ma charakter merytoryczny, a zatem istnieje swoista „dżentelmeńska umowa”, by nie ujawniać publicznie szczegółów poszczególnych kwestii do momentu ostatecznych uzgodnień.

Poziom reprezentacji delegacji w praktyce nie uległ zmianie. Ukrainę reprezentują: sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Rustem Umierow, szef Kancelarii Prezydenta Kyryło Budanow, lider frakcji „Sługa Narodu” w parlamencie Dawyd Arachamija, pierwszy zastępca szefa Kancelarii Prezydenta i dyplomata Serhij Kysłycia, szef Sztabu Generalnego Andrij Hnatow, zastępca szefa Głównego Zarządu Wywiadu Wadym Skybycki oraz doradca szefa Kancelarii Prezydenta Ołeksandr Bewz. Widzimy, że Kijów utrzymuje dość wysoki poziom reprezentacji, obejmujący zarówno przedstawicieli wojskowych, jak i politycznych, uprawnionych do podejmowania decyzji oraz — w razie potrzeby — do bezpośredniego kontaktu z prezydentem Ukrainy.

Strona amerykańska również jest reprezentowana zarówno przez blok wojskowy, jak i polityczny. W rozmowach uczestniczą: specjalny wysłannik Trumpa Steve Witkoff, zięć Trumpa Jared Kushner, sekretarz armii USA Dan Driscoll, dowódca Europejskiego Dowództwa Sił Zbrojnych USA Alexus Grynkewich oraz inni.

Jeśli chodzi o państwo-agresora, jego delegacja także jest reprezentowana na wysokim szczeblu — jednak wyłącznie wojskowym. Są to przedstawiciele rosyjskiego Sztabu Generalnego oraz GRU, w tym m.in. szef Głównego Zarządu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych rosji Igor Kostiukow, oficer wywiadu wojskowego Aleksandr Zorin oraz inni. Świadczy to o tym, że Moskwa nie jest zainteresowana omawianiem kwestii politycznych, a zresztą poziom delegacji na to nie pozwala — jej członkowie po prostu nie posiadają odpowiednich pełnomocnictw. Mogą natomiast prowadzić rzeczowe rozmowy na temat sytuacji na linii frontu.

Strona ukraińska komentuje sytuację bardzo powściągliwie, lecz ogólnie w ostrożnie pozytywnym tonie. Nie obiecuje jednak żadnych szybkich przełomów.

„Praca była merytoryczna i produktywna, skoncentrowana na konkretnych krokach oraz praktycznych rozwiązaniach” — oświadczył sekretarz RNBO Umierow.

Później, w wieczornym wystąpieniu, prezydent Zełenski poinformował, że w Abu Zabi uzgodniono nową wymianę jeńców — po raz pierwszy od czterech miesięcy. To dobra wiadomość „w próżni”: ukraińskich obrońców trzeba sprowadzać do domu. Należy jednak pamiętać, że wymiany jeńców odbywają się przez cały okres wojny. Jest to przede wszystkim proces techniczny; strony wymieniają również m.in. ciała poległych. Takie kontakty między walczącymi państwami istnieją zawsze, ale nie mają one bezpośredniego wpływu na dynamikę procesu pokojowego.

Strona amerykańska również ocenia rozmowy bardzo powściągliwie, z nutą ostrożnego optymizmu. W Departamencie Stanu USA mówi się o „szansach na pokój”, jednocześnie przyznając, że na konkretne wnioski jest jeszcze za wcześnie.

Ciekawym elementem w tym kontekście jest niedawny artykuł portalu Politico, którego dziennikarze rozmawiali off the record z osobami zbliżonymi do procesu negocjacyjnego w Abu Zabi. Media określają tę rundę dyplomatyczną jako „bardziej obiecującą, niż się spodziewano”. Jeden z amerykańskich ekspertów, który doradzał ukraińskiej delegacji, stwierdził, że rozmowy stały się „bardziej konstruktywne”, a rosjanie podchodzą do nich „poważniej”. Źródło wiąże ten fakt z dołączeniem do ukraińskiej delegacji Kyryła Budanowa oraz — w szczególności — Dawyda Arachamiji.

„Zauważam, że odkąd do zespołu negocjacyjnego dołączył Dawyd (Arachamija — red.), nastąpiła wyraźna poprawa w relacjach z rosyjskimi negocjatorami. Myślę, że dzieje się tak dlatego, iż oni go szanują… i widzą ludzi, którzy żyją w realnym świecie i są gotowi na kompromisy” — zaznacza źródło Politico.

Nie należy jednak zapominać, że amerykańskie media różnią się od ukraińskich jedynie wysokością „cennika” — w tym sensie, że również tam można publikować materiały i komentarze sponsorowane, wychwalające konkretnego urzędnika czy polityka. Dlatego podobne wypowiedzi, choć mogą mieć pewne podstawy, należy jednak odbierać z wyraźną dozą krytycyzmu.

Переговори України та Росії сьогодні - зустріч в Абу-Дабі завершилася -  чого чекати далі


Opinie ekspertów
 

Politolog, dyrektor grupy socjologicznej „Ukraiński Barometr” Wiktor Nebożenko uważa, że w kwestii negocjacji należy wychodzić z kategorii merytorycznych, a nie z nazwisk.

„To, że Arachamija założył na negocjacje nowe sneakersy za 2 tysiące euro, świadczy o tym, że nie jest pewny siebie. Ale to akurat drobiazg. Jeśli negocjacje są realne i poważne, to nie chodzi o komentarze udzielane dziennikarzom czy ekspertom. Chodzi o strukturę delegacji. Jeśli są tam swaci, bracia czy zięciowie, to takie negocjacje nic nie są warte. Gdy przyjeżdżają Witkoff i Kushner — to bardzo solidni ludzie, ale to nie jest podejście instytucjonalne. Ludzie realizują jakieś własne zadania. W Ukrainie jest podobnie. Jeśli osoby nie mają nic wspólnego ani z wojskiem, ani z dyplomacją — jak Arachamija — to jaki to ma sens? On jest inteligentnym człowiekiem, Dawyd. Ale nie jest dyplomatą ani wojskowym. Jest szefem frakcji parlamentarnej. To niezbyt znaczący status… Budanow pod tym względem jest znacznie bardziej odpowiednim kandydatem. W końcu to były szef wywiadu, człowiek wojska. Jeśli nie próbuje odgrywać roli nowego Jermaka, to jest na właściwym miejscu. Jednak w negocjacjach powinni brać udział wojskowi i dyplomaci. Z każdej strony. Poważność rozmów zależy nie od medialnych nazwisk, lecz od zawodowego statusu członków delegacji. Uważam, że z naszej strony skład grupy negocjacyjnej jest bardzo słaby” — zaznaczył Wiktor Nebożenko.

Politolog, dyrektor Centrum Stosowanych Badań Politycznych „Penta” Wołodymyr Fesenko nie wyklucza, że komplementarne publikacje w zachodnich mediach na temat Arachamii to tzw. „dżynsa” (materiały sponsorowane). Ekspert ma pewne podejrzenia, ale ich nie przesądza. Jednocześnie ukraińska delegacja ma również swoje obiektywnie mocne strony.

„Z całą pewnością mogę powiedzieć, że Budanow nadał tym negocjacjom większą treściwość i praktyczny charakter. Zarówno Amerykanie, jak i rosjanie odnoszą się do niego z szacunkiem. Fakt, że rosyjskiej delegacji przewodniczy przedstawiciel wywiadu, jest bezpośrednią reakcją na obecność Budanowa. Dzięki temu rosjanie podchodzą do rozmów znacznie poważniej. Jeśli chodzi o Arachamiję — powiem, że dodał on dynamiki, rozległości, głębi i pewnej niejednoznaczności procesowi negocjacyjnemu. Potrafi — dosłownie i w przenośni — mówić jednym językiem z Witkoffem i Kushnerem. To język biznesowo-polityczny, którym Arachamija włada doskonale. Nowi członkowie ukraińskiej delegacji dodali więc tym negocjacjom swoistej „wartości dodanej”.

Ogólnie rzecz biorąc, ta runda będzie pokazowa. Ale oczekiwanie, że od razu dojdzie do jakichś ustaleń, jest naiwne. Do tego nie dojdzie. To jak pojedynek bokserski: czym jest pierwsza czy druga runda? To sprawdzian, test obrony przeciwnika, sposób na znalezienie odpowiednich technik i działań ofensywnych, dostosowanie taktyki itd. Poważniejsze rzeczy zaczynają się później. Jednak ta druga runda w Abu Zabi jest ważna dlatego, że tzw. „energetyczne zawieszenie broni” stworzyło pośredni, lokalny kryzys zaufania i zdeformowało proces negocjacyjny. Zamiast gestu dobrej woli pojawiła się cyniczna kpina. A to generuje dodatkowe problemy. Wygląda na to, że rosjanie zaostrzają swoje żądania, wywierają presję. Jeśli tak jest — teraz nie dojdzie do żadnych porozumień. Na konkretne rezultaty na razie nie ma co liczyć” — podsumował Wołodymyr Fesenko.

В Абу-Дабі завершився перший раунд переговорів України, Росії та США


Porozumienie pokojowe: dlaczego wciąż go nie ma
 

Za niespełna trzy tygodnie, 24 lutego 2026 roku, Ukraina z goryczą będzie obchodzić dokładnie cztery lata od rozpoczęcia pełnoskalowej wojny. Wojna, która w zamyśle Moskwy miała być błyskawiczną „operacją specjalną”, pod względem czasu trwania już przewyższyła wojnę radziecko-niemiecką, nazywaną w rosyjskiej historiografii „Wielką Wojną Ojczyźnianą”. W tamtym konflikcie Niemcy najpierw dotarli do Moskwy, a następnie Armia Czerwona dotarła do Berlina. W tej wojnie natomiast kamieniem potknięcia — podobnie jak 12 (!) lat temu, w 2014 roku — pozostaje Donbas.

Idea porozumienia pokojowego i konieczności negocjacji od dawna stała się stałym elementem międzynarodowego przekazu medialnego. Szczególnie aktywnie promuje ją Donald Trump, który jeszcze na długo przed powrotem do Białego Domu uczynił ten „peace deal” dotyczący Ukrainy ważną częścią swojej retoryki politycznej. Światowe media regularnie informują, że porozumienie jest „tuż-tuż”, że trwają „intensywne konsultacje”, że „strony są bliskie kompromisu”. W praktyce jednak ani Moskwa, ani Kijów nie wykazują gotowości do strategicznych ustępstw, które mogłyby stać się fundamentem trwałego pokoju.

Jednocześnie niezwykle istotne jest zrozumienie jednego: dla Kremla negocjacje nie są dziś narzędziem zakończenia wojny, lecz sposobem zarządzania jej zewnętrznym postrzeganiem. Są potrzebne do obniżenia presji sankcyjnej, do pracy z państwami neutralnymi Globalnego Południa, do podtrzymywania wizerunku „racjonalnego gracza”, rzekomo otwartego na dialog itd. Same negocjacje nie zakładają jednak realnego rezultatu. Ich funkcja ma charakter czysto sytuacyjny i instrumentalny.

W Ukrainie dobrze to rozumieją, dlatego oczekiwania wobec spotkań w Abu Zabi od samego początku są ograniczone. Doświadczenia Mińska, Stambułu oraz wielu innych formatów nauczyły Kijów, że rozmowy z rosją w warunkach trwającej ofensywy i ataków rakietowych są raczej elementem strategii wojskowej Moskwy, a nie rzeczywistym procesem pokojowym.

Aby zrozumieć, dlaczego rosja nie spieszy się z zawarciem porozumienia, trzeba spojrzeć na wojnę nie jako na nieudany projekt i największy błąd w życiu putina, lecz jako na mechanizm doskonale wkomponowany w jego system władzy. władimir putin prowadzi tę wojnę nie tylko dla terytoriów, zasobów czy własnego statusu geopolitycznego. Prowadzi ją dla samego procesu.

Як Захід може допомогти Україні в 2024 році — Тексти.org.ua


Wojna stała się najwyższym punktem jego władzy i główną przygodą, „napędem”, całej jego biografii politycznej. To właśnie w warunkach wojny putin osiągnął największą od ponad ćwierćwiecza koncentrację władzy, podporządkował sobie elity i zmobilizował społeczeństwo wokół postaci naczelnego dowódcy. Wystarczy spojrzeć na dowolne publiczne wystąpienie rosyjskiego przywódcy, by zrozumieć, o co chodzi.

putin dosłownie ożywa, gdy mówi o froncie. Promienieje od środka, opowiadając o nowych rosyjskich rakietach, o zajmowaniu kolejnych donbaskich centrów powiatowych, o „konfrontacji z Zachodem” itd. Z kolei w sposób lustrzany wyraźnie nudzi się i gaśnie, gdy rozmowa schodzi na gospodarkę, podatki, produkcję czy, nie daj Boże, jakiekolwiek reformy.

W czasie pokoju zmuszony jest być administratorem. W czasie wojny natomiast wyraźnie widzi siebie jako postać historyczną na miarę Piotra Wielkiego, „zbieracza ziem ruskich” i przywódcę „wielkiego mocarstwa”. W tym sensie wojna przestała być narzędziem polityki, a stała się jej treścią. Tłumaczy wszystkie porażki, usprawiedliwia wszelkie represje, pozwala zrzucić winę za problemy gospodarcze i cementuje władzę putina.

Wojna jest betonową płytą nad przyszłością rosji, ale wygląda na to, że właśnie do tego dążył prezydent FR, ponieważ dla dyktatora nie ma gorszych wrogów niż czas, który w stu procentach pewnego dnia go zabierze, oraz przyszłość, która nieuchronnie nadejdzie już bez niego. Zakończenie wojny automatycznie stawia przed Kremlem niebezpieczne pytania: o cenę tej wojny, o jej cele, o straty, o sankcje, o przyszłość kraju. Dopóki wojna trwa, tych pytań można nie zadawać. Jakby po prostu nie istniały.

W takich warunkach pokój, zwłaszcza kompromisowy, niesie ze sobą nie tylko ryzyka polityczne, ale i społeczno-ekonomiczne. Ponadto przedłużająca się wojna pozwala Kremlowi unikać jednoznacznego rozliczenia rezultatu. Zwycięstwo nie jest określone, porażka nie została uznana, odpowiedzialność rozmywa się w czasie. „Napęd” trwa w dynamice.

Ważne jest również to, że wojna dawno przestała być wyłącznie „putinowska”. Owszem, to on jest jej głównym inicjatorem i architektem — to jego osobisty projekt i, jak się wydaje, dzieło całego życia. Nie należy jednak się łudzić: w wojnę głęboko i trwale wpisane są interesy aparatu siłowego, biurokracji, przemysłu zbrojeniowego, elit regionalnych oraz wielu zwykłych rosjan. Nie oznacza to, że wszyscy oni fanatycznie popierają działania wojenne. Oznacza to jednak, że znaczna część systemu nie ma motywacji do pokoju. System się zaadaptował — i to jest najgorsze.

Podsumowując: dopóki wojna pozostaje dla putina źródłem władzy, legitymizacji i wewnętrznej mobilizacji, wszelkie negocjacje skazane będą na charakter czysto pozorowany. W tym sensie spotkania w Abu Zabi to jedynie kolejny epizod długiej kroniki dyplomatycznej, przypominającej niekończący się latynoamerykański serial. Tyle że za każdym odcinkiem kryją się krew i śmierć tysięcy ludzi oraz cierpienie milionów.

Czytaj nas na Telegram i Sends